„Nie szukaj na zewnątrz, tylko zwróć się do samego siebie,

bo prawda mieszka we wnętrzu człowieka” Św. Augustyn

Teraz mamy CZWARTEK, 07.11.19, DZIEŃ URODZIN JEJ BRATA MARCINA, nazywanego przez wszystkich „Kamykiem” 😉 Jest on jej ukochanym młodszym bratem, dopiero teraz coraz bardziej zdaje sobie z tego sprawę, jak bardzo jest jej bliski…, mimo, że oczywiście różnią się kolosalnie! Ona zawsze była tą starszą siostrą, zatem czuła się po prostu za niego, za swoją mamę niejednokrotnie również… BARDZO ODPOWIEDZIALNA. Chyba właśnie dlatego tak zareagowała na widok jego [kolosalnych rozmiarów!] łokcia…

Powiedział jej jeszcze wczoraj, jak do niego zadzwoniła wieczorem, by się upewnić, że „wszystko” 😋 w porządku [bo przecież była obawa, iż także się przeziębi], wiecie, co jej odpowiedział? … albo najlepiej wstawi tutaj ten fragment, który jeszcze wczoraj właśnie napisała:

Boooszee, nie uwierzycie, właśnie odłożyła komórkę i skończyła rozmawiać ze swoim bratem. Przejęta [i zmartwiona] zapytała go, jak on się czuje, a co on na to? Uśmiechnięty [śmiejący się], jak zwykle zresztą, odpowiada jej, że: „w porząsiu”! Powiedział jej, że już teraz czuje się całkiem dobrze. I wcale nie będzie tu pisała, że zapewne mówił tak dlatego, że byli u niego właśnie znajomi. Nie! On zawsze taki po prostu jest! A ona była tak przejęta wciąż tym widokiem jego GIGANTYCZNEGO łokcia.

On do niej, że no tak, bo w ogóle go przecież tak opuchniętego do tej pory jeszcze nie widziała na własne oczy! Tak samo byłoby z całą pewnością, gdyby ujrzała dziury, jakie ma w nogach [które opatruje mu pielęgniarka – była właśnie dzisiaj]. Przypomnę tylko, że ma on je od tego, że opadają mu stopy z wózka, a ponieważ on nie ma w ogóle czucia w nogach [!], ciągnął je niejednokrotnie za sobą, kompletnie o tym nie wiedząc i tak potworzyły mu się właśnie takie „dziury” = dosłownie! Ma je jeszcze od lata, gdy „chodził” w sandałach…

Nie wiem, czy oglądaliście kiedyś ten film, o którym już tu kiedyś pisała, a mianowicie, Nietykalni (fr. Intouchables, ang. The Intouchables) – francuskikomediodramat z 2011 r. w reżyserii Oliviera Nakache’a i Érica Toledana. W głównych rolach występują: François Cluzet i Omar Sy. Z całą pewnością, jak uczyni już kiedyś w końcu tu wpis o swoim bracie [coraz bardziej czuje, że zbliża się ten moment 😉], to się do niego także odniesie. Lecz obejrzyjcie go sobie tak choćby wstępnie dla siebie, bo film jest na prawdę świetny!

Byście mogli wszystko dobrze zrozumieć, chyba ponownie powinna zacząć trochę od retrospekcji, a mianowicie od tego, co pisała, choćby wczoraj:

Jest ŚRODA, 06.11.19, WSZECHŚWIAT tak bardzo jej pomaga, że sobie nawet nie wyobrażacie! Nie prosiła go nawet chyba w ogóle o to [świadomie/ oficjalnie, słowami], a ON i tak sam to czyni! A może właśnie to robiła, nie zdając sobie nawet z tego sprawy… W każdym razie zamiast ćwiczyć zaczęła „szukać” „ratunku” u Pawlikowskiej, którą sobie przeszukiwała. Włączyła to: Medytacja. Zasłona światła. I tak siedziała sobie w końcu, przerażona już wszystkim, sobą i swoim teraz podejściem do życia chyba najbardziej.

Zniechęcona była już naprawdę wszystkim! Po raz kolejny strofowała siebie za to, że:

  • marnuje czas [na słuchanie Pawlikowskiej, zamiast robić choćby gimnastykę]
  • nie wykonuje naprawdę NICZEGO pożytecznego/ konstruktywnego, nawet dla siebie samej…, nie była przecież nawet się przejść!
    • wiecie, szukała tak jej filmików i jak słuchała zwłaszcza tego: Beata Pawlikowska – Szczęście jest dla Ciebie | Tu i Teraz |[wpisujcie to sobie proszę w wyszukiwarkę!] i tak z jednej strony sobie myślała, kurcze, a może to, że teraz tak sobie siedzi i ogląda/ słucha też jest częścią „jakiegoś planu”? Może tak miało właśnie być! Ale zaraz się strofowała, że jak to, takie nielogiczne siedzenie ma niby czemuś służyć? CZEMU NIBY? Przecież, co by inni powiedzieli?! Takie bezsensowne siedzenie i słuchanie tego….. Sama także jeszcze kiedyś by z pewnością pomyślała w ten sposób, że zamiast zabrać się za jakąś „konstruktywną [tak, to przecież teraz taki modny wyraz!] pracę”, tak siedzi całkowicie bezczynnie i marnuje swój czas [czyli ująć by to chyba można tym określeniem: „zbija bąki”, jakby to prawdopodobnie większość mogłaby powiedzieć 😋]=> no większego bezsensu nie pojmuje!
  • zauważcie tylko proszę, w jaki sposób odnosiła się do samej siebie ponownie! Tylko ciągłe strofowanie siebie za coś i nieustanna krytyka! Bo nawet jak coś tam próbowała mówić do siebie dobrego, to i tak w to nie wierzyła, więc tak naprawdę nie miało to najmniejszego sensu!

Ale po kolei. Dziś przez cały dzień chciało jej się tak bardzo płakać, tak! Nosi w sobie ten ciężar od weekendu, nawet nie wiecie, jak bardzo potrzebuje się po prostu KOMUŚ wypłakać… Nie może już dłużej dźwigać tego garbu z płaczu, który stanowi dla niej taki ogromny ciężar! Tak, z całą pewnością powiecie: to jak tak bardzo Ci to ciąży, to najzwyczajniej w świecie to puść!!! Taaaak, gdyby to było takie proste, już dawno by przecież to uczyniła! 😋 Jednak uwierzcie, że ona naprawdę nie może/ nie umie i nie potrafi tego robić! A może inaczej: NIE WIE NAWET JAK/ W JAKI SPOSÓB SIĘ DO TEGO ZABRAĆ… , bo niby wciąż tam próbuje, ona się przecież tak łatwo nie poddaje, ale cholerka, jej to „za grosz” nie wychodzi!

To widać nawet po jej twarzy, a już najbardziej w jej oczach! Zmęczonych i kompletnie bez żadnego blasku. Objawia się to nawet w jej teraźniejszym, pesymistycznym podejściu do wszystkiego, bardzo dobrze to dostrzega! Nawet jak dziś próbowała się „na siłę” uśmiechać, to jakoś na nią to teraz kompletnie nie działało! 🙁

Wszystko było dla niej problemem! Wkurzało ją choćby to, że nie wiem po co z Elbląga przywiozły razem z mamą tyle rzeczy do jedzenia! Z których tak naprawdę nie potrafi sobie nic dobrego/ smakowitego stworzyć. „Kucharka” z niej przecież taka, że… sami wiecie…😋 Nie, teraz jest już w takim kiepskim nastroju ponownie, że nie będzie nawet do tego wracać. Napisze tylko, o tych dobrych rzeczach, które WSZECHŚWIAT DLA NIEJ ZROBIŁ.

A mianowicie: Była w takim nastroju, jak wyżej, lecz mimo to siedziała cholerka i próbowała przetłumaczyć słówka z tych tekstów maturalnych swojego ucznia. Jednak powiem Wam, że siedziała nad nimi, tłumacząc je i na polski i na angielski = bo wie, że tym samym ułatwiłoby to jemu naukę. I tak tłumaczyła te słówka i nawet próbowała się cieszyć z tego, że tak naprawdę poszerza/ utrwala przecież jeszcze swoje słownictwo o jeszczekolejny język właśnie.

Moja droga, ale do rzeczy, bo nie wiem, czy zauważyłaś, ale: zaczyna się to ciągnąć, jak „flaki z olejem”! 😋 [hehe🤣] Otóż tego dnia jej uczeń do niej rzekł, że ponownie muszą zmienić „plan”. Ta wysłuchała go, jak ten mówił, iż „tata mu powiedział, by zmniejszyć jednak ilość godzin do 2x w tygodniu”. Ok., przyjęła to po prostu do wiadomości, jednak zrobiło jej się przykro. Pomyślała oczywiście w tym momencie, że może wcale nie uczy tak dobrze i dlatego z niej rezygnują, z tej jednej godziny… Później dopiero sobie uświadomiła, że przecież jego rodzice nie mogą wiedzieć, co oni robią na tym niemieckim u niej, bo sami nie znają tego języka, a Michał nie należy do osób, które się raczej czymkolwiek chętnie dzielą, a już z całą pewnością nie z rodzicami! 😉Lecz później sobie pomyślała, że to WSZECHŚWIAT JEJ TO PODSYŁA. Zdała sobie sprawę, że przecież teraz:

  • będzie miała więcej czasu dla siebie [by móc się w końcu sobą zająć, bo o tym nawet nie wiecie, ale ona już wiedziała, że musi coś dalej ze sobą zrobić…, tylko cholerka brakowało jej teraz już czasu..]
  • kasy wcale aż tak dużo nie straci, bo przecież on, przychodząc do niej 3x w tyg. płacił mniej, a tak właściwie zapłacił już teraz za 2h, prawie tyle, co płaci normalnie za 3h [a często nawet siedzi u niej dłużej, bo ta nie ma serca, by powiedzieć mu, że koniec!…]
  • już tak naprawdę „cieszyła” się trochę wcześniej z tego, że rozbili sobie te zajęcia i nie mieli ich tak dzień po dniu [bo nie musiała tyle razy zaścielać swojego wyrka, hehe 🤣], zatem teraz odejdzie również ta sobota! 😊 Musi się jednak podzielić tym, cóż sobie pomyślała, że chyba nie do końca temu chłopakowi wierzy, bo jaki rodzic, powiedziałby coś takiego, wiedząc, że jego dziecko ma już zaraz maturę? A mając świadomość, że przyjeżdżał do niej 3x w tygodniu, miał pewność, że przecież coś powtarzał i PŁACIŁ ZA TO MNIEJ! Ale ok, nie będzie tu bawiła się w jego matkę, przecież jest już dorosły i sam musi wiedzieć, czego chce! Dlatego, mimo, że wciąż ją „gryzie” sumienie, że może powinna o tym napisać jego rodzicom [w neutralny i kulturalny sposób oczywiście], to jednak ostatecznie chyba da sobie z tym spokój i skupi się na tym, że nie może przecież „zbawiać” całego świata! Skoro tak stwierdził, że „jego tata tak mu powiedział”, to niech tak będzie. Przecież jej to tylko na rękę! Powtarza już sobie po kilka razy: Moja droga, uspokój się i nie bierz tak za wszystkich odpowiedzialności, przecież najwyżej popełni błąd! „Irren ist doch menschlich”😉

Poza tym, gdybyś choć widziała, że twojemu uczniowi bardzo zależy! Ale przecież Michał naprawdę do tych zajęć się raczej nie przykłada! Nie jest on już dawno małym dzieckiem! Bo raz, czy dwa mogłaby mu jeszcze darować, ale ten po raz kolejny był nieprzygotowany! Nie odrobił całej pracy domowej, jak również „zapomniał” także tych tekstów maturalnych wziąć ze sobą…, zatem cholerka „rozwalił” tą jej lekcję poniekąd. Gdyż ona w takim razie niepotrzebnie przygotowywała to słownictwo dla niego! Tzn. niepotrzebnie chciała to zrobić tak szybko.

Dobrze pamięta, jak jeszcze kiedyś donosiła o tym, że najlepiej się czuje, gdy jest pochłonięta jakąś pracą, bo wtedy najzwyczajniej w świecie udaje jej się tak nie myśleć i nie ma nawet czasu na dopuszczanie do swojej głowy tych destrukcyjnych myśli i dialogów!

Dzisiejszy dzień (CZWARTEK, 07.11.19) poniekąd tak już zaczęła. Mimo, że czuje, iż ten jej „nastrój” wciąż jest nienajlepszy, postanowiła się temu nie poddawać, tylko pomyślała sobie:

„Twój czas jest ograniczony, więc nie marnuj go, żyjąc cudzym życiem. Nie daj się złapać w dogmat życia będącego wynikiem tego, co myślą inni ludzie. Nie pozwól, aby hałas opinii tych osób zagłuszył twój wewnętrzny głos. A co najważniejsze, miej odwagę podążać za swoim sercem i intuicją.”

–Steve Jobs–

I tak już Wam donoszę, jak ten jej dzień wyglądał:

  • dziś powróciła już do porannej gimnastyki, znów myślała, że może zrobi tylko parę ćwiczeń z tej Yogi, jednak nie! Nie byłaby sobą, gdyby nie wykonała jeszcze tych pozostałych swoich dalszych ćwiczeń [zawsze jakoś „automatycznie” to robi, jakby była na jakimś „przycisku” = lecz musi tu przyznać, że tak ją to cieszy, że podnosi swój tyłeczek do tych ćwiczeń!] i łapie się już na tym, że robi je, jak na jakimś „automatycznym pilocie” + zawsze oczywiście te 10 przysiadów! Sam fakt, że to wykonuje, napawa ją już takim szczęściem i maluje na jej buzi taki uśmiech

Na dzisiejsze śniadanie sobie wymyśliła, że nie będzie już narzekała, iż ma tyyyle tego jedzenia z Elbląga [w ogóle to: helloł, ale rozumiecie to, by narzekać na to, że ma za dużo „jedzenia”?]. Nie! Oczywiście, że uważała, że to jest nierozsądne/ głupie i wręcz „karygodne”! Jej jednak zdecydowanie chodziło o to, że ona nie ma pomysłu, jak mogłaby to wykorzystać, cóż z tego przyrządzić itp. itd.

Jednak jeszcze we WTOREK, 05.11.19 ugotowała sobie czerwoną soczewicę [rote Linsen], gdyż pomyślała, że wykorzysta ją wtedy zamiast Trendy Lunch do tych gołąbków, które przywiozły z Elbląga. Ponieważ ziemniaków nie miała, a nie za bardzo chciało jej się wychodzić do sklepu, zatem nagotowała tej soczewicy i później dodała ją także do kremu z dyni, który także miała od mamy jeszcze. A ponieważ w „zamarźlaku” 😛 nie miała już nawet miejsca, zatem musiała to zużyć.

Ale moi drodzy, no padli byście ze śmiechu, widząc cóż ona tu wyczyniała. Zatem, tak [zapewne nie ma się czym chwalić], ale i tak to napisze…, choć nie, chwileczkę! Czy znacie może drugą taką kreatywną dziewuchę? Otóż zaprezentuje Wam tu [opisem oczywiście tylko]😋, cóż ona tu wykombinowała [kombinuj dziewczyno, nim twe wdzięki przeminą, hehe, jakoś tak to leciało, nieprawdaż?]

Nie będzie to może w kolejności i chronologicznie, ale przecież nie ważne! Wypisze po prostu, cóż tu jednak przyrządziła. Może najpierw wymieni, co w ogóle miała do dyspozycji:

  • 3 gołąbki [celowo mama jej je przyrządziła, bo wie, że Mała Mi nie jada mięsa prawie w ogóle, a tak „ukryła” je w tym ryżu w środku i kapuście na zewnątrz 😉]
  • ser, wędlina, kawałek pasztetu [znaczną część tego zjadła jej mama do kanapek]
  • pasta rybna od babci [nadal ją jeszcze ma w lodówce]
  • krem z dyni [właśnie wstała i zamroziła tą resztkę, bo wyjęła zupkę kapuścianą z pomidorkami z zamrażalnika i tym samym zrobiło się tam trochę miejsca 😊]
  • miała jeszcze przywieziony także surowy brokuł i kalafior, nie w całości, lecz porozdzielany na cząstki i zapakowane w 2 pojemniki. A przypominam, w zamrażalniku nie miała już miejsca! Zatem ugotowała najpierw ten brokuł i tak wzięła kilka ugotowanych tych jego kawałków i ok, to tu już się zacznie opis jej „twórczości”:
  1. Krem z dyni, dodała do niego tą soczewicę i kilka „różyczek” brokuła = zatem miała już niemal „danie jednogarnkowe”
  2. Przygotowała WRAPY [te miała gotowe], więc tylko je podgrzała, a do środka dodała rozdrobnionego gołąbka właśnie, wymieszanego jeszcze z tym daniem powyżej 😋💪🧡, do którego jeszcze wrzuciła później kawałki żółtego sera, pokroiła także ostatni plaster wędliny i resztkę pasztetu także tam dodała 🤣
  3. dziś [07.11.19] na śniadanie zamiast müsli zjadła sobie właśnie m.in. to danie z pierwszego punktu, wkruszyła tam jednak jeszcze ostatni kawałek razowego chleba, który także jej został z niedzieli/ poniedziałku i przygotowała sobie także w międzyczasie jeszcze

KALAFIOR PIECZONY w/g przepisu Olgi Smile

Wiedziała już, że potrzebna jej będzie pomoc, że sama niestety nie daje sobie rady, a skoro WSZECHŚWIAT zrobił jej taki prezent i dał jej więcej czasu, postanowiła szukać dalej pomocy. Choć nie! Właściwie to już wiedziała to właśnie wtedy, gdy była we wtorek na tym spotkaniu z tą Beatą Krantz. Po prostu siedząc tam i nie ukrywajmy męcząc się [!] wiedziała, że to także ma czemuś służyć!

Powoli „dojrzewała” do tego i wciąż prosiła Wszechświat, by jej pomógł odpowiedzieć na to pytanie: Czy mam napisać @ do tej psychoterapeutki? Odpowiedź została jej przecież już udzielona dzień wcześniej! Czyli właśnie w środę, kiedy to jej uczeń stwierdził, że będzie przychodził do niej jednak 2x w tygodniu…

I w ten sposób napisała dziś @ do tej pani Beaty:

Dzień dobry,
Nazywam się ……………………. I bardzo potrzebuję pomocy psychoterapeuty, kogoś mądrego i z dużą wiedzą, a Pani wydaje się taką osobą być. PO KRÓTCE o mnie:
1) W 2009r. uległam bardzo poważnemu wypadkowi [wypis w załączniku], zwaliło się na mnie po drodze jeszcze kilka kolejnych traum: 2) wypadek mojego brata [który był karateką z czarnym pasem, a teraz jeździ na wózku inwalidzkim…] 3) zostawił mnie mąż, po czym rozwód z nim, 4) plus jeszcze problemy ze zdrowiem mojej mamy [3-krotny przeszczep rogówki jej oka + operacja kręgów szyjnych].., ale ja i tak pomimo tego, że zostałam w Gdańsku całkiem sama, nadal się nie poddaję i wciąż próbuję żyć najlepiej, jak umiem. Ostatnio
jednak mi to całkowicie nie wychodzi… Powiem tak, BARDZO BRAKUJE MI PO PROSTU DRUGIEGO CZŁOWIEKA, najzwyczajniej kogoś, z kim mogłabym porozmawiać, kto zechciałby mi POMÓC STANĄĆ Z POWROTEM NA NOGI...Mimo, że minęło już 10 LAT OD TEGO WYPADKU, ja wciąż niestety nie potrafię siebie zaakceptować i siebie polubić, nie mówiąc już nic o pokochaniu siebie…
Bardzo proszę mi napisać:1) czy mogłabym się do Pani zapisać, czy ma Pani wolne terminy?2) ile taka terapia u Pani kosztuje? 
Z góry dziękuję za feedback i pozdrawiam serdecznie!

Pomyślała sobie, ok., koniec tkwienia w miejscu, skoro stać Cię na to, to dlaczego sobie nie pomożesz! Dobrze wiesz, że najpierw musisz siebie zaakceptować w ogóle, później pokochać, a wtedy będziesz mogła dopiero sobie kogoś jeszcze szukać. A ma jeszcze ewidentnie nie „przepracowaną” przeszłość, dlatego czuje to po prostu, że powinna sobie pomóc. A nie może tylko liczyć na to, że ktoś ją uszczęśliwi i „uleczy”!!! Nie szukaj na zewnątrz, tylko zwróć się do środka/ do swojego wnętrza! [tak, jak w temacie] Najpierw musisz ponownie odbudować w sobie to, co utraciłaś! A zobaczysz, że wtedy powolutku będzie układać się wszystko inne w Twoim życiu! 🧡🍀🌞

Ta p. Beata sama do niej zadzwoniła i umówiły się już na 13.11.19, wstępnie na konsultacje 50-cio minutowe [płatne oczywiście], by się w ogóle poznać.

Ona na prawdę ponownie [teraz 07.11.19, wieczór] bardzo wierzy w te słowa:

„Ponieważ każdy uraz wydarza się w życiu, a życie bezustannie się odradza, w każdym urazie zawarte jest ziarno uzdrowienia i odnowy. W chwili, gdy nasza skóra zostaje rozcięta lub przebita, dzięki ewolucyjnej mądrości uruchamia się seria wspaniałych zjawisk biochemicznych zapobiegających zakażeniu i powodujących gojenie się rany. Ciało zostało zaprojektowane tak, by mogło ciągle się odnawiać. Ta sama zasada ma zastosowanie w uzdrawianiu psychiki i duszy.

dr Peter Levine, twórca Somatic Experiencing 
„Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy.”

Po wysłaniu tego @ udało się to dziewczę do sklepu, tzn. szła oczywiście wciąż pamiętając o tym, co mówiła właśnie Beata Pawlikowska w filmiku pod tytułem: „Samotność” [poza tym, spójrzcie to imię także tutaj!, a już kiedyś chodziła także do wspaniałej, jej zdaniem, psychoterapeutki także o tym imieniu! – przypadek?] A wsiadła w tramwaj dopiero 2 przystanki dalej, gdyż przez ten czas szła i wypowiadała na głos te słowa: „KOCHAM CIĘ”.

Dziś opłaciła także w końcu swoje mieszkanie i zrobiła także opłatę do ENERGA. Tym bardziej, słuchajcie, że jej brat powiedział do niej, że nie chce od niej żadnych pieniędzy na urodziny! Boooszeee, nawet nie wiecie, jak jej zrobiło się miło, że ma takiego mądrego brata. Rzekł jej: Ja żadnych pieniędzy teraz nie potrzebuję, a dobrze wiesz, jak to z nimi jest, jak są to zawsze się je na coś tam jeszcze wyda [tu miał oczywiście na myśli, choćby takie przyjemności, jak: alkohol, jakieś wyjścia ze znajomymi itp.]. Poza tym dodał: Siostra, przecież wiesz jak to jest, jak jakiegoś hajsu mi brakuje, to przecież dzwonię do Ciebie i Ty, jak sama masz, to mi przecież zawsze pożyczasz! Na Ciebie zawsze mogę liczyć! Mała Mi, jak to usłyszała, to łzy jej napłynęły do oczu…

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close