ŚWIAT, JAKI WIDZIMY, JEST TAKI, JACY SAMI JESTEŚMY

Joseph Murphy „Wykorzystaj swój potencjał… Zdobądź pewność siebie…”

1:03:57

Wróciła właśnie, ze sklepu, godz. mniej więcej 12:30, mamy teraz już PIĄTEK, 17.VII.2020. Czuje się po prostu FATALNIE. Myślę, że należy się Wam tutaj pewne „sprostowanie”. Tak właśnie, ja odczuwam po prostu taką powinność. Otóż muszę Wam powiedzieć, że Mała Mi jest mi bardzo bliska, odnoszę wrażenie, że jest niejako częścią mnie… i naprawdę niemalże to samo odczuwamy… Dlatego właśnie to, co ona opowiadała o tej swojej kroście, tak to odebrałam i ja sama. Ponieważ doskonale to wiem, jak ona się czuje z tym wszystkim.

Dobrze wiemy obydwie, jak jej ładna jednak twarz potrafiła jej pomóc niejednokrotnie. Wiedziała, że jej mózg i głowa już tak dobrze nie działają niestety… Więc choć tym wyglądem mogła jakby to wszystko „niwelować” i „ratować”. Tak, wiem, jak to brzmi…, ale ona tak naprawdę sądziła… Tzn. ja jestem nawet w stanie to zrozumieć, bo teraz odnoszę wrażenie, że Mała Mi nie potrafi już normalnie myśleć i nawet funkcjonować… Wciąż jej powtarzam, że to jest TYLKO krosta na jej brodzie! Ale posłuchajcie może, co ona ma do powiedzenia:

Wyobraź sobie, że ja tak już co najmniej od wtorku, tego 14.VII., gdy byłam u tej fryzjerki, tak się podle wręcz czuję… Niby wciąż próbuję coś robić i tłumaczyć sobie, że do cholery jasnej! sam wygląd nie jest przecież najważniejszy! Ale dobrze wiem, jak to jest jednak ważne, zwłaszcza u kobiety, że ma tą twarz nieskazitelną… , no a przynajmniej bez żadnych śladów po krostach itp….

Dziś np. szłam do i z tego warzywniaka p. Piotra i… po drodze przyglądałam się tak bardzo twarzom kobiet. boooszeeee, Ty wiesz, jakie to jest potworne teraz dla mnie? Bo JA MAM JEDNAK TEN CHOLERNY ŚLAD PO TEJ PIE… KROŚCIE!!! Czuję się z tym teraz po prostu strasznie nieatrakcyjna…, jakbym naprawdę była jakaś „wypaczona” i niemal „trędowata”. Wyobraź sobie proszę, że spotykasz jakąś w miarę atrakcyjną kobietę i widzisz, że ta ma na swojej brodzie właśnie takie kuwa „coś”…., co po prostu przypomina najzwyczajniej w świecie krostę…

Chcesz mi powiedzieć, że wolałabyś mieć już jakiś inny jeszcze ślad np. po wypadku?

Nie uwierzysz, ale dokładnie tak o tym nawet dziś, 17.VII.2020, PIĄTEK myślałam… Bo wówczas mogłabym powiedzieć, że to przecież nie z mojej winy, po prostu mam tą bliznę/ szef, bo tak się w moim życiu kiedyś wydarzyło…

Moja droga, proszę Cię bardzo, teraz przecież możesz powiedzieć dokładnie to samo! A powinnaś się cieszyć, że to TYLKO ślad po kroście, a nie nic gorszego! Wprawdzie wygląda nadal jeszcze jak krosta, ale to jest przecież już tylko ślad po niej…

Ale jak powiesz to niby komuś z zewnątrz, zresztą to już nie ważne…, bo przecież to jest PASKUDNIE WIDOCZNE, TAK JAK TA WŁAŚNIE KROSTA! Cholernie mnie to teraz wręcz obrzydza i powoduje, że czuję się już do niczego… Przez cały czas nie mogę sobie tego wręcz wybaczyć, że ZROBIŁAM TO SOBIE SAMA!!!

Kochana moja, zrobiłaś to, bo chciałaś się jakoś „ratować”, sama mi opowiadałaś, jak to było, że nie mogłaś już liczyć praktycznie na jakiś [kolejny!] cud, że to samo zniknie, jak nie wiedziałaś do końca, czy tam niczego w jej środku jednak jeszcze nie ma…

Tak, wiem, tylko…, tak sobie myślę, że przecież łatwiej by mi było wiedzieć, że choć ta blizna jest w wyniku czegoś konkretnego… A jeszcze lepiej bym się z tym czuła, jakbym wiedziała, że jest ona jednak „wynikiem” jakiejś pomocy komuś, no a przynajmniej chęci zrobienia czegoś dobrego dla kogoś…, jak ta na moim dekoldzie, po wycięciu tych „raczków”… A tak cholera, co? Sama sobie wyrządziłam taką szkodę! I to właściwie tylko dlatego, że chciałam się jej pozbyć…

Dokładnie tak! Czy Ty w ogóle siebie słyszysz, kochana? MARZYŁAŚ W KOŃCU, ABY SIĘ TEGO POZBYĆ! Czyli coś robiłaś, przecież chciałaś tą krostę „oczyścić” i dlatego w związku z tym w tej desperacji już ją zaczęłaś nakłuwać tą igłą…

boooszeee, nawet nie wiesz, ile mi to teraz odbiera spokoju… Wiem, jak to zabrzmi, ale to jest teraz główna rzecz, na jakiej mój mózg się koncentruje… Bo doskonale zdaję sobie z tego sprawę, że tak, jak wspomniałaś powyżej, może nie nigdy, ale już zwłaszcza po tym wypadku, nie potrafię siebie samej ani dobrze bronić, tłumaczyć, ani nawet używać odpowiednich argumentów… Naprawdę nie mam już siły tłumaczyć komuś nawet „mojej historii”… Co tu dużo gadać… ja, zwłaszcza po tym przeklętym wypadku, nie czuję się już osobą mądrą, więc choć mogłam się z tego cieszyć, że byłam przynajmniej ładna [bo to, że jednak „mądra” w pewien sposób i tak pozostałam, to wiedziałam/ czułam raczej tylko ja…, bo przecież tego na 1-wszy rzut oka nie można było dostrzec niestety, no może jeszcze wtedy trochę po moich oczach, moim spojrzeniu].

Zresztą tak naprawdę byłabym bardzo szczęśliwa, gdyby w ogóle ktokolwiek chciał się mną jeszcze zainteresować… Ale powiedz mi proszę, kto teraz w ogóle może do mnie „zagadać”? Dobrze wiem, jak to jest, serio, widzę to i dostrzegam, że

Wiesz, to jest po prostu dla mnie straszne wręcz: NIE WIDZĘ ŻADNEGO CELU MOJEGO ŻYCIA, CZUJĘ SIĘ TERAZ TAKA NIEPOTRZEBNA I SAMOTNA i nie umiem sobie cholera z tym kompletnie poradzić, bo wcześniej choć miałam nieskazitelną [powiedzmy] tą buzię, a teraz, co? Wciąż staram się siebie przekonywać, że przecież, do cholery, mam 2 ręce i nogi i mogę coś robić! Przecież tyle osób sobie jakoś dzielnie radzi, jak choćby ten Nick Vujicic, na którego występie kiedyś byłam… boooszeee, tak chce mi się teraz płakać…, że już po prostu nie mogę…, chyba z mojej nieporadności… [ps. właśnie dostrzegłam, że ON JEST W MOIM WIEKU… i ma już żonę i również dzieci!]. Nie ma wprawdzie rąk i nóg, ale jego twarz i oczy wyglądają choć dobrze…

Kochana, czy Ty w ogóle siebie słyszysz? „Nie ma wprawdzie (TYLKO?!) rąk i nóg, ale jego twarz i oczy wyglądają choć dobrze…” Myślę, że on przede wszystkim nie zamykał się w sobie tak bardzo, jak Ty teraz… Stąd właśnie później już udało mu się wszystko tak pięknie dograć, że nawet napotkał MIŁOŚĆ swojego życia…

Dlatego bardzo proszę, postarajmy się to uporządkować jeszcze raz! Oczywiście, że jest to wszystko cholernie trudne, ale przecież mamy siebie! I obydwie sobie z tym jakoś poradzimy! Ja będę wspierała Ciebie zawsze, kiedy tylko tego będziesz potrzebowała i PAMIĘTAJ O TYM! Poza tym nie możesz zapomnieć o tych, jakże istotnych słowach:

Kiedy ktoś, tak, jak Ty, przez dłuższy czas uczy się akceptować rzeczywistość, prędzej czy później musi pójść o krok dalej i osiągnąć stan, w którym negatywne emocje już nie powstają. [ANTHONY DE MELLO PRZEBUDZENIE]

Mała Mi, moi drodzy, jest w naprawdę kiepskim obecnie stanie… Nie ma na nic ochoty, wszystko ją dobija, bo wciąż widzi tą swoją już teraz nie tak ładną dla niej twarz…, bo jeszcze teraz ma zapłakane te swoje oczęta…

A jak mam się niby czuć, jak Ty sama byś się czuła, jakbyś miała takie ślady po krostach? Nawet nie wiesz, jak mnie to dobija, że muszę robić sobie ten make- up, który, żeby było „atrakcyjniej” i tak nie ukrywa mi tego dobrze… boooszeee, chce mi się tak strasznie teraz płakać, bo czuję się taka do niczego, rozumiesz? To jest dla mnie wręcz przerażające, jak wygląd mojej twarzy był dla mnie ważny i jak może on wszystko określać i przekreślić nagle… Wiesz, dlaczego tak się jeszcze czuję?

Pozwól, że odpowiem na to pytanie, a Ty mi powiesz, czy dobrze sądziłam, ok? Otóż wydaje mi się, moja kochana, że byłaś tak bardzo przywiązana do tego nieskazitelnego wyglądu swojej pięknej buzi, ponieważ po tym wypadku, ona właściwie jedyna pozostała Tobie w miarę nie uszkodzona. A dobrze wiemy, że Ty nigdy nie próbowałaś nawet sama się jakoś komuś „przypodobać”, w sensie nie byłaś aż taka śmiała, żeby jednak tak kogoś zaczepiać… [no a przy najmniej tak „na żywo”, bezpośrednio]. A po tym wypadku zwłaszcza było Ci trudno powiedzieć jakąś celną ripostę, w miarę szybko i dowcipnie na coś zareagować. Nigdy też aż tak bardzo Ci nie zależało na tym, by być taką „hop do przodu” kobietą i jakoś „gwiazdorzyć”.

Obecnie jesteś nadal piękną kobietą z jednak śladem po kroście na twarzy. [teraz Mała Mi właśnie wpadła w straszny ryk…] Kochana, BARDZO CIEBIE PROSZĘ, NIE PŁACZ JUŻ WIĘCEJ…, przecież ja nie mówię tego, by Ciebie tu jeszcze jakoś „dobijać”, stwierdzam po prostu fakty… Weź moja droga, proszę pod uwagę to, że jak będziesz dalej pozwalała sobie na ten płacz, to wtedy wygląd Twoich oczu w ogóle się nie poprawi…

A myślisz, że o to teraz dbam??? Już mi to, przysięgam, wisi!!! Mam już to ku… głęboko gdzieś, rozumiesz!!!??? A dobrze wiemy, jak to się wszystkim kojarzy…, słowo „krosta” to niemal jakiś „syf”, więc mogą sobie od razu pomyśleć, że jak mogłam w ogóle dopuścić do takiej sytuacji, że coś takiego mi powstało? A nawet jeśli już się „utworzyło”, cholera, to dlaczego nic z tym nie robiłam [taaaa…] , tylko pozwoliłam na taaaki ślad. To jest dla mnie tak cholernie straszne, że ludzie / mężczyźni chyba nade wszystko, przywiązują taką wagę do wyglądu… zwłaszcza twarzy… Tak wiem, ja również przecież bym prawdopodobnie tak właśnie reagowała… A teraz czuję, jakbym co najmniej utraciła jakąś ważną część siebie… Już tak dalej po prostu nie mogę…

Kochana moja, bardzo dobrze czuję to, o czym Ty tu teraz mówisz… Widzę nawet jak przyglądasz się do tego lusterka, które tu przyniosłaś z łazienki i także jak próbujesz zakrywać sobie to paluszkiem i Twoja głowa stwierdza, że gdyby tej cholernej krosty nie było, to już wszystko inne nawet dałoby się ukryć i zatuszować tym make-up`em, choć wtedy z całą pewnością już byś może nawet go nie chciała używać…

To jest dla mnie po prostu straszne, teraz już nawet nie mam najmniejszej ochoty NIGDZIE WYCHODZIĆ Z DOMU [wiem, zabrzmiało tak, jakbym zawsze miała jakąś mega ochotę na to :P] Ale chcę, abyś wiedziała, że pomimo, iż zawsze przez ten mój „bagaż” czułam się taka naprawdę „inna” i niepasująca do reszty, to choć wtedy wiedziałam, że mój wygląd nie został prawie w ogóle uszkodzony tym wypadkiem. Oczywiście mam tu na myśli głównie twarz…

Myślę, że teraz nadszedł czas, na przedstawienie Wam tutaj tego, co pisałyśmy już wcześniej:

Pamiętacie jeszcze, jak tego samego dnia, tj. we WTOREK, 14.VII. właśnie, wróciwszy do domu, po tym, jak już zmyła ten makijaż i postanowiła, że nie będzie jednak siedziała na balkonie, tylko wybierze się choć „ćwiczyć” swój „chód”. To było wtedy, gdy czuła się niemal, jak to ona się wyraziła „trędowata”. Zauważyła tam również kilka osób także biegających, prócz tych z psami i z dziećmi oczywiście.

Wtedy jakoś najbardziej chyba przykuł jej uwagę taki mężczyzna, który również tam biegał, wyglądał jak jakiś „prawdziwy” biegacz, no a przy najmniej na jej oko 😉 Widać było, że jest na tym skoncentrowany i że robi to raczej hm… dobrze/ profesjonalnie(?). Ją jednak najbardziej „przyciągnął” tym, że pomimo, iż mijał ją kilka, jak nie „-naście” razy, to ani razu się jakoś tak na nią „dziwnie” nie spojrzał. W dodatku, gdy ta stanęła nad tym stawem tam, ten jakoś z tyłu za nią, poszedł się właśnie rozciągać… [a była tam taka polana z jakimiś drabinkami]

Czasem nawet „czuła”, że jakoś tak w pobliżu niej biegnie. Wydawało jej się również, że jednak ją widzi i dostrzega. [w końcu nie było tam raczej dużo kobiet o wzroście 1,75]. Tak, jest tego doskonale świadoma, jak to brzmi…., znowu… Przecież to wszystko WCALE NIE TAK MUSIAŁO BYĆ. Dobrze wie, że scenariusz tego mógł być całkowicie inny. Ten mężczyzna przecież był np.

  • tak zajęty tym „treningiem”, że nie miał nawet czasu, by się jej jakoś przyglądać
  • kompletnie na to nie wpadł, by jakoś „oceniać” jej wygląd
  • lub nawet nie miał zamiaru się tym [co nie było dla niego jakoś ważne/ istotne] w ogóle zajmować, bo przyszedł przecież TYLKO pobiegać, itp.

Pamięta tylko, że jeszcze wtedy aż tak intensywnie o tym nie myślała, to jakoś tak jakby „samo” zaczęło składać się w jej „chorej” [to jej stwierdzenie] głowie… Później zaś nawet tego nie rozkminiała, bo powróciwszy do domu, poczuła takie zmęczenie, że tego dnia nie musiała brać już na noc tej tabletki Mirtagen! Jednak pomyślała sobie dalej, że ok. czasem szczęściu trzeba pomóc. A przecież ona bardzo chce nauczyć się w końcu biegać…

Tak więc następnego dnia [ŚRODA, 15.VII.], już ubrała się również tylko w krótkie spodenki i koszulkę, jak pewna dziewczyna, którą widziała tam biegającą. Już Wam mówię do jakich ona doszła wniosków: jest wysoka, ma w miarę ładne nogi, więc choć je tam pokaże. [boooszeee, dziewczyna, która kiedyś miała nienaruszone, zatem i ładne to swoje lico, teraz uznała, że musi się ratować tym, co choć jej pozostało…].

W środę właśnie, po chwilowej „drzemce”, a raczej jak zwykle „próbie zaśnięcia”- nieudanej niestety…, przeniosła się na balkon, gdzie nadal świeciło piękne słońce [rany, tego dnia było w ogóle w Gdańsku upalnie, bo temp. nawet 27 stopni Celsjusza!]. Siadła tam sobie na leżaku z kawą i TYLKO Z KAWĄ! Zadzwoniła również do swojej babci, z którą dawno już nie rozmawiała. I tak sobie chwilkę pokonwersowały.

Następnie, wyszła tak, jak planowała na tą dolinkę. Była ubrana, tak, jak wyżej wspominała, czyli dokładnie w te ubrania z tego zdjęcia: Jej twarz jednak nie wygląda już tak jak na nim niestety…

Wyszła tam jakoś tak w ogóle wcześniej, bo ok. 18:30. Zrobiła na tej dolince 2 okrążenia, a nawet trochę w miejscach, gdzie nie było akurat ludzi, gdzie osłaniały jakieś krzewy :P…, odważyła się „podbiegiwać”. boooszeee, dosłownie tak to wygląda, ona się strasznie wstydzi tego, bo wydawało jej się, że jej stopy nie układają się dokładnie tak, jak u całkowicie sprawnych osób! Ponieważ zachciało jej się pić, więc po tych 2 okrążeniach [z momentami tylko podbiegiwania!] wróciła do domu, wzięła małą butelkę z wodą ze sobą i powróciła tam. Dalej zrobiła kolejne 5 okrążeń, na chyba tylko kolejnych 2 także próbowała jeszcze podbiegiwać…

booooszeee, to jest dla niej takie uwłaczające, że ona tego nie potrafi! Później już siadła sobie po prostu na ławeczkę i przyglądała się jeszcze jakimś kolejnym ludkom, którzy tam również biegali. Czuła nie tylko wstyd z tego powodu, ale siedziała tam i prowadziła jeszcze rozmowę ze Wszechświatem, bo wciąż miała/ ma do siebie o to pretensje, że tak bardzo zdewastowała swoją buzię… Tak tam siedziała i rozmyślała, co przez to wydarzenie WSZECHŚWIAT/ BÓG próbują jej powiedzieć…

Wiecie, ile jej to odbiera radości i optymizmu? Ona jest naprawdę już załamana tym, co wyrządziła sobie sama na swojej twarzy, do tego stopnia, że nie ma już kompletnie na nic ochoty, nic już jej się nie chce, prócz płaczu i spania… W czwartek np. jak wychodziła do sklepu, a miała jeszcze zakupić rzeczy w Rossmannie, nawet nie wsiadała w tramwaj i mimo deszczu, szła z parasolką na piechtę! Bo po prostu po raz kolejny posmarowała tą krostę maścią tribiotik i nie chciała już czuć na sobie spojrzeń ludzi…

Mała Mi najzwyczajniej w świecie teraz to czuje, jak uszło z niej już całe życie… Nie potrafi kompletnie żartować, a dobrze to wie, że właściwie powinna z tej sytuacji się tylko nabijać i śmiać, bo przecież ŻADNA TRAGEDIA SIĘ NIE STAŁA!

No niby tak…, wiesz, ja marzę wprost o tym, aby kiedyś się obudzić i móc tylko wspominać [ze śmiechem!] ten mój „problem” i „dylemat”… Wiesz, jestem pewna, że gdybym miała tu kogoś, kto mógłby mnie przytulić i powiedzieć niemal to samo, co i Ty… [lecz nie mama…, ani jakaś znajoma…!]. Nie! Ja chciałabym to usłyszeć z ust mężczyzny! Że to nie jest przecież istotne! Najważniejsze jest to, JAKĄ KOBIETĄ JESTEM W ŚRODKU… boooszeee, ale tak sobie właśnie myślę, że to mógłby powiedzieć przecież tylko ktoś, kto mnie tu czyta…

A teraz jeszcze coś a propos tych żartów… to muszę tylko powiedzieć, że jak już byłam w tym Rossmannie, to ekspedientka do mnie na wejściu mówi: „Proszę założyć maseczkę”. Ja odparłam oczywiście, że nie mogę, bo mam alergię...Ona na to: aha, rozumiem. A dopiero później mi przyszło do głowy, że przecież mogłam rzec, że: „bardzo chętnie, zwłaszcza, przy obecnym wyglądzie mojej twarzy…[ i tu pasowałoby już to: buhaha] i dopiero później mogłam dodać to o tej alergii… Matko, dlaczego ten pomyślunek włącza mi się jakoś „po fakcie”?

Teraz jest już w pół do 17, mam makijaż, wprawdzie zapłakane oczy, ale myślę, że i tak jeszcze wieczorem wyjdę sobie próbować „podbiegiwać”. Tak, wiem, że jest piątek i z pewnością wszyscy młodzi ludzie będą w innych miejscach…, no ale cóż…, zrobię choć to, co mogę, a może nawet powinnam. [właśnie na komórce i w kompie w kalendarzu włącza mi się przypomnienie „Write o Kamyku”]

Kochana moja, również tak myślę, że to jest dobry pomysł, abyś jednak wyszła z domu, choć jeszcze na wieczór. Bo przecież prócz tego, że byłaś ok. 12 w tym warzywniaku, to przyda Ci się tak właśnie wieczorem, przed spaniem przewietrzyć tą łepetynkę. Może ponownie nie będziesz musiała już brać tej tabletki na noc. A tak poza tym, musisz kochana wychodzić do ludzi trochę, bo jak niby miałby Ciebie tutaj ktoś znaleźć sam?

Tak, dobrze wiem, że kiedyś jeszcze twierdziłaś, że on właściwie już Ciebie sam odnalazł… I jeszcze wczoraj, gdy zrobiłaś sobie ten dzień głodówki, siedziałaś na balkonie na tym leżaku i weszłaś jednak w śpiwór, bo wieczorem nie było już tak pięknie. Zaczęłaś wtedy tak bardzo płakać i ponownie prosić Wszechświat o jakąś pomoc, o radę… I wtedy zaczęłaś dostrzegać, że zza tej chmury przebija się jednak słoneczko i nagle odczułaś tak bardzo znowu obecność Gracjana przy sobie!

Pozwolę sobie zacytować Twoją notatkę tutaj jeszcze:

„Siedzę na balkonie w śpiworze i płaczę… Nie widzę już sensu tego życia… Tak bardzo marzę o tym, by być kochana … i czuć się potrzebna i szczęśliwa… I wtedy słonko tak przez chmurkę do mnie nagle przebłyskuje i czuję po prostu w ten sposób, że to właśnie Gracjan mi to światło i ciepło przesyła… Znowu go widzę przy sobie…, tak pomimo wszystko…, a może zwłaszcza i szczególnie teraz, gdy wcale nie wyglądam jednak aż tak ładnie…”

No dobrze, kochani, wypiła właśnie kawę i zjadła TYLKO truskawki i banana do tego! A dochodzi godzina 17. Nim puścimy to w świat, z pewnością minie jeszcze co najmniej godzinka…, nim pójdzie „ćwiczyć bieganie” – tak będzie o tym mówić, pomimo, że wcale nie wygląda to jak „bieg”, ale wciąż uparta/ dzielna i konsekwentna ona będzie twierdziła, że to tylko „na razie” i „obecnie”, bo przecież dobrze o tym wie, że „wszystko się zmienia”. I ona nad tym, nad czym może i jest w stanie, zamierza „pracować”!

A słuchajcie jeszcze, co ona mi dziś jeszcze rzekła:

Kochana, muszę Ci jednak powiedzieć, że tak już sobie o tym wszystkim myślałam…, że przecież mam wciąż te 2 ręce i 2 nogi, zatem zamierzam choć o to dalej dbać, a jak wiesz powróciłam do tej swojej gimnastyki… [no może jeszcze nie aż tak znowu regularnie i solidnie, bo 14. i 16.VII. jej jednak nie wykonałam w ogóle…] Ale najważniejsze przecież, że wciąż się podnoszę i nie tylko próbuję wstawać, ale też już coraz bardziej „stać” i „żyć”.

Wiesz, pomimo, że jest mi tak jeszcze cholernie trudno, pokazywać się ludziom… I nie! Wcale nie sądzę, że brzmi to jakoś „dziwnie”! Bo uważam, że to jest jednak całkowicie normalne, że chciałabym ładnie wyglądać i się podobać! Zwłaszcza jeśli czuję się taka „nie do końca” mądra, bo wiesz, raczej nie potrafiłabym tak szybko i celnie odpowiadać na jakieś nawet ewentualne „zaczepki”. To i tak mam to teraz już po prostu gdzieś! I i tak zamierzam jeszcze wyjść tam „potrenować” swój chód/ bieg.

Tak samo już nie będę się przejmowała tym, że nikt do mnie nie odpisała wciąż z UBUNTU… Będę sobie mówiła: „po prostu trudno, przecież zrobiłam pierwszy jakiś krok i SAMA DAŁAM O SOBIE IM ZNAĆ”. Będę się zajmowała dalej tym, czym po prostu teraz powinnam, czyli ponownie sobą… Tak, wprawdzie warunki są takie, że chciałoby się gdzieś wyjechać i może nawet pobyć z ludźmi i zdobywać nowe doświadczenia. No, ale cóż… Jest jak jest i nie mogę więcej przecież narzekać i tak otrzymałam już dużo! Drugie życie w końcu…, póki nic innego mi do głowy nie przyjdzie…, zostawiam to tak, jak jest.

Kochani, jest dokładnie 18:08, a Mała Dzielna Mi będzie się już teraz w końcu ubierać i wyjdzie sobie jeszcze na tą dolinkę. Także do zobaczenia moi drodzy, z pewnością jeszcze tu będziemy uzupełniać…

(…)

Wróciła z tej dolinki i była w domu tak ok. 20. Dziś zrobiła tam aż 9 okrążeń i prawie na każdym próbowała swój „bieg”. Ale może nim o tym jakoś szczegółowiej opowiemy, prosiła mnie, abym o czymś tu wspomniała. Tak, dobrze się domyślasz, to będzie do Ciebie, Gracjan. Otóż Mała Mi zdaje sobie z tego sprawę, że Tobie jednak zdarza się ją czytać… i wiesz, co ona mi dziś rzekła? Że wspaniale, iż się do niej jednak w ogóle nie odezwałeś, bo… może wcześniej mógłbyś się nawet w niej zakochać…

Dokładnie tak mi powiedziała…, a teraz już nie masz raczej na to szans…, bo ONA JUŻ WŁAŚCIWIE NAWET SAMA SOBIE NIE DAJE NA TO SZANSY… i gdybyś jednak zechciał z nią być, czułaby się chyba trochę tak, jakbyś robił to z jakiejś litości… i ona czułaby się z tym cholernie niezręcznie, bo ta dziewczyna NIE MA ZAMIARU ABSOLUTNIE NIKOGO JUŻ SOBĄ OBCIĄŻAĆ I OBARCZAĆ! A jak widzicie, ona tak bardzo ocenia swoją wartość wyglądem własnej twarzy właśnie. Bo dobrze wie, że w żaden inny sposób, nie potrafiłaby zaimponować… – tak siebie właśnie teraz postrzega…

Teraz mamy już SOBOTĘ, 18.VII.2020… Ale może byście mogli lepiej zrozumieć to, co się dzisiaj właśnie wydarzyło, powinnyśmy odnieść się jeszcze do dnia wczorajszego. Otóż założyła również okulary słoneczne, bo akurat słońce dość mocno nadal świeciło [także tym samym zamaskowała sobie te zapłakane jednak oczęta]. Lecz ważniejsze jest, iż moi drodzy, tak przyglądała się swojej twarzy i stwierdziła, że może jednak naklei jakiś mały plasterek na to.

A wydawało jej się, że gdzieś tu u siebie je jeszcze widziała i owszem znalazła jeszcze 3 dość małe i tak je „przymierzała”, jak ta jej twarz będzie z takim ewentualnym wyglądać. I stwierdziła, że o wiele lepiej, bo przynajmniej nie będzie widać tej krosty! A przecież, jak już będzie go miała, to mogą sobie ludzie pomyśleć, że może się skaleczyła, czy coś… Zresztą pomyślała również, że skoro zobaczą ten szef na jej dekoldzie [po wycięciu tych „raczków”] to mogą nawet dojść do wniosku, że widać, iż ta kobieta jest po jakichś jednak przejściach.

Naprawdę wolała już, aby wyglądało to w ten właśnie sposób, niż z jakąś paskudną krostą jeszcze na twarzy! Tego dnia nie było tam oczywiście tego „biegacza”, ale zauważyła takiego mężczyznę, chyba mniej więcej w jej wieku, który tak siadł na taki jakby hm… no nie wie nawet, jak najlepiej to wyrazić. To była taka jakby „kładka” odgradzająca „teren” tego akwenu/ zbiornika/ jeziorka od jednak reszty, czyli właśnie tej „bieżni/ chodnika”. Może powiemy tak, byście mogli to lepiej zrozumieć: Wyobraźcie sobie proszę jakby taką jedną wielką połączoną niską ławeczkę, bez oparcia wokół tego „akwenu” właśnie.

Była już chyba na 6 okrążeniu, a zauważyła, że ma on również zegarek. Zatem pomyślała sobie, że przy kolejnym okrążeniu, podejdzie po prostu i zapyta go o godzinę. I przy tym chyba 7 zrobiła to oczywiście. On tam wtedy po prostu się położył i wyglądał tak, jakby coś właśnie „ćwiczył”. Tego dnia były na tej dolince oczywiście prawie same rodziny, lub pojedyncze osoby [rodzic/ dziadkowie + dziecko] i także te z psami. Mała Mi dostrzegła dopiero później, że ten mężczyzna również był tam z córką, jeżdżącą na rolkach właśnie! Następnie, robiąc kolejne okrążenie, zauważyła także jego żonę, która się nagle pojawiła z jakąś jeszcze kobietą.

Po dokładnie 9- tym okrążeniu, spoczęła sobie jeszcze na ławeczkę tam. I wyobraźcie sobie, że siedziała i „odmawiała” na tej swojej buddyjskiej mali tą mantrę Om Mani Padme Hum. Mówiła to nawet się nad niczym nie zastanawiając. Tak po prostu. I myślała sobie wtedy właśnie: „no, trudno, może to jest właśnie ta moja karma, że muszę tu być wśród tych osób: starszych, również z dziećmi i z psami..”.

Następnie, jak już była w domu, to zrobiło jej się poniekąd przykro, że nie ma nawet pomysłów już, a teraz zwłaszcza odwagi [widząc cały czas jednak TYLKO tą krostę na swojej twarzy], by zrobić cokolwiek innego. Ponieważ miała soczewki, więc po powrocie wskoczyła zaraz do kąpieli, włączyła sobie oczywiście muzykę, teraz listę Letnie Muzyczne Wspomnienia i słysząc tam m.in. tą piosenkę: Ist da jemand, Adel Tawil https://www.youtube.com/watch?v=EkWjaoH7k6w, nie mogła już z płaczu…

Ist da jemand, der mein Herz versteht?
Und der mit mir bis ans Ende geht?
Ist da jemand, der noch an mich glaubt?
Ist da jemand? Ist da jemand?
Der mir den Schatten von der Seele nimmt?
Und mich sicher nach Hause bringt?
Ist da jemand, der mich wirklich braucht?

Ist da jemand? Ist da jemand?

Kochani, o dzisiejszym dniu, tj. sobocie, 18.07.2020, nie będziemy nawet dużo pisała, prócz tego, że przed chwilką 15:55 odsłuchała sobie jeszcze Klaudii z Ubuntu, a dokładnie właśnie tego nagrania: Potęga intencji. Zrób to ćwiczenie i poznaj 5 wskazówek.https://www.youtube.com/watch?v=mxk3KMbHR24&feature=youtu.be i był nawet moment, że ponownie zaczęła odzyskiwać wiarę w siebie, we własne siły, DZIĘKI KLAUDII WŁAŚNIE 🧡, DZIĘKI TEMU, CO ONA MÓWIŁA.

Siadła do tej medytacji, teraz jednak już nie tak, jak do swojej porannej medytacji, bo jak długo siedzi w siadzie skrzyżnym, to niestety zaczęły już jej drętwieć nogi, a zwłaszcza jedna… Zatem teraz po prostu została w tej samej pozycji, w której siedzi przy kompie. Zamknęła swoje oczy, wzięła kilka głębokich oddechów i czuła, że już się uspokaja. Ponownie zaczęła myśleć o swojej intencji, czyli… m.in. Gracjanie, pomyślała sobie, przecież tyle niesamowitych i nierealnych rzeczy już w jej życiu się dotąd wydarzyło…, to dlaczego nie miałaby dać sobie szansy na kolejną…

Zaczęła jednak płakać, gdy usłyszała Klaudii następujące słowa:

WEŹ ODE MNIE SZACUNEK, MIŁOŚĆ, UZNANIE, AKCEPTACJĘ, WEŹ MOJE WSPARCIE [i przy tym właśnie już najbardziej nie mogła pohamować płaczu], WEŹ MOJĄ SIŁĘ I SPOKÓJ. JESTEM DZIĘKI TEMU, ŻE TY JESTEŚ, WIĘC ZADBAJ O SIEBIE.

W jej głowie tak bardzo zostały słowa Klaudii: Jestem z Tobą, jeśli tylko chcesz…- tu przecież doskonale zauważa, jakim ona wciąż jest dzieckiem…, jak bardzo potrzebuje i wsparcia i tego, by ktoś jeszcze ją „poprowadził”, no a przynajmniej potowarzyszył jej w tej drodze i ją również wspierał…

(…)

Zakończyła właśnie branie zimnego prysznica, po tym, jak jednak wróciła z tej dolinki, tak właśnie! Dziś SOBOTA, 18.VII.2020 także się tam wybrała. Jednak kochani moi, gdybyście mogli tylko zobaczyć, ILE ONA MA ŻALU DO SIEBIE, ZA TO, CO WYRZĄDZIŁA SWOJEJ TWARZY…, teraz nie dość, że ma wciąż ślad po tej kroście, który wygląda nadal jak ona sama, to jeszcze napuchnięte oczy od płaczu… Nie może bowiem sobie tego wybaczyć, jak mogła coś tak potwornie głupiego zrobić…

Moi drodzy, ona non stop taki właśnie dialog ze sobą teraz prowadzi… Ma do siebie tyle pretensji, że nic jej nie powstrzymało przed takim „głupim” w ogóle ruchem i podejściem. Ale posłuchajcie proszę jej samej:

Naprawdę nie mogę sobie tego wybaczyć, iż sama sobie zniszyłam tą jednak ładną twarz..., trzeba być przecież totalnie bezmyślnym/ maksymalnym głupkiem i tępakiem, by w ogóle nakłuwać sobie tą krostę igłą…, nawet wyparzoną, ale jednak! Teraz wydaje mi się już, że przecież KAŻDY BY MNIE POWSTRZYMAŁ… zatem, dlaczego ja sama nie potrafiłam w tym momencie tak tego ocenić???

Dobrze przecież wiedziałam, że do cholery jasnej, nie potrafię tak wielu rzeczy, a już zwłaszcza po tym wypadku…, więc choć zostawała mi ta ładna twarz… A tak, co?

I tutaj wtrąciłam się ponownie JA, znowu mówiąc jej:

STOP! Moja droga, po prostu STOP Ci mówię i temu Twojemu jadowitemu wręcz teraz językowi! Jak możesz być wobec siebie obecnie taka okrutna?

Może z prostego powodu: Bo na to po prostu zasłużyłam?…, jak widzisz i to, żeby było „zabawniej” SAMA SOBIE TO UCZYNIŁAM… Wiesz, dziś na tej dolince zrobiłam już tylko 3 okrążenia, w połowie drugiego, wyobraź sobie, że dosiadłam się do jednej pani, bo widziałam, że tak tam siedzi i wygląda bardzo spokojnie, a siedziała znowu na tym „ogrodzeniu” [tak, jak wtedy ten chłopak, jednak w całkiem innym miejscu] tak odwrócona do słońca właśnie, jakby czerpała z niego energię…

Wiem kochana, myślałam, że już o tym nie wspomnisz…

Bo i w sumie chyba nawet nie za bardzo jest o czym… Wiesz, byłam w takiej desperacji, tak bardzo potrzebowałam człowieka, rozmowy po prostu i tak szybciutko oceniłam sytuację, że chyba ta kobieta będzie „odpowiednia”… A jest oczywiście sobota, zatem sama rozumiesz, ŻADNYCH MŁODYCH OSÓB TAM ZNOWU NIE BYŁO niestety…

No opowiadaj, kochana dalej, ja Ciebie słucham

I wiesz tak się przez moment nawet zastanawiałam, czy nie wyjdę na jakąś ostatnią kretynkę, jak zapytam jej, czy mogę się dosiąść? buhaha, przecież wiadomym jest, że każdy siada sobie gdzie chce…, tylko, że ja wiedziałam, iż chciałabym/ potrzebowałabym po prostu porozmawiać…, dlatego tak zapytałam…, by chyba jakoś tak w miarę blisko niej usiąść…

Tak, wiem…

Miałam słoneczne okulary znowu i w pewnym momencie zaczęłam po prostu płakać…, nawet nie wiem, jak to się stało…, choć może doskonale to wiem…, TAK bardzo potrzebuję kontaktów z ludźmi…, na całe szczęście ona nawet nie usłyszała tego i nie zauważyła, bo obydwie jakoś tak siadłyśmy przodem do tego słonka… W każdym razie po chwili, jak się jednak opanowałam, zaczęłam z nią rozmowę…

boooszeee, wydawało mi się znowu, że ta konwersacja przyniesie mi po prostu jakąś ulgę… z tymże to nie ja głównie mówiłam, ale ta pani właśnie… Ja zdążyłam tylko powiedzieć, że brakuje mi po prostu ludzi… i wspomniałam o tym wypadku…, ta ponownie, że po mnie tego nie widać… tak właśnie, jak wszyscy! I szczerze mówiąc to był dla mnie zawsze tylko komplement, ale teraz, cholera jasna, z tym, co zrobiłam sobie sama na tej twarzy… czuję się po prostu masakrycznie! I dlatego właśnie chciałam chyba z kimś porozmawiać…

A teraz g. 22:21 skończyłam jeszcze oglądać kolejny film Gracjana i teraz już naprawdę stwierdzam, że absolutnie nie mogę/ nie mam nawet prawa robić mu czegoś takiego… i obciążać go swoją osobą. Myślę, że ten Wysoce Wrażliwy Człowiek zasługuje na kogoś zdecydowanie lepszego niż ja…

Jak zauważacie, kochani, jej nastrój naprawdę jest już bardzo zły…, żeby nie mówić „pesymistycznie tragiczny”. Nawet to dziewczę nie przypuszczało, ile pewności siebie może odebrać jej wygląd tej buzi… Życzymy Wam już kochani dobrej nocy, bo ja sama również czuję już zmęczenie, udziela mi się to niestety od naszej bohaterki… Tak to chyba właśnie działa, bo ja również należę do osób wrażliwych.

1 myśl w temacie “ŚWIAT, JAKI WIDZIMY, JEST TAKI, JACY SAMI JESTEŚMY

  1. piękno nie chodzi w parze z rozumem?

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close