Przyszłość należy do tych, którzy znają swoje miejsce…

Witajcie moi drodzy, już dawno tu mnie nie było, prawda? Co jednak absolutnie nie oznacza, że nie mam o czym pisać…, ale może TERAZ [06.03.19] skupię się przede wszystkim na tym, jak dziś się czułam… Pomyślałam, że muszę pomóc temu w końcu z siebie „wyjść”. Otóż dziś ponownie wstałam jakaś zmęczona. I dopiero jedząc obiad „rozkminiłam”, co może być tego powodem… A czuję się tak właśnie od wtorku. Zaczęło się to tym, gdy w poniedziałek ujrzałam na fejsie fotkę z imprezy urodzinowej [40-tka męża mojej przyjaciółki], mnie tam nie było. Nie ukrywam zamurowało mnie…, ale zaraz pomyślałam, że nawet składając mu życzenia 01.03., nie pomyślałam przecież o tym, że to właśnie 40-tkę kończy…

W każdym razie z poniedziałku na wtorek bardzo źle spałam. Obudziłam się o 4 nad ranem do ubikacji i zanotowałam sobie jeszcze ten sen: śniło mi się, że rozmawiałam z Zalwką i powiedziałam jej, jak zrobiło mi się przykro, że o mnie zapomnieli…, widziałam, że była tam nawet Zalwki siostra z Danielem, Ruda także ze swoim mężem i jeszcze kilka innych osób, których nie znałam… W każdym razie, gdy mówiłam to Zalwce, ona do mnie, że nawet Gutek [mój były mąż] bardzo ich zaskoczył, że on także znalazł jakąś wymówkę… [Boooszeee, dopiero teraz to do mnie dochodzi, że w takim razie jego musieli także prosić…], a mnie cholera nie…

I oczywiście, że zrobiło mi się przykro z tego powodu…, poczułam się jakaś taka „wykluczona” i „niepasująca” do grona ich znajomych…Bo przecież nigdzie nie jestem zatrudniona, a wśród nich każdy „gdzieś” [najczęściej jednak na jakichś ważnych stanowiskach] pracuje, ma samochód, dzieci itp.itd.

A ja co? Bezrobotna, mam tylko jedynie mieszkanie [dla mnie AŻ, ale to wciąż TYLKO dla mnie], i to bez żadnych udogodnień [i co gorsza = nawet nie przywiązuję do tego takiej wagi!], bo nadal uważam, że musząc wybierać między „być” a „mieć” wybrałabym zdecydowanie to pierwsze!

Photo by Girlan Xm on Pexels.com

Najbardziej prawdopodobne jest to, że mnie nie zaprosili, bo się mnie wstydzili po prostu…, z całą pewnością doszli do wniosku, że osoba, która nigdzie nie jest zatrudniona jest kompletnie nieciekawa. Poza tym, cóż tu jeszcze dodać: bez męża i dzieci, z taką przeszłością…i niepełnosprawnym bratem. Ale chyba przede wszystkim osoba z takimi „niedociągnięciami”, nie potrafiąca opowiadać [bo o czym niby by mogła?] i jakoś „brylować” w towarzystwie też nie umiem, ale chyba przede wszystkim dlatego, że mi jakoś na tym nie zależy…

Czyli uznali mnie za taką bardzo „nieatrakcyjną towarzysko”. I wiecie, nawet po dłuższym zastanowieniu się, pomyślałam sobie, że może i dobrze wyszło…, a że nie jestem osobą, która jakoś chce dochodzić, dlaczego w ogóle tak się stało, myślę sobie raczej ok. Jest jak jest, może mieli ku temu swoje powody, a może ja rzeczywiście wcale nie czułabym się tam najlepiej. Wierzę w to, że tak, jak wyszło, jest najlepiej. Co nie zmienia jednak faktu, że poczułam się tak bardzo odtrącona. I to jest przecież całkiem normalne Zalwko!

Bo to przecież oznacza, że BYŁAŚ DLA MNIE WAŻNĄ I JEDYNĄ BLISKĄ MI OSOBĄ! I choć bardzo dobrze o tym wiem, że przez to wszystko, co się wydarzyło, znacznie się od siebie oddaliłyśmy, jednak Ty sama mi wielokrotnie mówiłaś, że GDYBY BYŁO CI OBOJĘTNE TO, JAK SIĘ CZUJĘ I „SPŁYWAŁBY” PO TOBIE KAŻDY MÓJ ŻAL, SMUTEK I PRZYKRA SYTUACJA, OZNACZAŁOBY TO PRZECIEŻ, ŻE NIE JESTEM JUŻ TWOJĄ PRZYJACIÓŁKĄ. ŻE STAŁAM SIĘ TOBIE JUŻ OBOJĘTNA…Nie ukrywam, że tak się właśnie wtedy [po ujrzeniu tego zdjęcia] poczułam…

Tak i to właściwie mi wszystko tłumaczy. Do tej pory cały czas myślałam, że potrzebowałabym kogoś, kto by mnie po prostu przytulił, bo może w końcu mogłabym to z siebie wyrzucić i zacząć choćby płakać… [a prócz tego zdarzenia, miałam jeszcze kilka innych powodów do płaczu] A uwierzcie mi noszę na sobie taki właśnie „garb z płaczu” zwłaszcza od tego wtorku.

Ale dziś choć udało mi się w końcu znaleźć tego powód/przyczynę. Że to wcale nie jest takie znowu irracjonalne i bezpodstawne. Tu znów się kłania „przyczyna i skutek”. Bo na początku wcale nie chciałam przyznać się do tego, że to było dla mnie AŻ TAKIE PRZYKRE. Raczej myślałam, że ok, tak po prostu wyszło i nie będę wnikała dlaczego, po prostu najwidoczniej tak miało być… Ale dziś właśnie udało mi się w końcu do tego dojść, chyba po tym, jak byłam się w końcu przewietrzyć. Od razu, jakby mózg zaczął mi lepiej „pracować”, bo dotlenił się świeżym powietrzem 😋. Ok, to chyba ten wpis na tym zakończę.

Choć może tylko dodam, że tytuł tego wpisu pochodzi z filmu „Niezgodna” [https://www.cda.pl/video/1802495ad], który zauważyłam, że gdy jest mi źle i czuję się zmęczona, to sobie włączam i oglądam [jak choćby teraz😉]. Ale dziś już przynajmniej mogę powiedzieć, że udało mi się znaleźć przyczynę tego mojego stanu. Bo do tej pory najwidoczniej tak bardzo próbowałam to wyprzeć i wciąż nie chciałam przyznać, że…, no właśnie, że co, Zalwuś? Że jesteś dla mnie ważna, że zawsze przecież taka byłaś, stałaś po mojej stronie…

3 myśli w temacie “Przyszłość należy do tych, którzy znają swoje miejsce…

  1. Przyznam się, że dziwnie się czyta te rozkminy dlaczego ktoś nas nie zaprasza. Zawsze patrzyłam na to z punktu zapraszającego – chcę zaprosić tego, to muszę i tamtego, bo się obrazi. To przykre, aż się odechciewa robić imprez. Inna sprawa, że jestem mało imprezowa i spotykam się w mikro-gronach bez napinki. Kiedy moja koleżanka z pracy zaprosiła mnie na swój ślub, więc musiała zaprosić mojego chłopaka, którego w życiu na oczy nie widziała … absurdy życia społecznego. Odmówiłam wóczas, przyczyniając się do szczęścia 😀

    Polubienie

  2. Ja bym ją na Twoim miejscu zapytała wprost, dlaczego mnie nie zaprosiła. Skoro i tak widać czarno na białym, że oddaliła się od Ciebie chyba jak tylko mogła najbardziej, to nic nie tracisz pytając. Zrobiłabym to dla własnego spokoju ducha.

    Polubienie

  3. Ja bym ją na Twoim miejscu zapytała wprost, dlaczego mnie nie zaprosiła. Skoro i tak widać czarno na białym, że oddaliła się od Ciebie chyba jak tylko mogła najbardziej, to nic nie tracisz pytając. Zrobiłabym to dla własnego spokoju ducha.
    P.S. Znów zjada moje komentarze.

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close