Każdy dzień jest pierwszym dniem reszty Naszego życia

KOCHANI, BARDZO WAS PROSZĘ, ZAGLĄDAJCIE TERAZ DO TEGO WPISU JESZCZE W MIARĘ REGULARNIE, BO OBECNIE TO W NIM BĘDZIEMY DOKAŃCZAĆ NA BIEŻĄCO.

Teraz mamy już CZWARTEK, 07.V.2020, będę Wam kochani relacjonowała, cóż u naszej „gwiazdy” słychać. Poważnie, mogę tylko rzec, że Mała Mi naprawdę zasługuje na to miano! Już postaram się Wam donieść dlaczego i z jakiego powodu. Bo to, że w jej głowie niezmiennie „tyle się dzieje” i caaaaałaaaa masa różnych myśli wciąż przez nią „przepływa”, to o tym z całą pewnością już dobrze wiecie. Ale spróbujmy [jak zwykle zresztą😉] nadać temu jakiś porządek. Zatem powróćmy może jednak jeszcze do dnia wczorajszego, 06.V.2020, ŚRODY kiedy to nasza bohaterka obudziła się wreszcie z odczuciem TAKIEJ ULGI i takiego „odciążenia psychicznego”, że nawet sobie tego nie wyobrażacie! A wszystko za sprawą faktu, że jeszcze wczoraj na sam wieczór opublikowała wreszcie to, co tak w sobie nosiła. Właściwie zdecydowanie bardziej poprawnym słowem byłby tu wyraz: „DŹWIGAŁA”! Tak, moi drodzy, dokładnie tak było. Jednak ona, poważnie, już bardzo dobrze o tym wie, że

Choć ona, jak to ona, po sobie tego oczywiście nie pokazywała. Bo Mała Mi zawsze stara się nie uzewnętrzniać tego, że czymś się martwi i z czymś się zmaga… Ok. to tu musimy chyba jeszcze cofnąć się jednak do tego dnia, 05.V.2020, WTORKU, kiedy to odważyła się opublikować ten filmik na LI: FALL CABAL – UPADEK KABAŁY, tzn. może nie tyle słowo „odważyła się” tu najbardziej pasuje, co raczej uznała, iż to jest właśnie najbardziej odpowiedni moment [nie chciała absolutnie psuć nikomu tego majowego wolnego weekendu i wolała się do tego po prostu dobrze przygotować/ wszystko poznajdować, co było jej potrzebne, m.in. ten wpis o firmie Bayer: https://niesklasyfikowana.com/2019/09/06/bywa-ze-przegrana-staje-sie-wygrana/]

Jednak jeszcze we wtorek właśnie, nie położyła się od razu spać, po opublikowaniu tego na LI. Zaczęła bowiem oglądać także kolejne części tego FALL CABAL – UPADEK KABAŁY i w sumie obejrzała ich aż 3. Była tym wszystkim, co oglądała i słyszała, co najmniej „lekko” wstrząśnięta 😨🙈🙉🙊. Niby gdzieś tam o podobnych rzeczach już dochodziły ją słuchy, że coś takiego się dzieje… Jednak Mała Mi zawsze wolała dostrzegać szklankę do połowy pełną, a nie pustą! Nawet jej własna mama twierdziła, że jest po prostu zbyt naiwna, że tak wszystkim wierzy i z góry zakłada dobro…

Nie uważa absolutnie, aby to było złe! Już dawno nie jest też naiwna i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nawet osoby, które postrzegamy jako „ZŁE” są jedynie pogubione [ps. właśnie sroczka nadleciała na jej poręcz na balkonie, ta się od razu do niej uśmiechnęła i rzekła: „Cześć sroczko 😊, kocham Ciebie, wiesz? 🧡🍀🌞]. Hehe. Prawda, że mamy do czynienia z „wyjątkową” osobą🤗. Ok, ale kontynuuję dalsze jej spostrzeżenia:

Jest pewna, że bardzo łatwo można się w obecnym świecie pogubić, ale też WCALE NIE JEST PROSTE, ZDAĆ SOBIE OD RAZU Z TEGO SPRAWĘ, BYĆ TEGO ŚWIADOMYM i wreszcie przyjąć to do wiadomości. Niejednokrotnie musi upłynąć DUUUŻO CZASU, aby człowiek jednak to sobie uświadomił. Najczęściej udaje mu się to dopiero, gdy doświadczy tego na własnej skórze, często nawet w sposób „bolesny”. Ale to właśnie ma służyć temu „magicznemu” przebudzeniu. Nasza bohaterka przecież dobrze o tym wie, bo ona została już baaardzo dobrze „przebudzona”. Szczerze mówiąc, nawet nie przypuszczała, że to może jeszcze okazać się dla niej powodem do szczęścia 😲. Ale, jak widać WSZYSTKO MA SWÓJ CEL I PO COŚ WŁAŚNIE SIĘ WYDARZA!

Być może to jest właśnie rola teraz tego KORONAWIRUSA i tego wszystkiego, co się z naszym światem dzieje. Może właśnie tak, jak autorka tego filmiku twierdzi: „CZY TO, CO NADCHODZI JEST DOBRE? O TAK! TO NAJLEPSZA RZECZ, JAKA MOŻE SIĘ NAM PRZYDARZYĆ!” Wiecie, szczerze mówiąc, nawet ona nie może za bardzo w to uwierzyć, bo tak jej szkoda tych wszystkich ludzi, którzy teraz jednak muszą się męczyć… Hm…. ale może o to właśnie chodziło WSZECHŚWIATOWI i planecie Ziemi… Skoro ludzie sami nie potrafili się „przebudzić”, potrzebowali najwidoczniej do tego takiego „kopa”, w dodatku ona jest pewna, że ten „wirus” jest również wytworem człowieka!

[ps. 07.V.2020, CZWARTEK skończyła właśnie oglądać kolejny filmik: W Niemczech wrze!!! Tysiące ludzi na ulicach przeciwko szczepionkom!!! A. Wolska z Kolonii wRealu24! ​https://www.youtube.com/watch?v=9I2nibS2iLQ​, opublikowała go zaraz i na fejsie i na LI]

Tu dalej apropos tego filmiku [FALL CABAL – UPADEK KABAŁY], jak ona to odebrała: jednak widząc i słysząc o tym wszystkim, nie będzie ukrywać, niejednokrotnie PO RAZ PIERWSZY! „zdziebko” się, co tu dużo mówić, przeraziła, jaki ten świat może być straszny. Lecz chyba nade wszystko ludzie w nim i to właśnie ją najbardziej zabolało… Bo ona zawsze wierzyła w to, że NIE MA LUDZI ZŁYCH, SĄ JEDYNIE ZAGUBIENI [i jak już coś, to po prostu] „NIEMĄDRZY”! I to wcale nie tylko dlatego, że czegoś nie wiedzą, nie, nie, nie! Przecież nie ma ludzi wszystkowiedzących! Tu chodzi raczej o to, że NIE ROBIĄ NIC, ABY TĄ WIEDZĘ ZDOBYĆ I CZEGOŚ NOWEGO SIĘ NAUCZYĆ. A PRZEDE WSZYSTKIM NIE POTRAFIĄ UCZYĆ SIĘ NA WŁASNYCH BŁĘDACH I WYCIĄGAĆ Z PONIESIONYCH PORAŻEK WNIOSKÓW!!! Czyli po prostu traktować WSZELKIE wydarzenia jako kolejne swoje lekcje… Przecież ona już tyle razy tu twierdziła, że nie ma złych doświadczeń= każde jest dobre, bo stanowi dla nas jakąś lekcję!

Sama Mała Mi, mogłaby przecież już dawno uchodzić za osobę co najmniej „nierozumną”, jednak ona NIE TYLKO NIE STRONI OD ZDOBYWANIA WIEDZY, ALE SPRAWIA JEJ TO OGROMNĄ RADOŚĆ, ŻE MOŻE UCZYĆ SIĘ CZEGOŚ NOWEGO I ZDOBYWAĆ CORAZ WIĘCEJ INFORMACJI! = dodam tylko: osoba po takich obrażeniach i „przejściach”, chyba właśnie też m.in. przez to, nie chce pokazać, że jest „jakaś głupia” i wciąż próbuje na nowo zwiększać swoją wiedzę, no a przynajmniej na tematy, które ją jednak interesują…

No dobrze, to teraz przechodzimy do ŚRODY, 06.V.2020. Który to dzień zaczęła oczywiście swoim „rytuałem” = MGŚ. Następnie zaś tak myślała sobie o tej botwince, której tyle nagotowała przecież i wyobraźcie sobie, że ugotowała jajo i właśnie nałożyła sobie jej trochę na śniadanie, buhaha 🤣. Bo tak się jeszcze rozejrzała po kuchni, że nie miała tylu opakowań, w jakich mogłaby tą zupkę zamrozić, bo 2 już na to zużyła😜. Poza tym wyjęła z zamrażalnika kaszę z warzywami [by mieć na obiad, więc tym samym zwolniła sobie już kolejny pojemnik].

Ponieważ wciąż pamiętała o tym, iż miała przecież jeszcze wykonać jakąś „poprawkę” tego zrobionego już napisu, także właśnie w tym momencie, będąc już w kuchni i mając tam na stole wszystko przygotowane, zabrała się za to!🙆‍Pomimo, że ponownie jej nie wychodziło, ale już teraz kompletnie się o to nie wkurzała, raczej chciało jej się ewidentnie śmiać z tego, bo wpadała już nawet na pomysły, by może to słówko „także” zamienić na „również”, buhaha 🤣. A poniżej dokumentacja tego:

I tak właśnie/ jak na tej ostatniej fotce/ wygląda ten jej obecny napis. Naprawdę miała już to „gdzieś”, że jest tam tak na pstrokacone, cieszyła się przede wszystkim z tego, że ten napis jest w końcu bardziej widoczny = to przecież było jej celem! Tego samego dnia dostała również od swojej ukochanej Gabi filmik, ze słojem, który prezentuje historię życia [wypełniany na bieżąco: piłeczkami do pingponga, kamykami, piaskiem i jeszcze na końcu piwem]. Po dodaniu każdej z tych rzeczy profesor pytał swoich studentów, czy słój jest już pełen, ci odpowiadali oczywiście za każdym razem, że tak!

W ten właśnie sposób byli na bieżąco zaskakiwani przez swojego „nauczyciela”, który na koniec stwierdził, że ten słój jest właśnie alegorią Waszego życia: PIŁKI to rzeczy ważne [zdrowie, rodzina, przyjaciele i pasje. Wypełniają większość życia.] KAMYKI reprezentują inne rzeczy w życiu, takie jak kariera, dom i obowiązki. PIASEK = wszystko inne. Małe rzeczy. Jednak jeśli najpierw zaczęlibyśmy od uzupełniania go piaskiem, na nic innego nie starczyłoby już w nim miejsca. Dokładnie odnosi się to do naszego życia:

JEŚLI ZMARNUJESZ CZAS I ENERGIĘ NA RZECZY MAŁE, NIE BĘDZIESZ MIAŁ JUŻ MIEJSCA W NIM NA RZECZY WAŻNE. WIĘC MĄDRZE DYSPONUJ CZASEM I SKUP SIĘ NA TYM, CO CIĘ USZCZĘŚLIWIA! RESZTA TO PIASEK!!!

A zapytany przez studenta, co reprezentuje piwo? Profesor uśmiechnął się i rzekł: PIWO DEMONSTRUJE, ŻE NIEWAŻNE, JAK PEŁNE JEST TWOJE ŻYCIE, ZAWSZE ZNAJDZIE SIĘ W NIM MIEJSCE NA PIWO Z PRZYJACIELEM 😜

Mała Mi napisała jej:

Dziękuję kochana, znam tą historię, ale właśnie aż same łzy napłynęły mi do oczu 😋. Gabi, ja dokładnie tak staram się żyć! 😘 Mam już za sobą medytację, gimnastykę, zjadłam również śniadanie, właśnie skończyłam także „malować” napis, którego „moja głowa” po prostu potrzebowała. [i tu przesłała jej powyższe zdjęcia]. A zaraz wybiorę się jeszcze na tą moją dolinkę 🧡 , tzn. „wyprowadzę siebie na spacer” 🤣

Ta jej wtedy odparła: Też tak muszę zrobić i to Ty jesteś moją busolą 💕

Właśnie teraz [07.V.2020, godz. 19:27] ponownie przesłała Gabi fotki tym razem z dzisiejszego spaceru [ale o tym później].

W każdym razie, jak była jeszcze w ŚRODĘ, 06.V.20 na tej dolince to ponownie zadzwoniła do swojej mamy, bo właśnie odczuwała takie wielkie szczęście i chciała się tym ze swoją rodzicielką podzielić [spójrzcie tylko, a tak naprawdę poczuła się taka szczęśliwa, bo niemalże „wyróżniona” tym, iż ona również może stanowić dla kogoś (STARSZEJ dobrej znajomej = Gabi) jakiś przykład]. Zrobiło jej się tak szalenie miło i poczuła się taka doceniona.🤗🧡🍀

Okazało się, że wspaniale, iż zadzwoniła do swojej rodzicielki, gdyż ta miała właśnie także ochotę „pogadać”, tzn. Mała Mi bardzo to czuła, że jej mama chciałaby być po prostu przez kogoś wysłuchana, chciałaby to komuś właśnie powiedzieć. A opowiadała jej, jak była u babci, a wcześniej do niej zadzwoniła, by dowiedzieć się, czy ta czasem czegoś nie potrzebuje ze sklepu. I tak właśnie uzyskała informację, że babcia miała wybrać się dziś po chlebek i boczek. I w ten sposób mama naszej bohaterki zakupiła swojej mamie po drodze to, co ta potrzebowała. Następnie donosiła o swojej dobrej znajomej/ przyjaciółce, z którą kiedyś jeszcze pracowała. Ta zawsze pyta się właśnie jej mamy o zdrowie, także jej dzielnych dzieci [czyli Małej Mi i Marcina/Kamyka].

Nie, moi drodzy, ona tego nie skończy dziś z całą pewnością… właśnie teraz [07.V.20, 20:00] zakończyła rozmowę z tą Gabi i dowiedziała się, że ona już porusza się TYLKO o kulach. Ale porusza się! I to był właśnie sygnał dla Małej Mi, by także ją zaczęła wyobrażać sobie już zdrową i sprawną ponownie. Właśnie jej to rzekła. Ma to szczęście, że Gabi również łatwo się nie poddaje, cały czas liczy na to, że zdarzy się jeszcze jakiś cud i bardzo w to wierzy. Ale co tu jest najważniejsze, powiedziała, że wysłucha sobie tego, co nasza „gwiazda” jej przesłała i również będzie czyniła tą wizualizację ❤

Teraz kochani, przedstawię Wam ich rozmowę na tym WhatsAppie właśnie, najpierw przesłała jej jeszcze fotki z tego „spaceru” 🌞🍀😊

I po tym ona wtedy do niej:

[7.05, 19:24] Gabriela: Ile to km? Z kijkami???

M.M: Nie kochana BEZ KIJKÓW! A myślisz, że ja wiem ile to km, hehe 🤣 Wydaje mi się, że wcale nie dużo, no ale to może oczywiście mi się tylko wydawać 😜

Ale ładnie i tak trzymać !! Ja chodzę o kulach i tez się cieszę ze chodzę ! Malo ale chodzę !!! Gośka z która byłam już nie chodzi i jest na wózku 😰😰😰 SM nie wybacza i dlatego walczę 🧐

M.M.: Kochana, TY JESTEŚ I TAK DZIELNA😘😘😘 To teraz już wiem, co będę jeszcze robiła. Wiesz, że ja od tej nocy, kiedy to wzywałam policję do tego łajdaka/ pijaka=sąsiada, puszczam do Wszechświata podziękowania za mojego sprawnego ponownie brata i dobrze widzącą mamę?

[7.05, 19:40] Gabriela: Medytacje ?

https://www.youtube.com/watch?v=abqt17Tv11c Siła nastawienia i wiary. Rób to codziennie. – Tego słuchałam wtedy w nocy, bo już nie wiedziałam, jak mogę sobie jeszcze pomóc

Odsłuchuję 🥰

I właśnie w tym momencie wpadłam na taki pomysł, że ja również będę to robić! I to co z tego, że ani Marcin = mój brat mi w tym nie pomaga

Bo to tylko Twoja wola🧐

Ani tym bardziej moja mama, która uważa się za bardzo wierzącą osobę

To nie jest sprzeczne z wiara

Ale wiesz, jej gadka, „że lekarze przecież mówią…” I takie tam bzdety, Kamyk = mój brat ma NADERWANY RDZEŃ KRĘGOWY Moja mama straciła wzrok w jednym oku

Ale to jest podświadomość

Ale to dla mnie nieważne, bo ja serio bardzo w to wierzę, że oni są ponownie całkowicie zdrowi

Ta wiara I ok🤪

Kochana, to od dziś / jutra „dokoptuję” jeszcze Twoją osobę do tego 🧡

Super❤❤❤❤❤

Czy tego chcesz, czy nie ja bardzo będę w to wierzyła, że to RÓWNIEŻ JEST MOŻLIWE 🙆

Ja ciągle mam nadzieje

Byłoby w takim razie super, gdybyś mi w tym pomagała 🍀

Wiara ??

To odsłuchuj proszę jej i rób tą WIZUALIZACJĘ

Ok

Ona chyba w tym filmiku (albo w jakimś innym😋) opowiada o tym, że kobieta, która wciąż słyszała po kolejnych chemioterapiach, że nie zostało jej dużo życia, zaczęła sobie właśnie wizualizować I teraz JEST ZDROWA 💪 Tak samo jej kolega, który nagle stracił wzrok, również to robił

Ok

Wiesz, pomyślałam tylko, że z moją mamą może być najtrudniej, w sensie z jej psychiką i takim podejściem do tego…

Zobaczysz

Ale ja to robię już tak, jak wspomniałam od nocy 25.04.

To nie jest szybka relacja

I zdaję sobie sprawę, że w takim wypadku może to dłużej potrwać Ale ja to po prostu chrzanię

Musimy być cierpliwe

Robię to mimo wszystko. Z Kamykiem wiem, że to będzie zdecydowanie łatwiejsze, bo on raczej jest w stanie uwierzyć w takie „wariactwa” 😋

Stosuje się do polecen🤔

Także kochana od teraz wpisuję również CIEBIE do moich… Nie życzeń, ale już podziękowań, bo skutek poprzedza przyczynę, czy jakoś tak, hehe 🤣 nie mogę tego teraz już odnaleźć, ale nieważne, wiem, co mam ROBIĆ I JAK DZIAŁAĆ Także od teraz będę dziękowała również za to, że TY JESTEŚ PONOWNIE ZDROWA I CAŁKOWICIE SPRAWNA 😘❤🌞

Gabi przesłała jej jeszcze taki ładny obrazek życząc pięknego wieczoru i spokojnej nocy. Pod nim zaś dodała:

Będę w to wierzyć i w Twoją sprawność i szczęście!

Nie będzie kryła, że najbardziej ją to zaskoczyło… iż teraz również ktoś o niej pomyślał… Nie wiem, czy zauważyliście, ale Mała Mi ani razu tu o sobie nic nie wspomniała, nieustannie tylko myśli, jak mogłaby innym pomagać. A dziś, 08.V.2020 PIĄTEK, ponownie zrobiła wiele rzeczy, po czym udała się na tą dolinkę. Znowu porobiła tam fotki, hehe, no mówię Wam, cóż to za „artystka” i po wysłaniu ich Gabi, napisała, że właśnie zakończyła podziękowania za zdrowie „Waszej trójki” 🍀🧡🌞

A ta do niej:

JESTEŚ CUDOWNA 🧡🧡🧡🧡

Ona na serio, nie jest w ogóle przyzwyczajona, aby takie słowa słyszeć od kogoś, dlatego zawsze w takich momentach po pierwsze nie może w to jednak jeszcze uwierzyć, że ktoś w ten sposób o niej w ogóle myśli. Jak już jednak na to „pozwoli”, to nagle zaczyna odczuwać po prostu wzruszenie i wdzięczność. 🧡

Tak, bardzo dobrze o tym wiemy [obydwie!], że wciąż nie wszystko jest tu po dokańczane…, ale wybaczcie nam proszę, u naszej bohaterki naprawdę co chwila coś się dzieje i ona już po prostu tego nie kontroluje… Teraz robi kolejne pranie: ręczników, bo tamto już pozdejmowała z balkonu, upchnęła je po prostu szybko do szafy, by pewnie jutro wyjąć je do poprasowania. W swojej komórce właśnie coś wcisnęła i zmienił jej się pulpit, a miała taki fajny krajobraz, lecz obecnie jest już po prostu zbyt zmęczona 🙈, by dochodzić do tego jeszcze, jak w ogóle mogłaby zmienić sobie to tło…🙄

W takim razie doniosę tylko, że nasza „gwiazda” poważnie tu nie próżnuje, wciąż się czymś zajmuje, w takich „skrótach”:

  • naprawiła śpiwór
  • zmieniła muzę w tym wpisie właśnie, bo dostrzegła, że ta poprzednia była już tutaj: https://niesklasyfikowana.com/2019/09/06/bywa-ze-przegrana-staje-sie-wygrana/ a dobrze wiemy, że ona nie lubi się powtarzać. Czekajcie tu mogłaby zacytować chyba nawet jakąś piosenkę, hehe, ale ok. teraz jej już także nie pamięta 😜
  • jeszcze dziś z rana, moi drodzy, wykonała dla siebie pastę do kanapek! Z pieczonego kalafiora, który przyrządziła już wczoraj [dodała do tej pasty jeszcze i resztkę serka Almette, jak również pestki dyni] = muszę przyznać, że wyszła tak pyszna, że mhhhhmmm…. po prostu, obydwie się z tego nabijałyśmy, że teraz już raczej nie powinna więcej twierdzić, że nie umie gotować i nic dobrego do jedzenia przyrządzać😜🤣😋 undefined Ok, tu na fotce widoczne jest jej całe śniadanie, jakie sobie zrobiła, bo prócz tej wyśmienitej pasty i kanapek z nią właśnie, również przygotowała sobie sałatkę
  • „umyła” lodówkę [tu jest tak naprawdę cała historia do tego, hehe], bo ona serio wciąż nie wie, dlaczego jej tam w niej środku woda się gromadzi… Lecz pomyślała sobie, że ponieważ się przecież na tym kompletnie nie zna, więc zostawi to do rana, a wtedy się właśnie zajmie „czyszczeniem” jej. I tak też zrobiła, wyłączając na chwilę i wszelkie jej części / półki, szufladę/ które była w stanie wynieść do łazienki do wanny, tam też je umyła i powróciła z czystymi
  • jeszcze dziś z samego rana, prócz oczywiście swojej codziennej „must do”, czyli MGŚ 😊, o którym już przecież nie miałyśmy więcej wspominać, zabrała się za oglądanie kolejnych rzeczy…

Nie! Słuchajcie, ona co chwilę coś tu sobie włącza, teraz jeszcze zauważyła u siebie na @ [gdzie notuje każdy dzień, jak przebiegał, co robiła/ co się wydarzyło itp.], iż jeszcze w ŚRODĘ, 06.V.2020, jak wróciła już do domu z tej dolinki, do obiadu włączyła sobie: ​When Doubt and Confusion Arise https://www.youtube.com/watch?v=XfnKExTuqxg&feature=youtu.be, następnie zaś When Resistance Comes – you are on to something https://www.youtube.com/watch?v=USBmFg5uxuE

Ach tak i tu właśnie napisała sobie, że po obiedzie była już tak zmęczona, że postanowiła sobie po prostu „kimnąć” i właśnie wtedy zauważyła, iż jej śpiwór ma z jednej strony rozwalony ten zamek… Lecz nie miała już nawet siły, by się tym zająć, więc postanowiła to po prostu zostawić i następnego dnia tj. CZWARTEK, 07.V.2020 zaraz po obudzeniu się i „zaścieleniu” za to się zabrała i UDAŁO JEJ SIĘ TEN ZAMEK NAPRAWIĆ!!! To dajcie nam chwilkę, tylko sprawdzimy, czy coś już tu było wspominane o tym dniu właśnie.

Raaaaanyyy, nie uwierzycie, „jakoś” ponownie „sam” powrócił jej ten pulpit na komórce, który miała wcześniej, hehe, no po prostu jaaaazdaaaa i to bez trzymanki, 🤣😜🙄

Także, jak widzicie, u niej poważnie dzieją się jakieś „dziwne”/ niewyjaśnione rzeczy. Ok. to teraz chyba pójdzie jeszcze tylko rozwiesić to pranie na balkonie i wraca do Was. Właśnie zobaczyła, że do końca jeszcze prawie 30 minut, więc szkoda robić sobie takie przerwy!

Doniesie w takim razie, cóż jeszcze tego dnia [CZWARTEK, 07.V.20] sobie włączyła do oglądania, były to oczywiście kolejne filmiki tego Mooji, a mianowicie: ​Relationship – The natural flow https://www.youtube.com/watch?v=jZ3e8Ao76wM&feature=youtu.be, jak i kolejne ​LOVE (Without Attachment) https://www.youtube.com/watch?v=mxNACKwl7R0 i jeszcze jeden: ​Sexual Expression in Relationship – Mooji https://www.youtube.com/watch?v=nQLP2oCGSJM

Następnie upiekła jeszcze część kalafiora, bo chciała wyjść przecież na dolinkę i zakupić także oliwę i przyprawy, bo już jej się właśnie skończyły, by móc przygotować sobie dalszą część tego kalafiora. W sumie nie było jej chyba ponownie ok. 1h (dolinka +zakupy) =14:30 -15:30. Po powrocie do domu zaś odgrzała sobie tą botwinkę i konsumowała ją wraz z ugotowanym jajem, oglądając do tego właśnie „W Niemczech wrze… RealTv”.  Pomyła naczynia i dalej to ogląda. Zrobiła sobie dziś nawet kawę, lecz wcale nie oglądała do tego nic „lekkiego”, zrezygnowała nawet z tych swoich filmów, a na samym początku włączyła sobie „Siła Spokoju”. Wspominała chyba o tym, że zaraz jak to obejrzała, opublikowała dalej ten materiał z RealTv. i na LI i również FB.

Wracamy zatem jeszcze do dnia dzisiejszego, którym jest PIĄTEK, 08.V.2020. Obudziła się o 4:30, nie pamięta już nawet, o której dokładnie wczoraj położyła się spać… Wie tylko, że się umyła i wstawiła jeszcze pranie. Nie wstała jednak z budzikiem o 6:33, bo jeszcze go chyba 2x przesuwała, ale ostatecznie się podniosła i z gimnastyką była gotowa już dokładnie o 8:25! W międzyczasie czytała jeszcze na komórce swój ostatni wpis na blogu i wtedy właśnie dostrzegła, że ta muzyka już była zamieszczona we wcześniejszym wpisie. Szczerze mówiąc teraz nawet nie da sobie głowy uciąć, czy ta którą słyszycie obecnie, także już wcześniej się „nie zdarzyła”. Ale myśli sobie: „no trudno, przecież nie mam aż tyle czasu, by poświęcać go na takie skrupulatne dochodzenia” 😜.

Dlatego po prostu już to zostawiła, ma przecież całe mnóstwo innych jeszcze rzeczy do roboty! Pranie które przez nockę „troszkę” jej przeschło w domu, wyniosła jeszcze na balkon, by dalej tam się suszyło w pięknym słońcu. Wykonała także pastę z upieczonego wczoraj kalafiora i zrobiła z nią kanapki [o czym wspomniałyśmy powyżej], do tego [ponieważ ona tak nie lubi po prostu siedzieć i nic nie robić!:P] włączyła sobie kolejne nagranie: Don’t Try to Love Everybody! MOOJI https://www.youtube.com/watch?v=A71bh8keqbI&feature=youtu.be
Później zaś zrobiła sobie jeszcze kawę i do niej zaś ogląda: UZDRAWIAJĄCĄ MOC MYŚLI. EFEKT PLACEBO. https://www.youtube.com/watch?v=RCcy_13Mbbc, ogląda to sobie i ponownie zaczyna lekko „chlipać”. Tym filmikiem podzieliła się jeszcze zarówno z Gabi, ze swoją mamą, jak i bratem.

Następnie włączyła sobie dalsze nagranie „SpecBabki”: Jak kontrolować swój umysł?https://www.youtube.com/watch?v=PemOUney0dc i kolejny: To zmieni Twoje poczucie wartości. Motywacja afirmacja https://www.youtube.com/watch? – mv=Jyvf1jI43R8, oglądając końcówkę, ponownie łzy zaczęły jej płynąć po polikach. To, że była dziś na tej dolince, to już wiecie. Moi drodzy i dzisiaj już nie nakładała w ogóle tej maseczki! I nawet nie wiecie, jaką ona radość odczuwała z tego powodu, serio! Wkurza się już nawet na to, że zawsze ją sobie tak zawiesza jakby na nadgarstek, żeby wiecie, pokazać, że także ją ma…

Ale myśli sobie, po cholerę to w ogóle robisz? Przecież wczoraj jeszcze spotkałaś takiego gostka/ raczej młodego mężczyznę, który nie miał nawet wyłożonej/ wystawionej tej maseczki. Dopiero później ją wyjął, jak już wchodził do tego „kerfa”… I tak się wtedy do niego właśnie uśmiechnęła.

No dobrze, moi drodzy, to idzie rozwiesić teraz jeszcze te ręczniki, niech sobie schną!

Teraz mamy już godz. 22:18, a ona ponownie (?) czuje się samotna, ale z całą pewnością ten stan potęguje również jeszcze jej obecne zmęczenie… Także nie marudź dziewczyno, tylko lepiej szykuj się już do spania!

Obecnie mamy SOBOTĘ, 09.V.2020, dzień urodzin Zalwki. Przedstawię Wam poniżej, cóż nasza „gwiazda” dziś robiła i jak ten jej dzień wyglądał. Otóż NIE WYKONAŁA dziś ŻADNEJ GIMNASTYKI, bo… do godziny 8 oglądała, leżąc w łóżku Edyta Górniak u Roli: „Dopóki żyję nie dam się zaszczepić”! O pandemii strachu, wierze i polityce! https://www.youtube.com/watch?v=C09mxxwbex8, mimo, że ona nie przepada jakoś za tą kobietą, to jednak uznała, że ponownie ma ochotę wysłuchać także jej. Tym bardziej, iż piosenkarka twierdzi tu, tak samo, jak nasza bohaterka, że ona nie da się zaszczepić! Opublikowała to zaraz po obejrzeniu znowu i na LI i na FB.

Później zaś do śniadania, ponieważ czuła, że musi się jeszcze bardziej uspokoić [mimo, iż była już po medytacji] włączyła sobie jeszcze to: Miała 1% szans na przeżycie, ale się nie poddała. Uwierz w cuda, a wyzdrowiejesz. https://www.youtube.com/watch?v=Mb_jpeS3n84. Zaczęła to zaraz przesyłać swojej „Trójcy”: Mamie, bratu i także Gabi.

[ps. przed chwileczką „uratowała” osę, wpadła jej do mieszkania przez otwarty balkon, jednak „zainteresowała się” kolorowym segregatorem tu, hehe, zamiast świeżym powietrzem na wolności, zatem nasza bohaterka wzięła swoją leżącą koszulkę i ją „wyprowadziła” na zewnątrz]

Zaczęła to oglądać i ponownie po prostu ryczy. A poniżej jej notatka z tego nagrania:

MOŻNA BYĆ WDZIĘCZNYM ZA TO, CO MA SIĘ DOPIERO ZADZIAĆ [czyli spójrzcie to jest dokładnie to, co ona wykonuje od tej „pamiętnej” nocy] BYCIE WDZIĘCZNYM JUŻ TERAZ ZA PRZYSZŁOŚĆ, KTÓRA MA MNIE DOPIERO SPOTKAĆ! (…) ZAWSZE SŁUCHAJ SAMEGO SIEBIE. (…) JEŚLI WCHODZISZ NA TĄ DROGĘ SWOJĄ, TAKĄ ABSOLUTNIE POŁĄCZENIA TEGO CZUCIA, TO PRZESTAJESZ POTRZEBOWAĆ MIEĆ AUTORYTETY. STAJESZ SIĘ DLA SIEBIE AUTORYTETEM W KAŻDEJ DZIEDZINIE! Już nie ważne, czy potrzebujesz hydraulika, lekarza, czy kogokolwiek innego. Zadajesz sobie pytanie i TY WIESZ, CO JEST DLA CIEBIE DOBRE I WYBIERASZ TYLKO TO, CO JEST DLA CIEBIE DOBRE [te odpowiedzi, które takie właśnie są] (…)

JEŚLI KTOŚ UMARŁ W GŁOWIE, TO NIE MA TAKIEJ MEDYTACJI I TAKIEGO LEKARZA, KTÓRE BYŁYBY W STANIE WSKRZESIĆ TEGO CZŁOWIEKA!

(…)

JEŚLI PACJENT CHCE ŻYĆ, TO MEDYCYNA JEST BEZSILNA. 

Nasza bohaterka oczywiście nie byłaby sobą, gdyby tym [co odczuła, że ją tak porusza] nie zechciała się dalej podzielić na fejsie właśnie. Spójrzcie, jaki mądry napis do tego wykonała:

Udała się następnie tam, dokąd ona zawsze idzie😉, doszła przy okazji do wniosku, że przecież nie będzie pstrykała tam ciągle tych fotek, no a przynajmniej nie o tej samej porze roku, hehe, bo gołym okiem przecież w życiu nie zauważylibyśmy jakichś zmian. Nim w ogóle wykonała 3 okrążenia, stanęła tam w tym miejscu, w którym ona zawsze staje i po prostu dziękowała ponownie za to wszystko, co już ma. Także za zdrową i sprawną swoją „Trójcę” [tak postanowiła, że będzie o nich mówiła w skrócie, prawda, że fajnie? Niemal jak TRÓJCA ŚWIĘTA, hehe]

Dobrze kochani, teraz jeszcze tylko pójdzie i zrobi sobie kawkę [a dziś uwaga! zakupiła sobie nawet 2 lody MAGNUM ALMOND] tak po prostu, jak już była w tym „kerfie” po serek, to pomyślała, że może również zakupi sobie coś na te „wolne” dni do kawki właśnie.😜

Ponownie ma tyyyle do opisania, że sobie nawet nie wyobrażacie, a może już wręcz przeciwnie…, bo „troszkę” ją jednak poznaliście? 🤣 Teraz pije tą kawę + je tego loda, a wiecie, o czym właśnie będąc jeszcze w kuchni sobie pomyślała? Przecież Zalwka była kiedyś jej przyjaciółką, więc po prostu uznała, że to [lód i kawa] będzie takim „świętowaniem” jej urodzin. Teraz właśnie słyszy piosenkę „Cool mit mir selbst”, a dokładnie:

Ich trink’ heut einen auf mich selbst
Ein Prost auf meine kleine Welt

Auch wenn’s kein anderer versteht
Ich bin cool mit mir selbst

Ich bin cool mit mir selbst, mhm

Siedząc tam na tej dolince właśnie, zaczęła dzwonić do Jubilatki, by złożyć jej choć przez telefon życzenia, ta jednak nie odebrała, więc Mała Mi zaczęła pisać do niej:

Droga Jubilatko, dzwoniłam, bo chciałam Ci złożyć najserdeczniejsze urodzinowe życzenia 😘 DUUUUŻO MIŁOŚCI, zadowolenia z życia, satysfakcji i poczucia dumy z Misia i również z siebie 🎂 Jeszcze raz WSZYSTKIEGO, CO NAJPIĘKNIEJSZE, WIELE SZCZĘŚCIA I RADOŚCI i to wcale nie tylko dzisiaj 🌞🍀🧡

Mała Mi dodała, że teraz właśnie jest na dolince, gdzie codziennie „ładuje swoje akumulatory” pozytywną energią [przesłała również 3 fotki z niej]. Po czym wysłała jej również „obrazek” tego zrobionego przez siebie napisu i dodała: A to sobie namalowałam, jak jeszcze byłam w domu 😉 Dodała również: A co u Was? Napisz mi proszę, jak znajdziesz chwilę 🌞

Dojrzała, iż Zalwka pojawiła się jednak na WhatsApp`ie, odpisała jej wtedy:

Hej Kochana:) oddzwonię za jakąś godzinkę, ok? Już teraz dziękuję za życzenia. Cieszę się, że malujesz 🙂 Masz talent

To zbyt dużo powiedziane, że znowu „maluję” 🤣😜😋

W każdym razie Mała Mi tak jeszcze sobie tam siedziała, a słuchajcie, muszę tu Wam opowiedzieć tą historię. Dziś wybrała się nasza „gwiazda” BEZ ŻADNEJ MASECZKI!!! Tzn. miała ją oczywiście, ALE SCHOWANĄ! Teraz nie zakładała jej już nawet na nadgarstek.🤣 boooszee, czuje się taka wolna od tego terroru wręcz! To jest dla niej naprawdę CHORE TO, CO WIDZI, JAK POLSKIE SPOŁECZEŃSTWO NA TO REAGUJE.

Jeszcze wczoraj chyba przeczytała to na fejsie właśnie:

Ogląda teraz [09.V.2020, godz. 18:32] właśnie „Takiego pieprznika nawet w PRL nie było”. Prof. Płatek ocenia pakt KACZYŃSKI – GOWIN | poliTYka #11 https://www.facebook.com/natematpl/videos/567228927243216/ = czym podzieliła się zaraz na tych platformach społecznościowych LI i FB.

Moi drodzy, z pewnością będzie to jeszcze kończyła później, bo póki co mamy już 20:40, a ona chce najpierw jeszcze przeczytać artykuły, które zamieścił właśnie ten Paweł Jan Mróz w tym wpisie apropos SZKODLIWOŚCI tych maseczek. Już dawno wprawdzie tak przypuszczała, że to noszenie ich wcale nie jest taaaakieee znowu zdrowe, ale jeszcze tylko doczyta to dokładnie.

Nadeszła do nas NIEDZIELA, 10.V.2020, już Wam donoszę, jak ona u Małej Mi wyglądała.

Obudziła się dokładnie o 4:30, wstała tylko do ubikacji i tak od ok. 5 /5:30 wzięła komórkę do ręki i ponownie zaczęła oglądać swój profil na LI i czytać tam niektóre rzeczy, które udostępniła… Była na siebie taka zła, że bierze życie tak bardzo na poważnie, że nie potrafi się po prostu „bawić” i choć trochę „wyluzować”. Potraktować tego wszystkiego, co się dzieje z pewnym dystansem… Moi drodzy, ja mam tu na to pewne usprawiedliwienie: po pierwsze, jak patrzy na to społeczeństwo, co ono wyprawia, to opadają jej ręce… [nie potrafią sami myśleć i wyciągać wniosków…, choćby apropos tych maseczek…]. A ona znowu czuje się po prostu za wszystko taka odpowiedzialna… = zawsze przecież taka była!

Siedziała nad tym tak do godziny 6…,wkurzona już na siebie za to, co robi, wyłączyła budzik o 6:33 w ogóle,  później ten o 7 także i budzi się ok. 8:20… Oczywiście już wiedziała, że gimnastyki dziś znowu nie wykona…, ale akurat tym się jakoś tak nie stresowała, bo myśli sobie „co się odwlecze to nie uciecze”. Nie mogła się skupić jednak nawet na medytacji, bo wciąż myślała jeszcze o tym, co powinna zrobić: jak uświadomić bardziej ludzi…. i przekazać im tą jej zdaniem cenną [i oczywistą!] wiedzę.

Dlatego postanowiła poprzesyłać ludkom info, także to po ang., bo zaczęła się obawiać, że to RÓWNIEŻ może w jakiś „dziwny” sposób zniknąć z netu… Tak, jak to samo wcześniej, tylko, że po polsku… Co zauważyła, że już się dzieje! I nie będzie kryła, iż to ją właśnie przeraziło najbardziej. Bo wie, że sama nie zna się na tak wielu rzeczach… i nie byłaby tego w stanie przedstawić tak, jak ewidentnie robi to specjalista. Zatem powysyłała @ z tymi informacjami właśnie do różnych ludzi .

Później zaś jeszcze po polsku to o maseczkach tego Pawła Jana Mroza [co zamieściła powyżej]. Je swoje müsli na śniadanie i ogląda JEDZ, MÓDL SIĘ, KOCHAJ ❤️Tak, ponownie, ale ona naprawdę już nie ma co tu oglądać, bo chciała po prostu coś i przyjemnego i mądrego, zatem zawsze przewija sobie do tego momentu, jak ten Felipe jadący autem „potrącił” Liz, gdy ta jechała rowerem. Ona uwielbia po prostu od tego momentu to oglądać, a najbardziej ją jednak bawi scena, gdy w końcu spotykają na tej „imprezie” na plaży, a Felipe tak spogląda na tego młodego chłopaka, który rzekomo wygląda jak Sting. Felipe tak mu się przygląda i wspomniał nawet, że nagrał „kilka świetnych składanek Stinga”. Tu przecież ewidentnie widać, jak on próbuje przykuć swoją osobą uwagę tej Liz właśnie i robi to w taki fajny/ uroczy i słodki wręcz dla niej sposób.

Następnie, ponieważ dziś ponownie piękne słonko świeciło wybrała się na dolinkę! Po drodze jednak oddzwoniła do swojej mamy, która to wcześniej próbowała się z nią skontaktować. Oczywiście później doszła do wniosku, że cholerka niepotrzebnie to zrobiła, a może inaczej = niepotrzebnie podjęła temat znowu tych maseczek i tego, czy ta odczytała jej @ o nich właśnie… Jej mama oczywiście znowu swoje…, ale ok. już pomyślała sobie KAŻDY JEST ODPOWIEDZIALNY ZA SIEBIE PRZECIEŻ! Ja chciałam tylko pomóc i dlatego udostępniłam te informacje, a co kto zrobi z tym dalej, to już przecież jego sprawa! Nie mam zamiaru się wtrącać i niczego narzucać. Zresztą przecież nigdy tego nie robiłam!

Choć jej brat Marcin również o tym wspominał ich mamie, jak sam powiedział jej, że on także jej nie nosi, tzn. tylko na brodzie, hehe, by w razie co, jakby policja zaczepiła, to jednak ją nałożyć [spójrzcie, czy takie zachowania nie świadczą o tym, że jesteśmy już terroryzowani?] Tu, moi drodzy musi Wam jeszcze wprost donieść o tym, jak Kamyk do niej zadzwonił wczoraj właśnie o 20:02 i zaczął z nią rozmowę w ten sposób, że przeprasza, iż się nie odzywał, a ta przecież mu wysyłała wcześniej te filmiki [jemu, mamie i Gabi właśnie]. Powiedział, że nie miał po prostu siły, by nawet tego odsłuchiwać, BO OD 5 DNI LEŻAŁ W ŁÓŻKU I „UMIERAŁ”… Dosłownie tak rzekł i wtedy rozwinął temat. Powiedział również, że nie ma u siebie teraz nawet już Kacperka i zapytał się jej: „To Ty nie wiesz? Myślałem, że może mama już do Ciebie dzwoniła w tej sprawie.”

Mała Mi powiedziała, że nie, ona o niczym nie wie, „a co w ogóle się stało?” I tak zaczął jej opowiadać, że dostał gorączki i zadzwonił po Kasię, by zabrała ich synka do siebie. W ogóle mówił, że wiecie przez tego „koronawirusa” to już też w takie schizy wpada…, jednak dopiero jak dojrzał, że to znowu za sprawą tego zapalenia tej stopy, to zaczął się znowu cieszyć, rozumiecie? Wziął nawet antybiotyk. Nasza bohaterka zaraz zapytała, czy była u niego pielęgniarka? Powiedział, że nie, ona przyjdzie dopiero w poniedziałek, ale on te antybiotyki i tak ma tak „w razie co” i „na zapas”, bo przecież to mu się już nieraz zdarzało…

I tu jej jednak powiedział, że pamiętał tą sytuację z ostatniego razu, było dokładnie tak samo… Choć teraz chciało mu się jeszcze dodatkowo wymiotować… i z łóżka wstawał tylko po to, by zrobić sobie coś do zjedzenia… , jednak przy gorączce też mu się za bardzo jeść nie chciało. Poważnie, dobrze wiedział, żeby w takich momentach obserwować swoje nogi, tylko, że /jak mówił/ po nich nic nie było widać jeszcze i dopiero jak ujrzał niedawno, że noga jest czerwona, to nie macie pojęcia jak odetchnął, że TO TYLKO ZAPALENIE, A NIE ŻADEN KORONAWIRUS! 🤣 Prawda, że „zabawne”… Choć tu stwierdził, że on również przez tą całą „medialną nagonkę” zaczął się już znowu obawiać, że skoro nic nie widać po nodze, to może jednak cholera ta „Korona…” go zaatakowała…, buhaha

W tym momencie, jej brat rzekł nawet, że to może nawet dobrze/ lepiej, iż mama nie informowała swojej córki o jego stanie zdrowia, bo prawdopodobnie nie chciała jej denerwować i martwić. Spójrzcie, w tym momencie przypomniała sobie choćby tą sytuację na święta w Elblągu, gdy Marcin spadł z wózka w łazience, a ona zaczęła płakać stojąc w pokoju i nie wiedząc, co robić… Przyznać musi, że dopiero później zdała sobie z tego sprawę, że tak w istocie, było najlepiej!

boooszeee, ponownie znów utworzyła się jej tu cała opowieść…

Ale spróbujmy nadać temu „ręce i nogi”. Jej brat dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że media praktycznie nas terroryzują tymi wiadomościami i przerysowują wszystko, dlatego on także stara się tych wiadomości tyle nie słuchać, lub ewentualnie je „cedzić”. Opowiadał jej również, że właśnie już dziś wybrał się w końcu z jakimś znajomym na dwór i słuchajcie, ledwo, co wychodzi z domu, a tu policja, a ten maseczkę ma na brodzie, hehe. Jednak:

  • na szczęście to był jakiś znajomy Marcina [w dodatku też bez maseczki, 😜]
  • poza tym jej brat jest naprawdę bardzo mądrym człowiekiem i powiedział, że on i tak nie zapłaciłby żadnego mandatu, poza tym, jest tego doskonale świadomy, że te maseczki TYLKO NISZCZĄ UKŁAD ODPORNOŚCIOWY KAŻDEGO, NAWET ZDROWEGO CZŁOWIEKA! A przecież po nim doskonale widać, że on raczej do całkiem zdrowych nie należy…

Tu właśnie dodała Mała Mi, że ona również nie zakłada tych maseczek i przekazała mu także ważną informację, a mianowicie, iż ZAWSZE MOŻE POWOŁAĆ SIĘ NA STAN ZDROWIA i co ważniejsze, wcale nie musi pokazywać na to żadnego zaświadczenia lekarskiego [i tu sobie pomyślała o swoim bracie, że słuchajcie ktoś poruszający się wózkiem inwalidzkim, to musi być chyba jeszcze bardziej „wiarygodny”…, cool, nie? 😜]. Ona zaś dodała, że gdyby ją jakiś „porządkowy” o to zapytał, to ma na to również przygotowaną odpowiedź już dawno: „ze względu na stan zdrowia”, oczywiście, a gdyby chcieli wiedzieć coś więcej to nie zawahałaby się powiedzieć: „ze względu na ogólne problemy psychiczne”, buhaha

Wędrowała tak sobie dziś również taka wolna i uśmiechnięta, a założyła nawet słoneczne okulary. Powiem Wam, iż na tej dolince ludzi bez tych „kagańców” to naprawdę na palcach tylko jednej dłoni można spokojnie policzyć. Nie będzie kryła, że jak widzi taki ogólny „terror” wręcz tych ludzi właśnie w tych maseczkach /a całe rodziny tam nawet widziała/, to zaczyna czuć się po prostu jak „zaszczuta”. I właśnie wtedy wpadła na pomysł, że to raczej nie ona jest „chora psychicznie”, tylko ci wszyscy ludzie, którzy tak bezmyślnie słuchają się tego, co mówią im w telewizji, buhaha 🤣 I zakładają te MASECZKI nawet, gdy są w parku, więc ogólnie na powietrzu, gdzie powinni wdychać „świeży” tlen i korzystać ze słońca!

Lecz zaraz pomyślała sobie, że przecież ludzie nie tylko robią to, co się im mówi, ale przecież muszą dostrzegać to także na innych, np. z tego, co wie, to przecież i wszelka „władza” te maseczki nosi i także słyszała o tym, że zdarzają się nawet dziennikarze, którzy normalnie prowadzą w nich programy… no żenada po prostu, jak ona się cieszy, że nie ma choć tej telewizji! Mała Mi już nawet sobie myślała, że gdyby ją ktoś zaczepił z powodu nie noszenia maseczki [podkreślam: TYLKO na powietrzu, bo w sklepach to ona zawsze ją nakłada] to rzekłaby, że może i teraz nawet „powinna” zakrywać twarz, bo powyskakiwały jej jakieś krosty na brodzie, buhaha, ale właśnie ona ma w dupie swój wygląd, znacznie ważniejsze jest dla niej choćby stan jej skóry właśnie, a jak miałyby się te „krosty” niby zaleczyć, bez świeżego powietrza i dostępu słońca???

Wróciła do domu, przygotowała sobie obiad i nie bardzo wiedziała, co mogłaby sobie włączyć do oglądania, a ona naprawdę wciąż potrzebuje, [a już zwłaszcza dzisiaj!] by ktoś ją wsparł, dlatego w pierwszej kolejności włączyła sobie ponownie tego Mooji: You Are Determining Your Reality https://www.youtube.com/watch?v=U7bOwDH4XCY&feature=youtu.be, jednak wyłączyła zaraz ponieważ pomyślała, że powinna włączyć sobie raczej coś z fabułą i w ten sposób „zapodała” sobie kolejny…, a mianowicie „Przed wschodem słońca”… Pamiętała, że kiedyś bardzo lubiła go oglądać…Po krótkim czasie doszła do wniosku, że chyba jednak lepsza będzie druga jego część: „Przed Zachodem….”, ale ten jednak okazał się już niedostępny…

Nie wiem, czy także to dostrzegacie, że ona kompletnie nie wiedziała, co ma ze sobą i z tym czasem zrobić… Jak dobrze/ pożytecznie go wykorzystać… Zdegustowana już ponownie wszystkim zabrała leżak na balkon, myśląc, że tam może uda jej się trochę odpocząć, a może nawet i pospać, czy coś… Słońce jednak nadal bardzo grzało, mimo, iż dochodziła już prawie godz. 16, w dodatku słyszy jakąś cholernie głośną muzykę, tak jakby to było niemalże u niej w domu… i żeby to choć była jakaś fajna ta muza… a do jej uszu dochodzi takim raczej mrocznym głosem: „czy mnie słyszycie? Czy rozumiecie?” Nie dała rady, zwinęła się z balkonu…

Położyła się na jakąś godzinę, tak bardzo nie wie, co ze sobą zrobić… Pomyła gary po obiedzie i tak bardzo chce jej się płakać, że została tu z tym wszystkim sama. Zaczęła się już obawiać, że przez to wszystko zaczyna już tu powoli „świrować/ wariować”. Ta sytuacja ogólna na świecie, a tym bardziej w Polsce… Ona chyba ZA BARDZO SIĘ TYM CHOLERA PRZEJMUJE, czuje po prostu, że jej to kompletnie nie służy, ale nie umie jakoś sama „kreować tego świata i tej rzeczywistości”… Zwłaszcza, jak widzi to wszystko, co się w naszym społeczeństwie dzieje, jak ludzie działają jak takie niemalże „marionetki”.

Tak bardzo brakuje jej kogoś „normalnego”, hmmm… A może nie całkiem 😋, kogoś, kto by ją zrozumiał, co ona mówi i to, jak ona czuje… Ktoś, kto potrafiłby dać jej jakieś „wsparcie”. Cieszyła się, że zaczęła tam w kuchni trochę sprzątać = Pomyła „gary”, przy okazji umyła także zlew, na noc zamierza wlać tam jeszcze Rorax do rur, by ładnie wszystko „przeczyściło”. Wykonała to już w wannie, dlatego dzisiaj nie pójdzie się już tam myć, hehe 🤣 😋😜

Ale tak sobie nawet to obmyśliła, że od jutra ma podobno padać, więc ona po swojej gimnastyce, której w ogóle NIE WYKONYWAŁA W SOBOTĘ I NIEDZIELĘ, zajmie się również na spokojnie robieniem tego, co jeszcze jej zostało:

  • sprzątaniem: odkurzaniem, myciem podłóg,
  • uprzątnięciem całej generalnie łazienki
  • poprasowaniem tych rzeczy
  • starciem pestek awokado
  • odwołaniem dermatolog, która dzwoniła do niej w piątek, 08.05., ponieważ na wtedy miała umówioną z nią „wizytę” i jak usłyszała, że ta będzie w przychodni już w następnym tygodniu, to powiedziała [tak bez większego pomyślunku], że bardzo chętnie podejdzie na tą wizytę do niej…

Nawet nie wiecie, jak się długo zastanawiała, czy na sam wieczór ma jeszcze robić sobie kawę, ale ponieważ został jej jeszcze arbuz, którego sobie właśnie pokroiła i kawałek posmakowała. Poprawiło to jej wprawdzie troszkę ten nędzny dziś nastrój… Lecz tak sobie pomyślała, że to przecież bez sensu, by tak pocieszać się jedzeniem… Bardzo nie lubi tak robić, ale doszła do wniosku, że wykonała jednak trochę pozytywnych tych rzeczy, więc dlaczego niby nie miałaby choć w ten sposób siebie „nagrodzić”? A poza tym, czy kawa (+dzisiaj akurat arbuz 🍉) zawsze musi być za coś???

Poza tym, to nie sądzi, by nie można było tak po prostu „dla samej i czystej ochoty” podarować sobie taką po prostu „przyjemność”, czy naprawdę tak zawsze trzeba zrobić coś ” w zamian”? A może tak za całokształt = czyli za to, jaką Mała Mi jest ogólnie dzielną osobą / kobietą!? Wypiła tą kawę na balkonie, na który ponownie przeniosła leżak i krzesło [gdzie postawiła kawę i miseczkę z kawałkami arbuza]. Zobaczyła kolejny filmik Gracjana, ona się zawsze cieszy na te jego nagrania, bo czuje wtedy, że ktoś jeszcze z nią tu jest. Tym razem dała nawet „lajka” 😋

Choć tak, jak zawsze zresztą, słucha dokładnie tego, co on tam mówi i doszukuje się nieustannie jakichś nawiązań do swojej osoby… I powiem Wam, do jakich tym razem wniosków doszła. Że po pierwsze, ona chyba nie jest tą osobą na „wysokich wibracjach”…, a zwłaszcza teraz…, kiedy tak wszystko ją przytłacza i nie potrafi znaleźć dla siebie „miejsca”. Choć, powiem Wam tylko, że jak usłyszała słowo „Wojownik” 😉, to już pomyślała sobie, że to jakby jakieś nawiązanie do niej, hehe

No i później jeszcze, jak wspomniał o tej „sałacie i warzywach” 🤣, to po raz kolejny pomyślała o sobie 😉… Jak widzicie ona jest po prostu spragniona drugiej osoby, kogoś, kto może nawet byłby w stanie ją zrozumieć… Pisała to jeszcze siedząc tam na tym balkonie. Zaraz chyba, tak jeszcze do spania /a teraz jest już godz. 22:32/ odsłucha sobie tego jeszcze raz, by po raz kolejny zobaczyć, czy napewno wszystko z tego nagrania LUDZIE NA POZIOMIE NIGDY TEGO NIE ROBIĄ https://www.youtube.com/watch?v=pvjACXrmDOQ „wyciągnęła” i dobrze go zrozumiała.

Skończyła dziś [PONIEDZIAŁEK, 11.V.2020] „częściowe” sprzątanie, stwierdziła bowiem, że nie będzie świrować i się „zarzynać”. Zajmie się tylko tym, czym może i powinna w pierwszej kolejności, bo przecież reszta rzeczy jej nie zniknie [niestety…😜]. Obudziła się już o 4:40 i muszę Wam powiedzieć, że jej się wydaje od nie wiem, jak długiego już czasu, iż hm… miewa te same sny…(?). Nawet nie potrafiła mi tego już dobrze wytłumaczyć… Żałuje bardzo, że tego sobie nawet nie zapisuje…, choć, czekajcie, przedstawię Wam, cóż tu jednak znalazła na tej swojej komórce [uprzedzam! trzymajcie się dobrze, bo raczej „padniecie”🤣]:

4:40 odnoszę wrażenie, że od co najmniej widząc, że obserwuję, iż zakupi te JAJA OD KOGOŚ RZECZYWIŚCIE OD HODOWCY KUR

Obydwie stwierdzamy, że nie wiemy kompletnie, o co w tym chodzi, hehe, czy ona była w jakimś takim „amoku”, czy po prostu komórka jej jakby sama „podstawiała” te wyrazy. A wszystko podałam dokładnie tak, jak to ma zapisane u siebie na tej komórce.

W każdym razie gruntownie sprzątając kuchnię zauważyła tam na stole kartkę z napisem LISTA WDZIĘCZNOŚCI. A było tam naprawdę mnóstwo takich rzeczy, z którymi w końcu zrobiła porządek! Ale wróćmy do tej listy, wykonała ją oczywiście sama ręcznie. Teraz doniesiemy, jak ta jej lista wygląda: Otóż pod napisem LISTA WDZIĘCZNOŚCI [który wykonała mazakiem, w kolorze zielonym], napisała dalej: DZIĘKUJĘ ZA:

  1. WSPANIAŁEGO, DZIELNEGO BRATA!
  2. RÓWNIE WYTRWAŁĄ MAMĘ
  3. PIĘKNE MIESZKANIE, W KTÓRYM W KOŃCU MOGĘ CZUĆ SIĘ BEZPIECZNIE
  4. ZA TO, ŻE MAM W SOBIE TYLE WYTRWAŁOŚCI I WCIĄŻ POWSTAJĘ DO TYCH ĆWICZEŃ, POMIMO, ŻE CZASEM CHCE MI SIĘ PO PROSTU RYCZEĆ
  5. ŻE MOGĘ UDZIELAĆ KOREPETYCJI
  6. ZA KAŻDĄ OSOBĘ Z MOJEGO ŻYCIA, KTÓRA JEST/ BYŁA/ POJAWIŁA SIĘ LUB DOPIERO SIĘ POJAWI
  7. ZA SIEBIE, ZA TO, JAKĄ OSOBĄ SIĘ STAŁAM
  8. ZA TO, ŻE MAM ZA CO ŻYĆ!

Obydwie zaczęłyśmy się zastanawiać, dlaczego właściwie nie napisała na tej kartce żadnej daty, czy nawet tylko roku…, przecież zdecydowanie byłoby łatwiej się teraz do tego odnieść. Wiemy z całą pewnością, że to było już jak dostała to mieszkanie i co więcej udzielała wówczas jeszcze tych korepetycji. Więc to musiało być wtedy, jak Angelika do niej przyjeżdżała…hm… trudno jej teraz dokładnie powiedzieć, kiedy to mogło być, choć z całą pewnością jeszcze 2019 rok, teraz naprawdę nie jest pewna, ale sprawdzała właśnie u siebie na komórce, koleżanka przychodziła do niej CHYBA od WTORKU, 16.VII.2019

Moi drodzy, jeszcze dziś, jak się obudziła, odczuwała taki spokój i niesamowite szczęście oraz zadowolenie. Nie potrafi nawet tego wytłumaczyć, z jakiego konkretnie powodu…, w każdym razie, powiedziała sobie: „A czy to ważne? Najważniejszy jest przecież fakt, że TAK SIĘ ISTOTNIE CZUJĘ TU I TERAZ!”. Wyobraźcie sobie, że odczuwała wówczas takie zadowolenie i szczęście, związaną z tym naturalnie wdzięczność, że postanowiła, iż nie może tego w żaden sposób zepsuć, zatem dała już sobie „w głowie” pozwolenie na spanie/ leżenie w łóżku nawet do…12! Tak właśnie! Moi drodzy, pomimo tej listy obowiązków, którą przecież ustaliła.

Pomyślała wtedy, że żadne z tych rzeczy/ obowiązków, które miała wykonać [niestety! 😜] samo nie zniknie. No ale, ponieważ bardzo chciała po prostu cieszyć się tym stanem/ tą chwilą najdłużej jak tylko może, zatem pomyślała sobie, to dlaczego niby miałabym sobie sama odbierać takie dobre odczucia i stany? Spojrzała jednak na komórkę, a tam patrzy zaskoczona, że to dopiero 😲 8:15, hehe. Zatem przyszło jej do głowy, że przecież absolutnie nie jest źle i na spokojnie zdąży ze wszystkim się wyrobić!

Wstała, „zaścieliła” [a dziś przez moment zastanawiała się nawet, czy nie zmienić pościeli…, jednak na całe szczęście zdrowy rozsądek powstrzymał ją przed takimi „zrywami”] i moi drodzy, tak, jak zapowiadała PO MEDYTACJI, POWRÓCIŁA DZIŚ DO SWOJEJ GIMNASTYKI! Do swojego müsli na śniadanie ogląda ten film Gracjana, który obejrzała jeszcze wczoraj na balkonie. Później już wieczorem jednak skupiła się już tylko na ponownym przeczytaniu tego wpisu właśnie i następnie odczuła takie zmęczenie, iż stwierdziła, że nie ma najmniejszego sensu oglądanie tego teraz „zmęczoną” już głową i umysłem…

Znacznie bardziej wolała włączyć to sobie dziś na nowo do śniadania. I tak też zrobiła. Następnie pamiętała, co powinna zrobić, zatem zabrała się na początek za odkurzanie całego mieszkania [hm… zabrzmiało, jakby miała nie wiem, jak wielką tą chatę…, buhaha 🤣] i sprzątnięcie kuchni, a zwłaszcza tego, co znajdowało się na stole i tam odnalazła m.in. tą listę wdzięczności [cytowaną wyżej].

Ale, dziś najbardziej chciała wspomnieć jeszcze o swoim bracie! Słuchajcie, ona jest tak niesamowicie wdzięczna za niego, za to jakim on jest człowiekiem! I zawsze, jak ją nachodzi jakiś taki stan „narzekania”, to od razu wtedy stara się mówić do siebie: „Uspokój się i lepiej pomyśl o swoim mega dzielnym bracie, ile on musi znieść, z iloma rzeczami on musi się zmierzyć i jakoś wcale nie narzeka! Więc weź się w garść, moja droga i nie rób tu żadnych scen!”

Choćby słuchajcie ostatnia sytuacja, kiedy ten do niej zadzwonił i powiedział, że od 5 dni leżał w łóżku i „umierał”. To wcale nie było dla niej zabawne, jednak jej brat opowiada to w taki sposób, z takim niebywałym już dystansem do tego wszystkiego, że po prostu ją to wręcz zadziwia! Uważa, że stał się przez to wszystko jeszcze bardziej niesamowitym mężczyzną! TAK WŁAŚNIE, moi drodzy, DZIĘKI TYM DOŚWIADCZENIOM, KTÓRE ZDOBYŁ I MA JUŻ „NA SWOIM KONCIE”. Uodpornił się przez to na wszystko i myślę, że tutaj również do niego doskonale pasuje to powiedzenie: „BO, CO ZROBISZ, JAK AKURAT Z TYM, JUŻ NIC NIE DA SIĘ ZROBIĆ!” I on to po prostu wszystko już zaakceptował! 😲

Następnie przeszli trochę na temat DNIA MATKI, kiedy to Marcin powiedział, że tego dnia on przenigdy nie zapomni: W TYM ROKU BĘDZIE JUŻ W KOŃCU 8 ROCZNICA TEGO JEGO WYPADKU! Wiecie, Mała Mi tak sobie tu siedziała i pomyślała, że ona naprawdę nie ma prawa, by narzekać! Teraz już jej właściwie niczego nie brakuje, prócz tylko miłości. Ale wszystko pozostałe przecież ma, a jeśli nawet czegoś jeszcze nie ma, to może to równie dobrze jakoś zdobyć. Najważniejsze, że nabyła takiego doświadczenia i teraz już na serio nie widzi żadnego powodu, aby na cokolwiek narzekać! Bo nawet ten jej dobry stan się zmieni [a uwierzcie, że zmienia on się regularnie].

Ona już przecież dobrze o tym wie, iż NIC NIE TRWA WIECZNIE, stąd m.in. wykonała dla siebie właśnie ten napis . Mimo, że nawet dziś także dopadały ją ponownie „różne” myśli, to nawet teraz nie spoglądając już na ten napis, jest tego doskonale świadoma i to po prostu akceptuje. Zawsze sobie tłumaczy, jakkolwiek źle by nie było, że przecież są osoby, które mają o wiele gorzej [i tu nawet nie musi daleko szukać = jej własny brat!]. Ma jednak tak cholerne szczęście do niego, że ON NIE JEST WCALE JAKIMŚ CIERPIĘTNIKIEM! A „helloł?” przecież w jego sytuacji to byłoby raczej całkiem zrozumiałe, gdyby w takie stany wpadał.

A Kamyk, co? Wbrew wszystkiemu, jak prawdziwy karateka nieustannie się podnosi! Swoją drogą, zastanawia się, ile tej „filozofii” i postawy otrzymał z tego, że zaczął w ogóle ten sport trenować. NIe spodziewała się w ogóle, że kiedyś to napisze, ale ONA JEST SZALENIE WDZIĘCZNA [po raz chyba kolejny!] ZA TE WSZYSTKIE DOŚWIADCZENIA, KTÓRE SPADŁY NA NIĄ I JEJ RODZINĘ!

Dziś oczywiście w ogóle nie wychodziła z domu, ale właśnie skrupulatnie podzieliła ten czas na wykonanie innych swoich obowiązków. Wprawdzie nie zrobiła jeszcze wielu rzeczy, ale pomyślała sobie: „I co niby z tego? Na wszystko przyjdzie czas!”. Dziś, kochani, nasza „gwiazda” np. mimo, że ma ugotowaną i zamrożoną m.in. botwinkę, to pomyślała, że wyjmie w końcu te warzywa mrożone, które kiedyś jeszcze zakupiła i z nich sobie coś przyrządzi…

I tak zaczęła czytać tego skład, by luknąć, co najlepiej by do tego pasowało: kasza, ryż? I szczerze musi przyznać, że zaczęła się przerażać 😳, czytając, co jest w tej mieszance warzyw „po wiejsku”… Jakiś smalec wieprzowy…, boczek też wieprzowy, jakieś warzywa, których nazwy nawet nie znała… Przepraszam Was, ale nie porobiła niestety żadnych fotek temu jednak „dziadostwu”… W każdym razie ta mieszanka zawierała jeszcze jakieś „dziwnie” wyglądające warzywa, których nazwy ona w ogóle nie znała, ale i tak NAJLEPSZE było: POR W PROSZKU 🙄 Taaa, samo zdrowie, przecież!… Wprawdzie zrobiła sobie to i zjadła choć trochę…

Aby nadać temu jakiś „lepszy” smak, usmażyła jajo i wkroiła pomidora i pietruchę… Znowu pomyślała: „cholera, nie narzekaj, niektórzy ludzie nie mają przecież co jeść!” Zatem nałożyła sobie tą porcję, do jedzenia której zaczęła oglądać:  Am Here​ https://www.youtube.com/watch?v=ysb5BHLa-6E&feature=youtu.be​, zjadłszy jednak to „dziadostwo”, pomyślała, że tą część, która jej jeszcze została nie będzie jutro ponownie odgrzewać, bo przecież bez sensu wciskać w siebie taką truciznę, dobrowolnie!

Dlatego wzięła patelnię i wypieprzyła to do kibla, buhaha 🤣. Pomyła oczywiście ponownie gary i teraz już wiedziała, że musi po prostu czymś „zabić” w sobie ten beznadziejny jednak smak… I obecnie już bez żadnych wyrzutów sumienia zrobiła sobie kawę, zjadła do tego i resztkę arbuza i nawet wyjęła tego loda Magnum z zamrażalnika! Do kawy włączyła sobie ponownie JEDZ, MÓDL SIĘ, KOCHAJ 🧡. Od tego momentu, co ostatnio, zresztą, hehe. Teraz właśnie ma wstrzymane na scenie, jak Liz pisze do swoich znajomych a propos rezygnacji z tego swojego prezentu urodzinowego, na rzecz tej Wayan.

Powiem Wam tu jedną rzecz, do czego Mała Mi się przyznała: ŻE ONA W KOŃCU ZACZĘŁA COŚ ROBIĆ TYLKO DLA SIEBIE! A mianowicie dokładnie w dzień urodzin Zalwki 09.05.2020 [będzie jej łatwiej zapamiętać tą datę teraz] wieczorem zaczęła już dziękować za to, iż ma przy sobie kogoś takiego, jak ten „Felipe” właśnie. Po prostu postanowiła, że będzie tak ogólnie mówiła do Wszechświata, on z całą pewnością dobrze wie, kogo ona ma na myśli, kto byłby jej potrzebny. Zatem, jak w ciągu dnia skupia się jeszcze na dziękowaniu za swoją „Trójcę” [cholerka, jeszcze dziś tego w ogóle nie zrobiła, więc za chwilę się za to zabiera!], a później leżąc już w łóżku będzie dziękowała za tego „Felipe”, że już przy niej jest!

Dziś mamy WTOREK, 12.V.2020 godz. 13, a ona jest ponownie na siebie zła i sobą rozczarowana…, siedzi tu niemalże totalnie wściekła na samą siebie… Zapytałam:

A co się stało i dlaczego tak się właśnie teraz czujesz?

Jestem tak potwornie sobą rozczarowana…, że wciąż tylko pieprzę takie rzeczy, z których może wychodzić, że jestem taka mądra i tyle wiem… a tak naprawdę przecież to „gówno” z tego robię!!!

Co masz konkretnie na myśli? [dobrze wiedziałam, o czym mówi, ale chciałam, aby jeszcze sama to nazwała i do tego doszła]

Dobrze o tym wiem, iż Ty to dostrzegasz również… Że ja tu przecież wciąż powtarzam, iż: z tego „zdaje sobie sprawę”, a o tym, czy o tamtym „doskonale wiem/ jestem tego świadoma”, a wciąż ładuję moją energię w jakieś niepotrzebne „dyrdymały”, które tylko psują mój humor i którymi sama pogarszam sobie nastrój! Na serio, nie mogę tego pojąć, dlaczego wciąż wyszukuję jakichś dobijających mnie wręcz informacji…, zamiast skupić się na rzeczach, które będą mnie budować i im właśnie poświęcać mój cenny czas i moją drogą energię…

Moja droga, to pozwól, że ja Ci teraz powiem, jak ja to widzę, a nie zapominaj proszę o tym, że dobrze Cię obserwuję i widzę to, kim jesteś, co próbujesz robić, jaką stałaś się osobą. Po pierwsze, to co wynajdujesz/ czy może bardziej odpowiednim stwierdzeniem byłoby: „z czym się stykasz”, TO NIE SĄ JAKIEŚ „DYRDYMAŁY”, czy nawet „bzdety”, czyli kompletnie nieważne rzeczy! To są moja droga FAKTY, które Ty chcesz jak najlepiej poznać! Czy naprawdę uważasz, że to jest takie złe i niemądre, że wciąż się temu „przyglądasz” i obserwujesz z każdej strony? Nie zdajesz sobie chyba nawet z tego sprawy, jaką dobrą i skrupulatną „pracę” tu teraz wykonujesz!

No tak, tylko, że chyba większość ludzi nie koncentruje się na tym, na czym teraz ja… Żyją w miarę normalnie, pokazują uśmiechnięte jednak twarze [no a przynajmniej ta Sandra z Austrii wysłała mi jeszcze wczoraj takie zdjęcie swoje i swojej córki Sophie, którą się jeszcze kiedyś opiekowałam, jak była malutkim dzieckiem…], a już z pewnością nie upubliczniają takich rzeczy, jak ja…

Właśnie moja droga, dobrze, że dodałaś tu słowo: z Austrii! Mimo tego, że te fotki wykonane były jeszcze jakimś innym państwie, gdzieś w jakiejś miejscowości nad morzem… Moja Kochana, czy Ty naprawdę tego nie dostrzegasz, że jednak wszyscy mamy tu w Polsce „troszkę” inną tą sytuację. A to, że Ty się tak tym wszystkim interesujesz, to absolutnie nie uważam, aby było czymś złym i negatywnym! Wręcz odwrotnie, wydaje mi się to niejednokrotnie genialne, że tak skrupulatnie do tego podchodzisz i tak jakbyś chciała dowiedzieć się o „przeciwniku” [koronawirusie, sytuacji w Polsce i na świecie] jak najwięcej.

No tak, ale powinnam cieszyć się tym życiem, a nie skupiać się na takich smutnych wiadomościach…

A czułabyś się wtedy lepiej? Nie wiedząc tego wszystkiego, czego już się dowiedziałaś? Przecież dobrze wiesz, że Ty najlepiej się czujesz, jak jeszcze ktoś potwierdzi, to co się już Tobie może zaczęło wydawać. Zapominasz chyba o jednej NAJWAŻNIEJSZEJ RZECZY: że ZAWSZE BYŁAŚ TAKĄ SKRUPULATNĄ, RZECZOWĄ OSOBĄ. Wielokrotnie nie chciałaś przyjmować czegoś za prawdę, tylko dlatego, że ktoś to powiedział i tak twierdził. Znacznie bardziej wolałaś to sama sprawdzać lub opierać się na jakichś „bardziej rzetelnych i sprawdzonych” źródłach wiedzy. I dlatego właśnie wciąż ich „poszukiwałaś”, no ok., dobrze wiemy, że obecnie Ty wcale ich nawet celowo już nie szukasz, tylko one się Tobie „jakoś” /znowu rzec bym mogła/ „magicznie” wręcz (?) pojawiają.

No właśnie, czy to nie jest jakieś co najmniej „dziwne”, że akurat mi się to zdarza? Powinnam się przecież skupiać teraz TYLKO I WYŁĄCZNIE NA DOBRYCH I POZYTYWNYCH RZECZACH, a wciąż natrafiam na takie informacje…

Aby poznać dobrze rzeczywistość, trzeba się niestety zmierzyć także z jej „ciemnymi” stronami. A wiedza o wszystkim [także o tych negatywnych aspektach] myślę, że jest szalenie ważna, bo czyni Ciebie bardziej świadomą tego wszystkiego. Jak byś się czuła choćby nie wiedząc o tym, że wcale nie trzeba wszędzie tych maseczek zakładać? Tylko przypuszczając, że to wszystko jest jakąś straszną manipulacją… Moja droga, przecież wtedy byłoby Ci jeszcze trudniej, gdybyś tak sobie znowu tylko „w swojej głowie” myślała, nie wiedząc o tym kompletnie, czy to jest jednak słuszne, co się Tobie rodzi w myślach i bałabyś się wtedy przecież, że to TYLKO TOBIE SIĘ TAK „WYDAJE”.

No tak, wiem, że masz rację… odczuwam po prostu teraz już zmęczenie [a jest godz. 14:35]

Ok, moja droga, dokończymy tą rozmowę później, jak wrócisz ze „spaceru” do sklepu choćby, ok? Potrzebujesz po prostu świeżego powietrza i dziś pokazuje się nawet trochę słonka. Nie zapominaj kochana, że Ty już od rana znowu zaczęłaś pracować! Po swoim MGŚ, wywiesiłaś już pranie na balkonie, wysłałaś @ z zapytaniem apropos tych zakupionych RĘKAWIC NITRYLOWYCH BEZPUDROWYCH OCHRONNYCH, zaczęłaś hibernację rzeczy na swojej komórce, gdy sprawdziałaś w necie, co to dokładnie oznacza https://www.download.net.pl/jak-hibernowac-androida-po-wylaczeniu-ekranu-i-oszczedzac-baterie/n/5915/

Wróciła z tego „spaceru” do warzywniaka p. Piotra. Jest dziś bardzo nieprzyjemnie, bo dość mocny wiatr i odczuwalna temperatura 9 st.C. Lecz co tu chyba w jej odczuciu najważniejsze: słońce pokryły chmury i to nawet takie szare/ deszczowe. Doszły ją nawet słuchy, że w jakichś miejscowościach może także śnieg jeszcze poprószyć… , ale i tak zaczęłyśmy kontynuację tej zaczętej wcześniej rozmowy…

To, jak kochana teraz się czujesz? – zaczęłam. Odpoczęłaś choć troszkę, przewietrzyłaś swoją głowę? – pytam.

Owszem, tak, jak wspominałam wcześniej i tak miałam wyjść się przejść, choćby oddać p. Piotrowi te pojemniki od jaj, których uzbierałam już dokładnie 3 na 6 jaj, ostatnio jednak, jak byłam u niego właśnie i chciałam zakupić również mniej niż 10, niestety jednak zapomniałam tego pojemniczka z domu i zapytałam tylko czy ma jaja [nie swoje własne oczywiście] undefined i jeśli tak, to ja zaraz wrócę do domu, po ten pojemnik [choć szczerze mówiąc liczyłam na to, że sprzeda mi tych 6 jaj nawet w tym opakowaniu na 10]. Odparł, że tak się składa, że wcale nie muszę iść do domu, ponieważ ten ma również opakowanie na 8 jaj i do niego mi przełożył tych 6 jaj 💪. I tak dziś odniosłam mu te wszystkie pojemniczki, tzn. jeden na 6 zostawiłam sobie tu w domu, by mieć.

To świetnie, spójrz zrobiłaś ponownie coś pożytecznego, odniosłaś te pojemniczki i nie dodałaś jeszcze nawet, że zapytałaś, czy te maseczki, które mu ostatnio zostawiłaś, czy się przydały, czy komuś je dalej podarował.

No tak, ale jakoś mimo to, jestem w takim nędznym tym humorze… Może jestem już po prostu zmęczona…

Całkiem możliwe, ale nie zapominaj jeszcze o tym, że wciąż o tylu rzeczach Twoja głowa myśli… Poza tym, moja droga, na Twój obecny stan zmęczenia może przecież równie dobrze wpływać to, iż wczoraj dostałaś swój okres.

Tak, jestem tego świadoma, że to również jest możliwe…, choć dobrze wiesz, że ja nigdy nie lubiłam zwalać swojego zmęczenia, ani „dziwnego” nastroju na jakieś „zewnętrzne” czynniki.

Doskonale to mi już nie raz przecież pokazałaś, że Ty tak bardzo chcesz o wszystkim sama decydować i sama na to wpływać. Jednak moja droga, dodam tylko na takim „marginesiku”, że TWÓJ ORGANIZM PRZEDE WSZYSTKIM ULEGA SZYBCIEJ ZMĘCZENIU I TY NIE MASZ NA TO WCALE ŻADNEGO WPŁYWU! Zatem powinnaś chyba być bardziej dla siebie wyrozumiała, zwłaszcza, jak masz jeszcze „te dni”, a przecież dobrze wiesz, że generalnie dużo kobiet jakoś ciężej je znosi.

Tak słyszałam, że podobno tak właśnie jest. Ale ja, jak już wiesz, nie mam ABSOLUTNIE ŻADNYCH OBJAWÓW I „DOLEGLIWOŚCI”.

Więc nic, tylko się z tego cieszyć!

A czy ja, przepraszam bardzo, narzekam z tego powodu? Wiem dobrze, że jestem tak naprawdę szczęściarą pod tym względem, że właśnie mój okres nie objawia mi się generalnie niczym innym, niż takim zmęczeniem… Tylko do tej pory to było raczej zawsze tak „przed tym” nim się w ogóle pojawił…

Moja droga, nawet nie wiesz, jak Ty mnie teraz rozśmieszasz…, jesteś właśnie taka zabawna, że poważnie już tu nie mogę ze śmiechu… 😉Dobrze już o tym słyszałaś choćby od tej Angeliki, że ona generalnie w te dni jest po prostu w ogóle jakaś „nie do życia”, a Ty nie potrafisz sobie tego czasu tak dla siebie samej po prostu „podarować” i odpuścić sobie troszkę, a nie ciągle tylko być na wszystko gotowa… Lepiej w takim razie opowiedz choć, tą sytuację o tym kubeczku menstruacyjnym, jaką on radość w Tobie wywołuje.

Jeśli masz tu na myśli to, o czym Ci opowiadałam wcześniej, hehe, to tak, masz rację! Zawsze, jak sobie pomyślę, że go mam/ posiadam, to jestem w tak wspaniałym nastroju, hehe 🤣. Pomyślcie tylko, tu choć nie muszę już co miesiąc niczego więcej zakupować, czyli biegać do sklepów, lub myśleć o w ogóle jakimś „zaopatrzeniu” na te dni właśnie. Tylko mam sobie ten kubeczek, który wyjmuję z szafki i wkładam po prostu w siebie, po czym go systematycznie po prostu opróżniam z tej krwi i wkładam w siebie ponownie pusty. No dobrze, to skoro mam być zwłaszcza w „te dni” dla siebie bardziej łagodna, to teraz pójdę zrobić sobie jeszcze kawkę 😛 Do niej prawdopodobnie sobie włączę do oglądania dalej ten mój obecny film JEDZ, MÓDL SIĘ, KOCHAJ 🧡.

No w końcu widzę, że zaczynasz działać/ myśleć bardziej „standardowo”, Ty NIESKLASYFIKOWANA! 😉 Także zmykaj robić sobie tą kawkę, a ja tu może popiszę troszkę dalej jeszcze tak od siebie. No ale zobaczymy, jak to będzie. Tak, ja również chętnie się z Tobą jej napiję!

Kochani, wróciłyśmy i tak obydwie pijemy tą pyszną kawkę i również we dwie jemy sobie do tego jogurt z owocami [ach… tylko Mała Mi potrafi tak pysznie to przygotować]. Tu się jednak już rozdzieliłyśmy, ona poszła oglądać sobie ten film, ja rzekłam, iż chciałbym tu jeszcze popisać. Bo ponownie mam o czym.

Otóż, moi drodzy, muszę Was po prostu jeszcze o tym poinformować: Pamiętacie, jak pisałam Wam jeszcze wczoraj, iż ona zaczęła teraz również dbać o siebie? Wczoraj, moi drodzy tego jednak wcale nie zrobiła… Bowiem po tym , jak się umyła, była już tak zmęczona, że po prostu zrezygnowała już z siebie i dziękowania za to, że ma już przy sobie „swoją bratnią duszę”, wciąż bowiem myślała o tym, aby zrobić to, co obiecała przecież robić dla swojego brata, mamy i Gabi, której to powiedziała już o tym oficjalnie zresztą!

Mała Mi, tu muszę przyznać z dumą, należy do osób, które nie „puszczają słów na wiatr” i jak już coś komuś obiecała, to „stanie na głowie”, aby tego dokonać! I tak właśnie leżała już w łóżku i czuła to po prostu, że to byłoby całkowicie nie fair, gdyby teraz zajęła się tylko swoimi sprawami! Ona nie umie być taką egoistką, dlatego tak leżała i wypowiadała [nadal z wiarą] te słowa: DZIĘKUJĘ ZA PONOWNIE SPRAWNYCH MOJEGO BRATA I GABI, ORAZ ZNOWU DOBRZE WIDZĄCĄ MAMĘ. 💕💖🧡

Tego chyba jeszcze nie wiecie, ale muszę to napisać. Z pewnością niektórzy z Was także tak macie, hehe, jak? Już Wam mówię, otóż nie wiem, czy rzeczywiście, ale choć przedstawię Wam w skrócie, o co chodzi i co mam na myśli. Chodzi tu o takie „zjawisko”, iż czasem wystarczy usłyszeć tylko jakieś pierwsze słowa „czegoś” i już ciągnie się za Wami jakaś czy to „piosenka, wiersz/ powiedzonko itp. W każdym razie chodzi o coś, co ma dokładnie takie słowa. Nasza „gwiazda” np. tak właśnie ma po dziś dzień , a pamięta, że zaczęło się to jeszcze, jak leżała w szpitalu po tym wypadku właśnie.

Jak już oczywiście potrafiła znowu „jakoś” mówić, to za każdym razem tak miała, że jak ktoś użył jakichś słów, które jej się z czymś z kolei kojarzyły, to automatycznie zaczynała to „śpiewać/ recytować” undefined Po dziś dzień np. pamięta, jak w szpitalu, gdy chodziła jeszcze na zajęcia do logopedki i ta wystarczyło, że coś powiedziała z wyrazem „może tak”, to Mała Mi zaczynała zaraz: Może tak, może nie? może hm… a kto to wie?

Później Gutek jej powiedział, że to jest przecież tekst piosenki Kaliber 44 – Może tak, może nie [https://www.youtube.com/watch?v=x0s8XaZFUp4], hehe 🤣 Ona kompletnie tego nie wiedziała, nawet w życiu nie pamiętała tego zespołu…, robiła to, jak widać, całkiem nieświadomie/ podświadomie. A to był chyba jeden z tych „ulubionych” jeszcze zespołów jej byłego, no w każdym razie, za czasów, jak się dopiero spotykali. Właśnie odnalazła ten tekst tu na kompie:

A może tak, a może nie?,
A może tak, a może tak, a może nie? [x3]
A może yhy?, A może y-y?, A może hmm? A kto to wie?

Ach, pamięta, że było tego serio całe mnóstwo… Z takich, które jeszcze najbardziej „charakterystycznych” i „pamiętnych” rzeczy, to choćby to… Ktoś powiedział wyraz „Super”! A ona zaczynała wtedy zaraz automatycznie śpiewać „SUPER „CHRUPER”, CO TO ZA SMAK, TO EKSTRA CHIPSY, A DŹWIĘK TAKI CZYSTY” 🤣. Kojarzyła to sobie z jakiejś reklamy chipsów, którą kiedyś za dzieciaka jeszcze musiała oglądać i słyszeć. No przyznać musicie, że jakieś niebywałe rzeczy jej w tej główce pozostawały, hehe😜 No jednym słowem, patrząc na nią wtedy z boku, można byłoby pomyśleć, że „biedne dziecko”, buhaha

Czy np. kolejne, jak usłyszała, że ktoś powiedział słowo „PIĄTEK”, to ta zaczynała zaraz „PIĄTEK, TYGODNIA KONIEC I POCZĄTEK…” Przyznać musicie, że taka z niej mała „artystka” już wtedy wychodziła, hehe. A tak serio, to ja właśnie teraz sobie na to jeszcze raz spojrzałam z troszkę innej strony, że spójrzcie, obecnie już nawet nie jestem pewna, czy każdy z Was tak ma i właśnie od razu jakoś tak jakby „automatycznie” zaczynacie kojarzyć coś z czymś /tak bez większego zastanowienia/ i do tego zaraz nawiązywać.

Może to właśnie było charakterystyczne TYLKO DLA NIEJ! Powiem Wam, że mi to się kojarzy z taką „artystyczną duszą”! A ona przecież na każdym niemal kroku coś „tworzy” i nieustannie tu jej coś powstaje. Nie ważne, że czasem tylko w głowie, ale, ale [ooo i tu już ponowne nawiązanie do tej piosenki Liroya Ale, ale nie przejmuje się tym wcale/ Zabawa trwa cały rok jak w karnawale🤣] ona już w szkole podstawowej pamięta, że jak widziała nawet na tablicy jakieś „maziaje” to czasem ewidentnie dostrzegała w nich również czy to jakąś postać, czy twarz.

Dodam tylko jeszcze, że Mała Mi potrafiła kiedyś bardzo ładnie malować, tzn. ona nigdy tak nie twierdziła, bo jej zdaniem to zawsze było coś przeciętnego. Choć muszę Wam powiedzieć, że jak widziałam ją siedzącą z tymi pędzlami w kuchni, to poniekąd dostrzegałam to również, że siedzi przede mną taka właśnie „artystyczna dusza”. O tym chyba już sama także wspominała, że jeszcze kiedyś potrafiła pięknie śpiewać [dostała w szkole na muzyce wyróżnienie, że może nawet się starać do pójścia dalej do szkoły muzycznej, a później zaczęła także pogrywać na gitarze] i nawet tańczyć [przez jakiś czas brała udział w zajęciach szkoły tańca nowoczesnego, do której się zapisała].

Powiem Wam, iż ja odnoszę nieustanne wrażenie, że mam do czynienia z kimś wyjątkowym. Pokazuje mi to choćby tym blogiem właśnie, który przecież sam w sobie wygląda już jak jakieś „arcydzieło”: te tytuły wpisów, do tego obrazki wyróżniające/ muzyka + w każdym jeszcze „po drodze”, czy to jakieś zdjęcia, obrazki, cytaty = to wszystko muszę przyznać jest już dla mnie jakimś „majstersztykiem” 👩‍🎨.

Ach…, moi drodzy, ja jestem nią naprawdę wprost zachwycona! Ale nie tylko tym, jakim ona się stała człowiekiem, teraz po tych wszystkich wydarzaniach. Nie! Moi drodzy, przecież ona zawsze była właśnie taką osobą, która nie tylko łatwo się nie poddawała! To niesamowite, ale ona mnie tak bardzo rozczula wręcz tym wszystkim, co teraz już potrafi, do czego SAMA DOSZŁA/ SWOIM UPOREM I WYTRWAŁOŚCIĄ. Muszę Wam powiedzieć, że ona niejednokrotnie nie zdawała sobie sprawy z tego, że ona to robi, a właśnie dopiero później, jak czegoś słucha, to tak sobie myśli… ale Ja przecież już dawno tak postępuję i właśnie to wykonuję!

Dziś np. jeszcze usłyszała w jakiejś reklamie w muzyce, której słuchała do gimnastyki, zacytuję Wam teraz tą reklamę, bo tak niezmiernie ją to poruszyło, co słyszała, w niej to: Jestem 4F https://www.youtube.com/watch?v=s8BET9BzqrY

NIEKTÓRZY NAZYWAJĄ MNIE SZALEŃCEM, BO WALCZĘ O ZASADY, INNI WOJOWNIKIEM,

ZWYCIĘZCĄ NIE JEST TEN, KTÓRY NIGDY NIE PRZEGRYWA, TYLKO TEN, KTÓRY SIĘ NIE PODDAJE!!!

BÓL WALKI JEST TYMCZASOWY, A BÓL PODDANIA SIĘ BOLI CAŁE ŻYCIE.

KOCHAM SWOICH WROGÓW, BO CZYNIĄ MNIE MOCNIEJSZYM. MOŻE NIE WIDZĘ JESZCZE ZWYCIĘSTWA, ALE WIEM, ŻE JEST TUŻ ZA ROGIEM! NIGDY SIĘ NIE PODDAM, NIGDY! TYLKO KWESTIE HONORU MOGĄ MNIE Z TEGO ZWOLNIĆ.

NIGDY NIE PRZEGRYWAM, MAM NAJWYŻEJ CENNĄ LEKCJĘ!

Dziś, 13.V.2020, ŚRODA, jakoś ewidentnie wszystko szło jej nie tak, jakby tego chciała. Już nawet zaczęła sobie śpiewać tą piosenkę, znów zmieszała właściwie słowa dwóch różnych, hehe, bo tak: „13-tego wszystko zdarzyć się może…” , a druga to było ewidentnie „13-tego maja… „ [tylko, że tu jeszcze: w piątek…- to już oczywiście pominęła😋].

W każdym razie już Wam donoszę, jaka z tej Małej Mi jest naprawdę wyjątkowa kobieta, ona wciąż ma trudności z takim pełnym zauważeniem tego, choć muszę tu powiedzieć, że coraz bardziej dostrzega, jak już dojrzała i z iloma rzeczami/ sprawami sobie świetnie radzi. Np. po raz kolejny zauważyła, że naprawdę najlepiej na tym wychodzi, jak jednak słucha siebie samej. Kompletnie nie miała dziś np. siły, by powstać do tych swoich ćwiczeń, ale jakoś szczególnie się tym nie spinała, dobrze pamiętała bowiem, aby niczego na sobie nie wymuszać, jak przecież czegoś wcale robić nie musi

Zatem po medytacji, zabrała się za to, co zrobić miała, a było to opłacenie internetu i wciąż myślała o tych nieszczęsnych [teraz sobie myśli] rękawiczkach, które jeszcze kiedyś zamówiła. Patrzy, a tam na swojego @, którego wysłała dokładnie 12 maj, 12:53:

Dzień dobry, 
Jeszcze 17.04.2020 zakupiłam rękawice nitrylowe ochronne [jak w załączniku], jest już 12.05.2020 a ja NADAL ICH NIE MAM… Chciałabym wiedzieć dlaczego? I gdzie obecnie znajduje się ZAKUPIONY PRZEZE MNIE TOWAR?

Otrzymała taką odp.jeszcze, czy może raczej „już” o

03:34 (14 godzin temu)

Drodzy klienci, witam.

Przepraszamy za powstałe niedogodności.

Twoja paczka została wysłana na czas, ale zaginęła w transporcie. Ponownie wysłaliśmy paczkę. Czy mógłbyś poczekać kolejne 10-15 dni? Jestem gotów zwrócić 20PLN jako rekompensatę za długie oczekiwanie. Co sądzisz o tym rozwiązaniu?

Jeśli masz jakieś pytania lub problemy, skontaktuj się z nami.

Pozdrowiam

Nasza „gwiazda” tak o tym myślała, co ma odpisać, szczerze mówiąc zastanawiała się nawet, czy nie zadzwonić do swojego brata i o to nie podpytać o jakąś radę… Ale wreszcie pomyślała, że nie będzie mu jeszcze zawracać głowy swoimi sprawami i podjęła sama decyzję odpisać w ten sposób:

Witam,
Nie ukrywam, że jestem naprawdę bardzo hmmm… [nawet nie wiem, jakie wyrazu tu użyć, aby zachować w miarę „poprawną” wersję tego, co chcę napisać, ok. chyba już mam to słowo!] ROZCZAROWANA. Tak się składa, że POTRZEBUJĘ TYCH RĘKAWICZEK KAŻDEGO DNIA. Zatem myślę, że ta rekompensata w wys. 20 PLN jest co najmniej „zabawna”. Dokonałam płatności 17.04.20 [ponieważ to był piątek, więc ok. napiszę, że czekam na te rękawiczki tak od 20.04.2020] do tej pory musiałam zabezpieczać dłonie czym innym, a teraz Państwo mi piszą, że jeszcze mam czekać na to kolejne 10-15 dni i to TYLKO ZA 20 PLN? Może zastanowiłabym się nad tym, jakby było to 40 PLN… 
Pozdrawiam,

Doszła do takich wniosków: że przecież zamówiła RĘKAWICE NITRYLOWE BEZPUDROWE OCHRONNE 100 SZT M za  89,00 PLN, gdyż to, wiecie, były te czasy jeszcze tej „paniki”, gdy nikt nie wiedział do końca, z czym mamy do czynienia… Tak sobie właśnie wydedukowała, że nie dość, że tak długo musiała na nie czekać i wciąż ich nie otrzymała, to teraz jeszcze jej proponują czekanie kolejnych dwóch tygodni. Pomyślała sobie: no nie, litości! I tak, jak napisała powyżej, jak wychodziła gdzieś do sklepu, to musiała zawsze coś innego nakładać na dłonie, to teraz nie ma najmniejszego zamiaru czekać dalej i tym samym wymyślać tu sobie kolejnych rzeczy na te dłonie i to za ich tylko 20 PLN rekompensaty…

Z tego też powodu napisała właśnie @ o treści, jak powyżej. Myśli sobie: „cholerka, no ok, potrafię wiele zrozumieć, ale oni powinni się przecież również liczyć ze swoimi klientami!”[do tej pory, jest teraz godz. 18:23] nic jej jeszcze nie odpisali. Ale ona już nawet pomyślała, że przecież i tak te rękawice potrzebne jej są tylko, jak generalnie wchodzi do jakiegoś sklepu i tam wybiera towar [bo naciskając numerki na domofonie, robi to raczej albo przez jakąś chusteczkę, albo przez woreczek foliowy 🤣]. Zatem stwierdziła, że zaryzykuje, jak nie będą chcieli / nie będzie im się opłacało dać jej rekompensaty w takiej wysokości, jak zaproponowała, to po prostu poprosi o zwrot całej kwoty i jakoś się przecież bez tych rękawic obejdzie. A ma jeszcze w domu trochę/ kilka zakupionych kiedyś takich do sprzątania. Tylko, że te są z pudrem w środku…, no ale co zrobić? Ważne, że ma jeszcze jakieś w ogóle, hehe 😜

I była dziś w jakimś takim w ogóle „dziwnym” tym nastroju, bo już po przebudzeniu zaczęła ponownie myśleć o swoim bracie, jak mogłaby mu pomóc… oraz mamie…, no i obiecała także robić to dla tej Gabi właśnie…, zapominając przy tym kompletnie o własnej osobie. Ale tak leżała właśnie w łóżku i myśli sobie: „Ok., spokojnie, nie wszystko na raz! Zacznij, moja droga powolutku i się aż tak bardzo nie spinaj! Najważniejsze przecież, że w ogóle o nich pomyślałaś, aby to wykonywać w ich intencji!”

Lecz tak jeszcze sobie leżąc zastanawiała się, jakby to zrobić, aby również wplatać tam swoje własne życzenia, czy może raczej podziękowania za to, że ON PRZY NIEJ JUŻ JEST i tworzą piękny związek razem. Ah… nawet sobie nie wyobrażacie, jakie to właśnie w tym momencie było dla niej trudne, móc przywołać te odczucia, jakie mogłaby w sobie już mieć, wiedząc, że już GO SPOTKAŁA I PRZY SOBIE MA… Ale jakoś próbowała to w sobie „wymusić”, te odczucia, hehe 😉, prawda, że brzmi co najmniej „zabawnie” i „śmiesznie”? Choć może nie całkiem. Jak ma się głowę tak zaprzątniętą różnymi myślami…

Jeszcze rano, dzwoniła do swojej mamy [ta właśnie dotarła do babci] i tak w sumie chciała podpytać, co życzyłaby sobie na Dzień Matki. Dobrze zna swoją mamę i wiedziała, że mimo tego, że wiele rzeczy jej brakuje, to i tak by jej tego nie powiedziała… Mała Mi zawsze do tej pory po prostu jakoś sama tak, będąc u niej to dostrzegała i sobie „notowała” takie rzeczy w głowie. To teraz przecież nie mogła sama wiedzieć, bo jej tam nie było, ale jak usłyszała, że mama zakupiła sobie właśnie taką miskę, która „może być do robienia ciasta bo ma na środku otwór do mieszadeł od miksera lub można mieszać sałatki itp.” zapytała mamy, ile ona kosztowała, ta rzekła, iż 20 PLN, to Mała Mi zaraz jej przelała za to kaskę, by miała jako prezent od niej właśnie.

Następnie, pomimo, że już zaczęło nawet piękne słonko znowu świecić… naszej bohaterce jakoś w ogóle nie chciało się wychodzić na dwór… Dlatego pomyślała, co ma jeszcze na swojej liście „to do” i w ten sposób choć zaparzyła sobie rumianek [w sumie 4 herbatki ekspresowe, bo tak: 2 na powieki i 2 pozostałe na te krosty, które wciąż ma na tej swojej brodzie, hehe]. Także położyła się tak nawet w śpiwór, pozasłaniała okna i pomyślała, że to będzie ten czas, gdy zacznie dziękować za swoją „Trójcę” i również za to, że ma przy sobie w końcu swojego ukochanego.

Tak też właśnie zrobiła, a to trwało ok. 30/ 40 minut. Dalej wykonała jeszcze krótką drzemkę i jak wstała to włączyła sobie z powrotem WiFi i widzi, iż mama jej napisała, że wybiera się właśnie do chłopaków [a Marcin ma już u siebie synka], bo właśnie do niej dzwonili i mówili, że chcieliby już zjeść obiad 😊. Mała Mi tak sobie pomyślała, że właściwie sama również powinna już powoli szykować coś do zjedzenia. A miała wczoraj ugotowaną kaszę, zrobiła sobie do tego sałatę i usmażyła jeszcze jajo. Miała wprawdzie jeszcze szparagi, ale póki co, je sobie tylko obrała, bo pomyślała, że to, co ma zdecydowanie jej wystarczy, zatem tak przygotowane umyte i „obrane” wstawiła z powrotem do lodówki.

W międzyczasie zdjęła z balkonu pranie i popatrzyła, że prócz tego, że wiał wiatr, było naprawdę przyjemnie… Jednak tak bardzo nie chciało jej się dziś wychodzić, a niczego nie potrzebowała nawet „załatwić”, więc stwierdziła, że skoro nie musi, to nie będzie w ogóle się z domu ruszała. Ale za to, skoro to pranie już z tego balkonu zdjęła, to postanowiła, że właśnie tam przestawi ten leżak, najwyżej cieplej się ubierze i na nim właśnie będzie sobie odpoczywać. Od ok. 14:30 tak właśnie zrobiła, moi drodzy, jaka ona była wdzięczna, że ma teraz w ogóle ten balkon! Tak sobie leżała, okryła się nawet kocem, słonko tak ładnie ogrzewało jej twarz, było jej po prostu „bosko”.

Ponieważ na parapecie tam położyła sobie również książkę undefined, więc po tym, jak już sobie troszkę odpoczęła, wzięła również ją do ręki i zaczęła dalej czytać, a tam natknęła się ponownie na słowa, ma tam oczywiście całe mnóstwo ich pozaznaczanych [jak już pewnie wiecie], lecz dosłownie dziś jej uwagę najbardziej przykuły te właśnie słowa, które wypowiedział Emerson:

„PRZESTAŃMY WARCZEĆ PRZECIWKO ZŁEMU. OPIEWAJMY PIĘKNO DOBREGO”

Czy to nie wspaniałe? To, czemu zdecydowanie powiesz „NIE”, zniknie z twojego doświadczenia. (…)

Uznała, że te słowa są dokładnie dla niej! Właściwie już jakoś na dniach postanowiła, że nie będzie już się koncentrowała na tym wszystkim, co się obecnie dzieje w naszym świecie. Nie zagląda już nawet na LI, a tym bardziej na tego „nieszczęsnego” fejsa… Ją po prostu to wszystko zaczyna przerażać… I właśnie dlatego postanowiła koncentrować się już TYLKO I WYŁĄCZNIE NA TYM, CO DOBRE, WZNIOSŁE, POZYTYWNE.

Ok. tu nie może się wprost powstrzymać przed zacytowaniem kolejnych słów z tej jakże mądrej książki:

[142] Wszystkie rzeczy przemijają. Warunki nie tworzą nowych warunków. Pierwotną przyczyną są Twoje myśli i uczucia. MYŚLI I UCZUCIA TWORZĄ TWOJE PRZEZNACZENIE, REPREZENTUJĄ TWOJE UMYSŁOWE NASTAWIENIE I SPOSÓB, W JAKI WIERZYSZ. Warunki i okoliczności pełnią jedynie rolę sugestii. MASZ MOC ZAAKCEPTOWANIA ICH BĄDŹ ODRZUCENIA. Decyduj, wiedząc, że Nieskończona Inteligencja wskazuje drogi wyjścia. Kontempluj sposób, w jaki twoim zdaniem wszystko powinno się ułożyć, a góra (problem) stanie się niziną i wszystkie pagórki (trudności i przeszkody) znikną. (…)

Mów „TAK” jedynie tym ideom, które leczą, błogosławią, budzą natchnienie, wznoszą i uszlachetniają twoją duszę. Bądź pewien, że zdecydowanie i dobitnie powiesz „NIE” każdej myśli niosącej strach, zmartwienie, urazę, nieżyczliwość, gorycz lub wrogość. Pamiętaj, że wszystko, czemu powiesz „TAK”, zostanie złożone w twojej podświadomości i w rezultacie uzewnętrzni się w doświadczeniach, warunkach, okolicznościach i zdarzeniach.

Następnie /troszkę bardziej uspokojona/ weszła już do mieszkania. Ach tak, bo jeszcze tego nie wiecie, że jak rozmawiała ze swoją mamą, obydwie się pytały, czy u każdej wszystko w porządku, tzn. Mała Mi zapytała tu oczywiście również o babcię i swojego brata. Jej mama wtedy do niej, jak ona sobie radzi i czy nie czuje się tu samotna? Ponieważ ona nigdy z mamą na takie tematy nie rozmawiała…, dlatego teraz rzekła po prostu, że NIE, ONA MA TU CO CHWILĘ COŚ DO ROBOTY, często po prostu sama sobie wymyśla jakieś zajęcia nawet.

A właśnie w tym momencie czuła się zdecydowanie bardzo samotna i taka wręcz znowu „do niczego”… Ona nigdy nie potrzebowała mieć jakoś tłumów ludzi wokół siebie, ale TEGO JEDYNEGO jej właśnie wciąż brakuje… Lecz odpowiedziała po prostu to, co powyżej właśnie. Bo ona nigdy nie czuła, że ma ze swoją rodzicielką taką „więź”… i dlatego wcale nawet nie chciała już nic jej wspominać o tym, że co? Czuje się samotna?

Dokładnie o godz. 17:38 otrzymała jeszcze od Gabi takie „bekowe” obrazki, spójrzcie tylko: undefinedundefined

Więc, jak już weszła do tego swojego „M4”, zabrała się zaraz za prasowanie tych rzeczy, które wcześniej zdjęła z suszarki z balkonu. Nawet poskładała je ładnie i pochowała od razu do szafek. Pomyła naczynia i zrobiła sobie jeszcze kawkę, chwilkę się zastanawiając, co sobie do tego włączyć. Ale pomyślała, że zaczęła już przecież do śniadania jeszcze, oglądać te „nieszczęsne” [to pierwsza myśl, jaką wtedy miała] MORSKIE OPOWIEŚCI cały film PL https://www.youtube.com/watch?v=NG3IQFaYwso.

Nie umie tego nawet dobrze teraz wytłumaczyć, ale coś jej mówiło, by może jednak obejrzała ten film do końca… Dlatego teraz chyba tak bardziej dla „beki”/ eksperymentu/ doświadczenia, puściła go sobie dalej i muszę Wam powiedzieć, że w sumie przestała jednak żałować, choćby dla tych cytatów:

„(…) zaklęcia są katalizatorami miłości. Kiedy się zakochujesz, zaczyna się prawdziwa miłość. Miłość to praca, a nie choroba!, jak wmawiali nam znawcy Starożytnej Grecji. Wszystko nabiera sensu (…) zakochałem się w rybie, to wymaga wysiłku, ale nie boję się go, ponieważ na tym polega MIŁOŚĆ 

Muszę Wam powiedzieć, że Mała Mi tu pomyślała właśnie znowu o sobie, że te słowa: „zakochałem się w rybie, to wymaga wysiłku, ale nie boję się go, ponieważ na tym polega MIŁOŚĆ” to mogłoby być też o niej/ do niej= BARDZO BY CHCIAŁA SPOTKAĆ TAKIEGO MĘŻCZYZNĘ, który by mógł jej to powiedzieć 🌞. Ona jest wprawdzie tylko rybą zodiakalną, ale też jest przecież taka „inna” niż wszyscy😋

Przebudziła się [CZWARTEK, 14.V.2020] o 5:48, odczuwała dziś takie niesamowite szczęście. Piszę w czasie przeszłym, ponieważ odnoszę się dokładnie do tej godziny, teraz jest cały czas jeszcze w takim stanie i nastroju. Ale posłuchajcie proszę dalej, jak to wszystko się „odgrywało”. Otworzywszy tylko swoje piękne oczęta, już czuła, że jest jej tak dobrze. Naprawdę z wielu powodów! Już Wam piszę:

  1. Cieszyła się nade wszystko, że zdobyła tą potrzebną jej wiedzę [odnośnie tego koronawirusa, sytuacji na świecie, jak i przede wszystkim w naszym kraju] i dlatego teraz już spokojna [bo jednak wielu rzeczy bardziej świadoma], mogła to po prostu zostawić i skoncentrować się już na tych rzeczach zdecydowanie przyjemniejszych dla niej! Czyli po prostu skupiać się przede wszystkim na tym, co pozytywne, dobre i piękne 🌞🍀🧡 i temu właśnie dalej przekazywać swoją energię!
  2. Była taka zadowolona, że jednak sięgnęła jeszcze po tę książkę i dzięki niej wyczytała po raz kolejny właściwie, to co ona już przecież i tak dawno wie, ale zawsze czuje się po prostu pewniej, jak może to jeszcze raz przeczytać/ usłyszeć od kogoś mądrzejszego/ wiedzącego więcej.
  3. W dodatku jeszcze wieczorem dostała od swojej mamy takie wspaniałego @:

Monia dziękuję za przesłane pieniądze. Mogłaś wcale nie przysyłać , a Ty jeszcze 10 zł więcej dałaś. Ja jak wracałam od babci zdążyłam trochę zmoknąć, bo tak lunął deszcz jak już stałam na przystanku. A jeszcze wyobraź sobie, że zostałam wyproszona z tramwaju przez motorniczego, jeszcze ze mną chyba 2 osoby, bo już wszystkie dostępne miejsca były zajęte. No i powędrowałam na następny przystanek żeby nie sterczeć, a tam na Gwiezdnej wsiadłam w autobus 7. Babcia we wtorek też miała taką sytuację, gdy chciała jechać na rynek też nie została wpuszczona do tramwaju, bo już nie było miejsc i w końcu wróciła do domu bo było bardzo zimno i zdążyła już zmarznąć. No niestety widzę, że kierowcy i motorniczy stosują się ściśle do wytycznych. W  domu tylko zabrałam to, co potrzebne do obiadu i pojechałam do chłopaków. A oni już byli głodni i czekali tylko na obiad. A nasz mały głodomorek jak nie mógł się już doczekać… bo musiałam obrać ziemniaki i ugotować oraz zrobić surówki. Więc Kacperek zaczął mi podjadać całą surową marchewkę i ogórka i nawet zjadł plaster pomidora, a wcześniej nie chciał jeść pomidorów. A obiad zjadł i to wszystko. Za chwilę chciał się ze mną siłować i wygłupiać. Mówiliśmy, żeby odpoczął po jedzeniu, bo będzie go brzuch bolał, a on mówił, że najwyżej się porzyga. Ale zabawa trwała trochę tylko, bo Kacperek miał do odrobienia lekcje i to dużo, bo jakieś jeszcze zaległe, więc ja pojechałam do domu. Tak to minął mi dzień, a na koniec jeszcze poszłam do kościoła na majowe i podziękowałam Bogu, że wszyscy jak na razie jesteśmy zdrowi, dobrze sobie radzimy i trzymamy się dzielnie. Kochana Tobie życzę wypoczynku dobrego. Pewnie jadłaś na obiad szparagi i ciekawe czy wyszłaś w końcu na spacer czy sobie odpuściłaś. A od poniedziałku będą już czynne gabinety fryzjerskie i kosmetyczne. Trzeba będzie umawiać się telefonicznie i przychodzić w maseczkach. To buziaki Monia i dobrej, spokojnej nocki.😘😘😆

Kochani, ze swoją gimnastyką była GOTOWA już o 8:11 💪 Po tym uruchomiła WiFi i … tu niestety już zaczęła tego znowu powoli żałować…, gdyż ujrzała na fejsie kolejną bardzo ważną wiadomość apropos maseczek [info od lekarza], którą chciała od razu udostępnić dalej:

SŁOWA lekarza „akademickiego ” – praktykującego
Waldemar Tomasiuk napisał
„Po wczorajszej wycieczce rowerowej gdzie mijałem mnóstwo ludzi i dzieci bawiących się w maseczkach muszę o tym napisać.
Przez studiowanie nauk medycznych od kilkunastu lat czuję się w obowiązku do uświadomienia wszystkich, którzy chodzą zakrywając swoją twarz na spacerach.
Od kilku dni jest obowiązek chodzenia w maskach.
Zacznę od tego – do czego one służą.
Chirurgiczna – zabezpiecza operowaną część ciała przed dostaniem się drobnoustrojów do ciała pacjenta ( inaczej żeby chirurg nie napluł na operowane miejsce) Czas noszenia – tylko podczas operacji. Czy chroni przed wirusem ? NIE
Budowlane typu FFP3 – zabezpieczają osoby pracujące w zakurzonych pomieszczeniach przed dostaniem się drobinek pyłu, drewna, włókna szklanego, betonu, gipsu itd do dróg oddechowych. Czas noszenia – tylko podczas pracy w zakurzonych pomieszczeniach.
Czy chroni przed wirusem ? NIE

Szalik, bandamka – zabezpieczają odkryte części ciała przed przewianiem podczas wysiłku jak również złej pogody. Nosi się na szyi lub głowie. Czy chroni przed wirusem? NIE
Maska treningowa ze zdjęcia.
Ogranicza dopływ tlenu przez co przy dłuższym stosowaniu podnosi poziom erytrocytów. Sprawdziłem trenując w niej dwa latam. Robiąc regularnie badania krwi. Maska ogranicza wdech ale nie wydech !!!
Co to znaczy i dlaczego o tym piszę?
Wszystkie powyższe maseczki nie nadają się w żaden sposób do chodzenia w nich !
Ograniczenie wdychania nie jest problemem przy zdrowym układzie krążenia i wydolnych mięśniach wdechowych. Jednak dla starszych już są problemem i to dużym. Zbyt niska saturacja tlenem powoduje niedotlenienie całego ciała i może doprowadzić do nagłej śmierci ! Osoby starsze w obecnym czasie nie dostaną szybko pomocy.
Kilometr szybkiego marszu w maseczce może doprowadzić do poziomu krytycznego a nawet śmiertelnego natlenienia krwi.
Zakładanie maseczki przez osoby mające problem z oddychaniem grozi hipoksemią (niedotlenienie) , co oznacza, że z powodu niskiego wysycenia krwi tlenem dochodzi do jej niedoboru w tkankach co z kolei zaburza pracę narządów i całego organizmu.
Objawiać się to może sennością, zawrotami i bólami głowy, brakiem energii, gorszym samopoczuciem psychicznym co powoduje kaskadę kolejnych zaburzeń.
Co powoduje długotrwałe chodzenie w maskach?
Problem zaczyna się już na początku gdzie nasza maseczka zbiera wszystkie drobnoustroje z otoczenie. Przez brak wentylacji tworzymy idealne warunki do rozwoju wszelkiego rodzaju bakterii na jej powierzchni. Następnie wszystko wdychamy – sami powodując choroby układu oddechowego !!!
Ograniczenie wydechu – jedna z podstawowych funkcji naszego ciała. Swobodny wydech służy do usunięcia ,,zużytego powietrza w którego skład chodzi dwutlenek węgla oraz inne zbędne gazy. Jeśli podczas wydechu mamy maseczkę, która utrudnia wymianę gazową zaczynamy wdychać to czego organizm chce się pozbyć. Innymi słowy zaczynamy sami siebie truć własnym oddechem.
Moi drodzy.
Nie zakładajcie masek swoim dzieciom, nie ubierajcie sobie podczas treningów, spacerów. Bądźmy świadomi i dbajmy o swoje zdrowie !
Co z Policją i mandatami?
Nie chodzę w maseczce i nie będę jej ubierał. Miałem kilka spotkań z ,,Panami od mandatów,,
Na początku tłumaczyłem im funkcjonowanie naszego ciała i jak bardzo nietrafionym nakazem jest noszenie maseczek.
Jednak po dwóch takich ulicznych wykładach (mimo, że Panowie podziękowali za cenne informacje) szkoda mi mojego czasu. Przy kolejnych kontrolach zwyczajnie mówiłem, że nie mogę w masce oddychać i tyle.
Nikt nie ma prawa dać Wam mandatu za brak maseczki.
Bądźmy świadomi naszych praw i róbmy wszystko z głową !

Na czym polega nakaz?
Chodzimy w maskach – jeśli nie utrudniają oddychania !!!
Chodzimy w maskach żeby nie kaszleć na innych jak jesteśmy chorzy.

Proszę udostępniać – im więcej ludzi świadomych tym lepiej
Pozdrawiam i miłego weekendu 😉
Zdrówka dla wszystkich ! ”

cholerka nie widziała tam przycisku Udostępnij i w ten sposób zaczęła wysyłać jako prywatną wiadomość… i wtedy kilka osób jej napisało, że załącznik niestety jest niedostępny… Jeszcze gotując sobie szparagi w kuchni, a wzięła tam w ogóle ze sobą kompa, by zobaczyć, jak to prawidłowo wykonać 😋… https://aniastarmach.pl/jak-gotowac-szparagi/ i pomyślała zaraz, że: „ok. to już to jakoś `naprawię`” i w ten sposób musiała skopiować i jeszcze raz wkleić to u siebie na profilu. Zatem, pomimo tego, że znowu była na siebie wkurzona, iż w ogóle wlazła na tego fejsa…, a chciała tylko, cholerka, przekazać dalej tą cenną jej zdaniem wiadomość… , a tu znowu takie „gluty” powychodziły – pomyślała. Ale jak widać, poczuła taki niesmak tylko przez momencik, bo jednak udało jej się to naprawić!

Co więcej, moi drodzy, później zaś patrzy na swoją skrzynkę mailową, a tam @ ODNOŚNIE TYCH MASECZEK! Spójrzcie tylko jaki:

(…) Zwróciłem 40PLN za pośrednictwem Allegro. Zwrot środków nastąpi na Twoim koncie w ciągu 2-4 dni, możesz to sprawdzić później. Mam nadzieję, że zrozumiesz. Jeśli masz jakieś pytania lub problemy, skontaktuj się z nami. Pozdrowiam

Oczywiście odpowiedziała natychmiast po przeczytaniu tego @ w następujący sposób:

09:40 (1 godzinę temu)

Dziękuję w takim razie BARDZO. Niezmiernie ucieszyło mnie takie podejście do klienta! Także po raz kolejny DZIĘKUJĘ! 
Pozdrawiam optymistycznie i miłego dnia życzę 🌞
Monika

Ok. 12 czyta dalej tą książkę Josepha Murphy`ego i zaczęła się trochę uspokajać, bo znowu z równowagi ją wyprowadził ten cały fejs… boooszeee, ona naprawdę już teraz stwierdza, że w takim razie NIE BĘDZIE SIĘ NICZYM Z INNYMI DZIELIĆ… skoro takie przeszkody to buduje.., a tak naprawdę otrzymała jeszcze od swojej kuzynki taki komentarz do tego:

Hej Monia. ❤ Domyślam się, ze ten link, to to, co wstawiłaś na tablicę. Uważam, że maski powinno się nosić. Nikt nie wprowadził nakazu noszenia masek po to, by ludzie „nie wdychali” wirusa. Koronawirus przenosi się drogą kropelkową, czyli np. w ślinie. Maski nosimy po to, żeby zwyczajnie na nikogo nie napluć np. podczas rozmowy z nim. Oczywiście nie każda maseczka (np. niektóre domowej roboty) się sprawdza. Materiał musi być odpowiednio gruby i nieprzepuszczalny. Ale większość spełnia swoje zadanie. Dodatkowo, osoby, które nie mogą ich nosić, bo np. mają alergię, nie muszą. Nie taki diabeł straszny, jak go malują. ❤ Trzymaj się! ;*

Zatem, jak widzicie NIC TAKIEGO ZŁEGO W TYM NIE NAPISAŁA NAWET…, jednak Mała Mi stwierdza, że ona nie umie w ogóle z ludźmi rozmawiać… i czytając tą książkę właśnie, m.in.:

Możesz odmówić akceptowania wszystkiego, co jest krzywdzące. (…) Cała moc jest w twoich myślach i uczuciach. (…) Pamiętaj, że nikt nie może cię skrzywdzić, tylko ty sam możesz to zrobić. Wypowiedzi i działania innych nie mają nad Tobą żadnej władzy. Jeśli ogórek jest gorzki, nie musisz go jeść. (…) Jeżeli ktoś potrafi cię wzburzyć i doprowadzić do wściekłości, ma nad tobą władzę. (…) POZOSTAWAĆ SAMEMU, W CISZY, ZNACZY BYĆ SAM NA SAM Z BOGIEM.(…) 

booooszeeee, ja jestem przecież jakaś nienormalna… – znowu rzekła tym swoim mega SAMOKRYTYCZNYM głosem…

Moja droga, bardzo Ciebie proszę, nie bądź taka sroga wobec siebie! Nie zrobiłaś przecież NICZEGO ZŁEGO! Chciałaś się jedynie podzielić tym, co uznałaś, że jest godne uwagi/ podzielenia się. A przecież po przeczytaniu na spokojnie jeszcze raz tej swojej „Bibli” [tak nazywam w skrócie tą wyżej wspomnianą książkę J. Murphy`ego], odpisałaś jej bardzo spokojnie i rzeczowo:

Martuś, ja TYLKO udostępniłam to, co mówi lekarz na ten temat, ZAWSZE W TAKICH SYTUACJACH, TO NIE JEST MOJE ZDANIE, bo nie jestem żadnym ekspertem, tzn. sama robię to, co podpowiada mi zdrowy rozsądek i wierzę, że KAŻDY TAK BĘDZIE POSTĘPOWAŁ, nie moją rolą jest narzucanie czegokolwiek, KAŻDY MA WŁASNY ROZUM I JEST ODPOWIEDZIALNY ZA SWOJE ŻYCIE 🧡Pozdrawiam równie ciepło i optymistycznie 🌞🍀

A tu kolejny mądry cytat z tej jej „BIBLII”:

MIŁOŚĆ NIE JEST DĄŻENIEM DO POSIADANIA. Nie polega na skłanianiu drugiej osoby, żeby dostosowywała się do naszych życzeń. (…) Kiedy wiesz, że coś jest prawdą, nie ustępuj drugiej osobie. Zawsze opieraj się na odwiecznych zasadach. Nie ustępuj ani na jotę.

Była jakoś cholernie zmęczona tym wszystkim już [jak widzicie takie zmęczenie psychiczne jest dla niej o wiele bardziej wyczerpujące niż to fizyczne] i już naprawdę czuła się tak mega wyczerpana, że zaczęła czytać jeszcze sobie ten swój wpis i tak się tym już zmęczyła, że po prostu usnęła… I tak spała sobie od 13:10… do, moi drodzy 15:47! Spojrzała na zegarek przerażona, że tyle czasu już jej upłynęło na … właściwie nic nie robieniu… Poczuła takie straszne wyrzuty sumienia, że powinna przecież coś robić…!!! Spojrzała jeszcze tylko na swoje konto, a tam = WPŁYNĘŁO JEJ JUŻ TE 4O PLN = ZWROT ZA RĘKAWICE 💪

Naprawdę przeszczęśliwa z tego powodu! Właściwie już i tak miała zamiar dziś w końcu zaczerpnąć świeżego powietrza i „wyprowadzić siebie na spacer”, bo przecież wczoraj przez cały dzień nie wychodziła z domu! A teraz, jak już dostała ten zwrot kaski to tym bardziej wiedziała, że może również wyjść do sklepu i na spokojnie kupić, co jej potrzeba…

No właśnie…, pamiętacie, że jak ona ma coś gotować, to zawsze się strasznie męczy… i taka już właściwie na samą myśl, że znowu musi coś wymyślać na obiad… Ach tak, słuchajcie, na dziś wyjęła sobie jeszcze tą zamrożoną botwinkę…, a ponieważ została jej jeszcze w rondelku resztka kaszy, więc co ona zrobiła? Wlała tą zupkę właśnie do tej kaszy… , później jednak smakuje, że cholera za gęste… mogła sobie po prostu ugotować do tego raczej jajo i by miała taki szybki, lekki obiadek/ zupkę.

Jednak, jak to ona, zaczęła jeszcze gotować to jajo do tego, w osobnym rondelku i słuchajcie, coś z tym czasem gotowania tego jaja jej chyba jednak nie do końca wychodzi…, bo teraz to żółtko w środku było takie baaaardzo płynne i z tego też powodu całe jajo jakieś miękkie. W każdym razie już taka zła na siebie za to wszystko, postanowiła, że jednak to jajo obierze i wrzuci go do tej zupy Z KASZĄ… czy może wyglądało to dokładnie odwrotnie w tym jej rondelku…

W każdym razie nasza „gwiazda” znowu nie bardzo wiedziała, co ma ze sobą zrobić, tzn. już doskonale wiedziała, iż po zjedzeniu tego „czegoś” 😋wybierze się i na dolinkę i do sklepu. Tak bardzo chciała jednak jeszcze do tego momentu wyjścia, choć dostarczyć sobie jakichś dobrych / pozytywnych emocji i tak znowu włączyła sobie JEDZ, MÓDL SIĘ, KOCHAJ ❤

Jak już dotarła w końcu na tą dolinkę, to zrobiła tam jedynie 1 okrążenie, bo wciąż nie czuła się jednak najlepiej. Była chyba po prostu wciąż zmęczona, a najbardziej tym, że „zmarnowała” tyle czasu… Ale wiecie do jakich wniosków doszła, jak już jednak wyszła tam na tą dolinkę? Że to jej chyba zdecydowanie nie służy [to „wychodzenie” i te „spacery”], bo patrzenie i obserwowanie tych ludzi wszędzie w tych maseczkach, na prawdę źle wpływa na jej psychikę! Zatem tylko stanęła w tym miejscu, gdzie zawsze i dziękowała za zdrowie i sprawność swojej „Trójcy”.

Była już generalnie tak wszystkim zmęczona, że po prostu udała się jeszcze tylko na jedno okrążenie wokół tego stawu i wybrała się następnie do sklepu… Wróciła i tak się zastanawiała, czy ma sobie jeszcze w ogóle robić na wieczór tą kawę… jednak przekonała siebie, że skoro tyle spała w ciągu dnia, to spokojnie przecież może się jeszcze jej napić [i moi drodzy zjeść ponownie do tego loda Magnum, którego sobie znowu zakupiła…].

Tak, ja tu piszę w ten sposób o tej kawie, jakby ona w ogóle na nią jakoś „działała” tzn. na jej sen… Bo to, że jest to dla niej zawsze taki miły jednak czas z tą kawą i tym czymś [tym razem lód] do tego, taki poniekąd relaks… to jest to dla mnie oczywiste… Zatem, kochani przygotowała sobie tą kawkę i wyjęła tego loda… A moi drodzy, gdybyście jeszcze mogli ją tu ujrzeć, jaka była niezdecydowana, czy jednak siąść na balkonie, bo jeszcze trochę słonka dostrzegała…, czy jednak tutaj w pokoju…

I pomimo, że wyniosła już ten leżak własnie na balkon i nawet chwilkę sobie na niego siadła, to jednak wróciła do domu, bo pomyślała, że tu włączy choć sobie już dalej ten film JEDZ, MÓDL SIĘ, KOCHAJ ❤️, a skończyła go dokładnie ponownie na tym momencie, jak Liz pisała ten list do swoich znajomych… I znowu Małej Mi zachciało się wtedy tak płakać, ona ma tak zawsze, jak o tym słyszy… i nic na to nie może poradzić…

A jeszcze, moi drodzy, jak szła właśnie już do tego sklepu z tej dolinki, to włączyła jej się nagle ta piosenka: Bis ans Ende dieser Welt https://www.youtube.com/watch?v=8JGMXJyUfvo i słyszy słowa:

Wir hatten gar nichts, doch wir hatten uns (…) Ich hoff’, dass es dir gut geht, hoff’ so sehr, du hast dein Glück (…) Frag’ mich, ob du grade an mich denkst
Ob deine Augen noch genauso leuchten
tak jej się wtedy zachciało jakoś płakać…

Jednak jak już wracała do domu, to słyszy dalej Paktofonika „zaśpiewajmy coś wesołego” Paktofonika – Ja to Ja https://www.youtube.com/watch?v=ZwPdTynkyjI – ona po prostu kocha ten zespół, zawsze bowiem, jak jest ponownie w takim „dziwnym” nastroju, to te ich teksty ją po prostu z tego „wyciągają”

No, dobrze, moi drodzy, to mamy właśnie godz. 21:39, a ona zabiera się teraz jeszcze na czytanie od początku tego wpisu… zobaczymy, ile jej to zajmie…😉 Także na razie, z pewnością da Wam o tym znać 😊

Kochani, doszła do wniosku, że chyba już jutro musi ponownie stworzyć jakiś całkiem nowy ten wpis, bo… teraz mamy już godz. 00:15, taaaaa… niezły „kawałek” książki jej tu niemal wyszedł, prawda? Ok. to uznajmy, że może od kolejnego razu, stworzy już coś nowego… Albo może jeszcze zobaczy, dobrze? Tu przecież również pisała wciąż nowe rzeczy…, a było jej zdecydowanie wygodnie uzupełniać wpis, który ma już tytuł, obrazek i nawet muzykę… Ale niczego nie zakładajmy, ok? Wszystko okaże się w najbliższym czasie. Jednak z całą pewnością to będzie po raz kolejny „zlepek” jej co najmniej „kilku” dni.

Postanowiła właśnie, że przecież nie musicie wcale czytać tego jej wpisu od początku, dobrze wie, że nadała właściwie temu blogowi funkcję „pamiętnika”, ale myśli sobie, no i co niby z tego? Uznała, że najwidoczniej teraz tak musi jeszcze być. Wyobraźcie sobie, że jeszcze dziś [15.V.2020, PIĄTEK] po tym, jak ponownie wyszła na tą swoją dolinkę i zadzwoniła do swojej mamy, bo chciała się podzielić dobrymi wieściami (ale o tym za chwilę), to już nie pamiętała dokładnie, co wczoraj robiła, czy w ogóle wychodziła z tego domu, czy też wcale nie, hehe 🤣.

Uznała zatem, że właśnie ten blog będzie w takim razie jej w tym pomagał, by… może nie zapamiętywać, ale choć móc powracać do tego właśnie, co wykonała i co udało jej się zrobić każdego dnia! Przecież trzeba sobie jakoś radzić w tym życiu, prawda? 😋 A i tak uważam, że Mała Mi robi to w sposób wręcz znakomity! Już Wam jednak opowiadam, jak u niej ten dzisiejszy dzień wyglądał:

Zaraz po medytacji zaczęła się zastanawiać, czy da w ogóle radę ćwiczyć… Jakiś taki znowu ten nastrój ją dopadł, a jeszcze spojrzała na swoją komórkę, następnie uchyliła okno, co robi każdego ranka, by wpuścić świeże powietrze. Choć WiFi wciąż nie włączała! Co więcej, wiecie, co odkryła? Zapewne większość z Was doskonale sobie zdaje z tego sprawę, że tak to jest… hehe, no ale nieważne! Zauważyła, że WCALE NIE TRZEBA WŁĄCZAĆ WIFI, ABY ZAPISAĆ SOBIE COŚ W @ NA SKRZYNCE ROBOCZEJ, ehhh…, ale najważniejsze, że już wie, iż tak jest, BO SAMA TO SPRAWDZIŁA!

Przekonała się jednak znowu do tych ćwiczeń i jak już właśnie wykonała całą jogę, to słyszy, że ktoś do niej dzwoni. Powstała zaskoczona z podłogi, któż to może tak wcześnie być. I słuchajcie, dowiaduje się, że to była ta dermatolog, u której MIAŁA MIEĆ DZIŚ WIZYTĘ O GODZ. 8:00! Nasza „gwiazda” przeprosiła i powiedziała, że na śmierć o tym zapomniała, bo rozmawiając z nią ostatnio, nie miała nawet nic do zapisania…, a ma przecież problemy z pamięcią. Poza tym, była pewna, że dostanie powiadomienie dzień wcześniej. Lekarka jej jednak odpowiedziała, że gdyby nie umawiały się bezpośrednio, to takie powiadomienie z pewnością by otrzymała… Bardzo przeprosiła, że jednak się nie stawiła, miła p.doktor zapytała w takim razie, to na kiedy teraz może? I w ten sposób umówiły się na 26.05.2020, lekarka zapytała teraz, czy ma to sobie gdzie zapisać, zatem Mała Mi szybko wzięła leżącą kartkę, długopis i zanotowała to sobie.

Następnie przeszła jeszcze do swojej komórki, a tam patrzy, że to przecież DZIEŃ MATKI 😊. Ale to nie było w tym momencie przecież aż takie istotne, bo i tak nie wybiera się teraz do Elbląga. Także zapisała to sobie i bardzo podziękowała za taką szybką możliwość. Wykonując dalej swoją gimnastykę słyszy nagle piosenkę Ed Sheeran – Perfect Symphony (with Andrea Bocelli) https://www.youtube.com/watch?v=eiDiKwbGfIY. Słucha tej piosenki i ponownie zachciewa jej się tak bardzo płakać…

Pomimo, że ten Ed Sheeran jakoś nie jest w jej guście, to ona tak niesamowicie chciałaby usłyszeć takie słowa od mężczyzny:

I FOUND A LOVE FOR ME
Oh darling, just dive right in and follow my lead
Well, I found a girl, beautiful and sweet
Oh, I never knew you were the someone waiting for me
(…)

I will not give you up this time
But darling, just kiss me slow, your heart is all I own
And in your eyes, you’re holding mine

Baby, I’m dancing in the dark with you between my arms
Barefoot on the grass, listening to our favourite song
When you said you looked a mess, I whispered underneath my breath
But you heard it, darling, you look perfect tonight

Dalej włączyła sobie jeszcze kolejną, która również pozostawia ją dalej w takim „stanie”: Jason Mraz – I’m Yours (Live in London) https://www.youtube.com/watch?v=8mCCMhuKEYw:

Well you done done me and you bet I felt it
I tried to be chill but you’re so hot that I melted
I fell right through the cracks
And now I’m trying to get back
Before the cool done run out
I’ll be giving it my best-est
And nothing’s going to stop me but divine intervention
I reckon it’s again my turn
To win some or learn some
But I won’t hesitate no more, no more
It cannot wait, I’m yours
Well open up your mind and see like me
Open up your plans and damn you’re free

Look into your heart and you’ll find love love love love
Listen to the music of the moment people dance and sing
We are just one big family
And it’s our God-forsaken right to be loved loved loved loved loved

Nie wie ponownie, co ze sobą zrobić, co obejrzeć do wrapa, którego sobie zrobiła na śniadanie… W rezultacie włączyła sobie jeszcze ten film: Jestem na tak (2008) Yes Man https://www.cda.pl/video/9019732, oglądała go już wprawdzie wcześniej, znów nie była pewna, czy jest on „wartościowy”, jednak pomyślała sobie: „cholerka, czy zawsze musisz oglądać coś takiego naprawdę ‚mądrego’ i tylko pod siebie?” Próbowała siebie przekonać, że przecież wcale nie jest jakąś „sztywniarą” i musi nauczyć się także trochę śmiać, nawet z takich POZORNIE nie do końca w jej guście filmów.

I moi drodzy, celowo wyraz pozornie napisała DRUKOWANYMI LITERAMI. Ponieważ coś jej mówiło, że tak naprawdę każde doświadczenie jest ważne, a i ten film, pomimo tego, że nie do końca był taki, jakiego ona wtedy właśnie chciała… hm… a może jej się tylko tak znowu wydawało. Gdyż koniec końców ten film wcale nie okazał się jakiś beznadziejny, wręcz przeciwnie! Ponownie wyciągnęła z niego kilka kolejnych lekcji dla siebie. A wcześniej gimnastykując się jeszcze zaczęła, moi drodzy w miejscu biegać! Bo po raz kolejny zauważyła, że nie umie skakać, tzn. obu nóg mieć w górze…

Od ok. 13 do 14:20 była na dolince, rozmawiała ze swoją mamą, zadzwoniła do niej, by się właśnie pochwalić tym, iż sama lekarka dziś do niej zadzwoniła i zapytała się, dlaczego ta dziś się nie pojawiła o godz. 8…, następną rzeczą, o jakiej doniosła było to 40 PLN zwrotu już za te rękawice z Allegro! Mama jej opowiadała, że od wczoraj ma u siebie Kacpunia i że on jeszcze zawsze nim zaśnie, to lubi jak babcia koło niego jest i coś mu również czyta. Mała Mi była dziś ponownie bez żadnej maseczki, lecz teraz NIE MIAŁA JEJ W OGÓLE ZE SOBĄ! Czuła się z tym tak cudownie i jak siadła sobie w końcu po 2 okrążeniach na ławeczce i dziękowała za swoją sprawną i zdrową „Trójcę”, to czuła jak słonko jej świeci na twarz i „leczą się” jej krosty🌞

Następnie udała się jeszcze do warzywniaka p.Piotra po kilka młodych ziemniaków, koper i zakupiła również 2 duże pomidory, gdyż tego brakowało jej do ugotowania kapuścianej zupy! 15:24 – 16:20 = balkon Siedzi na tym swoim leżaku, tak fajnie się uspokoiła, DZIĘKUJE ZA WSZYSTKO, CO MA, zauważyła nawet, że jej balkon nie styka się bezpośrednio z drugim, buhaha 🤣, jak to widzi, że jednak mają sąsiedzi po lewej i prawej… 

Dalej dziękuje ponownie za swojego sprawnego znowu brata, widzi go dalej trenującego, ma zdrowe już nogi, potrafi chodzić. Słonko tak ogrzewa cudnie jej buzię, a ona uśmiecha się i dziękuje również za „swojego Felipe”, że już są razem i jest jej bardzo miło, choć naprawdę bardzo dobrze o tym wie, że każdy związek wymaga pracy. I tak sobie myśli, że chyba teraz już byłaby na to gotowa, tzn. może inaczej: bardzo chciałaby podjąć się w końcu takiej pracy, bo zdaje sobie z tego sprawę, ile mogliby razem na tym zyskać 🧡.

Będąc jeszcze na tej dolince, postanowiła choć spróbować sobie „podbiegiwać”, a dobrze pamięta, że nadal ma przecież trudności choćby z „podskakiwaniem”. Pomyślała jednak, że tego się również teraz zacznie uczyć, tak jak przecież nauczyła się choćby wykonywać te przysiady, których robi już po 30 dziennie! 💪

Uwierzcie mi proszę, że nasza „gwiazda” wciąż i nieustannie stara się dostrzegać we wszystkim jakieś „plusy”. Np. choćby w tej swojej obecnej sytuacji… Moi drodzy, ona np. doszła do wniosku, że… choćby to dobre dla niej, iż jest teraz [jeszcze] sama. POWAŻNIE! Mimo, że oczywiście chciałaby mieć kogoś przy sobie, to jednak dobrze o tym wie, z jaką to wiązałoby się odpowiedzialnością. A może ona po prostu za bardzo bierze to wszystko na poważnie… Tak jedno chyba musi przyznać, że ona w żadnym wypadku nie podchodzi do wszelkich „związków” tak „lajtowo”. Lecz nie uważam absolutnie, aby to było czymś złym! Wręcz przeciwnie myślę, że to jest bardzo dojrzałe podejście w ogóle do drugiego człowieka. Przecież kiedy można się bawić i „szaleć” to ona zawsze bardzo chętnie. Jednak nauczyła się już kiedy są żarty/zabawa, a kiedy mowa o czymś „poważniejszym”. Tak jej się przynajmniej wydaje… 😉

Ok. godz. 16:45 zeszła z tego balkonu, odgrzać sobie zupkę 17 = botwinkę do tego zaczęła oglądać sobie kolejny film, a mianowicie: TrumanShow​ https://www.cda.pl/video/43719907c​, który jednak przerwała po czasie 10:31, bo bardzo chciała kończyć dalej ten wpis. ​ Teraz mamy godz. 19:40, więc może włączy go sobie dalej, albo pójdzie jeszcze do kuchni i przygotuje choćby trochę tych rzeczy na zrobienie jutro zupki…, a nie powinna raczej najpierw zrobić sobie tego kalafiora, upiec go ponownie wg. przepisu Olgi Smile. Moi drodzy, ona zawsze sobie włącza, jak idzie np. do toalety lub właśnie kuchni swoją listę na spotify i słuchajcie, ponownie słyszy Paktofonika-Jestem Bogiem https://www.youtube.com/watch?v=cq2paBCLSSc

Mamy teraz już SOBOTĘ, 16.V.2020, jest godz. 17:25, a ją ponownie dopadł jakiś taki nienajlepszy ten nastrój. Porobiła oczywiście to, co miała, czyli, jeszcze wczoraj [15.05.20] wieczorem zabrała się za przygotowanie tego kalafiora undefinedundefined

Stwierdziła, że to jest dla niej najlepsze = robienie czegoś/ zajęcie się czymś. Tak, dobrze wiem, jak to brzmi, ona przecież kompletnie nie znosi gotować, ale akurat to jest w miarę proste danie do wykonania przecież! Plus jeszcze wychodzi bardzo smaczne zawsze! Także położyła się spać bardzo z siebie zadowolona, a resztę pomyślała, że zrobi jutro. [czyli dziś, SOBOTA, 16.05.20]. I tak też właśnie zrobiła. Ale może od początku, jak ten jej dzień wyglądał:

Budzą ją właściwie myśli, które nieustannie powstają w jej głowie. Wciąż „rodzą się” kolejne, zastanawia się bowiem, co ma do zrobienia…[odkurzyć/ umyć podłogę/ ugotować zupę/ zetrzeć pestki od awokado/ wyjaśnić, dlaczego nie odzywa się tak regularnie do Gabi/ zawekować słoiczek…] = a to naprawdę tylko część z tych rzeczy, które ma zapisane na liście… Lecz chyba to są te najważniejsze. Zatem po medytacji [a moi drodzy, dziś wykonała ją ponad 12 minut!], zabrała się oczywiście do swoich codziennych ćwiczeń [dziś już 2-gi dzień, jak sobie „pobiegała” = liczyła do tej pory do 40 😉].

Ponownie słuchała do tego muzyki i mimo, że zawsze włącza sobie składankę Ho’oponopono – Thank You I Love You – Sushumna https://www.youtube.com/watch?v=ckYUbuBnRuw&list=RDxu-8V1-UY0g&index=3 to za każdym razem w jej skład wchodzą jakieś inne piosenki. Tym razem usłyszała również tą: Lao Che – Nie raj #polandrock2018 https://www.youtube.com/watch?v=bDELAJewQm8&list=RDxu-8V1-UY0g&index=3 i musi przyznać, że teraz jak zobaczyła tego mężczyznę to ponownie jakoś jej się bardzo spodobał, że aż musiała zapisać sobie ten utwór 😊

Uznała bowiem, że ten wokalista wygląda tak męsko dla niej. Może to jej jeszcze zostało po wczorajszym, kiedy to jej fryzjerka dodała do swojej relacji na fejsie…[nie skomentuje już tego w ogóle…] właśnie fotkę z mężczyzną, z którym się już od chyba pół roku spotyka i w którym widać to było zresztą nawet na tej fotce po jej minie, jaka jest zakochana i jak czuje się przy nim dobrze… Wtedy aż tak bardzo się temu zdjęciu nie przyjrzała, ale poznała już tą Martę co nieco i dobrze wie, jakie to jest dla niej ważne, by się tak z tym wszystkim jeszcze „afiszować”, jak to działa dobrze na jej poczucie wartości.

Nie chodzi tu absolutnie jej o uczucie miłości/ bezpieczeństwa i bycia potrzebną, bo TO JEST akurat CAŁKIEM NORMALNE. Nasza „gwiazda” tak sobie myśli: „cholera, a kiedy w końcu ja GO spotkam/ poznam?” Tak, dobrze wie, że choć teraz ma usprawiedliwienie dla swojego „siedzenia w domu”. Wciąż jej niezmiernie brakuje tej „bratniej duszy” w wersji męskiej. Ale myśli sobie, ok. Wszechświecie, jak muszę, to jeszcze poczekam… , tylko w takich chwilach zwątpienia/ zmęczenia, jak teraz, dodaje jeszcze: „oby tylko proszę nie zbyt długo! Także chciałabym pożyć jeszcze szczęśliwie!”

Ale zacznijmy od początku: bo to, że się obudziła i po medytacji rozpoczęła gimnastykę, to już wiecie. Zrobiła sobie na śniadanie müsli & włączyła dalej TrumanShow. Lecz tylko zaczęła, bo wiedziała znów [zapisała to sobie w komórce], że ma ugotować zupę, zetrzeć pestki awokado i w końcu odkurzyć = zawsze stara się to robić dokładnie w takiej kolejności, hehe, sami wiecie dlaczego? 😋

Nie, moi drodzy, muszę tu Wam o tym donieść, dlaczego ten jej nastrój jest jeszcze taki „wisielczy” teraz, otóż pomijam już to, że zrobiła dziś wszystko, tak, jak sobie postanowiła, tzn. może wcale nie w takiej kolejności, a już z całą pewnością nie z takim entuzjazmem, jak jeszcze wczoraj wieczorem przygotowanie tego kalafiora.., ale koniec końców i nagotował tej zupki, wyszła również wyprowadzić siebie na spacer, po czym zabrała się dalej i za odkurzanie i mycie podłóg…

Lecz powróćmy może jeszcze do tego, jak po tym jak przyrządziła tą zupkę [z młodej kapustki i pomidorów], postanowiła zrobić to jeszcze rano, by ewentualnie dokupić jeszcze, gdyby coś jej zabrakło… i do samej zupy w sumie już wszystko miała, zauważyła jednak, że już ponownie kończy jej się oliwa z oliwek [przez to, że zużyła jej tyle do tego „sosu” do kalafiora]. Nim jednak udała się do sklepu „zahaczyła” najpierw o tą dolinkę. Dziś jednak jakoś zaczęło padać, dlatego po wyniesieniu śmieci wróciła jeszcze do domu po parasolkę. Nie schodziła już jednak na samą „dolinkę”, bo stwierdziła, że to chyba trochę bez sensu takie spacerowanie w deszczu. Jednak jakoś zaraz, jak zdążyła zawrócić, to wyszło ponownie słonko i wtedy szkoda jej było iść od razu do sklepu…

Zatem stanęła sobie przy tych barierkach, jak na tą dolinkę się schodzi… ufff, udało jej się odnaleźć tą fotkę, dobrze bowiem pamiętała, że gdzieś to zdjęcie musi mieć! I voilà! Odnalazła je😊. Moi drodzy, widzimy tu takie jakby 4 chodniczki przy tych „barierkach” właśnie, to wyobraźcie sobie ją stojącą dosłownie na tym „chodniczku” drugim od dołu, czyli stąd tak to widać, że właśnie tam, gdzie znajduje się taka jakby biała „studzienka” [nie wiem właściwie, co to jest i jak to dokładnie nazwać, hehe😋]

Ok, to stała tak sobie przy tej barierce i ponownie robiła to samo, co zwykle: DZIĘKOWAŁA ZA SWOJE ŻYCIE, SWOJEGO BRATA itp. Tak była tam chyba ok. 10 min., następnie udała się w końcu do tego sklepu. Po drodze zadzwoniła także do swojej babci. Jak wróciła do domu, to odgrzała sobie swoją zupkę, której przecież nagotowała. Część z niej przełożyła do pojemniczków i włożyła już do zamrażalki. Ach tak, moi drodzy, musi tu wprost o tym wspomnieć, że jak chyba jeszcze wczoraj rozmawiała ze swoją mamą, to ta jej opowiadała, że Kacpuś tak będąc u babci, patrzy na ten obrazek, który jeszcze kiedyś namalowała nasza „gwiazda” i mówi taka: „Babciu, ale Monia to pięknie potrafi malować!” hehe i tak się właśnie to dziecko zachwycało tym jej małym obrazkiem na płótnie. undefined

Teraz pójdzie chyba i zawekuje sobie jeszcze tylko ten słoiczek, do którego wykonała więcej tego „sosu” do kalafiora. I może jeszcze zacznie dalej coś kombinować, co może wykonać na jutro dla siebie na obiad.

Artystka z niej, co nie miara! Właśnie skończyła to wszystko przygotowywać. Już tłumaczę, co. Ponieważ wciąż zostało jej jeszcze tej kapusty, marchewka i ziemniaki… Tak się z tym, cholerka, męczyła, jak tu wykombinować jeszcze ten obiad na jutro… tzn. składniki w sumie miała, bo nawet przecież jeszcze pomidory i ten wczoraj zrobiony kalafior jej został… Także jakoś aż tak się nie spinała, bo wiedziała, że przecież co jeść będzie miała, tylko ona ma zawsze największy problem z dobraniem tych składników, tak, aby pasowały, no i jeszcze te przyprawy do tego…

Lecz już Wam mówię, cóż ona wykombinowała, jeszcze na sam wieczór. Najpierw zaczęła od poszukiwań jeszcze pustych naczyń na to, a już w sumie wpadła na pomysł, że jutro dla odmiany zrobi sobie zapiekankę z tego kalafiora już przyrządzonego wczoraj. I wpadła na pomysł, iż do niego pasowałyby ziemniaki, a ponieważ miała jeszcze pół cebuli od tej rano gotowanej zupy, także pokroiła ją i te ziemniaki wrzuciła na rozgrzany olej i tak chwilę podsmażyła.

Następnie już, jak zobaczyła, że ta cebula jest już naprawdę gotowa, ziemniaki oczywiście jeszcze nie, bo je chyba trzeba by było najpierw zapewne podgotować, ale pomyślała sobie: „pieprzę to, może tak na razie wystarczy, takie choć trochę zahartowanie ich w tym oleju. Jutro przecież jeszcze podpiekę je razem z tym kalafiorem, może na wierzch także dodam sera żółtego! Zrobię sobie do tego jeszcze oczywiście sałatkę z białej cykorii, pomidora i doda do tego również paprykę, bo jeszcze jej została. A poniżej na zdjęciach, to, cóż nasza „artystka” przygotowała:

Na pierwszej fotce widać to, co jutro „przekształci” dalej w tą zapiekankę. Kolejne zdjęcie przedstawia jej zupę, którą dalej gotowała, bo ta, którą już dziś przyrządziła = zjedzona i zamrożona 💪🍀😉. Dwa ostatnie zdjęcia ukazują gdzie odstawiła te dania na noc, ponieważ były jeszcze ciepłe, więc wyniosła je po prostu na balkon. Przy okazji i zawekowała ten słoiczek z tym „sosem” i zrobiła trochę jeszcze porządku w tej szafce pod zlewem, w której trzyma w dwóch kartonach te wszelkie pudełka/ opakowania.

W dodatku, ponieważ dzisiaj są urodziny jej nauczycielki z niemieckiego [tej, która uszyła dla niej te przepiękne maseczki!], widziała to doskonale na fejsie zresztą, że ta z okazji swoich urodzin zorganizowała zbiórkę na hospicjum w Elblągu. W ogóle zauważyła u tej kobiety, właściwie to samo, co u wszystkich, że jak mają czym się pochwalić, to właśnie robią to tam na fejsie. Mała Mi jednak już dawno, no a zwłaszcza teraz nie uczestniczy raczej w tym powszechnym „życiu fejsbukowym” i świetnie się z tym czuje! Dlatego nie złożyła jej tak życzeń na tablicy, by wszyscy widzieli [jak uczyniła to choćby jej własna mama…], lecz wysłała jej prywatną wiadomość:

Kochana Pani Małgosiu, życzę Pani wszystkiego, co tylko najpiękniejsze, proszę dalej żyć pełną piersią, czerpać z życia najwięcej, ile się da i spełniać swoje [i innych przy okazji] marzenia! Pani jest wspaniałym przykładem na to, że to wszystko, co dajemy innym, powraca do nas z jeszcze większą miłością i oddaniem ❤️JESZCZE RAZ ALLES BESTE!!! 😘🍀🌞

Moniko, dziekuje za piekne zyczenia, jak zwykle zreszta. Ciesze sie , ze wciaz mamy kontakt. Buziaki

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close