„Musimy pracować nad osiągnięciem naszych celów, choć po drodze możemy doświadczać cierpienia i smutku.”

3:01:45

Witajcie kochani, tak, dziś [a mamy dokładnie WTOREK 31.12.19, czyli zbliża się już Sylwestrowa Noc] wieczorem zapewne będzie pełno imprez/ bali i wszelkich atrakcji dla ludzi. Ona jednak pozostanie w ten dzień/a właściwie noc :P, sama w swoim domu. Jednak nie będzie się raczej nudziła, choć już widzi, jak to poniekąd wygląda od strony „społeczeństwa” i innych osób. Że siedzi tu sama, zamiast korzystać z życia i najzwyczajniej w świecie się bawić. Lecz Mała Mi po prostu potrzebuje tego czasu właśnie dla siebie, takiego spokoju, by sobie wszystko jeszcze raz przemyśleć, „poukładać”, pomedytować może, a już napewno „pokontemplować”. Choć chyba zdecydowanie musi tu położyć nacisk na słowo POUKŁADAĆ.

Oczywiście, że wolałaby nie być teraz SAMA, ale tak sobie myśli, że zawsze to lepiej być we własnym towarzystwie, niż z kimkolwiek innym i czuć się niekomfortowo. Nie o to przecież w życiu chodzi, by mieć przy sobie kogokolwiek… A dobrze pamięta jeszcze swój poprzedni Sylwester, jak zaprosiła do siebie dziewczynę, którą poznała, gdy była na takim również sylwestrowym wyjeździe w Krutyni, jak się nie myli. Było to chyba na jakimś kursie jogi, jeszcze kiedyś wcześniej… I mimo, że znajoma była w jej wieku i także nie miała partnera, to jednak, jak tu do niej przyjechała, to okazało się, że wcale nie mają tak dużo wspólnych tematów…

Poza tym, słuchajcie, ona tak sobie myśli, że WŁAŚCIWIE DLACZEGO MIAŁABY SPĘDZAĆ TEN WIECZÓR TAK, JAK INNI? Bo tak wypada? Bo cała masa ludków tak właśnie czyni? Ok. niech sobie robią, jak chcą i jak im odpowiada, wcale niczego tu nie neguje i nie odradza, dobrze bowiem już wie, że:

Zatem teraz postanowiła, że nie będzie biadoliła i się użalała, tylko cieszyła się z tego, co ma: choćby z tego czasu TYLKO dla siebie, w którym może robić wszystko, co chce! Mimo, że jej początkowe postanowienie było takie, że kawy w domu pić nie będzie, na rzecz tej yerby [którą właśnie sobie zrobiła], później jednak już przestawiła to sobie [jak i nie tylko to zresztą]. A uwierzcie, w tym krótkim czasie, jak jej tu nie było, ogromnie wiele się u niej działo.

Ponownie będzie opisywała te dni. Czasem pewnie nie w kolejności, lecz po to umieszcza datę przy każdym z nich, byście się nie pogubili😋. Ale może najpierw jeszcze o dzisiejszym dniu wspomni, kiedy to, po wykonaniu YOGI & SWOICH ĆWICZEŃ, zjadła swoje müsli, następnie zastanowiła się, co powinna jeszcze kupić i tak wyruszyła do sklepu. Po drodze zadzwoniła również do swojej mamy, bo ona tak lubi bardzo do niej dzwonić w momencie, jak właśnie się dokądś wybiera, „coś” wykonuje. Mimo, że oczywiście nie jest wtedy w stanie tak dobrze się skoncentrować, by móc dzielić się z nią tym, co u niej, bo już niejednokrotnie po prostu nie pamięta wszystkiego…, jak coś jej się tam przypomni, to o tym wspomina.

A teraz bardzo chciała podzielić się tą wiadomością, iż wczoraj poszła do swojej spółdzielni i dowiedziała się, że dobrze zrozumiała to pismo…, oznaczało ono, że dług, który sobie narobiła został już spłacony i od teraz będzie już miała normalną miesięczną opłatę za mieszkanie. Upppiii! Początek tygodnia z taką dobrą wiadomością – pomyślała uradowana 🤗

O tym m.in. właśnie wspomniała swojej rodzicielce, później jednak przeszła na inny temat. Ponieważ jej mama wierzy w Boga , lecz (hm… jakby to ująć, by nikogo nie urazić…), ale chyba jednak musi tu to napisać, że ta jej wiara jest taka bardziej „ograniczona” i z samym BOGIEM ma raczej niewiele wspólnego… [jej mama np. nie wyobraża sobie nie przyjąć „kolędy” (czyli odwiedzin księdza w domu), jak również uważa, iż powinno się w święta i niedzielę chodzić do kościoła i takie tam różne bzdety, co przecież niekoniecznie wiąże się z samą WIARĄ….]. Jej mamie niestety trudno pojąć, że można być osobą wierzącą, ale wcale nie chodzić do kościoła na msze.

Mała Mi nie będzie tu twierdziła, że ona w Boga nie wierzy… Może nie do końca jeszcze potrafi to zdefiniować i nazwać, jak to jest… Lecz ona jednak dobrze wie/ czuje to, że jest jeszcze COŚ/ KTOŚ więcej, jakaś „niewidzialna siła/ energia”, która tym jej życiem i życiem innych ludzi także, „kieruje”, „naprowadza”, a z całą pewnością „daje znaki”. Ona tak bardzo w to wierzy, że nie ma przypadków w naszym życiu i WSZYSTKO JEST DOKŁADNIE TAK, JAK BYĆ MIAŁO! Nawet to, że Sylwester 2019/2020 spędzi samotnie w domu.

Już właściwie bardzo dawno w ten sposób „pomyśliwała”, jednak chyba zdarzało jej się o tym zapominać… Teraz ma poniekąd znowu lepszy ten czas, taki spokojny [nawet pomimo tego, że obecnie czuje się objedzona tymi 4-ema pierogami z łososiem, które przed chwilą jeszcze skonsumowała 31.12.19, godz. 20:15….)], ale stara się zawsze, gdy akurat spożywa, oglądać/ włączać sobie coś ciekawego i np. w pełni zgadza się z tym, co mówi Beata Pawlikowska tutaj:

Beata Pawlikowska – Szczęście jest dla Ciebie | Tu i Teraz |

Moi drodzy, nie wiem, czy Wam się czasem takie coś zdarza, ale Mała Mi tak bardzo to odczuwa, że ona hm… , jakby to wyrazić, by być dobrze zrozumianą? WYDAJE JEJ SIĘ, że ona rozumie więcej… Tak, to jest zdecydowanie najbardziej odpowiednie słowo! To sformułowanie: „wydaje się” = nie twierdzi przecież, że tak jest w 100%, jednak ona po prostu tu pisze, jak ona to „odczuwa” i odbiera, jakby więcej rozumiała, jakby więcej rzeczy do niej „dochodziło”… i nie! przez to wcale nie jest jej łatwiej! Mimo, że może mogłaby czuć się mądrzejsza…

Ona, poważnie, tak wieloma rzeczami chciałaby się podzielić, o wielu nawet myśli, że poniekąd ma taką powinność i obowiązek… bo uważa, że tego, co było jej dane przeżyć, nie powinna zostawiać tylko dla siebie, lecz dzielić się z innymi! Przecież jest pewna, że gdyby inni ludzie usłyszeli choćby o jej bracie, jakim on jest dzielnym człowiekiem, to nie mogliby wprost w to uwierzyć, że można sobie tak dobrze radzić w jego sytuacji i w jego położeniu. A co jest tu najważniejsze: on wcale nie czuje się jakimś „superbohaterem” w tym, co robi, jak żyje! Uważa, że to jest kompletnie normalne, co więcej żyje najlepiej, jak tylko potrafi, a przede wszystkim NIE KONCENTRUJE SIĘ NA TYM, CZEGO MU BRAKUJE, TYLKO CIESZY SIĘ Z TEGO, CO MA, CO MU JESZCZE ZOSTAŁO I NA TYM SIĘ PRZEDE WSZYSTKIM SKUPIA!🧡🍀🌞

Poza tym, ona naprawdę uważa, że takich rodzin, którym przydarza się aż tyle traum i które w tak wyjątkowy sposób sobie z tym radzą, jak jej rodzina [nie narzekają, nie „biadolą” i nie płaczą, jak to jest źle… Ani też nie chełpią się wcale tym, nie szukają sensacji, tylko żyją pokornie i „po cichutku” robią swoje…] jest jak ze świecą szukać! No właśnie, a Mała Mi sobie tu myśli, że może jej zadanie polega teraz na tym, by to nie było takie znowu „po cichutku”. Nie zrozumcie jej tu tylko źle, ona absolutnie nie szuka żadnego rozgłosu, ani sensacji, jednak BARDZO CHCIAŁABY [bo dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że doświadczenie jest o 100x bardziej wiarygodne, niż czysta teoria!] ZROBIĆ Z TEGO POŻYTEK DLA INNYCH.

Najgorsze jest dla niej to, że ona NIE MA NAJMNIEJSZEGO POJĘCIA, JAKI MOGŁABY ZROBIĆ Z TEGO UŻYTEK…Podkreślam Z DOŚWIADCZENIA! JAK TO PRZEROBIĆ NA POŻYTEK INNYCH??? Jeśli macie jakieś pomysły, PROSZĘ PODZIELICIE SIĘ TYM Z NIĄ! Już jej brat mówił, że on nawet myślał o tym, jak na własnym przykładzie mógłby ostrzegać przed skokami do wody na główkę… Tak, tylko w jego obecnej sytuacji to znów nie jest takie proste…

Mała Mi już w sumie odkąd pamięta, myślała o tym, by to, co ona i jej rodzina przeżyła, mogło też w jakichś sposób pomagać i służyć innym. Tak, o tym pisała nawet swoim szefom z Bayer, w tym „liście pożegnalnym”. Odnalazła go!!!! https://niesklasyfikowana.com/2019/09/06/bywa-ze-przegrana-staje-sie-wygrana/

A teraz podzieli się z Wami fragmentami tego jej listu:

Słuchajcie, tak sobie pomyślałam, że może przede wszystkim powinnam jakoś wykorzystać to, co „mi się udało”, a przecież jest tego nie mało, bo paradoksalnie zwaliło się na mnie jednak kilka traum (mój wypadek, później mojego brata, zostawił mnie Gutek, podwójny przeszczep rogówki oka mojej mamy…itd.] I ja np. chcę widzieć tę szklankę „do połowy pełną” i wierzyć, że dam sobie radę!

Bo moi drodzy dam radę! I jeszcze będziecie mogli być ze mnie dumni 😊

Tu chyba musi teraz odnieść się choć troszkę do tych Świąt, które spędziła w Elblągu. Pisała to już wcześniej, więc teraz tylko do tego jeszcze raz zajrzy, jak to wygląda 😉

Moi drodzy, nie będzie tu skupiać się na tym, czego jej brakuje i co źle zrobiła, tylko napisze raczej, jakie ma już Postanowienia Noworoczne, następnie się do tego odniesie, bo ma teraz wrażenie, że wyjdzie z tego jakaś co najmniej „epopeja” 😉. Otóż [wpadła na to jeszcze 29.12.19 przed północą], a mianowicie ma na myśli, m.in. to (ok., puści to w świat):

  • zrobienie w końcu wpisu o swoim bracie [błaga Was tu o pomoc, podzielcie się proszę z nią, cóż taki wpis o nim powinien, Waszym zdaniem, zawierać. Ona ma jakiś swój wstępny plan na to/ „wizję” tego, ale bardzo byłaby wdzięczna, gdybyście zechcieli się podzielić Waszym zdaniem i opinią 🙏]
  • NAUKA BIEGANIA [postanowiła sobie, że prócz „wyprowadzania siebie na spacer”, które także widnieje na jej noworocznej liście „to do”, zacznie powolutku „trenować” bieganie, bo do jasnej ciasnej, musi się tego w końcu nauczyć!]
  • „tworzenie” nowego schematu myślowego i budowanie na nowo obrazu swojej mamy i brata, czyli najbliższej rodziny [dziś już właściwie jej 4-ty dzień, jak to robi]
  • z tego, co powyżej [przekreślone] już jednak zrezygnowała, bo myśli sobie teraz, że owszem to jest bardzo ważne, ALE PRZEDE WSZYSTKIM WAŻNE JEST, BY ONA ZNOWU W SIEBIE UWIERZYŁA, WE WŁASNE SIŁY I MOŻLIWOŚCI. Siebie jednak „wzmacniała” i wspierała poprzez wyobrażanie sobie nade wszystko swojej pięknej przyszłości! Owszem, ponieważ jej mama i brat także do niej należą, to również ich będzie sobie tak wyobrażała [choć Marcina zdecydowanie tak nie musi, znacznie bardziej potrzebuje tego ich rodzicielka…]
  • rezygnacja z picia kawy w domu; zrobi to na rzecz tej YERBY, która może aż tak jej JESZCZE nie smakuje, ale dobrze pamięta, jak to było z przestawieniem się na picie gorzkiej herbaty, czy spaniem bez poduszki => to też wcale nie było dla niej takie proste. Lecz uparta i konsekwentna ona, tak długo to robiła, aż się w końcu przyzwyczaiła [gorzką herbę dostawała zawsze do stolika, przy którym siedziała na kolonii, gdyż była tam jedna dziewczyna, która o dzbanek takiej herbaty poprosiła, a ponieważ reszta dziewczyn, chciała wtedy także dbać o figurę, bo o to, tej jednej właśnie chodziło (która teraz zresztą pracuje za granicą jako modelka)], zatem udało jej się tak wytrwać tam 3 TYGODNIE! A to o spaniu bez poduszki wyczytała jeszcze kiedyś, jak była w szkole podstawowej z książki pożyczonej od kuzynki. I również się tak „przestawiała” na to, zasypiała (i robi to właściwie nadal) z małym „jaśkiem”, który kładzie sobie na jedno ucho zawsze (to, na którym nie leży), a robiła tak wtedy, gdyż mieszkała w jednym pokoju ze swoim bratem i jak kładła się spać, to chciała mieć ciszę, więc tym jasiem „odgradzała” sobie strefę spokoju 🤣 * To a propos tej kawy już jest oczywiście nieaktualne, ale kto powiedział, że również takich decyzji nie można zmieniać/ modyfikować, bo nie niwelować! Teraz ma do dyspozycji i kawę i Yerbę. Przecież życie jest ciągłą zmienną, zatem należy pozwolić mu sobie płynąć.
  • Ona właśnie teraz [04.I.2020] to zauważyła, że po prostu zaczyna chyba coraz bardziej już siebie słuchać [PS. taaaaak, przypominam tylko, że mówi to dziewczyna, która dziś wybrała się na to spotkanie z tym nieszczęsnym Tomaszem…!]
  • regularne „wyprowadzanie siebie na spacer” [o czym wspomniała w podpunkcie Nauka Biegania]

Ps. jest teraz w tak dobrym humorze i spokojnym nastroju, ponieważ jeszcze biorąc relaksującą kąpiel ze świeczkami i muzyką wpadła na pomysł, że przecież temu znajomemu, który już dawno nie ma konta na Tinderze, lecz także [z czego było jej dziś najbardziej przykro]🙁 zniknął również tak „bez pożegnania” z WhatsApp`a. A ona oczywiście, co? Ponownie Mała Mi przypisała sobie całą winę, że nie potrzebnie mu tak o wszystkim donosiła [choć uwierzcie, że tak naprawdę NIE O WSZYSTKIM mu pisała!] Kompletnie nie wspomniała mu o tym X/Y, który zaprasza ją [cały czas!28.12.19] do Londynu.

Dziś biorąc właśnie tą kąpiel już się tak uspokoiła i pomyślała, że ona wcale nie zamierza „polecieć” na taki czysty chwyt. Tak sobie jeszcze raz dziś [29.12.19] wszystko przeanalizowała [o czym jemu (X/Y) zresztą także wspominała]. Powiedziała, że ona jest kobietą i dla niej bycie samą „kochanką” jest niewystarczające i co najmniej „płaski” to pomysł chyba w ogóle dla człowieka [bez względu na płeć!]. Poza tym, czułaby się bardzo niekomfortowo tam, bo nie zna nawet tak dobrze przecież angielskiego.

Tu zamieści fragment ich rozmowy i tego, w jaki sposób ten mężczyzna próbował ją przekonać do tego wyjazdu [uprzedzam, padniecie ze śmiechu!]

[28.12.2019, 14:56] X/Y: Well it could add travelling to London and staying with me. This would open your mind to London It’s not so bad experience and living and maybe Italy aswell This is all I can offer As you know my situation [28.12.2019, 14:59] M: Yes, I know & u know at least partially my situation 😋 [28.12.2019, 15:00] X/ Y: Yes [28.12.2019, 15:00] M: But U have to know that I don’t play with people And it would be just like a play [28.12.2019, 15:01] X/Y: For me it is not play [28.12.2019, 15:01] M.: I’m sorry, but I don’t believe you anymore [28.12.2019, 15:03] X/Y: I can have play anywhere I can pay for play It is much cheaper, easier and quicker But it’s not for me Play makes it sound like I am desperate for sex But I cannot sleep with everyone or anyone I am complex It’s not so easy for me to „play”

Odczuwa taki spokój, bo zauważyła, że przecież nadal ma numer telefonu tego Niemca i ułożyła już takie fajne życzenia Noworoczne właśnie po niemiecku. Ona nawet oczami wyobraźni „widzi”, jak ów Niemiec do niej albo pisze, albo jeszcze lepiej dzwoni [bo ona bardzo chciałaby usłyszeć jego głos] i ją pyta, jak spędza ten wieczór/ noc/ dzień. A ona do niego wtedy, że siedzi po prostu w domu, zrobiła sobie właśnie taki wieczór relaksacji + także kąpiel ze świeczkami, których jutro zamierza dokupić.

[Powyższa sytuacja nie miała oczywiście miejsca, bo mimo, iż wysłała mu wczoraj te życzenia po niemiecku, ten się w ogóle nie odezwał, nawet smsem. Ale prowadził z nią wcześniej taką miłą, dojrzałą i mądrą konwersację, że ona się absolutnie tym nie martwi, wie, iż ON JEST DOBRYM CZŁOWIEKIEM I ZASŁUGUJE NA WSZYSTKO, CO NAJLEPSZE i takie życzenia mu właśnie przesyła 💖]

A poniżej kilka wycinków z ich grudniowej jeszcze konwersacji:

[10.12.2019, 07:44]: Guten morgen ……Momentan schaffe ich es einfach nicht. Mein Leben ist so voll mit Arbeit, dass ich dir nicht die Aufmerksamkeit schenken kann die du Verdienst. Du bist ein so toller Mensch, du hast die volle Aufmerksamkeit verdient. Ich bin jetzt schon in …… /tu podał miasto w Polsce / um weiter Probleme meines Arbeitgebers zu lösen. Wenn ich aber mal wieder in Danzig bin, würde ich gerne ein Kaffee mit dir trinken, bis dahin kann es aber noch ein wenig dauern. Verzeihe mir 

[10.12.2019, 19:47]:

Du bist eine starke Frau. Ich habe einen wahnsinnigen Respekt vor dir und den weg den du gegangen bist. Ich habe auch noch mit keiner Frau so schnell über so intensive Themen geredet.

Teraz mamy NIEDZIELĘ 29.12.19 wróciła właśnie z CH FORUM, gdzie ponownie pojechała po obiad. Tak, moi drodzy, Mała Mi pomyślała sobie, że przecież weźmie ten obiad na wynos ze swojego ulubionego BioWay`a. Zakupiła sobie oczywiście zestaw: zupę kapuśniak [była jeszcze jakaś inna do wyboru, ale już nie pamięta, co to była za zupka] i placki jarzynowo – jajeczne. Na razie [godz. 16:00] zjadła tylko zupę. Te placki skonsumuje chyba później. Bo najpierw chciała Wam tu opisać te swoje dni, w których jej nie było.

Zaczęła na początku tak bardzo szczegółowo, o tym, co po kolei robiła. Ale doszła jednak do wniosku, że to przecież samo w sobie nie jest aż takie istotne [tzn. dla niej samej i owszem, bo ma te okropne problemy ze swoją pamięcią…]. Stwierdziła jednak, że nie ma najmniejszego sensu donoszenie takie szczegółowe o wszystkim. Zostawi to po prostu tylko dla siebie w tym swoim komórkowym kalendarzu.

A skoncentruje się raczej na takich bardzo ogólnych faktach, może najpierw taki „ogólny plan” tego stworzy:

  • święta nie były wcale takie fajne i miłe… [miała wyrzuty sumienia, że w tak niewielu (jej zdaniem) rzeczach pomaga, przyśnił jej się zmarły dziadek, w radiu u mamy słyszy piosenkę Don`t give up, Kamyk spadł z wózka, jak był pod prysznicem, ona płacze]

Moi drodzy, Mała Mi ma teraz straszne wyrzuty sumienia, że koncentruje się cały czas na sobie, jak tu przecież jej brat jest chyba w największej potrzebie. Już Wam tłumaczy, jak to było i tu nie da się nie wspomnieć o tych „wspaniałych” świętach… Jej brat niestety doznał takiego urazu kręgosłupa, że nie tylko nie jest w stanie utrzymywać moczu [tu ma cały czas cewnik, więc to nie stanowi dla niego większego problemu], za to prawdziwy kłopot jest z nietrzymaniem stolca (czyli inkontynencją). Gwoli wyjaśnienia on odczuwa, że mu „się chce”, jednak nie jest w stanie odpowiednio długo tego utrzymać.

Trochę informacji na ten temat znalazła nasza bohaterka na tej stronie: https://wyborcza.pl/Opiekun/7,166953,24189126,nic-co-ludzkie-nie-jest-wstydliwe.html?disableRedirects=true. Tu jednak sobie myśli znowu boooszeee drogi, to nie jest przecież przypadek Kamyka! On ma niestety uszkodzony ten swój młody organizm, który kiedyś był całkiem sprawny!!!…

Poniżej trochę fotek, które mama jej udostępniła, jak Marcin właściwie swoją „przygodę z KARATE” dopiero zaczynał, jednak już wtedy szło mu bardzo dobrze i pamięta do dziś, jaką dumę wówczas odczuwała, widząc, jakie ma już osiągnięcia i jak się pnie ku górze 🤗

Pamięta tylko, że to był pierwszy dzień świąt i już powoli zaczęli się zbierać i szykować do wyjścia. Ach tak, bo nic nie wiecie jeszcze o tym, że Marcin już zaczął czuć się słabo i źle przez ten łokieć właśnie [a tu wciąż ta operacja dopiero w lutym!]. Po nim tego jednak w ogóle nie widać! Moi drodzy, w życiu byście nie powiedzieli, że słabo się czuje i jest w nie najlepszej kondycji fizycznej. I tu już absolutnie nie chodzi o jakąś „grę”, czy zakładanie „maski”. Ona jest pewna, że to właśnie KARATE [Shotokan – w jego przypadku] go tego nauczyło. „To również kształtowanie zachowania i dyscypliny, które pozwalają wypracować cechy fizyczne i psychiczne niezależnie od płci, wieku i kondycji, a jedynym prawdziwym przeciwnikiem karateki jest on sam.
Źródło: https://www.experto24.pl/lifestyle/hobby/sport/sporty-walki/na-czym-polega-karate-shotokan.html?cid=K000KN

„Karate to sztuka walki stworzona na wyspie Okinawa. Początkowo jej celem była walka, jednak z biegiem lat większy nacisk położono na aspekt samorozwoju, ciągłego doskonalenia zarówno ciała, jak i charakteru.

Tu jej brat stoi na tle tej flagi z krzyżem 😉

Karate tradycyjne to starożytna i piękna sztuka samoobrony bez broni. Opiera się w większym stopniu na wykorzystaniu możliwości całego ciała (synchronizacji oddechu, napięcia i rozluźnienia mięśni oraz dynamiki całego ciała), niż siły mięśni rąk i nóg. (…) Doskonalenie technik walki uczy także koncentracjikoordynacji wzrokowo-ruchowej, pamięci ruchowej, szybkiego podejmowania decyzji i logicznego myślenia.

Ps. jej brat to ten po prawej, najwyższy i najchudszy 😜

(…)

W karate NIE MOŻNA ODDZIELIĆ SFERY FIZYCZNEJ OD PSYCHICZNEJ! – obie łączą się harmonijnie ze sobą. Ćwiczący uzyskuje wiarę w siebie, opanowanie i jasny osąd sytuacji, dzięki czemu ciało reaguje zawsze w należyty sposób.

Uprawianie karate sprawia, że:

  • wzrasta pewność siebie,
  • rośnie zdolność koncentracji,
  • rośnie umiejętność konsekwentnego dążenia do celu
  • poprawia się umiejętność panowania nad emocjami,
  • kształtuje się cierpliwość.

Istotną zaletą treningu karate jest również zwiększenie samoakceptacji. Jest to spowodowane zarówno kontaktami z ludźmi mającymi tę samą pasję. Z kolei pewność siebie związana jest wiarą we własne siły i poczuciem bezpieczeństwa, które dają wyuczone techniki obrony. „

https://polki.pl/dieta-i-fitness/cwiczenia,dlaczego-warto-trenowac-karate,10402960,artykul.html

Ok. i tu właśnie ona dochodzi ponownie do wniosku, jakim to byłoby dla niej „błogosławieństwem”, gdyby jej myśli mogły pojawiać się bezpośrednio na tym ekranie, a ona by tylko następnie to sobie jeszcze porządkowała. Ale do rzeczy! Opisuj dziewczyno, może nie wszystko, ale choćby w skrócie, jak to przebiegało! No dobrze, jesteście gotowi? Kamyk krótko mówiąc [nie widziała tego nawet, ale później on sam jej opowiadał, że był już wkurzony na wszystko i jeszcze się „osrał”- to dosłownie jego cytat, ps. jak ona to czyta to po prostu nie może powstrzymać śmiechu🤣, to jest właśnie cały jej brat, że nawet jak jest beznadziejnie, to on nigdy nie tragizuje, zawsze albo coś powie, albo zareaguje w taki sposób, że później już można się tylko z tego śmiać]. Zatem z pomocą mamy przesiadł się na wózek, na którym siedząc bierze prysznic.

Pamięta tylko, że babci już powiedziały, by na nie nie czekała, bo one jeszcze muszą tu poprzestawiać wszystko Marcinowi tak, jak było, zanim przyjechały. Tzn. Kamyk twierdził oczywiście, że on sobie poradzi, jednak Mała Mi z mamą nie chciały go zostawiać samego z tym wszystkim: [a swoją drogą, ona już rozumie, dlaczego jej brat nie lubi wcale żadnych świąt…] odstawianie z powrotem na miejsce czegoś, co służyło im za stół, a on przy tym po prostu na codzień pracuje, stoi tam również drukarka. To było dla tej dziewczyny niesamowicie wszystko trudne i nie ma tu wcale na myśli tego „odstawiania”, absolutnie nie!

Jej raczej chodzi o to, że ona tak naprawdę w tak niewielu rzeczach się orientowała, żeby np. odstawić Marcinowi do lodówki jedzenie w taki sposób [odpowiednio zapakowane i ustawione], by on sam następnie był w ogóle w stanie sobie je wyjąć, po czym jeszcze to odgrzać… [nie zbić: czyli nie w talerzu głębokim, jak to zrobiła pierwotnie…, tylko w pudełku i na najniższej półce]

Ujrzała, jaką ciężką pracę jej mama ma do wykonania i w ilu rzeczach ona się orientuje, w przeciwieństwie do naszej bohaterki. Tu już zachciewało jej się znowu ryczeć, bo czuła się z tym nędznie, że ona tego nie wie… i nie ma takiej wyobraźni, by móc to w ogóle jakoś „pojąć”, że chłopak poruszający się na wózku z niesprawnymi rękoma, raczej może sobie z tym nie poradzić [czyli automatycznie uznała siebie za niemądrą!] Mała Mi miała do siebie wtedy tyle pretensji, że sobie nawet nie wyobrażacie, jaki ona dialog ze sobą prowadziła…

Jednak apogeum wszystkiego było, gdy Marcin wywrócił się z wózka. Upadł tam na posadzkę. Widziała tylko przerażoną swoją mamę, biegnącą do niego do łazienki. Obydwie przecież wiedzą, że ON JUŻ ABSOLUTNIE NIE MOŻE UPADAĆ NA TEN WŁAŚNIE ŁOKIEĆ! Tylko zapomniała jeszcze, że on przecież tymi łokciami się „ratuje”, by oszczędzić z kolei swoją głowę… Kamyk był już tak na wszystko wkurzony, że rzucił w tym wszystkim i niejedną „kurwą”, a później było też „ja pierdolę”…

Mała Mi stała tam w pokoiku i zaczęła płakać. Była tak zdenerwowana tym wszystkim i to wcale nie tym, że on przeklinał, bo to przecież zdarzyć się może każdemu człowiekowi! Nawet jej samej przydarzy się czasem, że „kurewką” sobie rzuci… Lecz tu znacznie bardziej chodziło o to, że ONA PRZECIEŻ JESZCZE NIGDY NIE WIDZIAŁA, JAK JEJ BRAT SPADA. Mimo, że on podobno co chwila gdzieś „leży”, na co przecież między innymi wskazuje JEGO OLBRZYMI ŁOKIEĆ… No właśnie, dokładnie taka sytuacja była, gdy ona ujrzała kiedyś RÓWNIEŻ PO RAZ PIERWSZY ten jego OGROMNY I NIELUDZKICH ROZMIARÓW wręcz ŁOKIEĆ.

Ale moi drodzy, to jeszcze nie wszystko… Otóż nie wiem, czy pamiętacie, jak rzekł do niej [dokładnie wtedy, gdy tak się przeraziła widząc ten jego kolosalny łokieć!], że: „Nie widziałaś jeszcze moich nóg, wtedy dopiero by Cię to przestraszyło…” i teraz miała tego „okazję”. Porobiła mu trochę tych zdjęć, jednak pamięta, jak brat jej odpowiedział: „też będę Ci robił foty, jak będziesz nago”. Zrobiło jej się wtedy niezmiernie głupio [żeby nie było: miał na sobie już bieliznę, jednak był bez koszulki], nie ma niestety prawie w ogóle zrobionych zdjęć jego samych nóg…, prześle może choć tych kilka i właściwie TYLKO TE, na których choć mniej więcej widać, co jej brat ma teraz „na sobie”:

Te fotki powyżej to są oczywiście jeszcze tymi, które odnalazła, że jednak ma z wcześniej! [wówczas jednak nie chciała chyba ich upubliczniać, bo tak zbierała sobie „materiały” (o których później całkiem zapomniała…) i czekała na moment, kiedy dokona jakiegoś wpisu TYLKO O SWOIM BRACIE.] Widać na nich także ich mamę, robiącą Marcinowi właśnie opatrunek. Jeszcze wyprostuje tu z tym jego łokciem… Pamięta, jak wówczas, gdy pierwszy raz go ujrzała i była w takim szoku, Marcin rzekł wtedy do niej: „Nie widziałaś, bo zawsze byłem do tej pory na długi rękaw i dlatego tego nie mogłaś zauważyć…” Co oczywiście nie jest prawdą, jak widać na zdjęciach powyżej, był również na krótki rękaw, jeszcze latem i TAKIEGO ŁOKCIA NIE MIAŁ. Widać owszem, że jego łokieć jest tam „poobijany”, ale nie takich kolosalnych rozmiarów!

Ale musi wprost jeszcze opisać dalej tą środę, 25.XII.19, kiedy to jej brat spadł w łazience z tego wózka, a ona stała i ryczała w pokoju… Nie miała najmniejszego pojęcia, kogo mogłaby tu wezwać na pomoc… Trzymała telefon i naprawdę nie miały z mamą po kogo zadzwonić, tzn. najbardziej chyba ona, bo jej mama mówiła, by ta się uspokoiła, bo to PRZECIEŻ NIE JEST PIERWSZY RAZ, KIEDY MARCIN SIĘ PRZEWRÓCIŁ… [a poniżej widzicie właśnie jego aktualne zdjęcia z tych świąt…]

Myślała tu o tym, że właściwie nikogo nie mają, żadnego silnego mężczyzny do pomocy… i słuchajcie, MUSICIE TO PRZECZYTAĆ: Jej brat tam w łazience siedział na kafelkach pod tym prysznicem i mówi, że musi po prostu pomyśleć... więc one czekały, Mała Mi chyba bardziej rozdygotana niż jej mama, bo ona PIERWSZY RAZ BYŁA ŚWIADKIEM TAKIEGO WYDARZENIA!

Następnie, Marcin miał tam duży ręcznik, jakoś włożył go sobie pod tyłek i zawołał je obydwie, by te trzymając za koniec tego ręcznika zaczęły go ciągnąć po podłodze aż do pokoju, do sofy. Przyciągnęły go tam, następnie Kamyk poprosił, aby obydwie, jedna łapiąc pod kolana, druga pod pachy/ ramiona wciągnęły go na tą sofę. Ich mama twierdziła oczywiście, że nie dadzą rady, bo Marcin jest ciężki. A tu nasz bohater przypomniał jej, jak kiedyś podnosiła go razem z pielęgniarką, gdy również upadł. I ten człowiek bardzo w to wierzył, że dadzą radę!

Mała Mi złapała oczywiście pod ramiona/ pachy, bo wiedziała, że będzie to cholernie ciężkie i trudne, zwłaszcza dla mamy, która jest przecież po operacji kręgów szyjnych! Zatem ona wzięła Marcina pod ramiona, ten „przygotował” ich mamie nogi = zgiął je rękoma w kolanach by „tak stały” i aby rodzicielka mogła je chwycić… Nie powie, że się nie namęczyły, lecz nie trwało to jakoś BARDZO długo, bo już chyba za 3-cim razem (chyba) im się UDAŁO! I go z ledwością i na brzeżku, ale usadziły na tej sofie❤💪🍀

To jednak nie był jeszcze koniec „akcji”, bo później Marcin powiedział, że super udało się! A teraz przed nimi już trochę łatwiejsze zadanie, bo „przerzucenie go na wózek”. Przygotowane było wszystko, wózek postawiły blisko, zablokowały go i Kamyk odliczał „do trzech”, bo na ‚TRZY” miały go właśnie na ten wózek za majtki przeciągnąć. Mała Mi była jednak chyba tak tym wszystkim wstrząśnięta i przerażona, że zamiast na 3, to ona wzięła już na 2… I w ten sposób zagięła się Marcinowi teraz na tym wózku podkładka…, która również wyglądała już „trochę” nędznie…

Ok., nie będzie tu pisała szczegółów tego…, ale koniec końców skończyło się tak, iż Marcin „wylądował” już dobrze siedząc na tym swoim wózku. Kamyczek zakupił sobie także zmywarkę, która BARDZO UŁATWIA MU ŻYCIE. Jednak jak Mała Mi zaczęła pakować do niej brudne naczynia, to nie umiała niestety zamknąć jej klapy/drzwi. Marcin powiedział, by zaczekała i w momencie, jak on chciał ją domknąć, to coś się urwało i wypadło jakieś kółko … I jej brat wkurzony już na wszystko, powiedział, by już najlepiej wyszły, on wszystko sam sobie uprzątnie… i sobie już poradzi…

Nasza bohaterka nie musi chyba dodawać, że czuła się już winna. Była pewna, iż to ona coś tam spieprzyła… i pomyślała nawet, że z całą pewnością rozwaliła jemu ten jego sprzęt [bez jeszcze ładnych drzwi frontowych wprawdzie], bo te ma dowieźć Marcina przyjaciel, który miał ostatnio problemy ze zdrowiem i również nie zdążył tego zrobić przed świętami.

W każdym razie, jak wróciły już z mamą do domu, to Kamyk jeszcze dzwonił jakoś przed spaniem do niej [oczywiście ona pierwsze co, widząc to połączenie od brata, zaczęła się martwić, iż znów coś się wydarzyło…]. A jej brat dzwonił tylko po to, by przeprosić, że tak na nie nakrzyczał [czego ona w ogóle tak nie odebrała!] i powiedział, że już wszystko jest zrobione, nawet wstawił pranie i „piorą” się także naczynia, BO UDAŁO MU SIĘ ZMYWARKĘ NAPRAWIĆ! Włączył też sobie odkurzacz [bo zakupił taki fajny automatyczny/ elektryczny], który sam na pilota jeździ sobie po podłodze i ją odkurza.

A teraz będziemy przechodzili do kolejnych dni [pamiętajcie proszę BĘDZIE TO WSTECZ]:

Teraz jest SOBOTA, 28.12.2019, Mała Mi wróciła wczoraj z Elbląga [gdzie spędzała Święta Bożego Narodzenia] ponownie BlaBlaCar`em. Moi drodzy ona naprawdę, jak zwykle po czasie 😉, doszła do wniosku, że to, co czuła, czy może raczej sposób, w jaki się czuła przed tymi świętami, był poniekąd zrozumiały [to było trochę tak, jakby „skądś” wiedziała, przeczuwała z góry, cóż tam może się wydarzyć].

Zatem jej podróż rozpoczęła się dokładnie tydzień temu, tj. w SOBOTĘ 21.12.19, ok., przeczytała sobie kawałek tego wpisu z tej soboty, który zamieściła tutaj: https://niesklasyfikowana.com/2019/12/21/tajemnica-szczescia-nie-jest-robienie-tego-co-sie-lubi-ale-lubienie-tego-co-trzeba/, o tej swojej „byle jakiej” gimnastyce wspominała, lecz zapomniała jeszcze dodać, że była na samej górze zostawić te rzeczy sąsiadom, lecz „pocałowała klamkę” 😉. Ponieważ nikt jej nie otworzył zawiesiła te rzeczy w reklamówce po prostu na klamce.

Wyszła jeszcze zakupić banany [obecnie w sumie nie wie nawet dokładnie, po co i do czego chciała je mieć…]. A ok., teraz już jej świta, że miała przecież rozmienić kasiorę, by mieć czym zapłacić za ten przejazd BlaBlaCar`em. A ponieważ tak sobie pomyślała, że najłatwiej będzie, jak przy okazji coś również zakupi. Tylko jak już nadchodziła do warzywniaka p.Piotra, zdała sobie nagle sprawę, że przecież bananów on już dawno nie sprzedaje [a tym razem nie miał nawet tych, które jej ostatnio kiedyś podarował „za friko”], teraz oczywiście nawet jakby jej ponownie proponował ich oddanie, ona miała zamiar zapłacić. W każdym razie wzięła jeszcze chyba 2, czy 3 mandarynki i w ten sposób rozmieniła te 20PLN. [teraz pisze właśnie z niejakim „Filem”, czyli Filipem z Tindera, który sam jej zaproponował przejście na WhatsApp`a, umawiają się właśnie, by jutro pierwszy raz się spotkać. Taaa, ciekawe, co to będzie, hehe, jak jeszcze na początku miała raczej neutralne zdanie o tym mężczyźnie, to teraz już chyba coraz mniej on jej się „podoba” = oczywiście, ma nadzieję, że rozumiecie, iż nie pisze tu tylko o jego wyglądzie! Ok., ale ona jest przecież ostatnią osobą, która będzie coś zakładała!= z NIM SIĘ JEDNAK NIE SPOTKAŁA]

Ok., ale wróciła do domu, zdążyła się chyba jeszcze umyć i zjeść, po czym czekała na tego Krzyśka od BlaBla, który pomógł jej nie tylko znieść od niej z mieszkania, lecz również wnieść w Elblągu do jej mamy na 3-cie piętro ten plecak. Mała Mi, będąc jeszcze w u siebie w Gdańsku, wyszła nawet wynieść śmieci, by ponownie zobaczyć, jak mogłaby tu mu wytłumaczyć dojazd do swego domu. Jednak to dziewczę kompletnie nie wiedziało, że jak to on się wyraził: ma przed sobą profesjonalistę = chłopak pracuje [boooszee chyba dobrze pamięta…😉] w Norwegi jako kierowca ciężarów-ki, albo -ek.

W każdym razie okazało się, że Elbląg też trochę zna, bo bez problemu dojechali pod blok jej mamy [tzn. miał oczywiście także nawigację, z której wcale nie korzystał!]. Jednak jak już tam przejeżdżali obok bloku, to zauważyła, że w oknach u jej mamy jest ciemno [a jeszcze nim wyjechała, to rozmawiała ze swoją rodzicielką właśnie]. Oczywiście zaraz siedząc w tym aucie ponownie dzwoniła do niej i nikt nie odbiera…, weszła już na samą górę, a Krzysiek wniósł jej plecak, niestety mama nie otwierała… Poczuła się już naprawdę zdenerwowana, bo dzwoniła do niej jeszcze nim całkiem wyjechali z Gdańska i także na początku nie odbierała, nasza bohaterka pomyślała wtedy, że z całą pewnością mama wyszła na sobotnią wieczorną mszę, by nie musieć już iść do kościoła w niedzielę. Jednak nie! Odebrała po chwili i mówiła, że była po prostu zajęta czymś.

No ok., pomyślała, to całkiem przecież zrozumiałe przed świętami. Mała Mi stojąc jeszcze na klatce z tym plecakiem [zostawionym przez swojego uprzejmego kierowcę] pod nogami, zaczęła jeszcze dzwonić do brata Marcina, by zapytać, czy on czasem czegoś nie wie o ich rodzicielce. Ten jednak nic nie wiedział [choć początkowo próbował rozwiać jej wątpliwości właśnie tym faktem o wcześniejszym wyjściu na mszę, później zaś powiedział jej, by się nie denerwowała, usiadła tam na schodach i poczekała na mamę.] Jej brat rzekł do niej, by się uspokoiła i pomyślała raczej o tym, że ich mama z pewnością udała się do Lidla, bo przecież ona nie może dużo dźwigać, lub ewentualnie zostawiła ten plecak u sąsiadów na przeciwko i poszła ich mamy poszukać, a może nawet jej pomóc w doniesieniu tych zakupów.

Okazało się, że tak, jak mówił jej brat, mama poszła jeszcze do sklepu i zdziwiona, że tak szybko jej córka dojechała 😊 Nasza bohaterka nie zdążyła nawet oddać plecaka na przechowanie sąsiadom, bo tam również nikogo nie było… Ale do rzeczy, bo znów ciągniesz to moja droga, jak „flaki z olejem” 😜

Tak więc Mała Mi czuła się, będąc tam u swojej mamy, za tyle rzeczy odpowiedzialna, oczywiście sama sobie to narzuciła, bo nie ukrywajmy czuła się po prostu nędznie, że przyjeżdża niemalże „na gotowe”, tzn. wcale tak nie było, bo jednak swojej rodzicielce pomagała w czym mogła, jednak nie będzie kryła, że zawsze tam u niej nie czuje się wcale dobrze, może dlatego, że… Nie, nie! Wcale nie „może”, tylko z całą pewnością właśnie dlatego, iż brakuje jej tam zawsze takiego domowego ciepła/ „sielskości” i bezpieczeństwa, a wiecie, co jest najgorsze? Że przecież ta jakby nie było DOROSŁA JUŻ kobieta sama również nie potrafi takiego klimatu tam stworzyć.

Dokładnie tak będzie twierdziła, że właśnie „tam”! U siebie na przykład już by raczej umiała… Tylko, no właśnie [wspomniała nawet o tym na 2-gi dzień świąt, jak były z mamą u babci], że ona bardzo chciałaby zrobić następne święta u siebie, w Gdańsku. Wiecie, co jej babcia wtedy powiedziała, że no jak to? Jak niby miałaby się rodzina u niej pomieścić. Później jednak pomyślała sobie, że stół ma owszem w kuchni i można by go przenieść do pokoju, lecz ze spaniem byłoby już gorzej. Musieliby po prostu tego samego dnia wracać prawie wszyscy do domu, do innego miasta… No i jeszcze Kamyk niepełnosprawny z wózkiem, tzn. gwoli wyjaśnienia, w pokoju nie byłoby raczej problemu, tylko w łazience z ubikacją i jeszcze, kto by go tu wniósł…?

Ach, chyba już to pominie, tylko wspomni jeszcze o tym, iż z 22. na 23. XII. przyśnił jej się dziadek, który już dawno zmarł…. był taki słaby i opadał tam co chwilę na jej mamę… A ona mówi wtedy do swojej rodzicielki: „Mamo, ale dziadek już przecież nie żyje”. Dla Małej Mi był to oczywiście „znak”, że ona nic nie robi [w jej mniemaniu oczywiście].

To dalej taki szybki skrót tych świąt:

  • w dzień Wigilii Bożego Narodzenia podczas jeszcze sprzątania słyszy w radiu piosenkę „Don`t give up” i zaczynają jej powoli gdzieś tam „uchylać się” jakby łzy z jej pięknych dużych oczu
  • Wigilię spędziły u jej brata oczywiście
  • jeszcze jak przyjechała do mamy w [nie wie już nawet, o czym tu chciała wtedy pisać…:P]
  • teraz [28.12.19, godz. 18:45] zadzwoniła do swojego brata jeszcze i ten mówi, że już nie ma siły i tak się źle czuje, bo przez ten łokieć dostał jeszcze gorączki… i jutro może będzie musiał dzwonić po pogotowie, bo może oni wtedy coś w tym przyspieszą, by tam się jeszcze coś kolejnego „nie wdało”…

Teraz, moi drodzy jest oczywiście WTOREK, 31.12.2019, pod swoimi oknami już słyszy wystrzały, mimo, że jest dopiero godzina 19:23… Ale ok. opisze jeszcze dalej, bo ponownie tyle rzeczy przychodzi jej teraz na myśl…

Czy wiecie, że Mała Mi uznała, że TO WSZYSTKO, CO SIĘ JEJ PRZYDARZYŁO, MUSIAŁO SIĘ WŁAŚNIE ZDARZYĆ. [moi drodzy, gwoli wyjaśnienia jest już 23:14] Ona wysłała już życzenia Noworoczne, zadzwonił do niej chłopak [z tego Tindera właśnie, niejaki Tomasz]. Była kiedyś z nim i jego psem Ax(e)lem na spacerze, ale o tym już kiedyś także wspominała.

To podzieli się z Wami jeszcze pięknymi życzeniami, które otrzymała od kolegi buddysty i sama przetłumaczyła je [oczywiście z pomocą pons`a😋] na j. niemiecki i angielski, tak więc może najpierw te w oryginale:

Życzę Ci aby wszystko w Twoim życiu było przepełnione wdzięcznością. Jak już masz wdzięczność to możesz wszystko. To najwyższy poziom miłości.. wdzięczność.. brak oczekiwań, wewnętrzny nadmiar i chęć podzielenia się z innymi każdą inspiracją… oraz smaku wolności w każdej sytuacji. Dbaj o swój nadmiar, to jest najważniejsze, dzięki temu będziesz dzielić się bez końca i wszystko wróci z podwójna siłą. 

Ich wünsche dir, dass alles in deinem Leben voller Dankbarkeit ist. Wenn du dankbar bist, kannst du alles tun. Das ist die höchste Stufe der Liebe… Dankbarkeit… keine Erwartungen, innerer Überfluss und der Wunsch, jede Inspiration mit anderen zu teilen… und den Geschmack der Freiheit in jeder Situation. Kümmere Dich um Deinen Überschuss, das ist das Wichtigste, dank dessen Du ohne Ende teilen wirst und alles wird mit doppelter Kraft zurückkommen.

I wish you everything in your life was full of gratitude. If you are grateful, you can do anything. This is the highest level of love…. gratitude… no expectations, internal excess and the desire to share every inspiration with others… and the taste of freedom in every situation. Take care of your excess, that`s the most important thing, thanks to that you will share without end and everything will come back with double power.

No dobrze, to już mamy kochani NOWY 2020 ROK od dokładnie 53 minut!!! A takie życzenia myślę, że przydadzą się każdemu:

Moi drodzy, teraz mamy ŚRODĘ, 01.I.2020! Pamięta, że jeszcze leżąc w łóżku sprawdzała tu sobie tego bloga i natknęła się również na WordPress na jakiś ciekawy artykuł, m.in. o tym roku, o jakichś Aniołach, każdy o innym imieniu i każdy odpowiedzialny za coś innego…, rany ona już nawet nie znajduje słów by to nazwać…, a tak bardzo chciała to zapamiętać, co czytała… Może to jeszcze jakoś odszuka, w końcu „szukajcie aż znajdziecie”, a ona się przecież łatwo nie poddaje. Jednak nie o tym chciała tu jeszcze donieść.

A mianowicie o tym, że ona naprawdę uważa, że już tak wiele udało jej się samej nauczyć, lecz chyba przede wszystkim zrozumieć. Jak jadła obiad po raz kolejny włączyła sobie film, w którym się chyba „zakochała”. Nie potrafi dokładnie tego wytłumaczyć, ale przecież nie zawsze trzeba wszystko wyjaśniać i tłumaczyć. „Niebiańska Przepowiednia” – bo o tym filmie tu mowa, jest dla niej jakiś taki kojąco „magiczny” i ona tak bardzo czuje, że on z nią jakoś „rezonuje”.

Ponieważ jednak po raz któryś go już sobie włączyła i po raz kolejny zakończyła go oglądać, to jak usiadła tu znowu do kawy i (dziś!) placków, które później sobie usmażyła, „ukazał” jej się jakoś ten filmik Pawlikowskiej „Zmiana jest dobra!”

Tak się niesamowicie Mała Mi ucieszyła, że wciąż udaje jej się wynajdywać takie ciekawe i mądre rzeczy i musi tu Wam przyznać, że ona poważnie już coraz więcej rzeczy jest świadoma i z coraz większej ich ilości zdaje sobie również sprawę. Jednak lubi sobie jeszcze tego, jakby „na potwierdzenie”, posłuchać z ust innej osoby 😊 A ponieważ pamięć jest ulotna, więc ona porobiła sobie ponownie notatki:

„Wiem, że wszystko zmienia się z pewnym „boskim” kontekstem, to nie jest kwestia przypadku, bo to wcale nie jest tak, że na świecie istnieje milion dobrych zdarzeń i milion złych i teraz one jak takie np. piłeczki pingpongowe „latają” sobie po tym Wszechświecie i „przypadkowo” uderzają akurat we mnie. (…)”

I słuchajcie, Mała Mi tak sobie pomyślała, że ona naprawdę w sumie prawie niczemu nie pozwalała, by się w jej życiu „przydarzało” tak samo! Bo przecież jednak zawsze „coś” robiła i „jakoś” działała, nawet jak czasem wydawało się jej, że postępuje bez sensu [w czym poniekąd była też niejednokrotnie „uświadamiana”/”utwierdzana” z zewnątrz…]:

  • TO ONA SAMA ZREZYGNOWAŁA Z PRACY! [To niesamowite, bo ona tak sobie słucha tej Pawlikowskiej i myśli sobie boooszeee, ja się przecież niejednokrotnie sama „podkładałam” – tzn. tak mogło to pozornie wyglądać, jednak ona podejmowała te decyzje wcale nie tak nagle i nie bez żadnego przemyślenia, dobrze pamięta, jak pytała (jeszcze wtedy Boga), co ma teraz zrobić, czy zrezygnować z tej jakże dobrej pracy, czy jednak zostać choćby po to, by mieć hajs… – co zresztą dokładnie opisała w swoim liście do szefów].
  • wniosła pozew o rozwód [co do tego nie miała już właściwie większych wątpliwości] JEJ MĄŻ ZOSTAWIŁ JĄ SAMĄ i w tak ciężkim i trudnym dla niej okresie musiała SAMA tak wiele zrobić: 1) znaleźć tańsze mieszkanie 2) dokonać przeprowadzki 3) nadmienię tylko: OSOBA PO TAK POWAŻNYM WYPADKU, która nigdy się nad sobą nie użalała! I przyjmowała na siebie wszystko tak, jak było! Jednak, jak już w końcu przeprowadziła się do kolejnego mieszkania [swojego obecnego cudownego „gniazdka”], to na drzwiach wejściowych do pokoju zawiesiła sobie taki plakat:

Moi drodzy, umówmy się jednak tak, że ponieważ zamieściła tu 3 GODZINNY PLIK MUZYCZNY, zatem będzie po prostu sobie dalej dokańczała właśnie w tym wpisie resztę rzeczy, których jeszcze wciąż nie opisała, a o których może będzie chciała donieść, ok? I bardzo prosi Was o jakiś feedback, a propos jej pytań o: wpis o Kamyku, wasze propozycje/pomysły na to, cóż mogłaby dalej robić z tym, co jej się przydarzyło.

Teraz jeszcze dopisze tylko, co ona dostrzega. Tak, to jest tak niesamowite dla niej teraz, lecz ona widzi i czuje to już poważnie, że TO WSZYSTKO, CO JĄ SPOTKAŁO MIAŁO NAPRAWDĘ CZEMUŚ SŁUŻYĆ i wiecie, co? Ona chyba już nawet potrafi sobie powiedzieć: „ok. ponieważ wiem, że wszystko czemuś służy, więc mimo, że nie dostrzegam jeszcze tego celu, w jakim to wszystko się przytrafiło… Ale nie będę teraz tego „rozkminiała” na siłę. Będzie, co ma być, wiem po prostu [nie pytajcie skąd, bo sama tego nie umiem wytłumaczyć :P], że przyjdzie jeszcze do mnie dużo dobrego i to wszystko zacznie się jakoś rozwiązywać”. Powiem Wam, na jaki ona teraz pomysł wpadła, że może to wszystko właśnie jej się przytrafiło, by mogła być teraz w stanie innym ludziom lepiej pomagać!

Tak niezmiernie się cieszy, że JESZCZE RAZ TRAFIŁA tu na te mądre słowa Pawlikowskiej:

(…) ŻYCIE DOBRZE NAS PROWADZI, że zmiany, które pojawiają się w życiu nie są złośliwością losu, albo Boga, że nie są dane mi za karę, że czegoś nie dopełniłam, albo nie jestem wystarczająco doskonała, albo nie wystarczająco mocno się staram, albo w ogóle jestem gorsza i dlatego właśnie mi zdarzają się tylko takie złe rzeczy, NIC, NIC Z TYCH RZECZY! JEST DOKŁADNIE ODWROTNIE „Każdy dostaje to, co jest mu potrzebne do tego, żeby stał się lepszym człowiekiem , mądrzejszym człowiekiem, każdy dostaje dokładnie to, co jest mu potrzebne, żeby dotrzeć do swojego celu. Nawet jeśli nie potrafię dokładnie określić w tej chwili, na czym polega mój cel. (…)

Nie uwierzycie, ale ona naprawdę może podpisać się pod tym, co tu słyszy w tym filmiku B.Pawlikowskiej:

Po pewnym czasie spojrzałeś wstecz i powiedziałeś: „Ha…, to była jedna z najlepszych rzeczy, jaka mi się zdarzyła(…)”

Musi tu jednak przyznać, że ona teraz jak na to patrzy, to myśli o sobie samej, że jest cholernie dzielna! Wciąż się nie poddawała, a już tym bardziej załamywała, tylko choćby to, że nieustannie szukała sobie jakiegoś „połączenia” tym BlaBlaCar`em z Elbląga do Gdańska. Pamięta, że już tak bolał ją kręgosłup [przez dźwiganie tylu rzeczy, by pomóc mamie, następnie jeszcze ten „wypadek” Marcina i podnoszenie go…]

Pamięta już, że siadła tak na łóżku w pokoiku u mamy, gdzie spała, chciało jej się po prostu ryczeć. Czuła się tak bardzo tymi zdarzeniami przeciążona. Ach tak, o tym oczywiście jeszcze nie wspomniała, że mimo, iż zabrała ze sobą do Elbląga tak mniej więcej odliczoną ilość tabletek/lekarstw, które wciąż przyjmuje. To okazało się, iż już od 24.XII. brała na noc nie 1! jak u siebie w domu już zażywała, lecz UWAGA! 3 TABLETKI MIRTAGEN…

Już się tym poniekąd sama wręcz przeraziła. Że aż tyle ich potrzebuje, by móc normalnie zasnąć. Okazało się jednak, iż w takim razie skończyły się one jej już 26.XII., czyli w drugi Dzień Świąt, który wypadał w CZWARTEK. I to dziewczę nawet nie wyobrażacie sobie, jak intensywnie myślało, co ma dalej robić. Musielibyście tylko ujrzeć ją na własne oczy, jej myśli, a najlepiej całą „pracującą” głowę.

Tak myślała jeszcze, że może będzie musiała zaryzykować i przespać jeszcze tą piątkową noc 27.XII. już w ogóle bez tych tabletek. Wiecie, cóż ona sobie nawet wyobrażała? Miała bowiem tego świadomość, że przecież po zażywaniu 3 TABLETEK, to raczej graniczyłoby z cudem, by teraz bez żadnej mogła zasnąć. Ona próbowała jednak już siebie przekonywać, jak to np. było kiedyś jeszcze [przed sesją na studiach]😋, jak spała tak naprawdę niewiele. I już nawet pomyśliwała, że no, cóż jej innego zostanie? Musi ten stan po prostu zaakceptować!

Jednak jeszcze tego samego dnia usiadła na łóżku i rozmawiała ponownie ze WSZECHŚWIATEM. A wcześniej zaczęła już również pisać do kilku osób na BlaBla…, czy ktoś zechciałby ją odebrać spod samego mieszkania jej mamy, pomóc znieść jej ciężki plecak z 3-go piętra i wysadził ją także u niej w Gdańsku i tu pomógł wnieść ten jej bagaż, lecz tym razem na 1-sze piętro.

Pisała oczywiście, że byłaby w stanie zapłacić więcej, lecz w rozsądnej cenie, max. 20PLN. I tak Mała Mi siedziała sobie na tym łóżku [ostatnią noc spała już u mamy na podłodze, bo ta wersalka tam była dla niej za miękka i tym samym niewygodnie się jej na niej spało, bo bolał ją przecież kręgosłup!]. Jeszcze, wyobraźcie sobie, że jak nasza bohaterka położyła się to jej szczęka tak jakby zaczęła dziwnie drgać, z całą pewnością to z nerwów… I już muszę Wam powiedzieć, że ona się wystraszyła, że gdyby tam mieszkała, mogłaby mieć jeszcze te ataki padaczki ponownie…

W każdym razie zrobiła, co w swojej mocy, bo i jeszcze z rana w PIĄTEK, 27.XII. napisała @ do swojej psychiatry:

pt., 27 gru 2019, 08:10
Witam Pani doktor,
Czy jest jakiś lek o podobnym działaniu, co MIRTAGEN, lecz bez recepty? Jestem jeszcze w Elblągu, zatem nawet nie mam innej możliwości… Zabrałam ze sobą tyle tabletek, jednak ostatnie 3 dni, brałam już nawet po 3 tabletki…Proszę mi powiedzieć, co mogłabym teraz zrobić? 

Jeszcze tego samego dnia przed godz. 16 dostała odpowiedź od swojej lekarki:

Pani M…… nie ma bez RP żadnego odpowiednika Mirtagenu. Nie bardzo coś mogę doradzić, ewentualnie na noc może Relanium, żeby przespać noc.

Nasza bohaterka jednak w sob., 28 gru 2019, 05:49 napisała:

Kochana Pani doktor,
Mimo, że było mi cholernie ciężko w Elblągu, to jednak dzielna i zaradna ja, znalazłam sobie BlaBlaCar z Elbląga i chłopak był tak miły, że nie tylko pomógł mi wynieść mój ciężki plecak z 3- go piętra od mamy, ale też spokojnie wniósł go do mnie do mieszkania, bo boli mnie kręgosłup, ale więcej opowiem, jak będę się z Panią widziała. Także mimo, iż wciąż odczuwam kręgosłup, jestem taka szczęśliwa, że WSZECHŚWIAT mi tak pomaga 🌞 I nie musiałam już się martwić o tabletki. W ogóle to aż sama się przeraziłam, że DOPIERO po zażyciu 3-ciej (i to nie na raz, tylko właściwie w odstępach czasu…) mogłam kontynuować dalej mój (powiedzmy) „spokojny” sen. Pozdrawiam serdecznie (DZIŚ wzięłam 2 i jak widać od ok 5 już nie śpię) 😋 Ale I tak bardzo dziękuję za Pani odpowiedź 🍀

Już o 12:07 dostała kolejnego @ od lekarki [ach, ona po prostu uwielbia tą kobietę]:

Dzień dobry p.M….! Bardzo dzielnie sobie p.poradziła. Problemy ze snem to myślę, że z powodu większych emocji, spania poza domem. Mam nadzieję,że sen wróci do normy. Życzę pani dużo zdrowia i wielu życzliwych ludzi w koło. Pozdrawiam serdecznie E. B.

Także, jak widzicie, ona cały czas działa i nawet w ten sposób rozmawiała ze WSZECHŚWIATEM:

Zrobiłam, co mogłam ze swojej strony, resztę zostawiam po prostu Tobie, kochany Wszechświecie, bo ufam Tobie i naprawdę już to wiem, że Ty mnie zawsze dobrze prowadzisz!

Ps. Mała Mi teraz tak bardzo pilnuje tego, by powrócić już do tej dawki 1 TABLETKI MIRTAGEN na noc, pierwsze 2 [albo 3 nocki…, już nie pamięta nawet…] ale brała po 2 tabletki, wczoraj już jej się udało zasnąć po tej 1! Tak z całą pewnością również dlatego, iż położyła się późno spać, ale JUŻ TO PO PROSTU CZUJE, że jak jest u siebie w domu, to powoli wszystko zaczyna wracać do normy 🤗🍀🧡

Tak, jak wspominała, będzie tutaj [w tym wpisie] kontynuowała dalej swoją opowieść. Dziś jest CZWARTEK, 02.I.2020, wiecie, jakie to wspaniałe uczucie, że nie musi tu już szukać żadnego tytułu [obrazka wyróżniającego i muzy do tego]? Może się tylko skupić po prostu na treści, na tym, co chciała opisać.

Otóż dziś ponownie żadnych ćwiczeń nie wykonała [ostatnie, jakie robiła, przypadały na dni: 29., 30., 31.XII.2019], lecz pomyślała sobie, że ona przecież najlepiej na tym wychodzi, jak słucha siebie i jednak do niczego się nie przymusza. Poza tym, nie umie nawet tego wytłumaczyć [bo ona przecież wciąż nie wierzy w siebie wystarczająco i w to, co jej organizm do niej „mówi”…], ale czuła to po prostu, że DZIŚ DOSTANIE SWÓJ OKRES. Tak, wiem, jak to brzmi, przecież ma go zawsze 1 w miesiącu, hehe🤣, a teraz już ponownie coraz bardziej regularnie. I tak, jak przypuszczała on pojawił się właśnie dziś, zatem nawet to swoje zmęczenie i nienajlepszy nastrój może na niego „zwalić”.

Spała tak do godz. mniej więcej 9, lecz jeszcze zmarnowała prawie kolejnych 15/20 minut na przeglądanie tego Tindera… Nie, moi drodzy, ona już naprawdę stwierdza, że to jest bez sensu, ona tam! Ale z drugiej strony sobie też myśli, że przecież GDYBY NIE TA APLIKACJA, to nigdy w życiu nie „poznałaby” tego Niemca, który już zrobił sobą na niej tak dobre wrażenie. Tak, mimo, że jeszcze się przecież nie mieli okazji spotkać się „na żywo”… To ona chyba już może twierdzić, że…, znów nie umie tego wytłumaczyć [bo racjonalnie się przecież tego wytłumaczyć nie da! to ona w końcu mu znacznie więcej o sobie pisała!]. Ona już jednak uważa, że zdecydowanie może twierdzić, że go poznała! Tak, z całą pewnością mogła to zrobić, widząc/ czytając to, co on pisze [czyli jego reakcje, na to, o czym Mała Mi mu donosiła].

Mimo, iż nie ma z nim już żadnego kontaktu, jest poniekąd pewna, że on to wie, że ona o nim tak dobrze myśli, bo jak jeszcze miał swój profil na tym Tinderze, to określił, że uważa, że w życiu powinno być „less reality/ less logic”, a więcej tak zwanej „magii”🤗🍀🌞, której przecież w jej życiu teraz bardzo wiele. A może zawsze w niej było jej dużo, tylko ona nie potrafiła tego wcześniej dostrzegać!

Tak, to jest kolejna dobra rzecz, którą dostrzega, że teraz po tym wypadku jakby „otrzymała”. Właśnie taką wrażliwość i umiejętność dostrzegania czegoś więcej. Dlatego m.in. czuje się tak dziwnie niepasująca do tej rzeczywistości, do obecnych czasów… Pamięta jednak, jak pani numerolog, u której w tamtym roku była, zapytała ją, czy naprawdę musimy zawsze „gdzieś” pasować? Z góry przeprasza Was, że nie podaje tu adresu/ linka wpisu, w którym to pisała, ale po prostu nie chciało się jej już tego tu aż tak przeszukiwać…

Nie znalazła również wpisu, w którym zawarła ten list do szefów BAYER. =TO JUŻ OCZYWIŚCIE NIEAKTUALNE, BO ODNALAZŁA GO PRZECIEŻ! Lecz musi tu przyznać, iż tak sobie troszkę „przeglądała” ten swój blog, a w sobotę 04.I.2020 MINIE ROK, jak już go prowadzi!!! 🧡🌞🍀🤗💖💪 Zauważyła jednak [tak szybciutko „przeleciała” tylko przez kilka swoich wpisów] i… zdecydowanie może powiedzieć, iż ONA JEST NAPRAWDĘ DZIELNĄ KOBIETĄ, co wyczytała nawet jeszcze w niektórych pojawiających się od Was komentarzach, za które jest nadal niezmiernie wdzięczna.

Zmuszona jest tu wręcz przyznać, że ona już tak naprawdę wcześniej pisała tyle mądrych rzeczy i tak musi tu nadmienić, że choć nie lubi wracać do tej [jakby nie było „nie najłatwiejszej” :P] przeszłości, to jednak czytała te wyrywki/ fragmenty i była z siebie dumna, że jest takim mądrym człowiekiem. Podepnie tu kilka linków, które z jakichś powodów uznała, że powinny tu być: https://wordpress.com/block-editor/post/niesklasyfikowana.com/228, https://wordpress.com/block-editor/post/niesklasyfikowana.com/785, https://wordpress.com/block-editor/post/niesklasyfikowana.com/3956

A jeszcze teraz 02.I.2020,godz. 19:53 podzieli się z Wami tym, cóż pięknego pojawiło się dziś w jej wspomnieniach na fejsie [tylko wtedy w ogóle do niego zagląda, by sobie je przejrzeć 😋]

Czytała to i pomyślała sobie, Boże, jakie to prawdziwe! I ona tak właśnie teraz ma i chyba przez to czuje się taka „inna” i niepasująca do reszty społeczeństwa, czyli taka „niesklasyfikowana” właśnie 😉

Ok. pisze po prostu dalej…

Mamy już PIĄTEK, 03.I.2020. Dziś Małą Mi obudził dopiero budzik o 8:00, już zasypia po 1 tabletce! Czyli, dokładnie tak, jak czuła = u niej w domu wszystko się unormuje 🤗 Kładzie się to dziewczę wprawdzie jeszcze ostatnio spać dopiero po północy…, więc… sami rozumiecie, że jej organizm nie ma wtedy nawet za bardzo czasu, by się jeszcze wybudzić.

No dobrze, ale nie o tym chciała… Przede wszystkim musi wprost tu donieść, co u niej TU & TERAZ. Ok. godz. 15 wróciła ze sklepu, pomyślała, że wyjdzie choć dla zdrowia przewietrzyć własną „łepetynkę”. Po drodze zadzwoniła do swojego brata i… słuchajcie, usłyszała taki niesamowity jego głos. Tak ją to zawsze raduje, jak go takim słyszy, a jak zapytała go, jak się czuje, co on na to odparł? Otóż rzekł [tym swoim zniewalająco optymistycznym głosem]: „W porząsiu” 😋

Dziś był bardzo rozmowny, bo opowiadał jej, że taki „wolniejszy” ten piątek od pracy miał [ona się bardzo zdziwiła, że w ogóle on już pracuje, bo myślała, że jest jeszcze na urlopie]. Marcin odpowiedział, że nie! On już od dwóch dni pracuje, ale dziś miał tak mniej spraw do załatwienia, mniej połączeń, mniej klientów i w związku z tym mniej zadań i obowiązków. Dlatego zabrał się za porządki [a miał taki fajny, zmęczony głos], a mówił [śmiejąc się, oczywiście], że już się właśnie zmęczył, bo tak dużo rzeczy już wykonał, a przed nim jeszcze również wiele, to tak szybciutko [absolutnie nie w kolejności!], co zapamiętała:

  • właśnie wywiesił pranie
  • zmienił nawet pościel i ją również wyprał
  • była u niego dziś pielęgniarka i zrobiła mu opatrunki na stopy, zapytała się, czy wytrzyma z tym łokciem do 02.II.20, oczywiście, jak to Kamyk, odpowiedział: „no pewnie, a co nie dam rady!?” [musielibyście go tylko usłyszeć, jak on mówi i tą niesamowitą barwę jego głosu!] Przysięgam, drugiego takiego optymisty, jak on, to tylko ze świecą szukać! 🤗💖🍀
  • ach tak, bo moi drodzy jej brat 10.I.2020 jedzie do tej Warszawki na jakąś imprezę firmową
  • mamy komórkę zamierza wysłać jeszcze dziś do serwisu [chyba również do Wa-wy]
  • kurier przywiózł mu nowe opony do samochodu i teraz będzie musiał jeszcze jechać do warsztatu, by mu je pracownik tam wymienił, lecz ponieważ nie jest umówiony na żaden konkretny termin, powiedział jej [oczywiście cudnie się śmiejąc], że najwyżej zrobi to „na kulawego”😋 = to jego ulubione powiedzonko, hehe. Czyli powie, że spieszy mu się bardzo, bo musi dojechać na rehabilitację i takie tam… Poza tym przecież jej brat jest na wózku inwalidzkim, więc ewentualnie zrobi jeszcze te „oczy kota ze Shreka”, hehe🤣 A tak serio, to ona uwielbia wprost swojego brata za taki dystans do siebie i ogólnie mieli z tego taką bekę. Bo oczywiście Marcin powiedział, że no, cóż jak się nie da, to będzie czekał normalnie w kolejce, ale powiedział, że ten gostek już go zna, bo zawsze tylko u niego wymienia te opony, poza tym daje mu również jakieś piwko „przed”😜. Mała Mi jest po prostu tego pewna, że uda mu się to, bo on w ogóle w to nie wątpi i ona TAK BARDZO KOCHA SWOJEGO BRATA WŁAŚNIE ZA TAKIE PODEJŚCIE, LECZ NAJBARDZIEJ ZA TO, JAKIM JEST CZŁOWIEKIEM! 💖

Nie wie, czy wszystko powyżej zamieściła, to, co jej powiedział, wspomniał coś jeszcze o Kacperku, że od dziś miał go mieć u siebie i że ich mama miała też przyjechać ugotować im jakiś obiad.

Moi drodzy, nawet sobie nie wyobrażacie, jak takie wyjście [a zwłaszcza ta cudowna/ optymistyczna rozmowa z jej bratem!] dużo dała 💖Powiedziała mu nawet, że ona kocha takie podejście do życia, gdzie może nie tyle „nie widzi się problemów”, co raczej szuka się i próbuje dostrzegać dobre strony/ plusy i radości życia, których ma ono w sobie przecież przeogromnie wiele. Dlatego właśnie to jest takie ważne, by nie tyle skupiać się na problemach i trudnościach, co koncentrować na rozwiązaniach!

Trzeba się tylko nauczyć to robić, ale przecież oni obydwoje są osobami, które pokazują, że MOŻNA! Tu wspomniała także, że muszą chyba jakoś nauczyć takiego spoglądania na życie swoją mamę. Tu jej brat to potwierdził, że:

PRZECIEŻ NIE MOŻNA ZAKŁADAĆ NAJGORSZEGO ZAWSZE I WIDZIEĆ TYLKO CZARNY SCENARIUSZ WSZYSTKIEGO, BO WTEDY SAMI TO DO SIEBIE PRZYWOŁUJEMY/ PRZYCIĄGAMY

Tak, moi drodzy, TO POWIEDZIAŁ JEJ MŁODSZY BRAT!!! 😮

Moi drodzy, ona właśnie zakończyła ponownie takie bardzo szybkie i niedokładne to przeglądanie swojego bloga i tak patrzy na to, co już udało jej się stworzyć, to myśli sobie, że to jest poważnie jakieś jej małe „arcydziełko”. Poda tu szybciutko kolejne fajne strony, które tak pobieżnie przeleciała wzrokiem: https://niesklasyfikowana.com/2019/09/23/wojownik-dziala-glupiec-reaguje/ , https://niesklasyfikowana.com/2019/09/18/wszystko-w-zyciu-jest-po-cos-potrzebne/ , https://niesklasyfikowana.com/2019/09/06/bywa-ze-przegrana-staje-sie-wygrana/ , https://niesklasyfikowana.com/2019/09/04/sami-tworzymy-to-kim-jestesmy/ ,

JUTRO, UWAGA: MIJA ROK, JAK ONA TEN BLOG PROWADZI!!! A założyła go sama bez niczyjej pomocy! Zatem postanowiła, że będzie to jakoś świętować, a słuchajcie nie „jakoś”, tylko znów chyba WSZECHŚWIAT o tym ponownie zadecydował…. Bo akurat na jutro [całkiem jeszcze nic o tym nie wiedząc, że w sobotę wypada ta rocznica], umówiła się już w środę 01.I.2020 roku z niejakim Tomaszem z Tindera, hehe😜. Od razu może doda, że nie zrobił on na niej jakiegoś szczególnego wrażenia. [= to podkreśliła 04.I.2020, jakby na potwierdzenie tego, że potrafi w tak głupiutki sposób się zachwycić i nie do końca się w siebie wsłuchać…]

Mają spotkać się gdzieś w Gd. głównym w tą sobotę właśnie. Wprawdzie niby to już jutro, a nie mają jeszcze ustalonego konkretnego miejsca. Właśnie do niego napisała na Tinderze, bo choć wymienili się nr tel. to on stwierdził, iż żadnych „komunikatorów” typu WahatsApp niestety nie używa… No, cóż, jego strata…, skoro nie chce w ten sposób się komunikować.

Negatywne myśli – zmień je w źródło pozytywnych emocji

Właśnie wyszła z kąpieli, jest tak niebiańsko szczęśliwa, już Wam donosi, na jakie pomysły wpadła kąpiąc się. Tak sobie myślała, że ten jej blog, to trochę tak, jak jej dziecko! Ukochana córka, którą urodziła w wielkim trudzie, ale właśnie dlatego, tak bardzo cieszy się, że ją ma! Tak jeszcze chwilę się zastanawiała, jaką muzę sobie włączyć, do tego „świeczkowego” klimatu kąpieli, czy taką, jak w tym wpisie, czyli bez słów, jednak odtworzyła jakoś tak znowu „automatycznie” Spotify, playlistę „Odkryj w tym tygodniu”.

I moi drodzy, żałujcie tylko, że nie mogliście ujrzeć jej uśmiechających się oczu. Słyszała nagle tyle mądrych piosenek, jak np.

  1. Paulina Przybysz – „Nie bój się chcieć”

Niech mówią co chcą
Ja jestem wierna snom
I sama dobrze wiem gdzie jak i co
NAUCZYŁ MNIE CZAS
UPADA SIĘ, ŻEBY WSTAĆ

Bo ważne są tylko przyszłe dni BO WAŻNE SĄ TYLKO PRZYSZŁE DNI! (…)
Czy do stracenia coś mam?
Chyba nic!
Nie poddam się
Mnie nie złamie nic
Każda z trudnych chwil tylko doda sił

Marzenia są w nas
Nie trzeba nic tylko chcieć
(…)

KTO SIĘ NIE BOI, TEN „GÓRĄ” JUŻ JEST
Nie poddam się
Mnie nie złamie nic
Zawsze przed siebie biec
Właśnie tak ma być
(…)
Marzenia są w nas
Nie bój się chcieć!(…)

Choć nie ma lekko
Nie przejmuj się
Raz zrobisz błąd

Drugi raz już nie

2) Agnieszka Adamczewska – Na wszystko przyjdzie czas …

Na wszystko przyjdzie czas
Co dzień Amerykę odkrywam
Na wszystko przyjdzie czas
Testuję anielską cierpliwość
Uwierzę jeszcze raz
Powietrze nie ujdzie już ze mnie
CZASAMI SPADAM Z GWIAZD
CHOĆ WSTAJĘ SILNIEJSZA CODZIENNIE

Koleje losu wypadają z szyn i stąd
Sinusoida szczęścia w punkcie dno, dno
Różowy front, pędzący na mnie
Czuwania włączam tryb (…)

CO ZŁE TO ZAPOMINAM

Słuchała tego właśnie i przysięgam niejednokrotnie czuła, jakby to były jej słowa i szybko w międzyczasie albo powtarzała je na głos, by móc to zapamiętać, a później odnaleźć, lub /co już robiła, jak już wyszła z wanny/ po prostu brała do ręki komórkę i patrzyła na tytuły. Później jednak już sobie pomyślała, że skoro ma tą listę na spotify, to ona chyba tak szybko przecież nie zniknie, hehe 😋

Pamięta jednak, jak słyszała jeszcze tą piosenkę „Pomimo Burz” i tak sobie wyobrażała, że już Ktoś to dla niej śpiewa. Jest to oczywiście „KTOŚ” konkretny – lecz, póki co nie zdradzi Wam tego, bo ona woli na razie sobie tą „magią” pożyć.

Są chwile, w których musisz zmienić świat
Na przekór, mimo jego wad.
To życie przecież w końcu twoje jest,

Marzenia spełnisz, jeśli chcesz.(…)


Wystarczy tylko chcieć powitać nowy dzień,
Nie ważne to, co było.
Na szarym niebie rozpędź chmury złe,
Bez strachu biegnij w letni deszcz.
Naucz się u innych budzić śmiech,
Odwaga przecież to nie grzech.

Chór:
Siedzisz sama, łykasz łzy, patrząc na okrutny świat…
Przeciw niemu tylko ty – on nie daje żadnych szans…
Los zaprosił cię do gry podrabianą talią kart…
Ty masz siłę, żeby wyjść, obracając wszystko w żart...

To lecimy dalej, dziś jest SOBOTA 04.I.2020 i …. PIERWSZE URODZINY JEJ „DZIECKA”. Musi tu powiedzieć, że chyba użyła słów „poród był trudny”, a nie chodziło tu przecież o to samo „rozwiązanie”, tylko raczej cała ta „jej ciąża” 😛 do najprostszych nie należała. 😋 Ale ok, najważniejsze przecież, że jej się udało i sami musicie przyznać, że wyszło jej to dziecko nie tylko interesujące, ale również nadała mu/ jej ciekawe i oryginalne imię?

Jeszcze wczoraj [była zszokowana, jak to zobaczyła 😲], ale jak myła dłonie to dosłownie odpadł jej paznokieć hybrydowy, hehe 🤣 no jakby miała jakieś co najmniej „tipsy”, aż musiała uwiecznić to na zdjęciu. I to jeszcze, żeby było zabawniej właśnie ze środkowego palca 😜. Na całe szczęście [sobie pomyślała], że już jutro, czyli właśnie dziś na 10:15 miała być na kolejnym zrobieniu paznokci. Już tak sobie nawet myślała, że ok, z tych rzęs to chyba już zrezygnuje i nie pójdzie tam po raz kolejny, ale te pazurki da jeszcze sobie zrobić, bo przecież to jest bardzo wygodne i estetycznie wygląda, jak ma się je zrobione = a DZIŚ W KOŃCU JEST OKAZJA!

I tak sobie dziś poszła tam do tego Salonu Urody, na całe szczęście znajduje się on na jej osiedlu! A mimo, że była zapisana do innej dziewczyny, okazało się jednak, iż zajmowała się nią niejaka Wiktoria. Zrobiła jej przecudne te pazurki i tak się niesamowicie dobrze u niej czuła. Tak fajnie ze sobą rozmawiały [przeszły oczywiście na „Ty” od razu] i Mała Mi tak się zachwycała jej imieniem. W ogóle to taka niesamowita dziewczyna jej zdaniem i [co dla niej najważniejsze!] tak dobrze jej z oczu patrzy 🧡 W każdym razie poprosiła tą Wiki, by cyknęła jej na koniec nawet fotkę tych paznokci, spójrzcie sami:

Prawda, że śliczne? No ona jest nimi zachwycona, o takie właśnie jej chodziło! Poza tym, to jeszcze wczoraj kupiła sobie takie fajne skarpetki, jak już była w tym Rossmannie, zakupiła właściwie 2 pary, ale dziś postanowiła, że ubierze właśnie te:

W ogóle, jak ona tam weszła [do tego salonu „na paznokcie”], to kobieta/ dziewczyna w recepcji pyta ją, co zrobić do picia, herbatę/ kawę? I pamiętała ją z jeszcze jej wcześniejszych [dosłownie z roku 2017] jakichś 3/4 wizyt. I ta zwróciła się do niej [Małej Mi] po imieniu, co było dla niej takie miłe, bo nasza bohaterka wtedy do wszystkich dziewczyn/ kobiet tam tak mówiła. A podeszła tam do niej i się jeszcze zapytała, jak ona ma na imię?

Odpowiedziała, że [boooszeee drogi, chyba…] Agata. Powiedziała jej, że jak zwykle poprosi o kawę latte. Później dowiedziała się od Wiktorii, że to była właśnie szefowa. I przez moment Mała Mi tak sobie myślała [typowo „po polsku”… , że boooszeee, a ja ją jeszcze zapytałam a przypomnij mi swoje imię?], że wiecie, to przecież raczej tak „nie wypada”…, ale tak sobie teraz myśli, że najwidoczniej wcześniej już także były per „Ty”, a poza tym to do cholery, DLACZEGO NIBY NIE MOŻNA ZWRACAĆ SIĘ DO LUDZI PO IMIENIU? A już zwłaszcza w takich salonach/ gabinetach! Zawsze to jej się kojarzy z takim właśnie „polskim” faux pas, a jeszcze zwrócić się tak do jakiegoś szefa/ szefowej… to już przecież w ogóle karygodne…

W każdym razie piła sobie tą kawę, jak Wiktoria [chwilę nawet o jej pięknym imieniu rozmawiały] te piękne pazurki jej robiła🤗🍀🌞 i myśli sobie: kurczę, dlaczego ja poprosiłam w ogóle o tą kawę, jak przecież miałam spotkać się dziś z tym Tomaszem gdzieś na kawie właśnie???

Później jednak sobie myśli: ok, on się w ogóle nie odezwał do mnie wczoraj, jak powiedziałam mu, że dziś właśnie mija rok, jak prowadzę mój blog i to jest dobra okazja, by móc „świętować” popijając choćby gdzieś kawę… Oczywiście nie „gdzieś”😋, tylko w jej ulubionej PIKAWIE. No chyba, że on sam zaproponowałby coś innego, lecz raczej musi powiedzieć, że on chyba nie jest takim człowiekiem, żeby sam wychodził z jakąś propozycją…

Takie wrażenie, w każdym razie odniosła na początku, lecz teraz już napisał do niej pytanie, czy mogliby przenieść to spotkanie na inną godzinę? I podał już konkretnie, miejsce tego „spotkania”, tzn. by było jasne, nie już gdzie mieliby tą kawę wypić i usiąść porozmawiać, tylko gdzie w ogóle się zobaczą, tzw. „Treffpunkt”, tak ten niemiecki wyraz najbardziej chyba oddaje to, co ona ma tu na myśli.

Mamy wciąż SOBOTĘ, 04.I.2020, godz. 19:01, a ona dokładnie już jest przebrana w piżamę i siadła sobie na ten swój niebiański leżak. Na początku była wkurzona, jak wróciła do domu, ale sobie przetłumaczyła, a właściwie cały czas [jeszcze w drodze do domu] robiła sobie z tego rachunek/ dokonywała podsumowania zysków i STRAT. Oczywiście, że tych drugich było NIEZMIERNIE WIĘCEJ!, bo:

  • przede wszystkim straciła:1) swój cenny czas! który mogła przeznaczyć choć na pisanie bloga dalej/ czytanie jakiejś fajnej książki/ obejrzenie czegoś ciekawego na kompie i w ogóle tyle bardziej interesujących i ciekawych rzeczy mogłaby tu sobie wymyślić….!
  • 2)trochę fluidu, 3)11 PLN, na herbę…😋i 4) nerwów

ALE przetłumaczyła sobie znowu, że przecież gdyby nie wyszła z domu [choć wierzcie mi, że tak jej się cholernie nie chciało- swoją droga, dlaczego ona wciąż nie słucha siebie, swojego serca i duszy???] nie zyskałaby nowego doświadczenia! Pomija już, że doświadczenie kompletnie chybione…, ale dzielna ona tłumaczyła sobie, że choć wypiła „zimową herbatę” na Mariackiej [że cholera za 11 zeta, to trudno:P]

Doniesie Wam tylko hasła:

  • niezmiernie nudny urzędnik pracujący w jakimś urzędzie miejskim w Gdańsku
  • denerwujący śmiech [nabijał się nawet w momentach, jak np. ona potknęła się o schody… ]
  • w ogóle nie miała ochoty mu o sobie opowiadać, wcześniej jak „rozmawiali” na tym TINDERZE to tylko mu wspomniała o tym, że pisze tego bloga, ale już jakoś wtedy nie chciała mu więcej o tym donosić… jak się o tym dowiedział, to napisał jej: o, a dasz linka, albo może przepisze tu ich „super” konwersację, albo nie szkoda na to czasu! W każdym razie jeszcze w życiu nie widziała tak drętwego faceta
  • NIC MU O SOBIE NIE POWIEDZIAŁA, PONIEWAŻ UZNAŁA, ŻE TO BEZ SENSU, BY DOWIEDZIAŁ SIĘ CZEGOŚ WIĘCEJ, wspomniała jedynie, że o jej życiu można by napisać książkę, później jednak dodała [bo kiedyś usłyszała to w odpowiedzi na swoje takie stwierdzenie, że: „o życiu każdego dałoby się ją napisać”]
  • okazało się, że obydwoje są z Elbląga, a teraz obydwoje mieszkają na Chełmie… [on się zawsze wtedy tak irytująco wręcz śmiał, co ją strasznie denerwowało]
  • prawie w ogóle się tam nie odzywała, nawet jak ją o coś zapytał, to powiedziała do niego: „nie wiem, czy też tak czasem masz, ale ja muszę ‚po prostu czuć, że to jest ten moment’, kiedy mogę powiedzieć coś więcej o sobie”, ucieszyła się tylko, że nie powiedziała wprost, że nie każdemu chce o sobie donosić, nie! to przecież także nie byłoby nawet nielogiczne i obraźliwe, bo przecież to normalne! Ona jednak cieszy się, że ugryzła się o czasie w język i tak sformułowała to w miarę łagodnie, niż pierwotnie chciała. A na język już jej się cisnęły słowa: NIE MAM OCHOTY TOBIE TEGO MÓWIĆ….bo wtedy z całą pewnością ten „urzędas” mógłby uznać ją za bezczelną wprost 😋 Teraz jednak jak to pisze, to dochodzi do wniosku, ŻE TO RÓWNIEŻ NIE JEST GŁUPIE! Przecież to jest chyba normalne, że nie zawsze chcemy wszystko wszystkim mówić!!!

Ale wiecie, co Wam powiem? Padniecie ze śmiechu, ale Mała Mi pomyślała nawet, w jaki sposób dałoby jeszcze radę pomóc innym ludziom: MOŻE WŁAŚNIE TO WSZYSTKO, CO SIĘ W JEJ ŻYCIU DZIAŁO/DZIEJE MOGŁOBY BYĆ DOBRYM MATERIAŁEM NA JAKIŚ SCENARIUSZ FILMOWY…, co Wy o tym myślicie?

Tylko żeby ona cholerka znała odpowiednich ludzi, którzy byliby zainteresowani tym w ogóle…. Ale chwileczkę, sobie myśli, przecież ona po raz kolejny już coś z tym zrobiła! „Nie poddam się, mnie nie złamie nic (…)”- właśnie tego sobie słucha, „(…) CHOĆ NIE MA LEKKO, NIE PRZEJMUJ SIĘ, RAZ ZROBISZ BŁĄD, DRUGI RAZ JUŻ NIE!”

Przecież opublikowała ten swój wpis na LinkedIn i już widzi, że miał on 131!!! WYŚWIETLEŃ, [godz. 20:00], może więc kogoś w ten sposób odnajdzie, kto byłby zainteresowany udzieleniem jakiejś pomocy/ podjęciem „współpracy”. Ach tak i jeszcze coś, co już otrzymała od WordPress:

„NA WSZYSTKO PRZYJDZIE CZAS, CO DZIEŃ AMERYKĘ ODKRYWAM,NA WSZYSTKO PRZYJDZIE CZAS, TESTUJĘ ANIELSKĄ CIERPLIWOŚĆ, UWIERZĘ JESZCZE RAZ, POWIETRZE NIE UJDZIE JUŻ ZE MNIE
CZASAMI SPADAM Z GWIAZD
CHOĆ WSTAJĘ SILNIEJSZA CODZIENNIE”

NIEDZIELA, 05.I.2020 [ps. zauważcie, jak ona w tym roku pisze miesiące, teraz za pomocą cyfr rzymskich 😉] wróciła właśnie ze spaceru. = to było jakoś ok. 14. Teraz jest już po obiedzie. Musi tu jednak napisać, jak ona się czuje… A dziś niestety wcale nie najlepiej…

Jakoś jeszcze podczas przygotowywania sobie śniadania zauważyła nowy wpis [https://wordpress.com/read/blogs/98014366/posts/5975 ] dziewczyny, którą nazwała kiedyś swoją Dobrą Duszką. Tak sobie go przeczytała i czuła się jakby niejako to był przekaz właśnie do niej:

Słuchać swojej duszy to najlepsze, co można zrobić dla siebie. (…) Nie tak ziemia, środowisko, jak brak kontaktu z duszą, stanowi największy problem. Wszystkie inne problemy wynikają z tego jednego. Ludzie nie słuchają swojego wnętrza. Ten rok będzie rokiem DUSZY. (…) Kiedy nie wiadomo, co jest prawdą a co kłamstwem, najlepiej zapytać duszy/ Wszechświata/ wnętrza/ Źródła. (…) To jest mój sposób na życie. Zrozumiałam to już dawno. Jak również to, że tutaj mam swoje lekcje i zbieranie doświadczeń a ten świat to rodzaj mojej szkoły. To, że jestem tu z własnego wyboru również wiem. (…)

To jest proste. Słuchać swojej duszy. Nie czyjejś, swojej… Odłożyć wszystko na półkę i poczekać co powie ci dusza. Jak cierpliwie poczekasz i nauczysz się jej słuchać, to ci odpowie. (…) Mało jest nauczycieli duchowych, którzy prawdziwie słuchają własnego wnętrza. Natomiast ja tak rozumiem Zen i ogólnie buddyzm. Tak zaczynał Budda, kiedy usiadł pod drzewem Bodhi. (…) Idę własną drogą i tego kursu muszę się trzymać. Podróż w głąb siebie. Ona jest owszem trudniejsza, dłuższa, bo więcej czasu potrzebuję na dojście do czegoś, ale nie wyobrażam sobie innej drogi. Jeśli przez kilka dni moja dusza milczy i nic nie mówi, pojawia się we mnie ogromna tęsknota. To jej zadaję pytania. I zwykle dostaję odpowiedzi, czasem w bardzo dziwny lub nieoczekiwany sposób. Moja dusza ma takie jakby połączenie ze Źródłem i od niej dostaję odpowiedzi z tego Źródła. Jeśli jest to cichy i delikatny szept, nie mam żadnych wątpliwości czy go słuchać. Ona nigdy nie krzyczy. Nigdy nie jest nachalna. Zawsze wiem, że ten szept był jej. W ten sposób, między innymi, mój Wszechświat mi odpowiada. (…)

Nie można zamknąć się w sobie. Jesteśmy tu po to, aby zbierać doświadczenia i odsiewać ziarno od plew.  (…) zawsze pytać własnej duszy, swojego wnętrza o prawdę. O tę naszą prawdę, jaka dla nas jest najlepsza, jaka na nas czeka. O tę tylko naszą. Należy pamiętać, że jesteśmy tylko ludźmi i każdy człowiek, który przekazuje jakieś informacje, może zwyczajnie zabłądzić. Lepiej samemu sprawdzić wszystko. Patrząc w siebie trzeba również umieć sprawdzać siebie. My też możemy błądzić. Nazywam to puszczaniem. Oczywiście priorytetem jest tu mieć ten kontakt ze swoją duszą. Nie każdy go ma. Nie każdy znajdzie drogę teraz…

Czasem musi upłynąć dużo wody, zanim ktoś zwróci uwagę na swoje wnętrze. Znajdziemy tę drogę, kiedy będziemy gotowi. O , może tak… Gotowości przeskoczyć się nie da i żadne pieniądze tego nie zmienią. Jeśli masz w sobie gotowość, wystarczy usiąść w ciszy i porozmawiać z własną duszą. (…) Dusza to nie biznes, na którym zarobisz. Pomoc ludziom, to też nie biznes. Słuchaj, tylko słuchaj. Każdy, kto zrobił z tego biznes i na tym zarabia, gdzieś w pewnym momencie sam się zgubił. Sam zgubił połączenie ze swoją duszą. Owszem, może być w tym dużo prawdy, ale to jeszcze nic nie znaczy. Wszystkiego dowiesz się o czasie. Nie przyspieszaj. Nie mieszaj kasy z duszą. (…) Wystarczy usiąść w ciszy, skupieniu i powiedzieć: „Tak, chcę wiedzieć wszystko. Powiedz mi wszystko”. I wystarczy. Wystarczy medytacja, akceptacja, puszczanie. To wszystko, o czym tu piszę. A potem tylko czekać i słuchać. Nie płać… Nie warto.

Nie wchodzimy w czyjeś energie, nie pozwalamy wchodzić innym w naszą. Tylko uczymy się prawdziwie słuchać. A to jest najtrudniejsze właśnie, jednak najbezpieczniejsze i najwartościowsze. Nie potrzebny wtedy żaden nauczyciel, żaden warsztat, ani nic innego. Życie i sama dusza jest najlepszym nauczycielem. Nikt z zewnątrz wtedy nie jest już potrzebny. (…) I to jest chyba najważniejszy przekaz dla ludzi. Bo nasza dusza jest najważniejszą księgą do studiowania. Być może od tego zależy to nasze „być albo nie być”.

Przed spacerem pamięta, że przeczytała to jeszcze z taką ciekawością, co więcej poniekąd znowu czuła, że jej DD coś tu jej przekazuje. Oczywiście, że nie tylko jej, lecz wszystkim ludziom tak naprawdę. Lecz Mała Mi pomyślała tu znów o sobie i o tym, jakie to jest cholernie dla niej trudne, tak właśnie zaufać sobie, a może umieć wsłuchiwać się w swoją duszę w końcu …

Na tym spacerze właśnie [a poszła na tą swoją „dolinkę”] próbowała być, pozostawać tak przede wszystkim na słońcu… Wędrowała tam sobie i zadawała sobie ponownie pytania: czego ja tak naprawdę od życia chcę? I muszę Wam powiedzieć, że doszła do wniosku, iż może jest jej teraz tak ze wszystkim trudno, bo została tu całkiem sama… i że jakby miała tu tego KOGOŚ [=Bratnią Duszę] to byłoby jej zdecydowanie łatwiej.

Mogłaby przecież nie tylko dzielić obowiązki, które ją znowu przerastają, jak o tym pomyśli, ALE TEŻ PRZEDE WSZYSTKIM RADOŚCI! Przecież to jest normalne, że człowiek potrzebuje drugiego człowieka, ale wcale nie „kogokolwiek”, tylko taką „BRATNIĄ DUSZĘ”, którą mógłby kochać i czuć się przez nią również kochany. We dwoje przecież wszystko jest łatwiejsze, jest bezpieczniej i radośniej! Ale ona tak szła właśnie i powtarzała, że owszem ona jest pewna, że ON już gdzieś tam istnieje, może nawet już się poznali, lecz ona wciąż „jakoś” działa i „coś” robi.

Mimo, że czasem po prostu we wszystko wątpi [tak, jak właśnie dziś taki dzień ją nastał] i ponownie tak wiele wydaje się jej nie mieć najmniejszego sensu, jak choćby to, że opublikowała ten swój wpis na LI. Ale myśli sobie: „ok. moja droga, może czasem trzeba troszkę po prostu zaufać… Pomyśl o tym, że najzwyczajniej w świecie „coś” Tobą wtedy pokierowało. Zrobiłaś to, co mogłaś w tym momencie zrobić najlepszego. Już zapomniałaś, że WSZECHŚWIAT tyle razy dobrze Tobą kierował i tak też Cię prowadził???”

To teraz przejdziemy do tego, co pisała tu później, otóż ten wpis opublikowała jeszcze wczoraj, czyli w NIEDZIELĘ, 05.I.2020, zatytułowała go: „Nie bój się chcieć”, ponieważ przekopiowała go i wkleiła, nada mu po prostu inny kolor:

Właśnie wyszła z kąpieli i ponownie poprawiło jej to humor, czyli powinna częściej wskakiwać do wanny, hehe 🤣 Nie tu wcale nie chodzi tylko o tą kąpiel i nawet nie o te świeczki, lecz chyba nade wszystko o tą muzykę, która tak poprawia jej tam zawsze humor. Ma tu ponownie na myśli te piosenki ze spotify „Odkryj w tym tygodniu”, a moi drodzy, ona już sobie komponuje własną listę zatytułowaną jej imieniem 🤗🍀💖

Znów siedząc w wannie tworzyła sobie to w swojej głowie, co tu napisze. A chciała ponownie o tak wielu rzeczach wspomnieć, jak np. o tym, że ona naprawdę postanawia już [tak, wiem po raz kolejny, hehe] słuchać swego serca/ duszy. Tak, tylko tak sobie myśli, że to nie jest wcale takie łatwe, zwłaszcza dla kogoś, kto tak naprawdę w nikim nie ma wsparcia, takie rzeczywistego, nie czuje, że ma tą bratnią duszę. Ale tak, będzie tu twierdziła, że to zapewne tylko kwestia czasu 😊

Słuchała sobie tej muzyki, m.in. jeden z tych utworów tu nawet zamieściła. A dokładnie ten: BIRDY + RHODES – Let It All Go. Powiem Wam więcej, co ona sobie pomyślała, że skoro zeszła już do 1 tabletki MIRTAGEN, to bardzo w to wierzy, że udałoby się jej z czasem może w ogóle nie przyjmować żadnej [tak miała w każdym razie, jak udała się kiedyś na ten kurs buddystyczny w Kucharach i spała pod namiotem]. Tzn. ona dobrze to wie, że wszystko zależy od okoliczności i warunków, a właściwie jest już pewna, że te dobre jeszcze są przed nią.

Ona tak naprawdę już bardzo w to wierzy, że to tylko kwestia czasu, aż się spotkają: ona i ta jej brakująca BRATNIA DUSZA. Właściwie ona już swoimi „oczami” go widzi, wie już nawet, może nie „kim”, ale na pewno JAKI on jest. I wiecie cóż ona sobie jeszcze dziś [05.I.2020] na tym spacerze myślała? Że ona nade wszystko chciałaby być szczęśliwa, a dla niej jest to równoznaczne z byciem kochaną & poczuciem bycia potrzebną.

Pamięta jeszcze, jak stanęła w słońcu, zamknęła swoje cudne oczy i po prostu starała się „puścić” wszystko… Tak stała i wysyłała życzenia… Ponownie chyba w stronę WSZECHŚWIATA, powtarzała po raz kolejny, że ON już tam gdzieś jest i z pewnością warunki się tak zbiegną, że oni się odnajdą, bo przecież ŚWIAT JEJ SPRZYJA 💖 Tylko ona tak nie lubi biernie czekać… Dlatego właśnie po raz kolejny „coś” robi i może nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, że

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie tytec5bcmoc5bbesz.png

Dobrze wie, jak to brzmi… jak taka niemalże nierealna „magia”, ale dlaczego zaraz nierealna? Przecież ona dobrze to widzi po własnym życiu, jak bardzo podejście człowieka, zmienia jego „wszystko”! Bo i postrzeganie świata wokół, jak również samego siebie! A tak naprawdę wtedy może się zmienić dosłownie wszystko: Bo i to, co wewnątrz [psychika/ dusza], jak również i to co na zewnątrz [twarz staje się pogodna i ma się wtedy te „uśmiechające się/ pogodne oczy” 😊]

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie byc486szczc499c59bliwym.png

No dobrze, jest 23:37 wzięła właśnie tabletki, już dawno bowiem jest w piżmie i ma rozścielone [ona przecież zaściela tylko wtedy, jak udziela tych korepetycji = czyli od jutra się zaczyna😋]. A chciała jeszcze bardzo wspomnieć coś o swoim bracie, bo zapewne zastanawiacie się, jak to jest z tą jego „inkontynencją” [to tak szybciutko, on jeszcze wyczuwa kiedy mu „się chce”, tylko nie potrafi tego „długo” powstrzymać]. Więcej może w kolejnym wpisie, wtedy też przedstawi Wam, jaki ona ma „plan” tego wpisu o swoim bracie, napisze także coś więcej o tym jego łokciu i może także tych jego „dziurach” w nogach.

Moi drodzy, teraz mamy dokładnie PONIEDZIAŁEK, 06.I.2020, a ona tak sobie siadła właśnie do tego swojego bloga i zaczęła go czytać, troszkę poprawiać ten wpis, przekształcać go i zmieniać. Postanowiła również, że skoro tu dodała już troszkę więcej o swoim bracie, to wykasuje ten wpis właśnie, który opublikowała jeszcze w niedzielę.

A powiedzcie jej proszę, czy jak go usunęła, to może wtedy już…. nie, ona nawet nie umie chyba teraz wyrazić tego odpowiednio sensownie, tak byście zrozumieli, o co jej tu w ogóle chodzi… 😜. Otóż ona kompletnie się na tym nie zna…, choć może chwileczkę, ale tak jednak mogła powiedzieć jeszcze rok temu, jak przecież żadnej specjalistycznej/ fachowej/ komputerowej [czy jak to tam jeszcze inaczej nazwać 😋] wiedzy nie miała, tylko siadła do tego i tu „dziergała”.

Lecz jeszcze chyba w tamtym tygodniu otrzymała powiadomienie od WordPress właśnie, by nie czekała i zakupiła nową domenę, bo ta jej kończy się już pod koniec tego miesiąca chyba… Cholerka teraz nawet już nie wie, gdzie mogłaby odszukać tą informację… Nie, moi drodzy, przypomniała sobie, że łatwiej przecież po prostu od razu zapytać, niż „gdybać”…

Jednak ona już tu, kurcze blade, nie widzi teraz w ogóle, komu ona wcześniej te pytania zadawała??? Trudno, zostawi to tak, jak jest, może to się jeszcze samo „jakoś” rozwiąże 😊

Ach, zapomniała się jeszcze tylko „pochwalić”, że mimo, iż wczoraj postanowiła sobie, że o siebie zadba i wstanie w dobrym humorze… Jednak, moi drodzy, to wcale nie jest u niej ostatnio niestety znowu takie łatwe. Tak się chwilę zastanawiała [próbowała pytać siebie, co ma zrobić?], czy gimnastykę czy może tą „medytację”. Jednak coś jej mówiło, by może najpierw zaczęła od tego, by się trochę uspokoić i wyciszyć i tak siadła sobie na łóżku na tą poduszkę do medytacji i nawet zdjęła z okna kwiatek, by móc lepiej widzieć niebo i świat 😊

Tak siedziała i ponownie, jakby automatycznie dziękowała i mówiła KOCHAM CIĘ na przemian, do Wszechświata i do siebie. Powtarzała nawet tak, jakby „z marszu” DZIĘKUJĘ/ PRZEPRASZAM/ KOCHAM CIĘ/WYBACZAM (sobie oczywiście). Później zaś wzięła się za SWOJĄ GIMNASTYKĘ! Wykonywała ją właśnie do tej muzyki: Ho’oponopono – Thank You I Love You – Sushumna

Odczuwała takie szczęście, że nawet sobie nie wyobrażacie, tak się ucieszyła, że jednak słucha siebie i mimo, iż miała zrobić pierwotnie tyle rzeczy [skopiować jakieś kserówki, by móc wręczyć dziś chłopakowi na korkach, przygotować się ze słownictwa, by móc z nim dobrze rozmawiać, itp.]. Jednak pomyślała, że przecież dzielna ona już wczoraj przygotowała i wysłała na @ mu rzeczy, które chciała, aby przyniósł. Poza tym przecież odnalazła kilka kartek z ćwiczeniami, które będzie mogła mu wręczyć [bo ma je podwójnie]. W dodatku liczy na to, że odrobił także pracę domową, którą mu zadała. Poza tym powinni już przygotowywać się do jego egzaminu maturalnego! Także zajmą się właśnie tymi „rozmówkami” właśnie teraz.

1 myśl w temacie “„Musimy pracować nad osiągnięciem naszych celów, choć po drodze możemy doświadczać cierpienia i smutku.”

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close