„Zrobione” jest lepsze od „doskonałego”

43:40

Mamy już PONIEDZIAŁEK, 13.VII. 2020. Moi drodzy, Mała Mi ponownie ma tyyyle w swojej głowie, tyloma rzeczami chciałaby się z Wami tu podzielić…, że już po prostu, zwłaszcza teraz, brak jej sił… Obudziła się i tak chwilę zaczęła się zastanawiać, którego dziś w ogóle mamy… Tzn., kochani, nasza „gwiazda” jakoś nie przesypia spokojnie tych nocy, bo potrafi się kilka razy budzić i to niekoniecznie „na siku”…

Jak jeszcze wczoraj położyła się spać ok. 22:10, to moi drodzy, pierwsza jej „pobudka” była już o 23:34, ale dajmy na to, że to było ok., bo musiała wstać zrobić to „siusiu”. Dalej zapisała sobie w komórce 00:14, hm…, ale to z pewnością napisała, bo jeszcze wtedy nie udało jej się zasnąć, jednak ponownie przebudziła się o godz. 5:37! I tak chyba „spała” do kolejnego budzika, a teraz już dzwoni jej tylko o 7:00.

Ooo, już sobie przypomniała, dlaczego zapisała tą godzinę po północy 14 minut! PONIEWAŻ, MOI DRODZY, WYOBRAŹCIE SOBIE, ŻE MIAŁA GŁOWĘ TAK PEŁNĄ znowu TYCH MYŚLI, KTÓRE TAK BARDZO NIE DAWAŁY JEJ WYPOCZĄĆ I UNIEMOŻLIWIAŁY W OGÓLE ZAŚNIĘCIE… A ponieważ pomyślała, że jednak przed tą wizytą u tej fryzjerki byłoby dobrze nie wyglądać jak ostatni wrak człowieka u niej…, dlatego UZNAŁA, IŻ MUSI SIĘ PO PROSTU „RATOWAĆ” TABLETKĄ MIRTAGEN!!!

booooszeee, nawet nie wyobrażacie sobie, jak ona się czuje w takich momentach, gdy odczuwa, że nie jest znowu w stanie zapanować nad tym wszystkim, co się w jej głowie dzieje… Dla niej to chyba trochę tak jest, jakby sięgała po jakiś nóż… Teraz właśnie przypomniała jej się piosenka, którą słyszała w Radiu Plus [zawsze je włącza, jak jest jej mama tutaj] Urszula Na Sen https://www.youtube.com/watch?v=lSO8lD3e2xU „(…) Nigdy Już nie wezmę nic na sen/ Boję się swoich ciemnych cichych miejsc…”/ „odejść łatwiej jest niż żyć” = te słowa zapamiętała wtedy najbardziej…

Dziś wykonała już ponownie swój codzienny rytuał [do którego powróciła po 4 dniowej przerwie!] , jednak jeszcze gimnastykując się, wpadła wręcz w potworny ryk… Bardzo się zmartwiłam tym widokiem, choć już poniekąd przypuszczałam, co mi powie, ale chciałam, by to jednak wyszło z jej ust = dobrze wiemy, jak to działa, jak coś powiesz lub napiszesz, to jest trochę bardziej tak, jakbyś się z tego poniekąd „uwolnił”… Stąd moje właśnie pytanie :

Co się stało moja droga i dlaczego masz takie napady płaczu?

Bo czuję się po prostu POTWORNIE… i to właściwie od początku przyjazdu mojej mamy i bratanka…

Czyli dobrze przypuszczałam… Opowiedz proszę, jak to było od początku, ok?

Wiesz, tak sobie myślę, że ten „schemat” został mi chyba od dziecka… Zawsze musiałam być wtedy za wszystko odpowiedzialna… Tzn. oczywiście nikt mi tego nie kazał, ani nie wymagał tego ode mnie, ale ja jednak, jako starsze/ mądrzejsze dziecko uznałam, że po prostu powinnam taka być, rozsądna najzwyczajniej w świecie… Teraz sobie myślę, że to po prostu straszne, że sama sobie taką rolę NARZUCIŁAM I SIEBIE WŁAŚCIWIE W NIEJ UWIĘZIŁAM…

Wyjęłaś mi to z ust, wiesz? Właśnie miałam Ci mówić, że to jest chyba to „chore” przyzwyczajanie, które musimy odciąć…, jak pępowinę. Tylko, że w Twoim przypadku, to Ty raczej będziesz tu teraz osobą dorosłą [bo sama sobie taką rolę jeszcze jako 3 -letnie dziecko narzuciłaś!]

Dokładnie o tym samym sobie pomyślałam…, spójrz, ja tak się wszystkim notorycznie przejmowałam, jak to dograć, aby mój chrześniak był przede wszystkim zadowolony [bo moja mama cieszy się choćby z tego, że może tu u mnie właśnie być]. A ja tak bardzo chciałam, aby ten szkrab miał tu jakieś atrakcje. Bo bardzo chciałam sprawić mu wiele przyjemności i wiedzieć, że jest mu tu dobrze. A wiedziałam, że dzieci odczuwają więcej i nie są głupie! Także jestem pewna, że Kacpi właśnie mnie tak odebrał, że nie do końca jest ze mną wszystko „w porządku”, bo nie potrafię się zachować, jak dorosły, stanowczy człowiek, tylko tak się jakoś „miotam”…

Ale przecież, moja kochana zrobiłaś to wszystko i udało Ci się naprawdę super wiele tu „obcykać” i pozałatwiać!

No nie do końca to tak było… W sumie pogoda tym razem nam nie dopisywała, więc nie byliśmy nad samym morzem, ale „zwiedzaliśmy” choć Gdańsk, Sopot i Gdynię, czyli całe Trójmiasto. W Sopocie byliśmy ostatniego dnia przed wyjazdem, tj. 10.VII.2020, tam Kacper ma zdjęcie z papugą na molo.

Generalnie porobiliśmy sobie wiele fotek… Np. w Gdyni byliśmy także w oceanarium/ akwarium. Bardzo podobało się tam zarówno mamie, jaki i Kacprowi 🧡.

Kochani, na tych fotkach powyżej u naszej bohaterki w ogóle prawie nie widać tego śladu po kroście, ponieważ miała naprawdę znowu „maskę”, a tam gdzie mogła to starała się nie patrzeć na wprost… Mała Mi poważnie strasznie się z tym czuje…, a już z pewnością od wczoraj [tj. 12.VII.2020, NIEDZIELA], kiedy to zauważyła, że nad tamtą „starą” powstała jej jeszcze kolejna… A była już tak ok. 14:25 na wyborach… Następnie udała się zaś na tą dolinkę. Tam zrobiła 3 okrążenia i tak myślała o tym, jaka ona czuje się tu samotna, jak bardzo brakuje jej towarzystwa, partnera…, ludzi w ogóle…

Jeszcze jej mama oczywiście, jak tu u niej była, to mówiła do niej takie iście „wspierające” teksty, że ona nie może tak siedzieć sama i się odcinać tak całkiem od świata…, bo zamknie się w swojej skorupie już całkiem… boooszeee, ona naprawdę to czuje, że nie chce być tak, cholera, sama i w dodatku czuje się taka kompletnie bezużyteczna… Dobrze to widziała, że nawet już mówić nie potrafiła tak dobrze i zrozumiale… w dodatku zauważyła także, że już jakby nawet nie potrafi chodzić również tak… ! A to dostrzegła już zwłaszcza wczoraj [12.VII.2020], jak poszła na tą dolinkę…

Przykro i ciężko jest jej niesamowicie, nawet sobie tego nie wyobrażacie. Zwłaszcza, jak dostrzega wszelkie pary spacerujące i trzymające się za ręce, czuje po prostu taką żałość… Nie wie już kompletnie, co ma ze sobą zrobić… A teraz jest przecież lato… i taki fajny niby ten okres… Ona tak bardzo marzy o tym, aby spotkać takiego właśnie mężczyznę, który by to wiedział, że

Nasza „gwiazda” ma teraz po prostu znowu gorszy ten czas. Ale jest ku temu kilka powodów:

  • przez cały pobyt mamy i Kacperka spała na podłodze… [to nie byłby oczywiście dla niej żaden problem! bo przecież już spała także pod namiotem…., tylko …(czytajcie proszę dalej)] w dodatku jedną nockę poszła spać nawet do kuchni, gdzie z kolei zaczęła jej przeszkadzać lodówka
  • była tak zestresowana i przejęta tym ich pobytem tutaj, że nie potrafiła się w ogóle tym cieszyć i „wyluzować”= wzięła na siebie tak BAAARDZO ROLĘ TAKIEGO WRĘCZ ZA WSZYSTKO ODPOWIEDZIALNEGO GOSPODARZA, może dlatego, że wiedziała, jaka jest jej mama i na ilu ona rzeczach się nie zna i że sama również z tak wieloma rzeczami ma trudności, dlatego w tak wielu sprawach/ czynnościach chciała jej po prostu pomóc…
  • w niedzielę [12.07.] dostała okres
  • przez cały pobyt swoich gości ani razu nie medytowała i nie gimnastykowała się! [czyli w sumie 4 dni!]
  • jest po prostu zmęczona, a w takim stanie już wszystko wkurzyć potrafi… [to, że zapchał się jej kibelek na początku], wkurza się już o tą lodówkę, bo nie ma pojęcia, DLACZEGO TAM SIĘ W OGÓLE TA WODA ZBIERA…., przecież ona nie może tak często „wysuszać” tego ręcznikami, bo bez sensu ich tyle kupować i wydawać na nie kasę… booooszeee, najgorzej, jak się człowiek na tym nie zna… i nie ma nawet o to kogo podpytać…, bo nie bardzo umie to w ogóle wytłumaczyć…, musiałby ktoś to po prostu zobaczyć.

W międzyczasie leżąc właśnie w kuchni, zobaczyła kolejny filmik Gracjana, słuchała go tam na słuchawkach Łaskotanie swojego ego TO NIE JEST SZCZĘŚCIE, ucieszyła się, iż jest on tam w końcu w tej siwej/ szarej koszulce, bo już myślała, że on po prostu nie usłyszał tej jej sugestii :P. Muszę Wam powiedzieć, że Mała Mi stwierdza, iż ona jednak nie jest WCALE TAKA MĄDRA… Bo dużo razy się naprawdę wściekała i nawet czasami w tej złości zdarzało jej się podnieść głos na swoją mamę…, a to wszystko musiał słyszeć jej bratanek, który w tym czasie wprawdzie siedział w pokoju…

W ogóle to zauważyła jaki ten szkrab jest mądry…, np. jak jej mama w kuchni mówi do niej po raz kolejny, że widać, iż nieprzyjmowanie tabletek jej szkodzi…, a ta zaczęła tam nawet płakać… Po jakimś czasie, jak już jej mama wyszła, ten szkrab przyszedł do kuchni i mimo, że już otarła łzy i w ogóle robiła tak, aby nie było tego po niej widać… To ten malec się pyta ni stąd ni zowąd, czy wzięła wszystkie tabletki. Nawet zajrzał do tego jej pojemniczka z lekami, bo kiedyś pamięta, że zgadzała się na to, by jej je dawał i patrzy, że prawie puste… 😋 [a ona przecież bierze już tylko witaminy = Female Multiple – Wysoce skuteczna formuła witamin i minerałów dla kobiet & Ashwagandha].

Ona tak bardzo czuje po prostu, że znowu się „marnuje”… Bo kompletnie nie ma pomysłu na siebie…, nie wie, co mogłaby ze sobą zrobić… a tak bardzo chciałaby, aby ta jej „historia” mogła jakoś innym pomagać. W dodatku, muszę Wam powiedzieć, iż nasza bohaterka uznała, że ona chyba od tego Gracjana się „uzależniła”, tak zawsze jej brakuje jego filmików. [mimo, że oczywiście nie ze wszystkim się zgadza, albo inaczej: nie wszystko od razu rozumie…] Tak, jakby cholera, tylko one potrafiły jej teraz dawać jakąś „siłę”, choć oczywiście ona wcale nie uważa, że jest taka mądra i tyle wie, jak i on sam. Lecz tu już potrafi sobie sama powiedzieć: KAŻDY MA PRZECIEŻ INNĄ HISTORIĘ.

Wiesz, poza tym ponownie odsłuchiwałam tego jego nagrania i tak sobie myślę, że cholera jasna, BAAARDZO dużo mi brakuje do niego, do takich ludzi, jak on!

Co masz konkretnie na myśli?

Choćby to, jak on mówi, że cytuję: Będziesz przygotowany na to, np.: Jak wiesz, że pewna osoba może się zezłościć i krzyczeć na Ciebie. [25:11] Już wiesz, jak myśleć o tym, jak patrzeć się na taką osobę, jak odpowiedzieć. Jak jesteś przygotowany na to, to jak przyjdzie ten moment, to powiesz sobie: To jest ten moment, już wiem, co robić! (…) Nie panikujesz, nie wystraszysz się, nie uderzy Cię to tak znienacka i nie będziesz wiedział, co robić, tylko BĘDZIESZ GOTOWY. BĘDZIESZ MIAŁ PRZEMYŚLANE WSZYSTKO. WAŻNE JEST, ŻEBY CODZIENNIE ZDERZAĆ SIĘ Z RZECZYWISTOŚCIĄ, Z TĄ NEGATYWNĄ jej CZĘŚCIĄ I BYĆ GOTOWYM. [Bo wtedy, jak uderzy, to będziesz w stanie powiedzieć to, co powyżej.] BĘDZIESZ W STANIE BYĆ OBECNY TU I TERAZ I „DZIAŁAĆ” Z TYM I ZADZIAŁASZ LEPIEJ, BO JESTEŚ PRZYGOTOWANY I JEDNOCZEŚNIE, BO JESTEŚ W STANIE BYĆ OBECNY, NIE JESTEŚ TAKI REAKTYWNY I ZŁOŚCISZ SIĘ I EMOCJE KOPIĄ I NIE WIESZ, CO ROBISZ.

Chcesz powiedzieć, że nie byłaś taka przygotowana, tak?

No oczywiście, że nie byłam! Bo cholera przecież jakbym była, to wszystko poszłoby inaczej… Wiesz, jak było mi cholernie przykro i niemal wstyd przed samą sobą, że…, może nie tyle za to, że ja tego Trójmiasta tak wcale dobrze nie znam…, bo to przecież raczej niekonieczne, wydaje mi się, skoro MIESZKAM W GDAŃSKU! Nawet szczerze mówiąc tego miasta także aż tak dobrze nie znam:P Ale przede wszystkim byłam zła na siebie o to, że nie potrafiła moja głowa dobrze tego wszystkiego posprawdzać i skontrolować… Wiesz, chodzi mi po prostu o zrobienie jakiegoś takiego choćby wstępnego „planu”, aby zapewnić tu jakąś rozrywkę i atrakcje dla tego szkraba… Nie miałam nawet w domu żadnych dobrych pomysłów na zabawę z tym chłopcem! Tylko jak ostatnia kretynka pozwalałam mu oglądać te jego beznadziejne filmiki na YT, które mnie zresztą denerwują…, ale czułam się już tak nieporadna i wyczerpana tym wszystkim, że nie potrafiłam niczego lepszego wymyślić, rozumiesz?

Moja droga, rozumiem, ale też widzę, że muszę o czymś ważnym Ci tu donieść: Zauważyłaś, że wzięłaś WSZYSTKO TYLKO NA SWOJĄ GŁOWĘ? Nie miałaś tu przecież nikogo, kto mógłby Ci w tym choć trochę pomóc! Przecież mogąc się tak choćby tylko „pozastanawiać” z kimś jeszcze, od razu czuje się człowiek lżej, nie na darmo w końcu mówi się, że „co dwie głowy to nie jedna”! Wiem, że bardzo nie lubisz, jak o tym wspominam, ALE JEDNAK TWOJA GŁOWA ZOSTAŁA KIEDYŚ TAK BARDZO „POTURBOWANA”… Dlatego muszę powiedzieć tu po prostu STOP! Pamiętasz, co jeszcze kiedyś mówiłaś swojej mamie? Że tak bardzo trzeba dbać o swój dialog wewnętrzny! A widzisz, co Ty sama teraz robisz? W ogóle nie potrafisz siebie wesprzeć, tylko złorzeczysz i wciąż coś nowego tu sobie zarzucasz ! To teraz, muszę coś jeszcze ja tutaj dodać, bo widzę, że nie przedstawiasz tu do końca czystych faktów! Przecież Kacper był bardzo zadowolony z tego, że mógł być w tym akwarium/ dawniej zwanym „oceanarium” w Gdyni. Poza tym te filmiki na tym YT to oglądał sobie zaledwie tylko wieczorami i to raczej nie aż tak długo, jak już wróciliście do domu znużeni!

Nie wspomniałaś nawet o tym, że Twój chrześniak zabrał ze sobą także grubą książkę z baśniami, by babcia jeszcze wieczorami, w łóżku przed spaniem mogła mu poczytać [sama także się im przysłuchiwałaś😊]. Poza tym, tak jak wspomniałaś Kacpuś był wręcz zachwycony skakaniem na tej trampolinie, na którą również pozwoliłaś mu wejść.

Tak, bo ja tak bardzo wiedziałam jakie to jest dziecko, ile on potrzebuje wrażeń i emocji… takie niespokojne [nie umie usiedzieć w miejscu],”szalone” wręcz, troszkę, jak jego rodzice…, dlatego powiedziałam, że zapłacę za to…, choć moja mama oczywiście się bała, bo jej się coś wydawało, że właśnie Rafał Rocki ten z Elbląga, również na takim „sprzęcie” uległ dokładnie takiemu wypadkowi, że teraz musi jeździć na wózku inwalidzkim… Właśnie znalazłam dokładne info o tym: https://pl.wikipedia.org/wiki/Rafa%C5%82_Rocki

Wydawało mi się, że to było w Krynicy Morskiej…, lecz teraz już naprawdę nie wiem, czy tam nie było żadnych „szelek” i czy to przede wszystkim były w ogóle trampoliny??? Bo naprawdę nie wydaje mi się! No ale nie chciałam się już z moją mamą o to kłócić, bo po prostu nie miałam szczerze mówiąc nawet pojęcia. A potrafiłam też ją niejako zrozumieć, że jako babcia, czuła się o wiele bardziej odpowiedzialna za nieswoje przecież dziecko. Jednak podeszłam tam po prostu i tylko naiwnie zapytałam [booooszeee, już w tym momencie wydałam się sama sobie co najmniej śmieszna, zadając to pytanie…:] „Czy to jest bezpieczne?”, jak ostatnia kretynka przecież, buhaha🤣, a co oni mogli odpowiedzieć innego? Jak: OCZYWIŚCIE, ŻE TAK… Dobrze zdawałam sobie z tego sprawę, na jaką „blondynkę” tam wyszłam…

„Do działania ze szczęścia człowiek się przyzwyczaja” [Łaskotanie swojego ego TO NIE JEST SZCZĘŚCIE] – ten cytat jest z tego nagrania Gracjana właśnie… A ja sobie myślę, cholera, ale mi się jakoś nie udaje osiągać tego szczęścia… nawet mam wrażenie, że czasem, jak jestem, załóżmy, w stanie go gdzieś tam „dotknąć” zaledwie, to i tak nie potrafię się tym za bardzo cieszyć… Straszne, prawda?

Myślę, kochana, że to wcale nie do końca tak jest, iż nie potrafisz się cieszyć takimi szczęśliwymi momentami. Jesteś teraz po prostu już przemęczona i nie ukrywajmy Tobie również przydałby się jakiś wyjazd! By choćby troszkę odetchnąć, odstresować się, odpocząć, „zmienić klimat i po prostu to miejsce”, a nade wszystko się zresetować! Czyli tzw. „zmęczenie materiału” myślę, że u Ciebie właśnie nastąpiło, poza tym, kochana, Ty przecież tak naprawdę nie miałaś po tym wypadku już takich prawdziwych wakacji! No ok, może ten kurs w Kucharach był dla Ciebie również taką trochę „odskocznią”…

Od praktycznie wczoraj [12.VII.2020, NIEDZIELA] czujesz się po prostu znowu strasznie… Nie dość, że na swojej twarzy zrobiła się jakaś nowa/kolejna krosta…, więc nie czujesz się już znowu ładna/ atrakcyjna…😓

Wiesz, zaczęło to być dla mnie wręcz potworne… mieć ładną twarz/ ładne jednak jej rysy, a cholera z takim czerwonym badziewiem na niej… I to sama tego dokonałam! W ogóle to dostrzegam u siebie NIE PROGRES, ALE JAKIŚ potworny wręcz REGRES teraz…

Po czym to zauważasz?

Np. po tym, że dostrzegłam, iż ponownie nie najlepiej i chodzę i nawet tak też już nie mówię… booooszeeee, wiem, a miałam tyle rzeczy ćwiczyć! Czy także uważasz, że to może być spowodowane moim obecnie nienajlepszym stanem psychicznym?

Oczywiście, że tak! Przecież dobrze o tym obydwie znowu wiemy, jak bardzo ciało jest powiązane z psychiką i jak można zarówno poprzez psychikę oddziaływać na ciało, jak i odwrotnie również! Bo i emocje wpływają na to, co dzieje się w naszym ciele, jak i nasze ciało wpływa na to, co dzieje się w naszej głowie.

To właśnie chciałam jeszcze usłyszeć, jakby takie potwierdzenie tego, że „dobrze myślę”…😉

Ale musimy tu moja droga, jeszcze tak szybciutko tylko wspomnieć o tym dzisiejszym 13-tym, teoretycznie pechowym i to w dodatku poniedziałku! Cóż się dzisiaj jeszcze stało, opowiedz proszę o tym, nim pójdziesz się myć, bo jutro jedziesz przecież do frycka…

No dobrze, więc opowiadam dalej, otóż jeszcze wczoraj na tej dolince po zrobieniu tych 3 okrążeń [a byłam ubrana dokładnie tak, jak na tych fotkach w Akwarium/ Oceanarium]. I tak tam wędrowałam, taka w sumie raczej przygnębiona… Tłumaczyłam sobie, że mam tak niestety zawsze, jak wyjeżdża ode mnie moja rodzicielka… A obecnie była jeszcze z absorbującym jednak Kacpuniem, więc dopiero teraz to ze mnie schodzi… boooszeeee, jakie to dziwne, wiesz? Serio, czuję się już, jakbym NIGDZIE NIE PASOWAŁA, powaga!

Ok, ale nie odchodź proszę od tematu, miałaś opowiadać o tym dzisiejszym poniedziałku 😉

No tak, zatem pomijam już to, że wciąż chce mi się płakać i nawet dziś „medytując” zalewałam się po prostu łzami…, ale najwidoczniej to jest znowu taki „etap”, z którego ja nic nie rozumiem, a który jest jednak konieczny i potrzebny… Tak właśnie rozmawiałam ze Wszechświatem i chyba do takich wniosków doszłam…

Ale jeszcze wczoraj będąc na tej dolince i czując się strasznie, poprzez to „coś” na mojej jednak ładnej buzi…, po tych 3 okrążeniach, gdzie już nawet nie miałam siły, by za nic dziękować… Ale moja droga i tak robiłam to, teraz wyobraź sobie głównie powtarzałam: Dziękuję za moje szczęście z…. „kimś takim”, jak Gracjan właśnie, dokładnie tak mądrym i świadomym, jak on sam… i później jeszcze i za mojego sprawnego już brata i za sprawną Gabi.

Dalej poszłam przysiąść jeszcze na ławeczce i tak myślę dalej, cóż bym mogła zrobić… I zaczęłam pisać @ do tej Klaudii Pingot z UBUNTU… Nie miałam wprawdzie jeszcze do niej adresu, ale pomyślałam sobie, że przecież, jak już wrócę do domu, to wtedy będę go szukała… I tak też zrobiłam, tzn. zauważyłam, że ta Klaudia ma swoje konto na fejsie, więc wysłałam do niej prośbę o podanie mi adresu@….

I tak dziś rano włączam WiFi i patrzę, a napisała do mnie jakaś dziewczyna z „ich drużyny/ grupy” i podała mi adres, na jaki mogę do nich napisać! I oczywiście skleciłam do nich @ następującej treści:

zatytułowałam go: Przypadki nie istnieją 

Witaj Klaudio i witajcie w ogóle wszyscy,
Przede wszystkim BARDZO DZIĘKUJĘ za adres @! To teraz już coś, co zaczęłam pisać jeszcze wczoraj w parku… do Klaudii właśnie:
Nie do końca pamiętam już, jak udało mi się Ciebie tu odnaleźć… Ale to nie jest dla mnie wcale aż takie istotne. Mam na imię Monika i myślę, że w WIELKIM skrócie o mnie przeczytasz choćby tutaj: https://niesklasyfikowana.com/nieugieta-ja/…. To jest pierwszą str. mojego bloga. Ja jestem Tobą wprost zafascynowana, wiesz, mam już 38 lat, a przez to wszystko, co było mi dane przeżyć, czuję się już jak potwornie stara kobieta… „Stara” duchowo i niestety samotna… To ostatnie mi najbardziej doskwiera… Ah… Moja historia jest naprawdę „gruba”… Wiesz, że jakoś chyba jeszcze w czerwcu (przepraszam, ale w wyniku urazu mózgowo – czaszkowego, którego doznałam w wypadku samochodowym, mam problemy z pamięcią świeżą…) wykonywałam na balkonie to ćwiczenie, o którym mówiłaś, by ciało dało nam odp. na jakieś nurtujące nas pytania… I wyobraź sobie, że wtedy właśnie zapytałam, czy miałabym do Ciebie napisać i MOJE CIAŁO POCHYLIŁO SIĘ DO PRZODU!!! Czyli ewidentna odp. TAK 😊 Piszę to do Ciebie siedząc w parku na ławce, wyszłam właśnie z wyborów (12.07.20 = II TURA) Nie mam niestety wciąż pojęcia, jaki jest Twój adres @, ale myślę, że jak przyjdę do domu, to może w końcu się tym zajmę. Wiesz, przeszłam naprawdę wiele i nie chcę marnować swojego życia już, które właściwie otrzymałam po raz 2. Zostałam tu całkiem sama i dlatego potrzebne mi wsparcie, ale tylko WSPARCIE, generalnie jestem „wojownikiem” i łatwo się nie poddaję. Więcej o mnie opowie mój blog, który sama stworzyłam, bez niczyjej pomocy! I który stanowi dla mnie coś a`la „autoterapię”, bo nie mam tu niestety nikogo, komu mogłabym to powiedzieć, postaram się przesłać poniżej adresy wpisów, które mogą być dla Was szczególnie „interesujące/ ciekawe”, a przede wszystkim mówiące więcej o mnie samej i moim życiu: od końca: 1. https://niesklasyfikowana.com/2020/07/06/nie-mozesz-ciagle-chciec-aby-cos-sie-stalo-2/ 2. https://niesklasyfikowana.com/2020/01/01/musimy-pracowac-nad-osiagnieciem-naszych-celow-choc-po-drodze-mozemy-doswiadczac-cierpienia-i-smutku/ = o mnie i o moim bracie [tak ogólnie] 3. https://niesklasyfikowana.com/2020/07/02/jesli-cos-odpuszczamy-przychodzi-miejsce/ = tu m.in. wyjaśniłam tą historię w oparciu o Twój filmik: Intuicja. Potęga podświadomości i przewidywania 4. https://niesklasyfikowana.com/2020/06/24/jesli-chcesz-czegos-dokonac-wloz-w-to-serce-i-miej-wiare-a-efekty-cie-zadziwia/ – tu również pozwoliłam sobie zacytować duuużo z nagrań Klaudii 5. https://niesklasyfikowana.com/2020/03/05/wszystko-w-zyciu-jest-potrzebne/
Przepraszam Was kochani, że taki  tu bałagan powyżej, ale niestety mam tego zbyt dużo i w dodatku nie mogę teraz jeszcze odnaleźć tych cennych wpisów, o [sesjach u] numerolog i bioenergoterapeutki, u których również byłam. W każdym razie, na sam koniec prześlę Wam również mój wypis ze szpitala [choć bardzo nie lubię tego robić], by Wam pokazać, że naprawdę otrzymałam 2-gie życie. DZIĘKUJĘ KOCHANI, ŻE POJAWILIŚCIE SIĘ W MOIM ŻYCIU🌞Ślę pozdrowienia i całusy,

Później już po po śniadaniu i po wysłaniu tego, wyszłam jednak do sklepu i do warzywniaka. I wiesz, wracam i tak sobie myślę: boooszeee, co ja zrobiłam?! Teraz oni wezmą mnie za jakąś kompletną idiotkę i niezrównoważoną psychicznie wręcz osobę, buhaha 🤣😋😜 Serio, takie myśli już miałam i jeszcze sobie pomyślałam, cholerka i na koniec musiałam jeszcze dodać oczywiście ten mój wypis = „książkę”…

Moja droga, myślę, że nawet właśnie, jakby udowadniając to swoje takie zachowanie, że jeszcze wielu rzeczy sama nie potrafisz, ale już przeszłaś kolosalnie trudną i ciężką drogę, przyda się im spojrzeć choćby na ten Twój wypis ze szpitala, który przecież pokazuje czyste fakty i samą prawdę! TO, CO RZECZYWIŚCIE PRZESZŁAŚ!

Chyba właśnie dlatego m.in. to uczyniłam i im to przesłałam, choć bardzo nie lubię wzbudzać czyjejś litości… Ale, jak to się mówi: „Musztarda po obiedzie”, „Będzie, co ma być…” W dodatku, dzisiaj właśnie otrzymałam kolejnego @ undefined

Teraz kochani, chyba powinna sprawdzić, o której godzinie będzie miała tramwaj od siebie, aby móc dojechać do tego frycka… A dziś już nawet tak leżała i myślała, że chyba jednak powinna odwołać tą wizytę tam, bo … nie czuje się dobrze sama ze sobą, właśnie m.in. przez swój wygląd… Ale w sumie doszła do wniosku, że nie będzie się tym aż tak zadręczać… Przecież, do cholery jasnej, „liczą się jej doświadczenia” i jej wnętrze…, no ok, dobrze wie, że to tam akurat nie będzie miało takiego znaczenia… hehe, 😜 więc nałoży sobie najwyżej maskę ubierze ładny uśmiech i jakoś to będzie! A przecież powinna zwłaszcza teraz trenować chodzenie i również bycie wśród ludzi! Jednak pozostanie sobą i tak, bo wie, że to jest ważne:

Nie umyła się wieczorem, bo stwierdziła, że zdecydowanie lepiej „przebudzi się”, jak weźmie rano ten zimny prysznic! I tak też zrobiła oczywiście. Słuchajcie, jak siedziała dziś, WTOREK, 14.VII.2020 na tej swojej poduszce, to w pewnym momencie na latarnię, którą ona widzi przez swoje okno, nadleciał gołąb. Ona jest po prostu pewna, że to był hm… jakby się tu wyrazić, byście to dobrze zrozumieli…

Oooo, wiem, może tak zabrzmi to najbardziej „odpowiednio” = „przedstawiciel” WSZECHŚWIATA. Tak, ona już dawno to zauważyła, że ten właśnie „porozumiewa” się z nią za pomocą tych stworzeń. I zrobiło jej się tak niesłychanie miło, bo choć myślała już, że za chwilkę odleci… A ten nie! Siedział tam tak długo, jakby pokazując jej, że jest z nią, że nie ma się czego bać i czym martwić. Że nad nią czuwa i się nią opiekuje…

Zrobiło jej się tak cholernie miło, zwłaszcza teraz, kiedy tą twarz ma właśnie tak wyglądającą… [ale do tego zaraz przejdziemy, dobrze?]. Wyobraźcie sobie, że nawet już ona sama mówiła do niego, że BARDZO MU DZIĘKUJE ZA TYLE ŁASKI I TAKĄ OKAZANĄ DOBROĆ I MIŁOŚĆ, ale rzekła: „możesz już kochany gołąbku polecieć, już i tak okazałeś mi dużo dobroci”.

Tak więc po tej medytacji, dziś już odpuściłam sobie tą gimnastykę, bo uznałam, że nie mam już na nią teraz czasu… Wstawiłam tylko pranie i poszłam wziąć jeszcze ten prysznic. A wiedziałam, że nie będę myła głowy [bo ta będzie myta u frycka!], więc znowu ponownie odważyłam się tą zimną wodą obmyć swoje ciało [oczywiście z „odgłosami” buhaha]. Moja twarz naprawdę wyglądała teraz nie najlepiej: tak bardzo liczyłam na to, że skoro na tej fotce w tym Akwarium w Gdyni naprawdę nie było tego prawie w ogóle widać! To pomyślałam, że może i tym razem uda mi się zrobić taką dobrą tą „maskę”…[choć już mnie strasznie wkurza, że w ogóle zrobiłam sobie coś takiego, co teraz jeszcze muszę jakoś tuszować/ ukrywać…]

Jednak cholera, tak się przyglądałam jej ponownie [tej kroście] i dojrzałam, że tam chyba jeszcze coś jest i… zaczęłam naciskać [palcem! nie igłą nakłuwać!], a tam jednak jeszcze ta ropa zaczęła wylatywać…

Poważnie jeszcze tam się jej zgromadziło?

Dokładnie tak! Wiesz, jak już to wylazło, to z jednej strony się ucieszyłam, lecz z drugiej po prostu załamałam…, bo teraz to stało się ponownie takie czerwone i widoczne…

No dostrzegam właśnie, kochana moja…

Taaa, „fajna” jestem, nieprawdaż? Drugiej tak genialnej osoby, która potrafi siebie samą tak okaleczyć to chyba jeszcze nie widziałaś…, myślałam, że tam padnę, bo tej „krosty/ czerwonego placka/ śladu” w ogóle nie dało się ukryć… Słuchaj, ja już robiłam tam do lusterka „miny” i „uśmiechy”, jak jakaś ostatnia idiotka, licząc na to, że może choć te sztuczne uśmiechy pomogą mojej twarzy…, jej wyglądowi…

boooszeee, jak można być taką kretyną??? Przecież sam uśmiech/ nawet ten „sztuczny” pomaga, ale cholera nie na taką zmasakrowaną tą twarz!!! A u mnie przez to już nawet moje oczy nie wyglądają dobrze i ładnie/ łagodnie…

Tak, moi drodzy, tu muszę przyznać rację Małej Mi niestety, ale rzeczywiście, aż nawet ja sama nie mogłam uwierzyć w to, że teraz [porównując to zdjęcie jej twarzy z Gdyni] jest „to” niestety widoczne… Jednak dodać tu muszę, że przecież CAŁA TWARZ SIĘ NIE ZMIENIŁA! No dobrze, jej oczy może trochę jakoś tak „wyblakły” i „zmarniały” od tych trosk i zmartwień, lecz to wszystko! Ale słuchajcie i tak „najlepsze” było, jak pojechała jednak do tej fryzjerki… A tam ta Marta do niej oczywiście, co tam słychać? Nasza „gwiazda” właściwie tego się spodziewała, co więcej przygotowała już sobie taką odpowiedź:

Przypuszczam, że pytasz mnie, jak tam moje „życie miłosne”… I cóż…niestety nic, póki co, nie kwitnie teraz…, ale widziałam już Twoje foty z tych relacji na fejsie, to może Ty lepiej opowiadaj…

I tak, Marta [fryzjerka] zaczęła jej opowiadać… Generalnie ujęła to słowami: „W życiu piękne są tylko chwile…”, określiła, że pół tygodnia jest szczęśliwa [kiedy spotyka się z tym swoim partnerem/ mężczyzną, bo ten jest z Poznania, gdzie pracuje i ma córkę], a kolejne pół… musi po prostu jakoś „przetrwać”😉…, ale ona jest całkiem inną kobietą, niż Mała Mi…, bo jakoś nie umie być sama i często spotyka się ze znajomymi…, albo robią jakieś „imprezy” w domu, albo też spotykają się gdzieś na mieście… W ogóle Mała Mi doszła ponownie do wniosku, że ona nie umie „rozmawiać”, żartować, wszystko bierze jakoś tak poważnie… później przyszły jeszcze dwie jej klientki i tak bardzo ją jakoś to przytłoczyło, jak słyszała o ich różnych wyjazdach, planach wakacyjnych, itp.

Nie odzywała się tam kompletnie, tylko siedziała sobie w milczeniu… A jeszcze na samym początku, moi drodzy, zadała pytanie, jak jakieś nienormalne „małe dziecko”… Jesteście gotowi: „Czy bardzo widać to, co mam teraz na twarzy…?” boooszeee, no przecież mogła choć powiedzieć, że jest teraz wszystkim zmęczona i jeszcze to „dziadostwo” jej wyskoczyło na brodzie… A ona takie pytanie…

Cóż mogła ta Marta odpowiedzieć, no oczywiście, że: „nie bardzo…” [bo przecież która kobieta powiedziała by drugiej, że coś na jej twarzy tak bardzo rzuca się w oczy?]… Co za niemądre dziewczę z tej Małej Mi. Już zadając to pytanie, sobie właśnie o tym pomyślała… Ale no cóż mogła teraz zrobić? Wyszła po raz kolejny na totalną idiotkę i głupiego dzieciaka… A już „najlepsze”, słuchajcie, było to, jak zapytała nagle, gdy usłyszała, że ktoś coś wspomniał o wyborach i wtedy ona: A kto w ogóle je wygrał…? Marta na nią wtedy takie oczy 😳To nie wiesz??? Przecież niemal „helloł?”, ale już mamy wtorek! A wybory były w niedzielę…Duda wygrał! Monika, skąd Ty się urwałaś…

Jak się można domyślić, wróciła ponownie załamana…, tak strasznie chciało jej się płakać… odgrzała sobie obiad, do którego znowu nie wiedziała za bardzo, co ma sobie włączyć do oglądania, a nie miała już najmniejszej ochoty ani na Gracjana, ani nawet na Klaudię z Ubuntu…, tylko chciała sobie po prostu obejrzeć jakiś film… Wypiła jeszcze kawę i zjadła jogurt z owocami do niej [oczywiście…]

I tak włączyła sobie po raz kolejny Bruce Wszechmogący, lecz prawie zaraz go jednak wyłączyła…, wyniosła już nawet swój leżak na balkon, by może tam jeszcze w słońcu poczytać książkę… Ale tak sobie chwilkę pomyślała, czy to nie bez sensu siadać teraz znowu z dupskiem, jak powinna pójść właściwie „potrenować” choćby swój „chód” dalej. Ale już cholerka przebrała się w domowe ciuchy i co najważniejsze ZMYŁA MAKIJAŻ!!! Ale tak się jeszcze chwilę zastanawiała, spojrzała na siebie w lustro i przeraziła się wyglądem swojej twarzy… boooszeee, jak ona to odczuwa, jak bardzo była przyzwyczajona do tego, że jej buzia była jednak taka „nienaruszona” nawet po tym tragicznym wypadku!

A teraz cholera TAKI CZERWONY ŚLAD PO TEJ KROŚCIE. I te oczy przestały być już przy tym takie pełne blasku i tak „zdrowo” i ładnie wyglądać! Tak się jednak chwilę pozastanawiała, co ma zrobić. I słuchajcie, stwierdziła jednak, że pieprzy to i WYCHODZI! Bo po prostu to czuła, że cholera powinna wyjść, przecież ma 2 ręce i 2 sprawne, póki co te nogi! I chcąc by były takie nadal, musi po prostu się ruszyć i coś robić! Tu ponownie pomyślała o swoim bracie, co ten by na jej miejscu zrobił/ tzn. akurat w jego przypadku „powiedział” tylko oczywiście, choć, nie! On z pewnością by również wyszedł z domu, pojeździć na swoim wózku! Zatem szybko wciągnęła legginsy, adki, T-Shirt i tą żółtą bluzę, którą przecież ostatnio zakupiła.

I tak właśnie wyszłam, najpierw tylko wynieść śmieci, wrzuciłam jej jednak do tego śmietnika nie przy moim bloku, tylko tam, jak się idzie na tą dolinkę właśnie. Zrobiłam dziś 7 okrążeń! Tak wędrowałam, mijałam różne osoby i wiesz, muszę powiedzieć, że widziałam to po prostu, jak patrzą na moją twarz…, zwłaszcza mężczyźni… Czułam się już, widząc/ czując te ich spojrzenia, jakbym była jakaś niemalże „trędowata”… Przyglądałam się jeszcze teraz tym wszystkim twarzom tych kobiet, które były jednak bez żadnych śladów i po prostu zaczęłam im zazdrościć…

Tak sobie jeszcze tylko pomyślałam, CZEGO TO MA MNIE TYM RAZEM NAUCZYĆ, to beznadziejne doświadczenie, z którego RÓWNIEŻ MUSZĘ WYNIEŚĆ JAKĄŚ LEKCJĘ PRZECIEŻ! To samo, jak z tym moim oknem, nie wiem, czy jeszcze pamiętacie… Wtedy chyba twierdziłam, że WSZYSTKO WYDARZA SIĘ W NASZYM ŻYCIU PO COŚ… I tak sobie dziś stanęłam nad tym „akwenem” tam i próbowałam usłyszeć na to jakąś odpowiedź…

Bo to, żeby nie przywiązywać się tak bardzo do wyglądu zewnętrznego, to już jest właściwie dla mnie oczywiste… Tylko, że tak sobie pomyślałam, dlaczego właśnie mnie to spotkało, czy raczej dlaczego nic mnie nie powstrzymało przed zrobieniem sobie tego? Przecież ja nigdy nie byłam taka „próżna” i nie oceniałam ludzi TYLKO PO SAMYM WYGLĄDZIE??? A drogi Wszechświecie przecież wiesz, że w mojej obecnej sytuacji, to była właściwie jedyna moja „mocna strona”, przecież ten cholerny wypadek tyle mi zabrał!!! Nie jestem już tą samą osobą, którą byłam przed nim…, czuję się już o wiele gorsza niż inni przez to wszystko, co mnie spotkało… mniej pewna siebie, mniej „zdolna”/ elokwentna/ a teraz, cholera jasna jeszcze zdecydowanie mniej ładna i atrakcyjna…

1 myśl w temacie “„Zrobione” jest lepsze od „doskonałego”

  1. Apropos przedostatniej grafiki „… and she’s buying the stairway to heaven” się skojarzyło 😉

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close