MYŚLI I UCZUCIA TWORZĄ TWOJE PRZEZNACZENIE,

REPREZENTUJĄ TWOJE UMYSŁOWE NASTAWIENIE I SPOSÓB, W JAKI WIERZYSZ. (…) Joseph Murphy „Wykorzystaj swój potencjał (…) Zdobądź poczucie pewności siebie (…)”

55:53

Moi drodzy, obecnie mamy już ostatni dzień lipca, tj. 31.VII.2020 PIĄTEK (tygodnia koniec i początek :P). To może jeszcze tylko tak szybciutko Wam wspomnę jak ten dzień u Małej Mi wygląda(ł) do tej pory oczywiście, bo teraz jest po 15 [tak naprawdę obecnie już po godz. 20 i wyszła od niej właśnie Angelika …] [Dalej, będzie kontynuacja tego, co przerwałyśmy w kolorze zielonym, ok?] Wiedząc, że dziś ma przyjechać do niej Angelika, zatem to było dla niej naturalne, by zaścielić 😉. Nie uruchamiała w ogóle WiFi, zrobiła to dopiero po medytacji. A dziś, moi drodzy, już Wam mówię, co ona mówiła do Wszechświata/ Boga.

Na początku było słowo „dziękuję”, później zastanowiła się chwilkę za co…, no, ale to przecież oczywiste, że za to, iż żyje, ma mieszkanie, jedzenie, rodzinę, [wcześniej mogłaby spokojnie dodawać również: „za to, że jestem ładna…”, choć wtedy tego nie robiła, a teraz pomimo tego, że nadal jest taką osobą, to ona z tym śladem na brodzie, wyglądającym jak krosta, w ogóle się tak teraz nie czuje…] Ale może przedstawię Wam tutaj to wszystko, co ona rzekła:

Dziękuję Wszechświecie oczywiście bardzo za to życie, że pozwoliłeś mi tu jeszcze trochę pobyć na tej Ziemi, że pomogłeś mi przetrwać ten wypadek i to wszystko dalsze, co się w moim życiu działo… Tylko jednocześnie muszę Cię przeprosić, że NIC Z TĄ OKAZJĄ I jednak MOŻLIWOŚCIĄ DALEJ NIE ROBIĘ… A to z tego prostego, jakże banalnego powodu, że po prostu nie wiem nawet, CO, a jeszcze chyba bardziej, to naprawdę nie mam najmniejszego pojęcia JAK…

Nim przystąpiła do gimnastyki, uruchomiła swoje WiFi i dostała od tego X. [tak, moi drodzy, bo jednak ten mężczyzna nie zniknął całkiem z jej życia…], ale nie będzie już teraz się rozpraszać, aby o tym donosić. Po prostu dziś wysłał jej wiadomość, że życzy jej miłego dnia, podziękowała, odpisała, że wzajemnie i włączyła sobie oczywiście muzę do tych swoich ćwiczeń. Wtedy nagle słyszy jakąś piosenkę o Jezusie, że on wszystko wie i… dalej:

„(…) Odnawiasz moje siły, jak orła, jak młodego orła do lotu porywasz mnie, Odnawiasz moje siły od nowa, dajesz mi moc i podnosisz mnie (…)”

To chyba nie były dokładnie te słowa, bo to jednak chyba w ogóle nie ta piosenka… :P, w każdym razie usłyszała tam coś takiego, że zaczęła po prostu rzewnie płakać… I chyba nawet wtedy, jakieś podobne słowa również wypowiadała tak „przed siebie”.

W każdym razie dziś, jakoś wiedząc, że ta Angelika ma do niej przyjechać, to pomimo, że oczywiście miała „różne myśli w swojej głowie”, to jednak poczuła w sobie nagle taki przyjemny „power” choćby do ćwiczeń, bo przypomniało jej się, że kiedyś jeszcze powiedziała jej ta koleżanka, że ona ją m.in za to podziwia. A dobrze pamiętała, że jeszcze wczoraj zaczęła próbować te „prawidłowe” damskie pompki i te wypady na każdą nogę… Ale może byście wiedzieli dokładnie, o co kaman, to powracamy [w kolorze zielonym] do tego, cóż zapisałyśmy sobie tu wcześniej:

zaczęłyśmy jeszcze raz to wszystko od początku… Mała Mi od kilku ładnych dni czuje się po prostu, delikatnie mówiąc: „do bani”. Dostała w końcu 2-gie życie, a teraz odnosi wrażenie, że… je najzwyczajniej w świecie marnuje…, przelatuje jej ono przez palce, jak nic… Niczego nie wykonuje, ani dla siebie, ani dla świata i ludzi, bo… nie ma pojęcia, co by to mogło być… i jak się w ogóle do tego zabrać…

Teraz mamy CZWARTEK, 30.VII.2020, wróciła właśnie z dolinki, gdzie, moi drodzy, chodzi codziennie! Dziś zagadała kolejną osobę;-) tym razem tylko kobietę. Obecnie jest zmęczona, jakby to była jakaś nowość…😋. Ale do tego dnia może, przejdziemy już dalej, ok? Tak tylko chciałam dać Wam znać, że wciąż tu „dziergamy”.

Ponieważ dobrze wie, że dlatego właśnie postanowiła, że musi „jakoś” zadziałać i po prostu „coś” porobić i w ten sposób teraz właśnie, 28.VII.2020, WTOREK, godz. 18:20 ubrała się i zaraz wychodzi ponownie na tą swoją dolinkę. Pomyślała, że to w końcu ona kreuje swoją rzeczywistość! I ta będzie wyglądała tak, jak ona sobie ją wyobraża!!! A moi drodzy, będzie oczywiście piękna i takiej przyszłości już tylko zamierza się spodziewać, wystarczy już tych wszystkich smutków i traum w jej życiu! Po prostu mówi temu BASTA!

Teraz ja wkraczam do gry! To jest bowiem mój czas i nie zamierzam go dalej marnować! Wychodzę po raz kolejny z „mojej strefy komfortu”.

A jeszcze w sobotę, nim pojechała do BOM, napisała zrozpaczona wręcz szybciutko @ do tego astrologa [z którym się nigdy dotąd jeszcze nie widziała osobiście, ale który jej zawsze dawał takie mądre rady]. Dołączyła do tego ten oto obrazek:

I właśnie on jej odpisał następującą rzecz w poniedziałek:

Puść to wszystko. Wiem, nie jest to łatwe, ale jakie jest inne wyjście? [przecież to, jak jej popularne powiedzonko: „BO CO ZROBISZ, JAK NIC JUŻ NIE ZROBISZ?”😉] Albo się uda i wtedy wszystko zacznie się zmieniać na lepsze, albo będzie się nakręcał „efekt kuli śnieżnej” kolejnych trudnych sytuacji. Jeżeli uważasz/ myślisz że nie masz na coś szans, to nie masz tych szans. Jeżeli uważasz, że jesteś brzydka, to jesteś brzydka. Nic odkrywczego. Tak to działa. Nawet jakby jedna dziesiąta rzeczy, które Cię spotykają w czasie dnia, to coś dobrego, staraj się tę właśnie część chwalić i dziękować. Na początku może się to wydawać nieco sztuczne, ale w ten sposób jest szansa na zmianę proporcji tego, co przyciągasz. Jak się rozkręci taka negatywna kula śnieżna, to nie jest łatwo ją zatrzymać, coś trudnego wytwarza w myśleniu negatyw, ten negatyw przyciąga kolejne trudne rzeczy, tym bardziej powstaje negatywne myślenie i .……Ważne jest, co będziesz karmić. Jeśli będziesz karmić pozytywy, będą rosły pozytywy. Jeśli będziesz karmić negatywy, to będą rosły negatywy. Nikt nie będzie Cię w stanie wesprzeć, jeśli Ty sama siebie nie wesprzesz. Najpierw pokochanie siebie, niezależnie od wszystkiego, potem można iść dalej.
„Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma”.

Bardzo jej się spodobało, to, co od niego otrzymała! A jakoś wyobraźcie sobie, że jeszcze właśnie w niedzielę najpierw udała się nad morze, bo przecież musiała wykorzystać to, że w weekendy ma bezpośredni tramwaj tam od siebie! 😛 Wieczorem zaś ​pisała z tą swoją znajomą Gabi [z SM], Mała Mi tak się jej skarżyła…, bo nie bardzo miała komu o tym napisać… „Użalała się” oczywiście nad sobą, bo bardzo potrzebowała to po prostu z siebie wyrzucić, a wie, że na niej może zawsze polegać. Pamięta bowiem, że jeszcze w tym Jantarze na rehabilitacji, tak im się zawsze niesamowicie dobrze rozmawiało… Czuła się nawet tak, jakby chyba odnalazła w niej swoją mamę… A była ponownie w takim właśnie… ok, jeszcze nazwijmy to „dołku”. Tak bardzo nie może sobie tego cały czas podarować, cóż ona zrobiła swojej twarzy… Gabi jej w skrócie napisała, że nazywali ją kiedyś „wróżką” i ta twierdziła, iż Mała Mi spotka jeszcze tego jedynego i będzie ON BARDZO MĄDRYM CZŁOWIEKIEM, bo na takiego zasługuje! 😊 A w ogóle rzekła jej jeszcze, że dziś jest jakiś „taki” właśnie dzień i że jutro z pewnością będzie lepiej.

Tak, właśnie takie „problemy” ma teraz nasza bohaterka…:P Później zaś zaczęła jeszcze trochę czytać na głos tą książkę, z której tytuł tego wpisu pochodzi, lecz tak bardzo nie mogła powstrzymać wtedy płaczu, a tego dnia zaczęło bardzo padać wieczorem i tak sobie zawsze w takich momentach myśli, czy to ma coś oznaczać? Przestało padać i dostrzega, że na latarnię usiadł gołąbek. Tak na niego spojrzała i siadła zaraz po turecku na łóżku do medytacji oczywiście, tzn. nie bardzo wiedziała nawet znowu, co powinna robić, zatem po prostu tak siedziała. Mimo, iż stwierdziła, że na poduszce byłoby jej zdecydowanie wygodniej… Ale obawiając się, że jak się ruszy, to „reprezentant” WSZECHŚWIATA może odfrunąć 😋, zatem siedziała z pupą i pomyślała, że kurcze, pokaże także, iż ona również potrafi się poświęcać, a nie tylko wymagać i prosić. Z pewnością mówiła swoje tradycyjne: PRZEPRASZAM/WYBACZ MI/ DZIĘKUJĘ/ KOCHAM CIĘ. Lecz później już …, a może to właśnie od tego zaczęła… po prostu odmawiać modlitwy.

Następnie, gdy odleciał ten ptak, pomyślała: „ok. to to jest dobry moment, by wstać jednak po tą poduszkę, hehe😜.” Wzięła ją, położyła na swoje łóżko, wtedy nadleciał kolejny „reprezentant”, więc dalej „medytowała” i tak łącznie [+ to wcześniej „bez poduszki” właśnie] siedziała tam jakieś 40 minut!

Pamięta tylko, że jeszcze wieczorem odsłuchała sobie tego: Chodź na randkę z przeznaczeniem. Poczuj intencję w swoim sercu. I tak niesamowicie ją to uspokoiło! Słuchajcie, Mała Mi zaczęła DZIĘKOWAĆ ZA WSZYSTKO, CO JĄ SPOTKAŁO! Była niesamowicie wdzięczna za te doświadczenia, gdyż w tym momencie uznała, iż każde było cenne i zdecydowanie miało ją najwidoczniej czegoś nauczyć! Bardzo była w ogóle wdzięczna, za to, że ta Klaudia pojawiła się w jej życiu, że „jakoś” na siebie trafiły! Wyobraźcie sobie, że jeszcze zasypiając DZIĘKOWAŁA WSZECHŚWIATOWI ZA NIĄ! Za to, że ją „spotkała”, bo bardzo dobrze o tym wie, że:

Była nagle w takim cudownym stanie i tak bardzo zaczęła za wszystko dziękować, znów miała tyyyle myśli w głowie, a wiedziała, że powinna jednak spać, bo była już północ! Nawet mówiła sobie dziękuję, że udaje mi się zasnąć bez tabletki… Jednak ponieważ miała taaaak dużo myśli w tej swojej główce, których nie mogła w żaden sposób wyciszyć, zatem po prostu musiała poratować się tą tabletką… Zawsze oczywiście z tego powodu łapie ją smutek, ale sobie myśli: „to jest teraz taki czas, jeszcze będzie lepiej, teraz przecież nie odkryłam jeszcze [to jej ulubione słówko, nie wiem, czy kojarzycie😉? ] swojego celu, a może nie potrafię go w ogóle dostrzec…”

Choć nie! Chwileczkę!! Chyba już wie, że jest nią przecież pomoc innym! Tylko jeszcze 😉 nie wie dokładnie, w jaki sposób mogłaby to robić… ale ponownie jest pewna, że to się jeszcze 😛 „wyklaruje” i „ukaże” jej oczom… Poza tym są wakacje, ludzie wyjeżdżają na urlopy, itp. A ona bardzo w to wierzy, że jeszcze:P przyjdzie taki dobry czas, kiedy będzie nie tylko znowu „normalnie”, ale to dziewczę znowu wierzy, że jeszcze 😛 będzie pięknie!

Co oczywiście nie oznacza wcale, że bez żadnych trudności i przeszkód! Dobrze jest już tego świadoma, że one są czymś normalnym w życiu. Przecież inaczej byłoby ono zbyt nudne! Tu chodzi jedynie o naszą reakcję na to! Ostatnio jeszcze 😛 kiedyś słuchała/ oglądała właśnie kolejnej/-ą ciekawej/-ą audycji/-ę, a mianowicie: Jak stać się ODPORNYM PSYCHICZNIE Wyzwanie Stoika – William B. Irvine.

W tym filmiku właśnie usłyszała ponownie, że HART DUCHA I ODPORNOŚĆ PSYCHICZNĄ MOŻNA W SOBIE WYPRACOWAĆ! To nie są cechy wrodzone, tylko UMIEJĘTNOŚCI NABYTE! Hmmm… i co więcej, moi drodzy, niektórzy nie mają [podobno] okazji, aby się tego nauczyć, niektórzy nabywają odporności psychicznej dopiero z wiekiem, poprzez własne obserwacje, czy z pomocą psychologa, czy choćby czerpiąc z filozofii stoickiej…. są też i tacy, którzy niejako zostali zmuszeni przez samo życie i okoliczności, by po prostu się takimi stać! [Mała Mi, jej brat i mama]

boooszeee, czyli słuchajcie ona tu już dostrzega, ILE WŁAŚCIWIE SZCZĘŚCIA JĄ I JEJ RODZINĘ SPOTKAŁO, hehe, tak właśnie! Brzmi to wręcz paradoksalnie, prawda? Ale ona uwielbia, jak właśnie tak przestawi swój sposób myślenia! I zamiast narzekać i uważać siebie za „ofiarę” tego wszystkiego, co jej się przytrafiło/ co ją i jej rodzinę spotkało, kocha wręcz myśleć, że to są NIEZMIERNIE CENNE LEKCJE/ DOŚWIADCZENIA, KTÓRE PRZECIEŻ NIE KAŻDY MA NA SWOIM KONCIE, WIĘC WŁAŚNIE TO CZYNI JĄ TAKĄ WYJĄTKOWĄ!!!

Ważne, aby pamiętać, ŻE MOŻNA SIĘ TEGO NAUCZYĆ NA DOWOLNYM ETAPIE ŻYCIA!

I tutaj, moi drodzy, jest najlepsze: „PRZEZ KOMPLIKACJE ŻYCIE NIE STAJE SIĘ TRUDNIEJSZE, TYLKO LEPSZE!” I tak naprawdę pamiętajmy o tym! Tutaj od razu przypomina jej się to, co słyszała już nie raz od buddystów, w skrócie czyli: Jak pojawia się jakiś problem, to się ciesz! Bo on ma zawsze jakiś cel i funkcję do spełnienia! Jest to po prostu PRÓBA CHARAKTERU, ODPORNOŚCI I ZARADNOŚCI! Moi drodzy, czyż nie lepiej patrzeć w ten sposób na życie? Każda trudność, to wcale żaden problem! Tylko okazja! Daje nam bowiem możliwość do przestawienia swojego myślenia „na inne tory”! Oczywiście, że to nie jest proste, ona chyba o tym wie najbardziej, ale wciąż próbuje na nowo i się łatwo nie poddaje! Już w sumie chyba dość dawno o tym wie, że:

Zaczęła ponownie wyobrażać sobie swoją intencję, jak „rakietę”, pomyślała, że zacznie w końcu zmieniać swoje widzenie tej rzeczywistości! Przecież wszystko jest możliwe i ona właśnie w tym momencie pomyślała, że skoro I w ten sposób kochani, następnego dnia, wstała już w całkiem innym nastroju, jeszcze raz tylko odsłuchała sobie Klaudii, bo dzień wcześniej było już późno i ponieważ leżała właśnie w łóżku, więc nawet nie mogła patrzeć jej w oczy… 😉Pomyślała sobie, że przecież nic straconego, cieszyła się, iż udało jej się troszkę uspokoić, a już wiedziała, że włączy ją sobie jeszcze następnego dnia, do śniadania!

Ubrała się taka zadowolona i stwierdziła, że będzie najwyżej siebie może nie tyle „okłamywać”, że jest ładna, bo przecież w istocie nadal pozostała taką kobietą! Ale może bardziej przekonywać siebie, że jej twarz jednak wciąż ładnie wygląda i moi drodzy ubrała się i stwierdziła, że wychodzi z domu, a ponieważ było ładnie i ciepło, mogła ubrać ponownie krótkie spodenki:

Wtedy też nawet tak się do siebie uśmiechała i tak, z całą pewnością byście powiedzieli, że tej krosty wcale aż tak nie widać, prawda? Bo choć już próbowała bardzo tak zrobić fotkę swojej twarzy, by ta była jednak jak najbardziej widoczna, to doskonale jest tego świadoma, że bardziej w oczy rzuca się tu raczej jej figura/ sylwetka… Nawet sobie nie wyobrażacie, jak ona to odczuła, że to działa! Ta jej energia, emanuje na napotkanych ludzi wokół i na nich po prostu wpływa!!!

Po powrocie do domu, stwierdziła, że chce jeszcze jednak bardziej pokazać tą swoją twarz i tak zaczęła już fotografowanie tylko głównie swojej buzi, by jednak lepiej była widoczna ta krosta właśnie oraz [tak całkiem przy okazji:P] to, jak wyglądają jej oczy teraz, byście mogli sami zobaczyć, że naprawdę „uszło z nich życie” i nie mają już w sobie tyle blasku i „uśmiechu”… Ale jest pewna, że to jest tylko „stan przejściowy” 😉.

Jeszcze może tylko wspomni o tym, że ponownie zaczęła sobie wyobrażać tą swoją intencję… A wiecie, cóż to było? WCALE NIE „POPRAWA JEJ WYGLĄDU”, tylko „SPOTKANIE MIŁOŚCI SWOJEGO ŻYCIA”! To właśnie była jej „współrzędna”, która kierowała tą „rakietę”. Dziękowała za to, że już właściwie czuje związaną z tym radość/ spokój/ miłość do życia/ odzyska zaufanie/ bezpieczeństwo i to, że poczuje się w pełni sobą!

A jeszcze, jak jechała do BOM w sobotę [tak, bo tam również się udała, jak namówił ją znajomy, by jednak tam się wybrała], to wzięła ze sobą książkę: Robin S. Sharma „Mnich, który sprzedał swoje ferrari” [którą już kiedyś przeczytała !], a teraz wpadły jej w oko te właśnie cytaty:

​ŻYCIE NIE JEST DLA MNIE PŁOMYKIEM DRŻĄCYM NA WIETRZE. JEST TO RACZEJ WSPANIAŁA POCHODNIA. DOSTAŁEM JĄ LEDWIE NA CHWILKĘ I CHCIAŁBYM, ABY ŚWIECIŁA JAK NAJJAŚNIEJ, ZANIM PRZEKAŻĘ JĄ NASTĘPNYM POKOLENIOM. George Bernard Shaw

boooszeee, ona właśnie zawsze, gdy to czyta /a tak naprawdę dopiero 2-gi raz:P/ to uświadamia sobie jeszcze bardziej to, że tak naprawdę jesteśmy tu tylko „przez chwilę” i dlatego trzeba ten czas wykorzystać jak najlepiej! To jest dla niej tak niesamowite, jak bardzo jest tego teraz świadoma! A żeby było „zabawniej”, to ona już przecież raz niemal to życie straciła…

I kolejny również bardzo do niej przemawiający cytat:

​Z PEWNOŚCIĄ JESTEŚMY DZISIAJ PANAMI SWEGO PRZEZNACZENIA. WIERZĘ, ŻE POSTAWIONE PRZED NAMI ZADANIA NIE PRZERASTAJĄ NASZYCH SIŁ, A TRUD I BÓL NIE JEST NIE DO ZNIESIENIA. O ILE TYLKO MAMY WIARĘ W NASZĄ SPRAWĘ I NIE POKONANĄ WOLĘ WALKI, ZWYCIĘSTWO BĘDZIE NALEŻEĆ DO NAS.

No dobrze, kochani, jest już po 18, ubrała się ponownie w ten sportowy strój z fotek powyżej i zmyka na tą dolinkę!

(…)

To teraz jeszcze kochani, chwilkę o tej dolince… Dziś zrobiła tam 9 okrążeń, tylko szybkim marszem, bo ona nie wie jeszcze, jakie ćwiczenia wykonywać, aby przyzwyczajać nogi do biegu [nie w miejscu! czyli nie maleńkie, tylko duże odległości!], ale raczej zdecydowanie do jakichś choć trochę dłuższych kroków. Ale może zaraz napisze do takiego…, WŁAŚNIE WYSŁAŁA WIADOMOŚĆ NA LI do:

Trener personalny dla przedsiębiorców 👔 arkadiuszczajkowski.pl 📲 Autor książki ŻYCIE CI UCIEKA 

booooszeee, ale ona właśnie dojrzała, że on jest z Bydgoszczy, a nie z Gdańska! No, ale nie ważne, może choć zechciałby jej dać jakieś wskazówki, jak mogłaby ćwiczyć te mięśnie nóg, bo, moi drodzy…, ps. właśnie jej odpisał, że:

PORADY ONLINE MOGĄ ZROBIĆ WIĘCEJ KRZYWDY NIŻ POŻYTKU😉

Hm… no skoro tak uważasz…

I na tym właściwie zakończyła się ta ich konwersacja 😛

A dziś, jak ponownie zapytała na dolince taką parę [teraz rzeczywistą parę!] po tym, jak widząc, że oni świetnie biegają, o jakieś wskazówki, czy zechcieliby jej jakichś udzielić, ponownie rzekła:

Bo ja nie potrafię JESZCZE biegać.

Ich reakcja była „standardowa”:

My również, jesteśmy tylko amatorami. [i oczywiście śmiech]

Mała Mi jednak dobrze widziała, jak biegną, bo tych już dostrzegła z daleka, jak była jeszcze po drugiej stronie tego stawu, zatem miała możliwość dobrej obserwacji! Rzekła tylko, że ona naprawdę nie potrafi jeszcze biegać. Ale już tym akurat nie chciało jej się wyjaśniać po raz „n-ty”, więc tylko poprosiła, by choć podali jej jakieś „ogólne” wskazówki… A wiecie, cóż może zdrowy/ sprawny człowiek powiedzieć, patrząc na kobietę raczej także zdrowo i „normalnie” wyglądającą, która mówi, że nie potrafi biegać…, no nic tylko buhaha, prawda? 😜 No po prostu „helloł?”, bo co niby może być w tym trudnego… Także wyobraźcie sobie proszę tą sytuację! Nic tylko

A dziś jeszcze, jedząc obiad ponownie usłyszała ten cytat:

POMYŁKĄ JEST OD RAZU MYŚLEĆ O NAJGORSZYM, ZAWSZE SZUKAJ GŁĘBSZEGO ZNACZENIA, DRUGIEGO DNA = TO CIĘ BĘDZIE PODTRZYMYWAĆ (…) Niebiańska Przepowiednia/ The Celestine Prophecy, w reż. Armand Mastroianni

Moi drodzy, ona naprawdę wcale nie uważa się za kogoś „lepszego”, wie dobrze, że ludzi w ogóle nie powinno się w żaden sposób dzielić…, właściwie to wszystkich istot! Bo każde ma takie samo prawo, by żyć! Bardzo chciałaby, aby każdy potrafił zrozumieć to, do czego ona sama tak naprawdę dłuuuugo dochodziła i… w co jednak nadal zdarza jej się czasem niestety wątpić! A mianowicie ma tu na myśli to:

No dobrze, to teraz już w sumie czuje, że może sobie spokojnie powiedzieć:

(…)

Kochani, nie uwierzycie, co się stało? Obudziła się dziś, ŚRODA, 29.VII.2020, W TAKIM CUDOWNYM NASTROJU 🤗, tak niesamowicie spokojna i szczęśliwa!!! A powodem, z całą pewnością, jest to, cóż odkryła wczoraj w nocy, nie, nie, nie! To już było zdecydowanie dziś! Otóż jeszcze nad ranem doznała takiego jakby „oświecenia”/ „olśnienia”…, pamiętacie, to jej pytanie: JAK BYĆ POŻYTECZNYM I POMAGAĆ INNYM? I w sumie to zaczęło do niej powolutku dochodzić, że ona przecież może to właśnie ROBI już CAŁY CZAS! Choćby poprzez założenie tego bloga: pomaga, nie tylko sobie, ale również innym!

Oczywiście dobrze wie, że z pewnością nie jest to AŻ TAK WIDOCZNE, ŻE ONA COŚ TU ROBI, ale tak sobie jeszcze wczoraj właśnie o tym pomyślała, czy to jest znowu AŻ TAKIE WAŻNE I ISTOTNE, że tego nie widać? Przecież najważniejszym jest, że/ czy może raczej „jeśli” w ogóle/ komuś udaje się w czymś pomóc, pokazać inny sposób myślenia, że tak również można i SIĘ DA! Więc zasypiała już wczoraj z takim właśnie pomysłem, po tym oczywiście, jak po raz kolejny wysłała swoją intencję, czy może raczej „współrzędne” (do) tej rakiety 😉

Dokładnie jeszcze wczoraj zastanawiała się, czy miałaby ten powyższy obrazek zamieszczać na LinkedIn, bo w swojej „główce” już widziała pytania: „a co niby takiego robisz obecnie?” [ps. opublikowała go tam właśnie 30.07.20 i ta Ewa Hartman go polubiła]. Teraz już wie jednak, że czasem właśnie dzieją się rzeczy niekoniecznie widoczne na pierwszy rzut oka! Najważniejszym przecież jest, że one się wydarzają, choć chyba inaczej: one same się nie wydarzają, tylko może KTOŚ/ COŚ im w tym pomaga.

Zatem stwierdziła, że będzie to chrzanić, co ktoś inny o tym myśli, najważniejsze, że ona coś robi, a to jednak również wymaga od niej pracy i pewnego „poświęcenia”.

A jeszcze, kochani w nocy z wczoraj na dziś 28./28.VII.2020 myślała sobie o tej Gabi, poczuła znowu nagle tak bardzo, jaka ta kobieta jest jej bliska = przecież określiła ją wczoraj poniekąd tymi słowami, iż „czuje, że odnalazła w niej własną matkę” 😊 Leżąc tak sobie, czuła taką radość i ponownie zaczęła już dziękować i CZUĆ TO, że Gabi jest znowu zdrowa i sprawna!

A żeby było znowu „ciekawiej”, ta napisała jej jeszcze w niedzielę, że ma „korona i jest w izolacji…” Jak rzekła jest on bezobjawowy, ale wykryto to „cudo” u niej, jak robiła badania na kręgosłup lędźwiowy. Nasza bohaterka, oczywiście w tym momencie zdziwiona i chyba zrobiło jej się jeszcze dodatkowo wręcz głupio i niezręcznie, że ona sama takie „problemy” tu kreuje, oczywiście jej o tym napisała, przeprosiła i podziękowała za poświęconą jej uwagę. W międzyczasie napisała również:

„Hm… to równie dobrze ja także mogę go mieć… 😋”

Do takiego wniosku doszła, bo ona przecież ani nie zakłada już tych masek NIGDZIE, nawet w sklepach i środkach komunikacji miejskiej! A nie miała robionych żadnych badań na obecność tego wirusa w sobie, bo nie musiała wykonywać żadnych takich, które mogłyby również go wykazać, ani nie miała żadnych nawet wskazujących na obecność jego objawów…

Napiszę Wam jeszcze, jak dzisiejszy dzionek, ŚRODA, 29.VII.2020, u naszej „gwiazdy” wyglądał, a mamy teraz [już] godz. 13:15. Obudziła się zaskoczona dopiero po 8. Tzn. wcześniej dzwonił jej budzik oczywiście o godz. 7, ale go po prostu wyłączyła, gdyż doskonale wiedziała, że zasnęła taaak późno, iż to byłoby dla jej organizmu po prostu „morderstwem”, gdyby o tej godzinie jednak podniosła tyłeczek. A położyła się spać jakoś dopiero ok. 00:00, a nie zapominajmy, że puszczała jeszcze intencje, zarówno w swojej sprawie, jak i innych [Gabi, brat, mama].

W międzyczasie „wyklarowywała” jej się już w głowie właśnie „możliwość” bycia pożytecznym. I przez BARDZO DŁUGI CZAS tak leżała i wciąż myślała. Później ponownie zdesperowana już, sięgnęła po tą tabletkę…, spojrzała jeszcze tylko szybciutko na komórkę, a tam… dochodziła godzina 2!!! Ale znowu pomyślała: „ok. to jest najwidoczniej taki czas, że jeszcze muszę się nią wspomagać…” A moi drodzy, jeszcze wczoraj/ dziś, odbyła taką właśnie konwersację z Angeliką:

WTOREK, godz. 15:33 Hej Angie, znalazłabyś kiedyś czas, aby się ze mną spotkać? Ich brauche doch jemanden, mit dem ich sprechen könnte… Und besonders so eine optimistische & positive Person, wie du es bist. 😉

23:53 Hej Monia 🙂 super, że piszesz, bardzo mi miło:) oczywiście, że chętnie się spotkam 🙂 Pasuje Ci piątek? Po pracy podjadę, przed 17?

ŚRODA, 29.07.20, g. 9:11 Wooohooo, meine Liebe, sicher, Freitag passt mir sehr gut 👍Du hast keine Ahnung, wie ich mich schon auf unser Treffen freue 😊😄😘

​Ich freue mich auch 🧡

Tak właśnie, moi drodzy, Mała Mi sobie pomyślała [jak już była właśnie w takim nędznym stanie], że ona przecież kompletnie niczym się nie zajmuje…, bo co niby miałaby powiedzieć komuś, najbardziej oczywiście jakiemuś mężczyźnie, że co ona niby robi? Pisze blog, stara się funkcjonować najlepiej jak umie [czyli m.in. medytuje, ćwiczy, wychodzi na spacery, czyta książki, ogląda programy…]…, bo przecież KAŻDY MUSI SPRZĄTAĆ I GOTOWAĆ, by coś jeść… Tak się nad tym właśnie zastanawiała, co mogłaby ewentualnie jeszcze powiedzieć…, dodać…

Bo przecież ona ani nie robi NICZEGO DLA INNYCH, ANI NIGDZIE NIE PRACUJE…, więc z czego w ogóle żyje… I tak rozkminiła w końcu, że będzie mówiła, iż teraz ma wolne, bo uczy niemieckiego…, ale następnie pomyślała, że cholera, ona przecież nie jest jakąś nauczycielką w szkole! Stwierdziła jednak, że tak właśnie będzie mówiła, że UCZY NIEMIECKIEGO, tzn. już wiedziała, że wyjaśni właściwie, iż nie w szkole, ale udziela korepetycji, może jeszcze dodałaby, że „robi jakieś tłumaczenia”, bo to przecież lepiej by brzmiało…, no nie?😋

Ale tak doszła do wniosku, że nawet w żaden sposób nie rozwija/ trenuje tego języka… O tej Angelice pomyślała wtedy tak po prostu, bo bardzo potrzebowała z kimś się spotkać i najzwyczajniej w świecie pogadać. Wie także, że ta dziewczyna nie umie siedzieć w miejscu i BARDZO LUBI PRZEBYWAĆ WŚRÓD LUDZI … Mała Mi oczywiście nie aż tak bardzo, bo już nie raz to sprawdziła…, ale z Angeliką niemal zawsze tak dobrze jej się konwersowało…, teraz w dodatku pomyślała o tym, że jak już do niej przyjedzie, to będą sobie mogły rozmawiać właśnie po niemiecku! 👍 Więc uczyni tutaj coś dobrego i dla siebie i dla koleżanki właśnie

Wracamy teraz jednak, kochani, do początku jej dnia. Wstała z takim cudownym uśmiechem na twarzy, wykonując dziś swoją 20- minutową medytację [taki czas stał się właściwie u niej już standardem] i jak wyobrażacie sobie, co ona robiła? No przecież to jest niemal oczywiste, że dziś mówiła przede wszystkim: DZIĘKUJĘ & KOCHAM CIĘ🧡

Tego dnia, wykonała oczywiście nie tylko medytację i swoje ćwiczenia [tym razem zapisała sobie przy tych 30 damskich pompkach, że zrobiła chyba 10 tych już bardziej „prawidłowych damskich”, bo te „jej” to były takie raczej…hm… „oszukiwane?” tzn. robiła je tak naprawdę będąc podparta kolanami, ale miała je ugięte i wystawioną pupę…, bo inaczej jeszcze było dla niej zbyt trudno…:P], wykonała także jeszcze po 8 wypadów na każą nogę w przód. To był, moi drodzy max., bo przy tym ostatnim razie, prawie by już upadała… Czyli ma takie słabe te mięśnie, zobaczcie, cóż znalazła o tych wykrokach w necie:

Przeczytawszy to właśnie pomyślała sobie, że już właśnie znalazła SAMA DLA SIEBIE IDEALNE ĆWICZENIE, by wzmacniać NIE TYLKO mięśnie tych nóg, ALE TEŻ ĆWICZYĆ RÓWNOWAGĘ! Zatem teraz już wie, że będzie ono kolejnym, które dołączy do „swojego zestawu”! 😉 To, że ona nie potrafi wykonywać tego JESZCZE / I NA RAZIE tak sprawnie, jak całkiem zdrowe osoby, nie będzie stanowiło dla niej żadnego problemu! To jest JEDYNIE TRUDNOŚĆ, KTÓRĄ ONA ZAMIERZA ZNIWELOWAĆ I „POKONAĆ”!

Mała Mi była jakoś w takim wspaniałym nastroju, że nawet zachciało jej się coś znowu „pichcić” w kuchni… hehe, no ok., może to nie było jakieś rzeczywiste „pichcenie/gotowanie”, ale tak pomyślała, że ma brokuł i może wykorzystać go do jakiejś pasty na kanapki! Zatem ugotowała go, później także 2 jaja, dodała pestki słonecznika i chyba wsypała także kilka pestek dyni, po czym dodała resztkę musztardy i chrzanu. I tak właśnie wyglądało jej śniadanko:

Odczuwała taką niesamowitą wdzięczność i spokój! Czuła nawet, że jej oczy powolutku już zaczynają „powracać do siebie” i nawet się uśmiechać. Mówiła także, uśmiechając się: WSZECHŚWIECIE, TY WIEDZIAŁEŚ PRZECIEŻ, ŻE TAK BĘDZIE, PRAWDA? I właśnie wtedy włączyła już także swoje przeprosiny za to, iż wciąż zdarza jej się wątpić w to, że on ją najlepiej prowadzi, że się nią opiekuje. Mówiła jeszcze w sposób następujący:

Kochany WSZECHŚWIECIE, wybacz mi proszę, że WCIĄŻ zdarza mi się w Ciebie powątpiewać…, jak taki „głupi dzieciak” zapominam o tym, że Ty zawsze/ przez cały czas ze mną jesteś i nieustannie mnie DOBRZE PROWADZISZ! Nawet jak czegoś nie rozumiem, dlaczego i po co to się właśnie wydarza… [jak choćby M.IN. to, że drałowałam do tego warzywniaka, a on był w ogóle tego dnia nieczynny, następnym razem udałam się tam zbyt późno, jak się okazało… i ta świeża kapusta kiszona była już wykupiona, wsiadałam i wysiadałam zaraz z tramwaju, jak jakaś „pomieszana”, nie mogłam się na wiele rzeczy zdecydować, bo nie wiedziałam, czy decyzja, którą chcę podjąć jest dobra…, kompulsywne niemalże sprzątanie wieczorem mieszkania po powrocie z tej dolinki, jak powinnam przecież odpoczywać…, niejednokrotne wypadniecie mi choćby czegoś z rąk, lub rozlanie wody, jak chciałam sięgnąć po lusterko… itp]. to Ty i tak przecież mi później pokazujesz, że stało się dobrze, że właśnie tak miało być! Przepraszam Cię kochany Wszechświecie! Mimo wszystko, choć wiesz, jak jest mi z tym ciężko…, będę wierzyła, no a przynajmniej postępowała tak, aby Ci pokazać, że jednak wciąż w to wierzę, że jeszcze [tak, jak rzekł sam Lama Ole Nydhal] czeka mnie wiele naprawdę PIĘKNYCH I SZCZĘŚLIWYCH DNI W MOIM ŻYCIU!

Przepraszam, że wciąż zdarza mi się być takim człowiekiem, który tak bardzo chciałby robić coś, aby wszyscy o tym wiedzieli…, hm… , chyba trochę, jak „na pokaz”. Zapominam, że NIE TO JEST NAJISTOTNIEJSZE…

Tutaj wtrąciłam się JA i mówię:

A co w tym niby złego, że chciałabyś być widoczna?

Nie chodzi mi nawet o takie rzeczywiste „pokazywanie się”, no a już przynajmniej nie w obecnej sytuacji… 😋, kiedy wciąż nie mogę sobie tego wybaczyć, cóż uczyniłam swojej twarzy… booooszeeee, nawet nie wiesz, jakie to jest dla mnie ciężkie, teraz już nawet nie potrafię tak „czarować”, bo nie mam cholera nawet czym…, moje oczy wyglądają od tych zmartwień po prostu strasznie… Jestem już najzwyczajniej w świecie zmęczona tym życiem, rozumiesz? WSZECHŚWIAT, tak samo zresztą jak i Gracjan w tym ostatnim filmiku z dzisiaj: Dlaczego pewni ludzie ciągle wygrywają, sugerują:

Tylko, że tu NIE CHODZI O MÓJ STRACH, ŻADEN STRES, CZY ZAMARZANIE!!! Raczej o CZYSTĄ NIEWIEDZĘ… NIE WIEM PO PROSTU ANI CO MAM ROBIĆ, ANI GDZIE SZUKAĆ POMOCY/ WSKAZÓWEK… Jestem już najzwyczajniej w świecie totalnie wyczerpana… a żeby było „zabawniej” to …jeszcze wciąż nie może dojść do skutku moje ponowne spotkanie z tym X, który się jednak do mnie odezwał! A wczoraj mi jeszcze napisał, że jest mu bardzo miło, że piszę i że chciałby ze mną więcej rozmawiać… Taaaa…

Ale, cholera to/ on nie jest dla mnie teraz aż tak istotne/y… Tak bardzo to czuję, że powinnam coś tu robić… dla innych i jakoś wykorzystać to, co mi się w życiu przytrafiło i udało… A teraz po prostu to czuję, że jestem w takiej „czarnej d…” Bo JA CHOLERA NIE WIEM W OGÓLE JAK ZACZĄĆ DZIAŁAĆ, CO ROBIĆ???

Kochany Wszechświecie, szczerze mówiąc już się obawiam, że sobie tyle rzeczy SAMA „wkręcam”, dopowiadam…, jak np. wygląd mojej twarzy i teraz już także moich oczu niestety… , a jestem pewna, że to wszystko przez to, iż siedzę tu sama w domu, nie przebywam wśród ludzi, tylko ciągle koncentruję się na tej beznadziejnej kroście… booooszeee, przecież to jest wręcz chore… Bardzo dobrze już to czuję, jak źle to na mnie wpływa… Niby powtarzam sobie, że WSZYSTKO, CO MAM JEST DOKŁADNIE TAKIE, JAKIE BYĆ POWINNO, ale wciąż nieustannie w to jednak wątpię…, bo NADAL PAMIĘTAM O TYM… I NIC Z TYM NIE ROBIĘ… a odczuwam to bardzo, że znowu „coś” powinnam…:

Tak, dostrzegam to bardzo każdego niemal dnia, jak zamiast cieszyć się, że żyjesz, po prostu się smucisz i martwisz…

Kochany Wszechświecie, ależ oczywiście, że ja się NIEZMIERNIE CIESZĘ, ŻE PODAROWAŁEŚ MI TO ŻYCIE JESZCZE RAZ!!! Jedyne, czym się martwię, to tym, iż ono mi teraz gdzieś ucieka, marnuję je po prostu… Uzyskałam po raz drugi możliwość bycia tu na Ziemi i czuję teraz, że marnuję tą okazję…, bo nie mam najmniejszego pojęcia, co z nim dalej robić…, jak mogłabym choćby zrobić z tego użytek, cóż udało mi się przeżyć i doświadczyć?

A nie wiem, czy pamiętasz, jak kiedyś powiedziała to do Ciebie dobra znajoma pracująca właśnie w Bayer w Wawie na wysokim stanowisku, że ona życzyłaby sobie, abyś napisała dla niej jakieś opowiadanie/ książkę, ponieważ widziała, jak pięknie potrafisz pisać. Czy to nie są dla Ciebie znaki? Co więcej, sama już o tym nawet kiedyś wspominałaś, że ten blog jest dla Ciebie takim Twoim „arcydziełem”, tu możesz przecież nie tylko pisać, ale również zawsze dobierać jakieś odpowiednie i zdjęcia, obrazy i również muzykę! Kochana moja, naprawdę nie wiem, dlaczego Ty sama tego nie dostrzegasz, ile pięknych rzeczy potrafisz stworzyć! I PODKREŚLAM! Nauczyłaś się, no ok, może jeszcze nie tak całkiem, ale przecież dzielnie się nadal uczysz tego, iż

Przestań, proszę Cię, przecież to widać, jak nic, że ja wcale nie zaakceptowałam wszystkiego!!! A poza tym, siedzenie w domu samej nad pisaniem bloga, wcale nie jest takie fajne, ja baaardzo potrzebuję jednak ludzi, będąc tu samej, coraz bardziej to dostrzegam… booooszeee, to jest tak naprawdę najgorsze i najbardziej potworne teraz dla mnie: że WCIĄŻ SIĘ NIE POGODZIŁAM Z TYM, JAK WYGLĄDA MOJA TWARZ… Bo wyobraź sobie teraz, że widzisz jakąś ładną kobietę/ mężczyznę z widoczną krostą na twarzy!!! Może mam już jakieś schizy z tego powodu, właśnie dlatego, że nie mam tak kontaktu z innymi ludźmi…

Moja droga, tak, dostrzegam to bardzo dobrze każdego dnia, cóż to zdarzenie wyprawiło z Twoją psychiką…, jak taka niby „głupia” i maleńka rzecz może wyprowadzić Ciebie z równowagi… Oczywiście, że także uważam, iż powinnaś wyjść do ludzi…

Taaaa, ale wyobraź sobie teraz taką sytuację, że ja już teraz nawet nie mam siły, bo się po prostu wstydzę pokazywać z tą krostą! Jestem bowiem pewna, jak na to reagują inni ludzie, nie tylko mężczyźni! Wiesz, jeszcze na początku to choć te moje oczy były powiedzmy nadal „uśmiechające się”… A teraz co? Obecnie jestem znowu w takim stanie, że „smutek”…, co tu dużo mówić, zamiast dawać wsparcie innym, sama wątpię już we wszystko… Jedyne, co mi teraz pozostaje to chyba:

Zatem, to jest chyba oczywistym teraz, że moją kolejną intencją jest „odzyskanie mojego poczucia własnej wartości”. A dziś, żeby było jeszcze „ciekawiej” to nawet nie medytowałam, tzn. nie na siedząco, bo obudziłam się ok. 5 i wstałam do kuchni, myśląc o tym, iż powinnam poprawić jakoś choć wygląd moich oczu i poszłam zaparzyć rumianek, po czym leżałam z nim na powiekach i słuchałam ponownie Chodź na randkę z przeznaczeniem. Poczuj intencję w swoim sercu

Kochani, przechodzimy właśnie do TU & TERAZ, czyli PIĄTKU 31.07.20… Ok. godz. 13:30 ubiera się na dolinkę znowu i słyszy: Tabb& Sound’N’Grace – Możesz wszystko https://www.youtube.com/watch?v=H51O7kdVHuY

Są chwile, w których musisz zmienić świat,
Na przekór mimo jego wad.
To życie przecież w końcu Twoje jest,
Marzenia spełnisz jeśli chcesz.

Zaczaruj ludzi wszystkich wokół nas
Czystym sercem, rozjaśnij swoją twarz,
Odważnie leć do gwiazd, magiczną siłę masz!

Wystarczy tylko chcieć odrzucić rzeczy złe,
Uwierzyć w miłość.
Wystarczy tylko chcieć, powitać nowy dzień,
Nieważne to co było.

Ty możesz wszystko, możesz wszystko,
Gdy bardzo tego chcesz.
Dziś zmienić przyszłość, zmienić wszystko,
Bo bardzo tego chcesz.

Moi drodzy, wróciła z tej dolinki, bo zrobiło jej się zbyt ciepło jednak w tych legginsach, kurtkę oczywiście zdjęła i przewiązała sobie w pasie, a dziś wykonała tam w sumie 3 okrążenia, jednak widząc takiego biegnącego truchtem mężczyznę, odważyła się, hm…, może to słowo nie całkiem tu pasuje, bo jej przecież wcale ODWAGI NIE BRAKUJE, RACZEJ PONOWNIE CHODZI TU O ZWYCZAJNĄ „UMIEJĘTNOŚĆ”! pobiec po połowie okrążenia 2 x!

A ubrała się tam na początku w te krótkie spodenki i koszulkę na ramiączkach, jednak wyszła na balkon i spojrzała na ludzi, że NIKT nie chodzi tak roznegliżowany, a tym bardziej, że zaczęło właśnie leciutko kropić [czyli to „siąpi nilaja”:P], dlatego szybciutko nałożyła jednak legginsy i T-shirt.

W każdym razie, muszę Wam powiedzieć, że była naprawdę szczęśliwa i tak już chyba nawet w duchu, dziękowała tej Angelice, że do niej jednak dziś przyjedzie, bo tym samym chyba dała jej troszkę więcej życia. Nałożyła dziś nawet z radością ten make- up, choć jeszcze po gimnastyce tak się zastanawiała, czy ma w ogóle to robić na przyjście koleżanki, a tu sprawa właściwie sama się rozwiązała!

Muszę Wam jeszcze tylko rzec, że Mała Mi wciąż patrząc na inne kobiety, na ich niczym „nienaznaczone” twarze, ma do siebie żal i pretensje, że coś tak głupiego w ogóle zrobiła! Ale później pomyślała, że są przecież gorsze rzeczy, do cholery, niż widoczne ślady na buzi! Ludzie mają przecież zdeformowane nawet twarze! Także postanowiła nie jęczeć, tylko wyruszyć z uśmiechem w drogę.

Zdaje sobie z tego sprawę, że zrobiła sobie właściwie kolejną krzywdę WIDOCZNĄ na jej pięknej buźce, ale tak sobie pomyślała dalej […bo ona wciąż w to wierzy, że uda jej się spotkać tego jedynego!], że choć w ich związku będzie już ewidentnie widać, iż „nie poleciał na urodę”, buhaha🤣 A tak serio, to ona ma i tak do siebie o to pretensje, bo bardzo chciałaby dawać to, co najlepsze i najpiękniejsze…, sama również chciałaby przecież to samo otrzymywać…

W każdym razie, wracając po zrobieniu tych 3 okrążeń tam, była pewna, że wejdzie tylko do domu, by się przebrać i słuchajcie całą drogę sobie powtarzała: „siku, napić się i przebrać” [niekoniecznie oczywiście w takiej kolejności ;-)], lecz jak już tu doszła, otworzyła drzwi, spojrzała na zegarek, pomyślała, co powinna jeszcze zrobić [skończyć w końcu ten wpis!], zjeść obiad, bo jakoś ok. 17 ma przyjechać do niej jeszcze Angelika [już przygotowała dla nich wczoraj galaretkę z owocami].

(…)

Obecnie mamy już [tak ciągle ten piątek, piąteczek, piątunio:P] godzinę 21:18, muszę Wam powiedzieć, że ona po prostu kocha tą Angelikę! Nie właściwie chyba bardziej to, co zostało jej uświadomione!!! Było to dokładnie to samo, co ona podejrzewała… Może nie tyle, że wyszukuje sobie sama problemy [choć tak też jest przecież w istocie, bo siedzi tu sama i tak naprawdę to CAŁY CZAS koncentruje się głównie na tym, czego przecież wcześniej na swojej twarzy NIE POSIADAŁA!], ale koleżanka jej UŚWIADOMIŁA, ŻE OSOBA, KTÓRA WCZEŚNIEJ NIE MIAŁA ŻADNYCH PROBLEMÓW Z CERĄ, a tym bardziej jakichś wyprysków i krost na niej, to jest przecież niemal teraz „normalne”, że spogląda na twarze, tu brody innych ludzi, zwłaszcza kobiet!

Tak, wiecie sobie rozmawiały przy kawce i tej galaretce, naprawdę w bardzo miłej atmosferze. I jak Angelika jej powiedziała, że jak ona sama nosiła kiedyś aparat na zębach, to później również przez długi czas tak miała, że patrzyła wszystkim ludziom TYLKO na zęby, hehe, a co dopiero dziewczyna, która zawsze miała twarz BEZ ŻADNYCH KROST! Właśnie też stwierdziła, że no ok., ponieważ Mała Mi nigdy przecież nie miała ani żadnych pryszczy ani większych problemów ze skórą na twarzy, to mogła przecież nie wiedzieć, aby tego nie wyciskać, a tym bardziej nakłuwać igłą😜

Więcej o tym ich wspaniałym spotkaniu, może w kolejnym wpisie coś bardziej dodamy, ok? Wspomnę jeszcze tylko, że w końcu nasza „gwiazda” zaczęła się nawet trochę, a może nawet w końcu(!) z tego nabijać, bo już nawet obydwie nadały imię temu jej nieodłącznemu przecież „towarzyszowi”, a mianowicie został nazwany po prostu „ALBERT” 🤣😜😋 No Mała Mi nie może nawet teraz powstrzymać śmiechu.

Co więcej stwierdziły teraz, że już nie może powiedzieć, że jest samotna! buhaha W dodatku, jak miałaby się kiedyś w przyszłości jeszcze z kimś spotykać/ umawiać na jakieś spotkanie, to zawsze będzie wtedy dodawała: Ale ja będę w towarzystwie, buhaha [ma w końcu „Albercika” jeszcze :P]

Wyczekujcie nas, kochani tutaj i zaglądajcie w miarę regularnie na blog niesklasyfikowanej, bo o tym spotkaniu z Angeliką obiecujemy donieść w osobnym wpisie💪.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close