„Prawdziwa mądrość i miłość akceptuje zmiany i pozwala rzeczom odejść”

Zmiana – Ajahn Brahm

U niej jedno niestety pozostaje bez zmian, [no, ok, tego właściwie nie da się wyrazić jednym słowem 😋🤣😜], gdyż są to:

  • i jej nieustający natłok myśli i wciąż napływające do głowy pomysły
  • ciągłe problemy z pamięcią…
  • może nie „permanentne” wręcz, ale zdecydowanie szybsze niż u innych osób „zmęczenie”…

Choć teraz odczuwa je jeszcze bardziej i intensywniej…, myślicie, że ma na to wpływ ta jakże „wakacyjna”, urlopowa wręcz pogoda? + także fakt, że teraz ma właśnie okres… A może to właśnie wszystko na raz…

To jeszcze jednak coś a propos tej miesięcznej „powinności”, musi tu bowiem jeszcze o czymś wspomnieć. Otóż ona tak bardzo cieszyła się już na ten nowy kubeczek menstruacyjny, bo UWAGA! m.in. miał dłuższy ten trzonek, którego wcześniej wcale nie chciała mieć takiego znowu długiego [bo sobie wyobrażała, że bez sensu, by jej taki „fiutek” tam jeszcze zwisał 😋], jednak po tym, jak przy tym poprzednim kolorowym miała już nawet problem z wyjęciem go, bo gdy próbowała to zrobić… On się jakoś tam w nią dziwnie „zapadł”/”utopił”… Tzn., że go w ogóle w sobie ma, odczuwała dłonią, lecz trudno było jej właśnie pochwycić ten „trzonek”. Dlatego już nawet pomyślała, że uda się może gdzieś z tym do ginekologa, ewentualnie jakiejś położnej, by pomogli jej to „cacko” wyciągnąć, buhaha😜 Jednak w końcu jej się udało, bo już myślała sobie, że chyba byłaby takim pierwszym „przypadkiem” / pacjentem z taką prośbą🤣

A teraz moi drodzy, cóż… nie dość, że czasem nadal jej się zdarza ten sam problem” przy wyciąganiu, to zauważyła także, że w pewnym momencie nawet odczuwa taki hm… ból to chyba zbyt duże słowo, nie będzie tu zmiękczać na „ból-ik”, bo bez sensu… Nie odda to chyba tego nawet w ogóle, gdyż to jest zwyczajny chwilowy dyskomfort jaki „odczuwa” właśnie w momencie wyciągania tego z siebie. Lecz dobrze pamięta, jak to było choćby i z tamponami i z soczewkami kontaktowymi. Ich też na początku nie wyobrażała sobie używać. A teraz nie ma z tym już kompletnie żadnego problemu. Zatem i do tego zapewne także się przyzwyczai, bo normalnie w trakcie noszenia tego, w ogóle go nie odczuwa, hehe.

Nie uwierzycie, ale pomyślała także, że przecież na całe szczęście nie ma takiego obfitego krwawienia, zatem najwyżej przy końcówce okresu [właśnie teraz] nie będzie go już wymieniać i zostawi po całym dniu także na noc, bo dziś z rana, jak wyjęła, był prawie pusty!

To wspomni jeszcze o wczorajszym dniu. Wtorek [09.07.19], gdy jednak udała się na tą siłownię… Ale po kolei:

Wprawdzie aura za oknem taka niezachęcająca kompletnie do niczego, zero słońca i ten paskudny deszcz jeszcze, który sprawia, że odczuwalna temperatura jest zdecydowanie niższa…

I tak, jak jeszcze w trakcie śniadania włączyła sobie ponownie swój ukochany film: Przed wschodem słońca / Before Sunrise . Napisała także do swojej ulubionej nauczycielki z niemieckiego [bo ona tak bardzo nie lubi marnować na nic czasu, a wczoraj dowiedziała się – i to właściwie po przemyśleniu wszystkiego, gdy wysłała bardzo mądrą odpowiedź do znajomej, która chciałaby przyjeżdżać do niej na lekcje z niemieckiego]. W międzyczasie i ugotowała jajo do swojej botwiny na później [obiad] i potarła część pestek awokado, przy okazji dowiedziała się, że po niemiecku to AVOCADOSAMEN 😉

Odkryła także drugą część tego filmu[!], zatytułowaną: Przed zachodem słońca – Before 2 Sunset https://www.cda.pl/video/131249069 Oglądanie go zostawiła sobie na „po obiedzie”, bo dziś ponownie pogoda fatalna i ona czuje się zmęczona, za to w międzyczasie włączyła sobie filmik Ajahn Brahm, pt. „ZMIANA” https://www.youtube.com/watch?v=qyyL0lWEgFk, skąd pochodzi tytuł tego wpisu.😉

Obejrzała jednak po obiedzie na swoim mega leżaku drugą część tego filmu i ponownie wywarł on na niej duże, by nie rzec: wielkie wrażenie 😊 W międzyczasie piła sobie kawę i jadła odgrzany „Apfelstrudel”, który odkryła w „zamarźlaku” [tym razem już nawet nie pamięta, hehe, czy miała wyrzuty sumienia, czy nie, że to zrobiła😜] Już mniej więcej jednak pod koniec filmu stwierdziła, że cholerka, nie bardzo chce jej się w ogóle nawet na tą siłkę wstawać i wcale nie zamierza się do niczego zmuszać.

Poczuła się taka zmęczona i senna, że po prostu postanowiła się tak, czy tak położyć, w końcu nawet gdyby na tą siłkę się wybierała, to miała jeszcze jakieś co najmniej 2 godziny do wyjścia…. Zatem „zabunkrowała się” w swój śpiwór i położyła się wygodnie i usnęła. A propos, czy u Was też jest tak cholernie teraz zimno w domu? Np. w nocy to ona sypia i w śpiworze i pod kołdrą [czasem nawet zabiera ze sobą jeszcze do „towarzystwa” termofor, hehe🤣].

Przebudziła się chyba „na siku” i spojrzała jeszcze na zegarek. Nie potrafi już tego nawet wytłumaczyć, dlaczego to poczuła… Ale „coś” jej mówiło, by dziś tam jednak pójść! Ach tu będzie ponownie trochę „zabawna i śmieszna” wręcz ta jej historia…Otóż najpierw, jak się ubrała to sprawdziła jeszcze sobie szybciutko, o której miałaby jakiś tramwaj. Po czym poszła tam na przystanek, luknęła, jak już tam doszła, tylko na godzinę i stwierdziła, że skoro nie pada, to ona nie będzie czekała na ten tramwaj! Tylko najzwyczajniej w świecie się przejdzie. I tu, serio, padli byście ze śmiechu widząc ją [a raczej to, co się w jej głowie i z jej ciałem w ogóle dzieje, jak ona widzi, że wypadałoby raczej podbiec, bo zaraz będzie czerwone światło…], ona poważnie próbuje z całych sił, by był to „bieg”, ale chyba jak ktoś tak to z boku ogląda, to … zastanawia się, czy to także dostrzega… Gdyż ona tak bardzo chce i próbuje nawet, by wyglądało to [ten jej „bieg”] całkowicie normalnie… Jednak [a może dlatego, że ona jest wobec siebie taka krytyczna?] myśli sobie, że musi sprawiać niezłe widowisko tym „pseudobiegiem”, bo to raczej jest widoczne, że ona nadal tego nie potrafi… [tak i tu ponownie sobie myśli, kiedy będzie ku temu okazja, by jednak ten bieg znowu zacząć ćwiczyć, ale ok. teraz zwalmy to jeszcze na okres i tą raczej kiepską pogodę (choć dziś już jest zdecydowanie lepiej! przeszła się nawet do sklepu)] Dopiero dziś sobie o tym jednak pomyślała, że powinna ponownie wstawać wcześnie rano – jak do pracy, zabierze się wtedy i za poranną gimnastykę, może będzie nawet wychodziła na dwór pobiegać, bo wtedy będzie i miała więcej energii, a i dzień będzie się stawał wtedy dłuższy, ale to jeszcze nie jutro, obiecuje, że da tu o tym znać kiedy, ok? 😉

W każdym razie ponownie ucieszyła się niezmiernie, że na tą siłownię jednak poszła! Już Wam pisze, dlaczego. Zawsze zaczyna ten swój trening tym orbitrekiem i stara się to kodować, jak to u niej wygląda. I tak: wczoraj akurat nie miała już siły, by wykonać te 15 min., lecz postanowiła sobie, że choć spali te przynajmniej swoje 60 kcal [a w ogóle to chyba też mniej więcej tyle potrzebuje czasu, by na tą siłkę dojść] i tak też zrobiła. Z tymże jeszcze, jak ona już tam stoi, to tak i patrzy na ten czas [który tym razem już sobie zdecydowanie i celowo odpuściła/ skróciła], patrzy także na to, ile km zrobiła [i tak sobie w duchu mówi, to choć zaczekam, aż będzie ponad 1 km, hehe], następnie zaś spogląda na te spalone kalorie i tak w sumie porównuje te 3 „wartości” i stara siebie przekonywać, by jednak tak szybko nie rezygnować z tego.

Tym razem jednak, nie wiem, czy kojarzycie, jak pisała kiedyś o takiej zgrabnej dziewczynie w szatni, która po wzięciu prysznica powiedziała, że musi jeszcze sobie zrobić fotkę w stroju kąpielowym dla trenera Damiana, który ją teraz „prowadzi”. Otóż zobaczyła ją dzisiaj tam również i ona [ta dziewczyna właśnie] pierwsza rzekła do niej „cześć”, ta się uśmiechnęła i odpowiedziała to samo. Jednak później, jak już była bliżej niej, poprosiła, by przypomniała jej, jak ma na imię [bo nie pamiętała już nawet, czy ją wtedy o to pytała, hehe]

Ale nie ważne, powiedziała jej, że ma na imię Julia. Pamięta tylko, iż wtedy widziała ją z tym samym chłopakiem trenującym i jej pomagającym. Pomyślała, że to właśnie jej instruktor, teraz był także i podawał jej po ciężarku. Zatem wykorzystała to, jak słyszy, że on tak się dobrze na tym zna [a w tamtym tygodniu jeszcze pamięta go, jak widziała, iż podszedł do całkiem obcej dziewczyny i pokazał jej, jak może zdecydowanie lepiej i sprawniej wykonywać to samo ćwiczenie, które właśnie robiła] i tym już wtedy wywarł na niej wrażenie. Jednak wciąż poniekąd nie miała chyba nadal wystarczająco odwagi, by podejść i po prostu zapytać o coś. Teraz jednak już to zrobiła, widząc, że tak przy okazji stanął także on gdzieś tam pomiędzy nią a tą Julią właśnie. I ona wtedy podeszła i pyta go dokładnie o to, jak powinna z tymi ciężarkami ćwiczyć, bo wydaje jej się, że on jest jakimś instruktorem. On mówi, że nie, skąd, nie jest żadnym, przychodzi tu tylko z żoną ćwiczyć, zapytała go: ach to Julia jest Twoją żoną? On na to: tak, właśnie 😊

I zaczął jej pokazywać różne ćwiczenia, m.in. z tymi ciężarkami. Ta mówi, że nie wie jeszcze, czy akurat ten nie będzie dla niej zbyt ciężki. I tu po prostu dodała, że ona nie może JESZCZE wszystkich ćwiczeń wykonywać. On na to, że spokojnie, to podnoś tylko takie, które będziesz w stanie, lepiej zacząć od lżejszych a później sobie zwiększać. Poza tym, już teraz nie pamięta dokładnie, jak on to powiedział, ale coś wspomniał chyba o tym, że domyślił się, iż ona miała jakiś „paraliż”…

Ta sobie myśli, hehe, żeby tylko…, ale już nie rozwijała historii, tylko rzekła, że jest po naprawdę poważnym wypadku samochodowym [nawet nie wiecie, jak w takich momentach się cieszy, że Gutek jest już jednak jej byłym mężem, bo on zawsze ją o to strofował, że po jaką cholerę ona wciąż gada takie rzeczy? Nie ma sensu przecież już do tego wracać i wspominać! Trzeba zapomnieć!!! itp.] Ona doskonale o tym wie i wcale nie zamierza do tego wracać, gdyż dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że

Wciąż uważa, że robi to, co powinna, absolutnie przecież nie użala się nad sobą! Stwierdza tylko krótko i najbardziej ogólnie fakt. Pamięta jednak, że nagle pojawił się „trener” Piotrek i widząc męża Juli jej coś pokazującego, zapytał zainteresowany, co on robi? A ten mówi: pokazuję Pani, jak ma ćwiczyć, bo ona jest po wypadku [hehe – tak, jakby ten Piotrek o tym nie wiedział 🤣] Ona na to: Tylko proszę, nie żadna „pani” [i tu podała swoje imię], coś jej się wydawało, że on chyba także swoje powiedział, jednak dużo później już zwątpiła i pyta go, a Ty jak masz na imię, on mówi: Cezary. Ta chwilkę myśli, że przecież nie będzie się do niego tak zwracać „Cezary”, bo to wydało jej się takie wręcz zabawne, jakby mówiła, np. „Cezary, mógłbyś mi proszę dokładnie powiedzieć, jak się wykonuje to ćwiczenie….” 😜🤣😋, tylko po prostu Czarek i tak mu powiedziała. Pamięta tylko jeszcze, że właśnie Czarek przypomniał jej to, co już ona chyba słyszała od tej Iwonki w piątek 05.07.19, że te mięśnie, które ją pobolewają to mięśnie czworoboczne, potocznie „kaptury”, także wracała do domu taka zadowolona i szczęśliwa, że dowiedziała się kolejnej ważnej rzeczy [przed chwilką wyszukała jeszcze sobie coś o tym w necie: https://www.fabrykasily.pl/treningi/trening-na-miesnie-czworoboczne-cwiczenia-na-kaptury]

Wskazał jej bardzo proste ćwiczenie na te „kaptury” właśnie, a mianowicie trzymając hantle w dłoniach podnoszenie tak ramion wysoko, jakby chciało się niemal schować szyję. Poza tym pokazał jej naprawdę jeszcze wiele cennych ćwiczeń, bo np. jak mogłaby wykorzystywać taką gumę przyczepioną do drabinki na ćwiczenie … hm… chyba łopatek, kurcze już nie pamięta dokładnie, jak to się nazwa, ale zapamiętała mniej więcej, jak to ćwiczenie wyglądało.

Poza tym ten Czarek był tak miły i uprzejmy, gdyż pokazywał jej naprawdę ponownie podstawowe rzeczy. Znów, tak jakby wiedział, że ten jej wypadek musiał być naprawdę poważny, np. powiedział, że ok, będzie mówił bardziej „po polsku”, gdy ta stwierdziła, że dla niej to jest po prostu zbyt wiele informacji na raz do ogarnięcia 🤣 Co chwilę także pokazując jakieś ćwiczenie na leżąco pytał jej, czy ona je wykonywać może, czy nic ją nie boli, bo nie wie, czy jej kręgosłup nie był uszkodzony… I z jednej strony myśli sobie, jakie to miłe, ale z drugiej Boooszeee, przecież do licha ona chyba aż na taką chorą nie wygląda, 😋 ale jeszcze z kolejnej str. to spójrzcie: tak, jakby domyślił się, że przecież SAM WYGLĄD TO NIE WSZYSTKO, gdyż ona akurat jest osobą, która na tak niewiele rzeczy narzeka😉

Mówił jej np. jak powinna stać robiąc te ćwiczenia i gdy ta rzekła, że nie potrafi jeszcze sama robić nadal przysiadów, on mówi do niej, ok, to na spokojnie, już Ci tłumaczę, jak masz się ustawić. Stajesz tak [i tu jej tłumaczy i pokazywał, bo wiedział, że wtedy będzie jej łatwiej zapamiętać, jak powinna się odchylić, w skrócie: biodra i pupa tak do tyłu, jakbyś chciała np. uprawiać sex od tyłu 😉]. Poza tym tak jej się poniekąd podobało, jak go o coś pytała, np. o ćwiczenia na mięśnie brzucha, to on stwierdzał „w Twoim przypadku”… hehe. Tu pokazywał jej także, jak ma wykonywać brzuszki i gdy ta chciała wziąć matę, ten rzekł, że on nie potrzebuje, ale czy ona sama sobie z tym poradzi [wyciągnięciem tej karimaty] Ona na to, ja już nie z takimi rzeczami sobie tu musiałam poradzić 🤣

Poza tym po raz kolejny od niego także usłyszała, że wpływ na to jak wyglądamy to w 70% jest nasza dieta, pozostałe 30% to trening. I że dużo białka przede wszystkim, mniej węglowodanów, ona ponownie, ok, wiedz tylko, że ja mięsa raczej nie gotuję, jedynie jem jaja, ryby i strączki. On mówi do niej no właśnie, a wiesz, że możesz sobie kupić białko, jako suplement diety i dodawać np. do omletów na śniadanie, pić po treningu itp.

W każdym razie tu już sobie pomyślała, że nie wie przecież nawet w jakiej cenie jest to białko, a tak poza tym, to ona nie chce być znowu jakąś przecież zawodniczką, chce po prostu być sprawna, zdrowa i tak też wyglądać. Powiedział jej jednak, że zawsze jak tylko będzie, to bardzo chętnie udzieli jej jakiejś informacji. A pokazywał i on i także Julia, jak ma dokładnie niektóre z ćwiczeń wykonywać. Ona była ponownie pod tak dużym wrażeniem, że oni się tak po prostu dzielą z nią swoją wiedzą!

Troszkę jeszcze sobie poćwiczyła, a on poszedł na bieżnię, ona następnie także tam się udała, lecz stanęła na tą całkiem przy ścianie, później po ok.15 min. [spaliła 60 kcal💪 ] schodząc już ze swojej bieżni zauważyła tego Czarka, a obok jego żonę Julię i tak przechodziła obok, on się odwrócił jeszcze i spojrzał, więc rzekła po prostu: „Cześć”. Później, jak była jeszcze w szatni zeszła także Julia i mogła już oficjalnie jeszcze podziękować za pomoc, jaką jej udzielili. Julia na to, że absolutnie nie ma za co, przecież nigdy nie wiemy, kto z nas będzie potrzebował także pomocy 😊

Julia rzekła do niej również, by robiła swoje i absolutnie się niczym nie przejmowała, że ktoś się może np. „dziwnie spojrzy”, czy że coś wykonuje nieprawidłowo i głupio. Nasza bohaterka jej powiedziała, że właściwie już po tym wypadku czuje się tak, jakby dostała „drugie życie” i teraz już raczej się na to uodporniła i ma do tego dystans. Bo wie przecież, że zawsze może pomyśleć, tudzież nawet powiedzieć w skrócie: „Nie znasz mojej historii”😋

Tak się cieszy, że jednak podniosła tyłek z łóżka na tą siłkę i w obydwie strony poszła na piechtę! Wracała ok. 22:15

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close