Jesteśmy tym, o czym myślimy przez cały dzień

Ralph Waldo Emerson

Prawda, że mądrze to brzmi? Taaaak! Tylko pod warunkiem, że myśli się dobrze i pozytywnie…. Ach, gdybyście tylko mogli zajrzeć do jej głowy, co się w niej wciąż i na nowo wyprawia…

Dziś mamy już wtorek 06.08.19, jest dawno po korepetycjach. Podzieli się z Wami do jakich wniosków doszła. Ona tak bardzo się zawsze stresuje przed tymi zajęciami, bo tak niezmiernie chciałaby wszystko, jak najlepiej przygotować. Sama dużo rozumie, ale sprawdza to, by móc dokładnie dane słówko dalej wytłumaczyć, najlepiej oczywiście innymi [łatwiejszymi] słowami, ale także po niemiecku.

Rzekła to właśnie tej Angelice. Mówiła to po niemiecku, a ta widać chyba nie za bardzo ją zrozumiała, bo odpowiada również po niemiecku, że nie, ona nie studiowała nigdy żadnej filologii, tylko [chyba] matematykę, no w każdym razie jakieś przedmioty ścisłe. 🤣

Ok, to postarajmy się to jakoś poukładać i choć trochę uporządkować. Otóż, np. jeszcze w niedzielę [04.08.19] już ponownie nic jej nie wychodziło z tego zamiaru „tworzenia nowej siebie”, w/g Briana Tracy. Nie wstała wcześnie, ale pomyślała sobie, że jest do cholery niedziela i ona wcale nic nie musi! Nie zaczęła nawet ćwiczyć, bo zastanawiała się, czy nie zacząć po prostu czytać [bo przecież „​Czytanie jest dla umysłu tym, czym ćwiczenia fizyczne dla ciała”]. A ma tu jeszcze wciąż tylko zaczętą książkę Josepha Murphy`ego…, lecz nie „Potęga Podświadomości”, bo tą już przeczytała dawno i to nawet 2 razy, lecz jakąś inną [właśnie zrobiła jej fotkę]: cholera! jej też nie może tu w ogóle zamieścić, gdyż ….”Nie ma wystarczająco miejsca, aby przesłać plik. Potrzeba 12 KB”…..

W jej życiu naprawdę zmiana goni zmianę! Więc tak: jeszcze w niedzielę [04.08.19] mniej więcej po śniadaniu pomyślała, że spędzi ją sobie nad morzem. Tu oczywiście znów „włączał” jej się „film” [w głowie], że to przecież taki kawał drogi, a nie wiadomo, czy czasem deszcz nie spadnie itp. No żałujcie, że nie mogliście jej wtedy ujrzeć. Jednak ruszyła kuperek i poszła na przystanek [tym razem autobusowy]. Tam zaczął już powolutku kropić deszcz, właściwie to było coś w rodzaju „siąpi nilaja”, hehe, zapamiętała to po prostu ze studiów jeszcze w Toruniu, jak jakiś wykładowca tak powiedział…

Nie pamięta już nawet w jakim kontekście to było, ale to przecież nie ma teraz żadnego znaczenia! Siedziała tam na przystanku i tak sobie myślała, że przecież musi udać się prawie aż na drugi koniec miasta. Zatem przekonywała siebie, że może tam wcale nie kropi. Wiedziała dobrze [bo kiedyś widziała na własne oczy, czy może po prostu tego doświadczyła!], iż to jest przecież możliwe, by stać nawet jedną nogą na deszczu, a drugą na kawałku suchej ziemi!

I tak, jak już dotarła do tego Jelitkowa, to okazało się, że DESZCZ TAM WCALE NIE PADA, najpierw znalazła sobie tam miejsce na plaży, by siąść. Później jednak zauważyła [a raczej usłyszała] 3 młodych, głośnych turystów [2 chłopaków i jedną dziewczynę, porozumiewających się chyba po rosyjsku]. W dodatku słuchających jakiejś głośnej i „nie w jej guście” muzyki. A ona już nawet zaczęła się tak „pokładać” na kurtce przeciwdeszczowej, którą wyjęła sobie z plecaka. Zerkała na tą trójkę takim wzrokiem niezadowolenia, lecz pomyślała sobie, że przecież nikomu to jakoś nie przeszkadza, prócz jej…

Zatem zebrała po prostu swoje „graty” i przeniosła się kawałek dalej. W ogóle znów pomyślała, że przecież teraz jest tak dużo turystów [i trochę zaczęła im nawet zazdrościć, że tak sobie podróżują…], a ona nic nie robi, nigdzie nie jeździ i nie poznaje nowych ludzi, niczego nie zwiedza… i nawet siebie nie daje poznać innym…

Wzięła tą książkę ze sobą [Joseph Murphy „Wykorzystaj swój potencjał przez potęgę podświadomości./ Zdobądź pewność siebie i poczucie własnej wartości”]. Tak dokładnie nazywa się ta książka, jest to jeden egzemplarz o tak rozwiniętym tytule. Oczywiście nad tym morzem wcale nie zabrała się za jej czytanie. Gdyż pomyślała, że będzie po prostu cieszyła się promykami słońca, które właśnie pokazywały się na niebie. I po prostu się tam „rozłożyła”, zaczynając nawet pisać @ do znajomej Anity Klemm … z żaleniem się, jaka to ona jest smutna, bo samotna i jak beznadziejnie się czuje. Jednak w rezultacie ani go nie dokończyła, ani tym bardziej nie wysłała.

Jak wyszła na przystanek to spojrzała tylko, że tramwaj powrotny do domu, już stał, a ona tak się potrafi cieszyć, że nadal umie dostrzegać takie pozytywne rzeczy: że choćby nie musi wcale długo czekać! W tym środku lokomocji zauważyła też, jak jakaś pani wyjmowała z wózka płaczące małe dziecko/ niemowlę prawie że…, prawie, gdyż miało tak niesamowicie dłuuugie włosy, jak na swój wiek [ok, mimo, iż zrobiła mu/ jej (temu maleństwu zdjęcie), to wie przecież, że zamieścić tu już go nie może…., zatem postara się opisać najlepiej, jak umie. To była jakaś chyba para z Hiszpanii].

Tak więc to dzieciątko, mimo, że rodzice – no chyba, że to nie byli biologiczni… , bo wcale tacy ciemni nie byli. A ono miało piękne duże czarne oczka i takie też włosy, gęste tak, że wyglądało niemalże jakby miało jakąś czarną czapeczkę 😉 Już Wam opisuje, jak wyglądało: było jeszcze w głębokim wózku i w białym ubranku takim, jakby hmm… no, jak napisze, że śpioszki, to przecież w nie ubrane może być już naprawdę starsze dziecko. A ta piękna kruszynka, jak ją ta pani wyjęła z tego wózka i wzięła w ramiona, to była dokładnie długości jej ręki, takie cudne maleństwo! Ale z tak mądrą buźką i tym zniewalającym spojrzeniem! Nawet nie wiecie, jak ona żałuje, że nie może Wam tego zdjęcia już tu pokazać!

Ach tak, jeszcze jadąc tym tramwajem wyjęła jednak tą książkę z plecaka i tak sobie ją czytała. W głowie wpadła w tym czasie na pomysł, że napisze @ do swojego wujka, tego, którego tak lubiła. [tego z Kaszub] I zaczęły jej tam lecieć łzy! Po prostu wyobrażała sobie to, co mu w tym @ napisze, a łzy same ciekły jej po policzkach… Tak sobie pomyślała, że to chyba był jakiś znak, że on dla niej musiał jednak dużo znaczyć! Aż poniekąd sama była zadziwiona faktem, że tak właśnie jej organizm zareagował, gdy myślała o tym, co napisze i jak.

On prawdopodobnie nawet nie zdawał sobie z tego nigdy sprawy, ale stanowił dla niej, zwłaszcza, po śmierci jej dziadka, kogoś takiego, jak „ojca”. Oczywiście on nigdy nim nie był [nie widywała go na codzień, miał przecież swoje obowiązki i swoją rodzinę itp.], ale ona tak po prostu to odczuwała [przypominam dziewczyna, która nigdy nie miała własnego ojca, z rozwiedzioną mamą i młodszym bratem…]. Jest też pewna, że on nawet nie mógł tego ani wiedzieć, ani też przypuszczać. A i ona nigdy nie lubiła o takich rzeczach mówić na głos, bo o czym niby miała? Przecież nie ona jedyna była bez ojca…, nigdy zresztą się nie skarżyła, tylko starała się doceniać to, co właśnie ma, co jej się przydarzało. Wcześniej sobie chyba nawet tego tak bardzo nie uświadamiała, ale właśnie teraz, jak o tym myśli, to pierwsze z czym on jej się kojarzył, to chyba poniekąd z „pewnym” poczuciem bezpieczeństwa.

Choć niby nic aż takiego jakiegoś bardzo wyjątkowego dla nich nie robił. Dla niej jednak ważne było choćby to, że jeszcze, jak studiowała w Toruniu, odwoził/ bądź przywoził do domu ją i Zalwkę, czy fakt, że razem z ciocią i babcią zabierali także dawniej ją i jej brata [gdy byli jeszcze dziećmi] na wczasy. Bądź też czasem nawet coś pomógł [teraz] jej mamie w domu, jak właśnie przyjechał ze swoją żoną [a siostrą mamy]. Wcześniej bez problemu pomógłby w tym Marcin – jej syn, a brat naszej bohaterki. Sam nawet często mówi, że gdyby nie poruszał się teraz na wózku inwalidzkim i miał bardziej sprawne ręce, spokojnie mógłby pomóc w jakichś bardziej męskich czynnościach mamie, czy nawet jej samej.

I tak wracała tym tramwajem leciutko zapłakana i już nawet sobie planowała, co mu tam w @ napisze, że:

  1. po pierwsze primo [tego właśnie nauczyła się m.in. od niego, pamięta, jak on zawsze w aucie cytował jej i Zalwce takie śmieszne czyjeś słowa 🤣], że ona NIE ZOSTAŁA Z BAYER ZWOLNIONA, tylko SAMA złożyła rezygnację [i nawet postanowiła, że prześle mu ten list, który wysłała swoim szefom]. Tak naprawdę on będzie pierwszą osobą w rodzinie, która się o tym dowie, bo do tej pory mówiła wszystkim, że po prostu ją zwolnili, bo się nie nadawała. Wstydziła się bowiem, że uznają ją po prostu za głupią…, bo jak można robić coś takiego??? Mając tylko rentę i nic więcej. A to przecież wymagało niemałej odwagi! Nawet nie wyobrażacie sobie, jak jej było wtedy ciężko…
  2. po drugie [tu chyba powinno być teraz „secundo”, nieprawdaż? 😋] postanowiła, że pokaże mu, iż jednak miała rację mówiąc, że „kiszka/kicha” może oznaczać również coś negatywnego, napisze mu po prostu, by włączył sobie film „Nietykalni”, dokładnie jest to tam pokazane/ powiedziane w 12:16!

Lecz później już jak tak patrzyła na to swoje życie, to okazywało się, że wszystko jakoś powolutku zmierzało w dobrym kierunku. A przynajmniej ona wtedy tak o tym myślała, bo miała o wiele bardziej optymistyczne nastawienie niż ma teraz… Ale zaraz zaraz, tak myśli sobie = czy ona rzeczywiście jest taka całkiem do niczego? Przecież, do cholery jasnej, z tyloma rzeczami musiała sobie tu dzielnie poradzić! I to robiła! Wcale nie narzekając i nawet nie płacząc!!!

To teraz dalej kontynuacja tej niedzieli [04.08.19] Wróciła do domu, zjadła obiad chyba dopiero ok.17 i oglądała sobie film „Wojownik” w reżyserii Gavina O'Connora. I tak już w jego trakcie [teraz nie pamięta dokładnie w jakim momencie], lecz postanowiła, że ona także zacznie coś robić, nie będzie tak bezczynnie siedzieć na tyłku. I wyobraźcie sobie wstała i poszła na tą dolinkę próbować biegać! 💪

Jak tak sobie podbiegiwała [bo bieganiem tego raczej jeszcze nazwać nie można :P], to przypominało jej się, jak bywała jeszcze na siłowni [dokładnie w piątek 02.08.19 skończył jej się karnet] i cóż ona tam robiła? Drugiej takiej upartej i dzielnej dziewuchy to z pewnością nie widzieliście: np. jak ćwiczyła te wykroki na tym steperze, to już doszła dawno do 20 powtórzeń, jednak, jeśli uznała, że nie do końca dobrze było zrobione, powtarzała to tak długo [nie licząc wcale dalej] aż w końcu zrobiła prawidłowo [wtedy powracała do dalszego liczenia]. 😊

Tego dnia wróciła do domu, odpaliła kompa, a tam widzi na swojej poczcie mailowej eDarling i inne serwisy randkowe. W tym momencie przypomniało jej się, jak Viki buddystka, która kiedyś ją odwiedziła [mająca już synka = niemalże własnego sobowtóra] powiedziała, że ona sama także na jednym z nich stworzyła sobie konto. I że to tak naprawdę teraz już przecież dawno żaden wstyd szukać sobie tam kogoś. Ona tak, jak i większość pewnie, myślała sobie: serwis randkowy? Nieee 😝

Lecz po dłuższym zastanowieniu się, pomyślała, że przecież znacznie łatwiej wyrażać jej słowa pisemnie niż coś mówić! Poza tym w taki przecież też sposób [drogą internetową na tym ówczesnym gadu gadu jeszcze] poznała swojego byłego męża. Zatem pomyślała, skoro tak bardzo potrzebuję miłości, to może sobie w ten sposób pomogę?

W ogóle to ona od mniej więcej piątku zaczęła już czytać sobie te materiały na wtorkowe, czyli dzisiejsze [06.08.19] korepetycje…

O poniedziałku [05.08.19] doniesie Wam po prostu hasłami:

  • po śniadaniu udała się po zakupy i w warzywniaku p.Piotr uświadomił jej, że jest właśnie Jarmark Dominikański [a ona była z kolei w takim co najmniej „nienajlepszym” nastroju]. Powiedziała wcześniej p.Piotrowi, że tak bardzo brak jej po prostu towarzystwa ludzi. Ten do niej wtedy, by wróciła do domu, coś zjadła [nie wiedział w ogóle, że ona jest właśnie po śniadaniu 😋] i wyruszyła na ten Jarmark. Ona jednak myśli sobie, że nie, teraz to chyba nie ma sensu, bo po pierwsze będą tam raczej same rodziny, tudzież turyści.

Rzekła, że raczej wolałaby chyba na jakieś koncerty [tam w końcu młodsi ludzie są]. Jednak ostatecznie doszła do wniosku, że to chyba niekoniecznie też jest najlepszy pomysł, bo ona nie najlepiej wygląda, a zresztą nie umie się już nawet bawić… Zatem po prostu ponownie wyszła w krótkich spodenkach w stronę dolinki.

Wtedy jej się jednak przypomniało, jak w niedzielę spotkała tam właśnie taką grubszą i starszą kobietę, która sobie robiła intensywne marsze/spacery wokół tego stawiku na tej dolince, pytała ją wcześniej o godzinę i tak się jakoś ta pani rozgadała i nawet sama się jej przedstawiła = „w ogóle to Krysia jestem” rzekła i później mówi do niej:

„A Pani też chce schudnąć, tak?” Aż nie ukrywa zdziwiła się bardzo😲, bo jeszcze nikt tak, widząc ją w tym sportowym stroju, do niej nie powiedział, hehe. A tymi krótkimi spodenkami specjalnie podkreśla to, że ma ładne szczupłe nogi. Wprawdzie musi schudnąć z brzucha, ale wszystko poza nim uważa, że ma jak najbardziej w porządku!

I ta babeczka zapytała ją właśnie, czy chodzi gdzieś na siłownię i za ile. Udzieliła jej tej informacji, ta zdziwiona, że tak drogo??? I wtedy powiedziała jej o innej tak jakby z drugiej strony. I właśnie tego poniedziałku, jak już tam szła sobie na tą dolinkę, to pomyślała: „a co mi szkodzi spróbować, zobaczyć, jak w ogóle jest na tej zachwalanej siłowni?” W ten właśnie sposób pomaszerowała tam. [choć szczerze mówiąc już „coś” jej mówiło, że niekoniecznie fajnie tam być musi ...]

Lecz, co tu dużo mówić, postanowiła, że pójdzie, sprawdzi i sama się na własnej skórze przekona! I znów, zobaczyła, że jej „głos” wewnętrzny jednak dobrze podpowiadał: może i jest tam taniej [o czym zresztą nawet nikt jej tam nie poinformował!!!] Ale zostawi już to bez żadnego komentarza…, bo po prostu w porównaniu do tamtej siłowni, na której skończył jej się właśnie karnet, jest co tu dużo mówić: beznadziejnie! Dosłownie wszystko tam było takie! A najbardziej chyba ludzie, sami nieatrakcyjni i albo grubi, albo starsi, albo i jedno i drugie 😂

Weszła tam i w ogóle nie było żadnej recepcji!!!! Jak się zapytała jakiejś dziewczyny o to, to ta pokierowała ją do pomieszczenia, w którym także, jak się okazało, nikogo nie było! Następnie ta dziewczyna właśnie zawołała chłopaka, który rzekomo się wszystkim zajmuje. Nasza bohaterka powiedziała do niego, że przyszła tu pierwszy raz [licząc na to, że zacznie opowiadać, pokazywać i ją przekonywać]. A ten co? Zapytał tylko na szybko, czego ona oczekuje, powiedział, że pierwsza godzina jest za darmo na oglądanie i próbowanie sprzętów, pokazał wprawdzie jej trochę, jak ma ćwiczyć na orbitreku [nie odezwała się nawet, że ona już dawno to wie!], po czym zostawił ją na nim ćwiczącą na 20 min.

Tzn. tyle miała tam w/g niego ćwiczyć, jednak ona wkurzona już na wszystko [przy okazji, jak tam była rozglądała się i na te sprzęty, lecz chyba zwłaszcza na ludzi, a najbardziej na mężczyzn, tak bardzo BRAK JEJ POMOCY, zwłaszcza kogoś, kto się choć trochę orientuje w serwisie eDarling…], po czym stwierdziła, że jak już miałaby się ponownie zapisać na siłownię, to zdecydowanie woli tamtą!

Właśnie teraz ogarnia ją ponownie taki nastrój, że smutek… Czuje się już tak ze wszystkim tu nieporadna…, ale może o tej ważnej dla niej rzeczy, która ją właśnie w taki nastrój wprawiła, trochę więcej kolejnym razem, bo teraz powinna się już szykować do spania…

Tak na szybko doda tylko, iż jeszcze w poniedziałek właśnie zauważyła, że jej stojąca duża lampa nie działa…. Była pewna, że po prostu przepaliła się żarówka, zatem zaraz ją wymieniła na nową, którą na całe szczęście tu ma. Ale co się okazało? Że nawet z tą nową żarówką dalej nie działa…

Wtedy pomyślała sobie, że no tak, może ją jakoś „przetrąciła” i ta upadła, a poza tym to jest przecież taka tania stojąca lampa z biedry… Ale ona naprawdę tego nie dostrzega, że przecież nie poddała się i nie zaczęła nawet płakać, tylko po prostu [nie kryje, że już jednak zniechęcona na maxa] usiadła po drugiej str. łóżka [tam na parapecie stoi jej ta mała lampeczka] i ją sobie włączyła i sączyła nawet herbatę z melisy, którą sobie zaparzyła…

Następnie przyniosła z łazienki latarkę, by móc sobie po drugiej stronie łóżka, gdzie ma głowę, jak zasypia, ją sobie właśnie włączyć i wyłączyć. Więc ona jest jednak na prawdę dzielną osobą, zawsze stara się znaleźć jakieś wyjście, bo nie ma przecież sytuacji bez wyjścia! Pamięta, że zawsze tak twierdziła i teraz to jest jej kolejna praca nad sobą, by do tego powrócić!

No dobrze, to puszcza to w świat, Boooszeee, nawet nie wiecie, jaka ona jest spragniona wiedzieć, że tam ktoś ją jednak czyta i jak bardzo potrzebuje tego, by ktoś się jednak do niej odezwał!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close