PROŚCIE, A BĘDZIE WAM DANE…

Po raz PIERWSZY od nie wiem, jakiego czasu siadając dziś, NIEDZIELA, 02.VIII.2020, do medytacji, już nie mogła… i bardzo się rozpłakała. Z jej ust padało:

Wszechświecie, błagam pomóż mi…, bo już nie daję rady po prostu… Proszę „ześlij” mi kogoś, kto pomógłby mi to moje życie ogarnąć… Nie daję sobie znowu rady z tyloma rzeczami i zaczynają mnie one najzwyczajniej w świecie przerastać…. BŁAGAM CIĘ O TO…, O JAKĄŚ POMOC, bo już naprawdę nie mam dalszych pomysłów… wyczerpał mi się ich limit i nie umiem już sama sobie niestety dalej pomóc…

No, w końcu się doczekałem… Nawet nie wiesz, jak długo na to czekałem… aż otwarcie się przyznasz, że JUŻ nie dajesz dłużej sama rady, że potrzebujesz pomocy.

[Tu od razu skojarzyła jej się ta rozmowa z filmu Siła Spokoju między „Sokratesem”, a Danem Millmanem: NIE WIEM, CO ROBIĆ? 1:08:32 PIERWSZE ODKRYCIE WOJOWNIKA. JAKIE? NIEWIEDZA!]

Oczywiście wiedziałem to niemal od zawsze… I sama dobrze wiesz, że robiłem wszystko, by Ci pomóc i wspierać, choćby ostatni raz wczoraj jeszcze na tej ławeczce na dolince, gdzie zabrałaś ze sobą tą pożyczoną książkę od Angeliki… Pamiętasz, jak się nawet rozpłakałaś już siedząc tam, czytając ją i widząc, jak usiadł na Tobie motyl, kompletnie nie bojąc się! To był właśnie ode mnie kolejny znak, że masz słuchać siebie i tego, co mówi do Ciebie Twoje serce! Te obydwie książki, które przywiozła Ci koleżanka, mimo jej dobrych chęci, nie są niestety dla Ciebie odpowiednimi.

Wiesz, ja to nawet czułam…, tylko znowu, próbowałam chyba zagłuszyć „ten głos” w sobie, bo mówiłam, że może z tych książek również coś dla siebie zaczerpnę… A tu nie bardzo jednak…

Ale powróćmy jeszcze do tej Twojej prośby: nawet nie wiesz, jak dawno nie słyszałem z Twoich ust takich słów, że z czymś kompletnie już sobie nie radzisz. I nie! To wcale nie jest, jak „muzyka na moje uszy”. Ale szalenie to doceniam, że tak dzielna, wytrwała osoba, jak Ty w końcu potrafi przyznać, że nie daje już rady i prosi o pomoc. To jest dla mnie niezmiernie istotne, że Ty, Ty „moja wojowniczko”, potrafisz nagle doznać takiej hm… nawet nie wiem, czy słowo „skrucha” jest tu odpowiednie. Chyba nie bardzo…

Kochany Wszechświecie, ja już naprawdę mam wrażenie, że z niczym nie daję sobie więcej rady…, tak wiem, jak to brzmi, ale wyobraź sobie, że mam już taki mętlik w mojej głowie teraz… Jeszcze leżąc w łóżku, położyłam sobie herbatki z rumianku na powieki i tak leżałam i zaczęłam nawet [już tak totalnie zdesperowana…] odsłuchiwać ponownie tego: Chodź na randkę z przeznaczeniem. Poczuj intencję w swoim sercu. I wyobraź sobie, że ja odnoszę wrażenie, że nie potrafię już nawet … wierzyć, to jest dla mnie takie cholernie trudne …

Teraz sprawdzi sobie jeszcze tylko kochani, o której ma tramwaj nad morze, bo przecież doszła do wniosku, że skoro mieszka w mieście z dostępem do morza, to żal byłoby nie skorzystać, zwłaszcza w weekend, tą dolinkę przecież ma na codzień! Zatem kochani, później dopiero będziemy jeszcze tu dogrywać „wygląd” tego wpisu + muzę oczywiście, a teraz zbieramy się do wyjazdu!

(…)

Ehhh, moi drodzy, nie była oczywiście nad tym morzem, bo… dosłownie, jak już sprawdzała sobie tam dojazd, zadzwonił do niej ten X.! I tak się pyta, co u niej…, ale najlepsze było jego pytanie: „czy masz posprzątane mieszkanie?” Bo kiedyś jeszcze, jak wyszli razem na tą dolinkę, to mu rzekła… uffff, jak dobrze, że nie przyszedłeś do mnie na chatę, bo mam akurat nieposprzątane…:P, przyznała również, że nie zaściela na codzień łóżka, tylko, jak wie, że ma ktoś do niej przyjść. Ten rzekł zaraz, że on też nie zaściela, tym bardziej, że z domu pracuje, hehe😜

Więc jak zadał jej to pytanie, to tak się zdziwiła, tym bardziej, że jeszcze wczoraj, ok. 14 zapytała go na WhatsApp, czy miałby może ochotę wyjść? Ona była już po tym warzywniaku właśnie i chyba także coś zjadła również, a strasznie nie chciało jej się siedzieć w domu… i tak już pomyślała znowu z tej desperacji, że przydałby się ktoś do towarzystwa… Ten odpisał dopiero o 22:45 tylko:

Hm, dzięki za propozycję

I już to kompletnie olała, w dodatku pomyślała sobie, że już więcej do niego nie napisze, a tu on właśnie dzisiaj do niej dzwoni! Dosłownie w tym samym momencie, przypomniała sobie jeszcze to, o co prosiła Wszechświat dziś rano. Ok, ale TYLKO przemknęło jej to przez myśl. Naprawdę nic więcej, bo ani nie miała przecież zbytnio okazji, by go dobrze poznać, ani… jakoś tak nie odczuła takiej „chemii” a uważa, że ta przy ewentualnym związku jest niezbędna i konieczna. To się po prostu czuje! Ona absolutnie tego nie czuła i szczerze mówiąc nadal nie czuje!

Okazało się, moi drodzy, że tak pyta ją co u niej, jak żyje… Ta odpowiedziała, że „powolutku” 😉= to jej ulubiona odpowiedź, hehe 🤣. Tak przez chwilę rozmawiali, czy raczej może to on mówił… Później a propos tego jego pytania, czy ma posprzątane mieszkanie, to jakoś zażartował, że wpadłby do niej np. na kawę, hehe Później tak dalej kontynuowali rozmowę, że może pójdą się gdzieś przejść, ta wtedy rzekła:

To się dobrze składa, bo właśnie chciałam jechać nad morze!

W rezultacie jednak powiedział, że przyjedzie po prostu pod jej blog i najwyżej to jeszcze obgadają, gdzie jednak wylądują… Ta odparła:

Ok. to za ile będziesz?

za 5, góra 10 minut

Pomyślała, że kompletnie przecież nie jest jeszcze nawet ubrana… nie mówiąc już nic o ewentualnym makijażu… Dlatego rzekła:

A mógłbyś dać mi troszkę więcej czasu na przygotowanie?

No a ile potrzebujesz?

Wiesz, ja nie jestem nawet jeszcze ubrana…

To nie ubieraj się wcale…

Potraktowała to po prostu jako jakiś „śmieszny” żart. Następnie rzekła:

Daj mi proszę jakieś 10- 20 minut

Szybko tu myślała, aby jakąś sukienkę na siebie wciągnąć, a skoro już powiedziała, że chciała na plażę, to jeszcze również strój kąpielowy… w końcu musiała być przygotowana, no nie?

Nie zgodził się oczywiście, aby tak długo czekać… i przyjechał do niej, jak zdążyła wprawdzie założyć i strój kąpielowy i również na to sukienkę. Jedynie czego nie zdążyła zrobić to makijażu…, a on był już pod jej drzwiami… Ponieważ od wyjazdu Angeliki już sobie pewne rzeczy w głowie „unormowała”, otworzyła mu normalnie drzwi, zaprosiła, wszedł do jej mieszkania [uprzedziła tylko, że ma niezaścielone łóżko…], siadł sobie na pufę, ona mówi:

Ok. to zrobię jeszcze tylko tak szybciutko makijaż.

A ten do niej:

A po co?

To się już jej spodobało… i odpowiedziała po prostu:

Tak zwyczajnie dla siebie, aby choć ukryć te zapłakane z wczoraj oczy… , będę się lepiej po prostu z tym czuła.

Zauważcie, że już nawet nic nie wspomniała tu o tym śladzie po kroście! W dodatku on coś rzekł, że woli takie naturalne dziewczyny i ona również! Rzekła jednak: „tylko uwierz mi, że jak sobie teraz zrobię ten podkład, to będę się znacznie lepiej czuła!” Skoro już usłyszała z jego ust, że tak powiedział, że woli „naturę”, więc już nawet nie sięgała po tą maskarę, choć uwierzcie mi jej oczy wcale nie były takie ładne… Ale pomyślała sobie, skoro jemu to nie przeszkadza, to mi tym bardziej w końcu widuję siebie taką na codzień 😛

I tak, moi drodzy wyszli w końcu na tą dolinkę znowu…, bo ewidentnie nie chciał gdzieś nad morze. Można to było odczuć, iż chce, aby to były jednak takie spokojne w miarę warunki do rozmowy… Mówił oczywiście przede wszystkim on [o wielu mądrych rzeczach, bo wiele jej opowiadał i o ciele człowieka, o tym co jest zdrowe, a co nie, dużo również więzadłach i takich tam rzeczach w ciele ludzkim, na których ona się kompletnie nie zna i szczerze mówiąc nawet ją to jakoś „nie kręciło” i zbytnio też nie interesowało … :P]

Ale ok, po prostu tego słuchała, musiała bardzo wytężać koncentrację, więc może pomyślał, że to jest dla niej takie interesujące, hehe. A ona po prostu musiała się skupiać… Mówił jej tam o wielu ćwiczeniach, bardzo dużo opowiadał o obecnej rzeczywistości, jak to wygląda… W takim wielkim skrócie: mieszkanie w blokach/ zero kontaktu, albo bardzo ograniczony z drugim człowiekiem/ ludzie są totalnie odseparowani od siebie w miastach/ wszystko opiera się przede wszystkim na internecie = cała komunikacja, itp. / niezdrowe jedzenie, nie to, co na wsi [skąd pochodzi].

Powiem Wam, cóż ona zauważyła i co, postanowiła dla siebie z tego wynieść… Otóż, że po pierwsze:

  • trudno jej po prostu rozmawiać, bo totalny brak argumentów na cokolwiek…
  • nie ma wcale jakiejś takiej konkretnej tej wiedzy, no a z całą pewnością nie potrafi tego dalej tak ustnie PRECYZYJNIE/ KONKRETNIE przekazywać!
  • rzekła coś także o tych „wykrokach” [których, kochani, wykonała dziś po 10 na każdą nogę!], ten do niej znowu, że one nie całkiem są zdrowe i przesłał jej również kilka rzeczy, to pierwsze właśnie jej tłumaczył, jak się spotkali:
  • ​https://www.youtube.com/c/AnatomyTrains.
  • https://www.klawiterapia.com/pl/
  • https://polskatimes.pl/koronawirus-czy-pandemia-zakonczy-swiat-jaki-znalismy-do-tej-pory-prof-marcin-krol-pojawi-sie-olbrzymia-liczba-ludzi-zbednych/ar/c1-14865479 – a to przesłał jej dokładnie przed chwilą [02.08.20, g. 17:59]
  • również jej mówił, że bieganie nie jest zdrowe, bo jest przecież może nie „całkowicie”, ale znowu jednak nienaturalne i dawał ku temu argumenty…
  • już teraz w każdym razie jest tego pewna, że zakupi kijki do nording walking! Pojedzie do sportowego sklepu i zakupi je na fakturę, by miała kolejną rzecz do rozliczenia dla tej fundacji! A przecież na kijki wyda tylko raz pieniądze, a będzie je miała na całe życie!

Moi drodzy, u Małej Mi naprawdę tak dużo się dzieje, tzn. chyba przede wszystkim w jej głowie… Ona tyloma rzeczami chciałaby się tu z Wami podzielić o tylu napisać, że już nawet nie znajduje na to teraz siły, a przede wszystkim chyba odpowiednich wyrazów/ słów…

W każdym razie z tego jakże „fascynującego” spaceru z nim wróciła do domu. A wcześniej jeszcze, jak on już do niej tu przyszedł, nim jeszcze wyszli w ogóle na ten spacer, to jej mama do niej dzwoniła, po tym, jak oczywiście, gdy ona „medytowała” to wysłała jej taki oto obrazek przez messengera

Taaa, więc tu już nasza „gwiazda” znowu miała takie różne myśli w tej swojej główce, bo z jednej str. przychodziło jej do głowy: „biedna mama…, lubi i niemal potrzebuje tak bardzo dostawać i przesyłać takie właśnie rzeczy.., one ją niestety zawsze jakoś podbudowują… No ale cóż, wiem przecież dobrze, jaka jest moja rodzicielka… i nic już na to niestety nie mogę poradzić…” W każdym razie, jest chyba oczywistym, że tego telefonu nie odebrała, bo zna już swoją mamę aż nadto… Dobrze wiedziała, że gdyby jej rzekła, że jest u niej właśnie jakiś mężczyzna [„znajomy” powiedziałaby oczywiście :P], to już dobrze sobie kojarzyła, te jej obawy…

Wróciła, odgrzała sobie obiad, zjadła go i pomyślała, że skoro powinna jednak oddzwonić do niej, to wyjdzie dalej się przejść. A tym bardziej, że jeszcze wcześniej [przed przyjazdem Angeliki] zaczęła jej się tak bardzo skarżyć na wygląd swojej buzi i mówić znów, że wszystko jest tu „do d…” Rozumiecie? Nasza bohaterka, która zawsze była taka dzielna, a już w szczególności takimi rzeczami [swoimi smutkami i zmartwieniami] nie obarczała jeszcze swojej mamy!

Jak już prawdopodobnie wiecie, nasza bohaterka, lubi ze swoją rodzicielką rozmawiać, jak właśnie coś robi/ wykonuje, no a już z całą pewnością, jak gdzieś właśnie idzie, tzn. nie na miasto po zakupy, bo dobrze wie, że potrzebuje do ewentualnej rozmowy zawsze spokoju. Także już wędrując na tą dolinkę właśnie, zaczęła do niej dzwonić… I oczywiście pominie już to, że jak ją przeprosiła, że nie odebrała i rzekła, że właśnie była ze znajomym się przejść, to jej mama, nie byłaby sobą, gdyby nie puszczała na nią/ do niej tych swoich „obaw” [jak długo w ogóle go znasz?/ będziesz się jeszcze z nim spotykać? (w ogóle to „helloł?, ale zabrzmiało niemalże jakby nie miała w ogóle do tego prawa i była prawie że jakąś własnością swojej matki…) / pamiętaj, aby tak szybko nie ufać… itp…].

Tu jeszcze tylko musimy sprostować, że jej mama nie mówiła tego oczywiście z jakąś złością, czy broń Boże, takim wymagającym, stanowczym głosem! Wręcz przeciwnie, chyba nawet się sama obawiała, stawiając te pytania, jednak Mała Mi tu przekazała po prostu ich „treść”, bez żadnej „otoczki”/ barwy głosu itp.. Nie chce jednak, byście sobie pomyśleli o jej mamie nie wiem co… Hm… no cóż, to jest kobieta po prostu, co tu dużo mówić, również „po przejściach”… Ok., już zostawi to tak, jak jest…

No nie musi już chyba o tym mówić, że zawsze w takich momentach łapie ją niemal „wkurw”. Ale po uspokojeniu się w miarę, rzekła:

„Mamo, BARDZO CIEBIE PROSZĘ, nie traktuj mnie jak małego dziecka!!! [pomyślała sobie: boooszeee drogi, przecież ja również mogłabym być już dawno matką! I to nawet co najmniej 2-ki dzieci!] Miej proszę CHOĆ TROSZKĘ ZAUFANIA, bo wierz mi, JA JESTEM TERAZ [zabrzmiało, jakby kiedykolwiek nie była! 😜] BARDZO OSTROŻNA! I powiem Ci, że właściwie już miałam obawy, co do tego, by Ci w ogóle wspomnieć o nim…

Jednak, cóż musi tu jeszcze dodać, że oczywiście, jak zaczęły rozmawiać o jej wnuczku, a bratanku Małej Mi Kacperku, to już zaczęło być bardziej neutralnie, jak zwykle zresztą:P Nasza „gwiazda” chciała się dowiedzieć, czy malec już wybrał sobie jakiś prezent [miał poszukać czegoś na allegro] na swoje 8 urodziny, które będą już 09.VIII.2020 i wtedy właśnie jej mama opowiedziała jej taką oto historię:

Kacper ma już własną komórkę i tak jej rodzicielka opowiadała, że ma tego świadomość, że może czasem wychodzić na taką „gderającą” i „zrzędliwą” babcię, ale ona stara się bardzo mówić swojemu wnuczkowi, że nie powinien tak długo w ciągu dnia oglądać na niej jakichś filmików/ gier/ reklam/ bajek [choć tych już chyba ogląda coraz mniej!], bo to niezdrowe, popsują mu się oczka i kręgosłup będzie bolał od takiego siedzenie i wgapiania się w ten ekran… I jak mówiła, wiadomym jest, że do takiego małego człowieczka jeszcze wszystko nie dotrze…

Ten jej wysłuchał, poszedł jeszcze sobie na trochę pograć, przemyślał sobie to, co mu wcześniej rzekła, przyszedł do niej do kuchni i przytulił ją mówiąc, że już nie będzie tak siedział cały czas z tą komórką. Choć babcia stara się bardzo o to dbać, aby wychodzić z nim w miarę często na dwór, by tam również mógł zdobywać „nowe doświadczenia”, bo przecież ta realna rzeczywistość jest o wiele lepsza i ciekawsza od wirtualnej!

(…)

No dobrze, kochani, Mała Mi doskonale zdaje sobie sprawę z tego, dlaczego ona tu tak o wszystkim wypisuje…, bo nie ma tu tego komu opowiadać, nie ma przecież możliwości nawet dzielenia się z kimkolwiek…,, prócz właśnie z tą jakże „niezdrową” wirtualną rzeczywistością… 😛 Choć nie! Ona po prostu to robi, bo musi! niestety ze względu na swoje problemy z pamięcią świeżą… Ok, to teraz chyba jeszcze pójdzie się choć umyć, by tę noc móc już zdecydowanie lepiej spać… Wciąż nie wie, czy uda jej się bez tej tabletki… tak, moi drodzy, bo Mała Mi niestety od kilku dniu ponownie jest „zmuszona” do łykania tej tabletki…

Zatem jeszcze trochę retrospekcji, czyli to, o czym już tu donosiłyśmy wcześniej:

Kochani, mamy teraz już / jeszcze SOBOTĘ, 01.08.2020. Muszę Wam powiedzieć, że drugiej tak nieszczęśliwej, smutnej i zatroskanej osoby/ kobiety, jak Mała Mi to już dawno nie widziałam… Ma teraz znowu do siebie tyle pretensji, że marnuje tyle czasu, na właściwie „nic nie robienie”…, że jest samotna i nawet z tym nic nie robi, bo… teraz już się znowu boi po prostu ludzi… Mimo, że jeszcze wczoraj była w takim fajnym nastroju, m.in. dzięki temu, że wiedziała, iż przyjedzie do niej ta Angelika. Choć miała również tego świadomość, jak bardzo one się od siebie różnią…

Ale powiem Wam, cóż jednak najbardziej z tego ich spotkania zapamiętała… [było oczywiście dużo fajnych momentów, ale skupi się TYLKO na tym jednym właśnie], a mianowicie, najbardziej zapamiętała to, iż Angelika jej powiedziała, aby jeśli czegoś chcemy/ pragniemy, to powinniśmy PROSIĆ O TO WSZECHŚWIAT/ BOGA bezpośrednio, jeśli z czymś sobie nie radzimy, aby to wyrażać na głos [lub po prostu w myślach], ALE ABY TO TAKŻE MÓWIĆ!

Ona sama opowiadała, że prosiła właśnie o kogoś takiego, jak ona sama [Angelika]… Jak się wyraziła, bardzo chciała coś stworzyć…, a potrzebna jej była do tego właśnie taka osoba wspierająca, konkretna, niemal tak samo myśląca, jak ona właśnie… Bo przecież zawsze „co dwie głowy, to nie jedna”! Jest bowiem oczywistym, że zawsze fajnie mieć osobę, która stara się Ciebie jakoś wesprzeć, „podnieść”, gdy Ty już nie dajesz rady, gdy wizja, którą miałaś właśnie gdzieś się „rozmywa”…

Na początku myślała, że to będzie ten chłopak z Tindera, z którym zaczęła się spotykać i byli już nawet parą… Lecz, jak jej później opowiadała rozstali się [właściwie to on ją zostawił…]. Ok, ale to jest dłuższa i raczej skomplikowana historia i nie będziemy tutaj już tego rozwijać. W każdym razie odnalazła ją dziewczyna [również Angelika! I DZIĘKI INTERNETOWI właśnie!!!], z którą razem będą współpracować! I która jest niemal, jak jej „klon”, mają obydwie bardzo podobną, jeśli nie taką samą wizję tego, co chciałyby stworzyć!

Właśnie wtedy doradziła Małej Mi, aby ta robiła to samo… Oczywiście nie tylko prosiła, ale również coś robiła i jakoś działała, ale zauważała także znaki, bo Wszechświat podobno zostawia ich mnóstwo… W każdym razie, jak nasza bohaterka tak jej słuchała i rzekła, że ona nie bardzo wie, co ma dalej ze sobą robić… Ta jej powiedziała, aby po prostu mówiła to Bogu/ Wszechświatowi, bo ONI dobrze słuchają i wszystko widzą…, ale trzeba też czasem po prostu konkretnie poprosić o coś… i umieć dostrzegać znaki/ sygnały, które podobno non stop nam niemal wysyłają… i nie przegapiać ich, TYLKO CHWYTAĆ i wierzyć w ich spełnienie…

I wiecie, o czym oczywiście Mała Mi tu sobie pomyślała, że co jej po tych wszystkich „rzeczach”, które już ma? Skoro tak naprawdę BRAK JEJ WCIĄŻ MIŁOŚCI, BEZPIECZEŃSTWA I WSPARCIA… Tak, dobrze pamięta o tym, cóż mówiła wcześniej, że jest rzekomo pewna, że znajdzie GO wtedy, jak już będzie innym pomagać… Taaa, ale ona przecież już o tym pisała, że nie ma najmniejszego pojęcia JAK mogłaby to zrobić, tu właśnie potrzebowałaby już wsparcia…. Przecież kompletnie nie wspomniała o tym Wszechświatowi, że prócz bycia użyteczną, chciałaby MÓC TAKŻE POBYĆ SOBIE choć CZASEM SZCZĘŚLIWĄ, bo przecież chyba o to głównie w życiu powinno chodzić, aby nie tylko pomagać i służyć innym, ale również odczuwać samemu choć trochę szczęścia! Ona nie jest przecież jakimś cyborgiem/ maszyną, tylko normalną kobietą, tfuuu, nawet nie do końca „normalną”, bo raczej wrażliwą, jeśli nawet nie bardziej niż inni…

Nie chce się już nad sobą użalać, ale ona na serio uważa, że ma trudniejszą sytuację od wielu, bo 1) została tu całkowicie sama 2) po niej przecież w ogóle nie widać, że jest po takich przejściach i to niby dobrze! Lecz dla takiej osoby jest to tym samym o wiele trudniejsze!

Właśnie dziś już czuje, że z niczym nie daje sobie znowu rady… I tak sobie myśli teraz, że podobno jak jest jakiś problem to się ciesz! Tylko, że ona, cholera, już właśnie teraz sobie z tym nie radzi, wszystko ją znowu jakoś przerasta, a ona nie wie, co z tym zrobić… A bo to tylko z tym?… boooszeee ponownie czuje się, jak co najmniej jakaś „popaprana” osoba…, ona zresztą często sobie coś zarzuca, wciąż nie potrafiąc dostrzegać tego, co jednak robi… [i dlatego byłoby jej po prostu łatwiej, jakby kogoś ją rozumiejącego jeszcze przy sobie miała!]

Ta jej wcześniejsza „zaradność” gdzieś jakby nagle znowu wyparowała/ rozmyła się i rozpłynęła… a żeby tego było mało, to jak wyszła jeszcze dziś na balkon wywiesić pranie, a tam widzi… coś takiego… Pamiętacie te jej „uszkodzenia” na balkonie? To dzisiaj tam wyszła i zobaczyła takie oto coś:

Boooszeeee, zachciało jej się tak niesamowicie wtedy płakać wręcz, bo jeszcze szyba drzwi od jej balkonu była również z takimi jakby „kropeczkami” tej pianki właśnie i tak sobie pomyślała, ponieważ tak się składa, że tego w ogóle ani nie słyszała, ani nie widziała, żeby gdzieś sąsiedzi coś podobnego na swoim balkonie/ czy przy oknach robili [może nie było jej akurat wtedy w domu???] No w każdym razie tak założyła, że najwidoczniej tak właśnie było… A wiatr musiał być taki mocny, że im te kawałki, może jakoś, jak pryskali i to robili, zaczął wtedy rozwiewać… I musiał chyba również te jej wciąż niedoklejone kafle na balkonie jednak „zdziebko” także porozsuwać… Bo już inaczej nie potrafi tego teraz wytłumaczyć…

Wyszła na balkon, nawet się troszkę rozejrzała wokół, ale to chyba musiało być gdzieś z góry od sąsiadów… A ponieważ wychodziła z rana jeszcze po śniadaniu do warzywniaka i zrobiła sobie znowu tą „maskę” [boooszeee, nawet nie wyobrażacie sobie, jak jej to „ciąży”, że ona w ogóle MUSI ją teraz robić, no ok, nie musi, ale wtedy po prostu czuje się lepiej…= czyli musi!],

jednak wracając jeszcze z tego warzywniaka stwierdziła, że co ona będzie chodziła teraz po tych sąsiadach i o co niby pytała? Czy ktoś „coś takiego” robił na swoim balkonie? Nawet nie bardzo wiedziała, jak miała by to nazwać, w sumie już nawet zabrała ze sobą kilka tych części tej pianki, by ewentualnie pokazać…, ale myśli sobie, no i po co to im w końcu? Przecież wiedząc, iż ktoś o to pyta, mogliby już poczuć się zagrożeni…, bo … ahhh… i w tym momencie już sobie to nawet podarowała i po prostu wróciła do domu…

ONA TAK BARDZO CHCIAŁABY KOCHAĆ I CZUĆ, ŻE JEST KOCHANA I BEZPIECZNA! Wszechświecie pomóż proszę!

A właśnie jeszcze dzisiaj przeczytała na fejsie taką rzecz, zamieszczoną przez Globalna Transformacja. Miłość. Jedność. Świadomość.

ROZWÓJ DUCHOWY’ Czasem po prostu musisz się załamać. I czuć. Musisz stracić swoje cenne „duchowe przebudzenie”. Musisz być po prostu człowiekiem, czującym. Czasem ponownie wyłania się stary ból. Stary strach. Smutek. Trauma. Palący ból porzuconego dziecka. Wściekłość zapomnianego wszechświata. I nagle wszystkie twoje duchowe wglądy rozpadają się, wszystkie piękne duchowe słowa pięknych duchowych nauczycieli, wszystkie koncepcje i idee dotyczące przebudzenia i oświecenia, czystej doskonałości czystej, nieskażonej świadomości, bezosobowego ja, braku oddzielnej jaźni, drogi do wspaniałej przyszłości i mądrych guru, nagle stają się dla ciebie bezsensownymi, pustymi słowami, bzdurami z drugiej ręki, stają się dla ciebie martwe. To, co jest teraz prawdziwe i żywe, to palenie w brzuchu, ogień w sercu. Nieunikniony. Intensywny. Tak bliski. Tak obecny. Czasami po prostu musisz czuć. Nie masz wyboru. Poczuć swoje stopy na ziemi. Przesycić dyskomfort oddechem. Zaufać i może nawet zaufać temu, że nie potrafisz teraz zaufać. Przyjmować to wszystko, gdy przychodzi, chwila za chwilą, chwila za chwilą. I wiedzieć, że nic nie działa przeciwko tobie. Obudzić się ze twojego snu o tym, jaka „powinna” być ta chwila. I odrzucić wszystkie pomysły z drugiej ręki dotyczące twojej ścieżki. Czasami twoja duchowość musi się rozpaść, abyś mógł w końcu uświadomić sobie tę głębszą duchowość uczuć, obecności i stąpania twardo po ziemi, odgłosów ptaków śpiewających w oddali i całkowitego poddania się tej jednej cennej chwili. ‚Jeff Foster

Ona już, szczerze mówiąc, po prostu głupieje… Ile jeszcze trudności i takich „dziwnych” rzeczy/ odczuć [a może lepiej „nieodczuwania”], ją czeka…??? jakby gdzieś wisiała „pomiędzy”, w jakiejś „próżni”… Ona tak bardzo nie lubi takiej niepewności i chyba nawet nie umie jej akceptować, bo na co ma się niby zgadzać? Na coś, czego kompletnie nie rozumie? Ile jeszcze czasu musi upłynąć nim jej życie stanie się choć troszkę „normalne”??? Dlaczego ona się tak właśnie teraz czuje i nic nie potrafi z tym zrobić??? To ją po prostu zabija… Ona z jednej strony nie chce się godzić na takie patowe właściwie sytuacje…, a z drugiej kompletnie nie ma pojęcia, CO ROBIĆ I JAK TEMU PRZECIWDZIAŁAĆ… Dobrze wie, jak to może dla innych wyglądać, bo przecież jakoś NIC AŻ TAKIEGO/ SZCZEGÓLNEGO SIĘ NIE STAŁO…, prócz tego, że… wciąż marnuje swój czas…, że właściwie jej balkon został „uszkodzony”, a ona nie wie, co z tym zrobić…, że w jej lodówce wciąż pojawia się ta woda i to dziewczę niestety wciąż nie wie, dlaczego i jak sobie z tym poradzić…, wychodziła dziś ponownie na tą dolinkę, tym razem z książką pożyczoną od Angeliki, z którą kompletnie „nie rezonowała”…, że znowu nie wie, co ze sobą i swoim życiem ma zrobić…

Teraz jest jej ponownie BARDZO CIĘŻKO… a jeszcze dziś dostała @ od Gabi właśnie, znowu z jakimś „trudnym” dla niej tekstem:

Przyjaźń z Podświadomością

Jest takie przysłowie: Uważaj, czego sobie życzysz.
Co z tego wynika?
Otóż to, że nasze myśli, nawet te, do których nie przywiązujemy znaczenia, kształtują naszą przyszłość. Najbardziej skromna wizja, najsłabszy bunt, gniew, lęk czy też jakikolwiek stan emocjonalny budują cegiełkę po cegiełce obraz świata o wartości bezwzględnej dla naszej podświadomości. I dla niej akurat najmniej ważne jest, czy konstruujemy świat przepełniony lękiem czy szczęściem, gniewem czy miłością, destrukcją czy konstrukcją.

Nasz umysł jak komputer odbiera polecenia i tworzy wirtualną wewnętrzną rzeczywistość, która nieco później, w sprzyjających warunkach, sama się uzewnętrzni i urzeczywistni w postaci otaczających nas ludzi, i spotykających nas doświadczeń.
Należy pamiętać, iż także to czego doznajemy aktualnie, jest wynikiem i kumulacją energii wytworzonej w efekcie reakcji naszego wewnętrznego potencjału, naszego wewnętrznego świata na bodźce z zewnątrz.
Sygnały środowiskowe modelują, kształtują wytrwale nie tylko świat ludzkich marzeń i potrzeb, lecz także świat cienia, tę ciemną i najmniej poznaną stronę umysłu, którą niejednokrotnie zawzięcie wypieramy, starając się udawać lub nawet łudzić się i wierzyć, że tak naprawdę może jej wcale w nas nie ma.
A ona jest. I raz za razem wysyła sygnały najczęściej w postaci przykrych dla nas wydarzeń, mające na celu przypomnieć nam o jej istocie i obecności. A gdy ponownie zaczynamy bagatelizować ów przekaz atakuje nas jeszcze większą, silniejszą kanondą ognia,aż …nauczy nas pokory. Dopiero gdy skromnie uchylimy czoła przed mocą i potęgą ciemnej i niepoznanej strony umysłu, rozumiejąc co nieco oraz akceptując jej twarde i bezwzględne warunki ogień z dział słabnie.
Należy się jednak liczyć z tym, że nie umilknie nigdy. Żaden człowiek nie dysponuje siłą, by stłamsić głos swej podświadomości. Można tylko się z nią ułożyć, próbując zaakceptować wszystko co nam przynosi, a nawet zaprzyjaźnić. Przyjaźń z odmętem wnętrza umysłu owocuje natychmiast. Wyzwala i potęguje intuicję, cofa procesy chorobowe, osłabia neurotyczność i autodestrukcję rozumianą szerokim zakresie. Największym wrogiem, ale też i największym swoim przyjacielem możesz być ty sam. Wybór należy wyłącznie do Ciebie.
Faktem natomiast jest, że świat, w którym żyjemy jest skonstruowany tak, iż wystarczy tylko cierpliwie podsycać płomień nadziei, palący się pod marzeniami, a one urzeczywistnią się. Tak więc można by rzec, iż sekret spełniających się marzeń polega na tym, że żarliwie się w nie wierzy od samego początku ich istnienia.


Ludzie , którzy o tym wiedzą, odnoszą w życiu niebagatelne sukcesy. Wystarczy tylko mocno chcieć, a wszystko jest możliwe. Gorące serce i otwarty umysł, to cudowna magia działająca w życiu wiele setek tysięcy ludzi, często nawet nieświadomych konstrukcji swojej psychiki, ukształtowanej optymalnie do tego, aby nazywano ich urodzonymi w czepcu, bo uzyskują to, czego zapragną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przyglądając się wzorcom postępowania ludzi sukcesu możesz czerpać wiedzę pochodzącą z ich doświadczeń. Po co tracić swój cenny czas, skoro algorytm już istnieje? Dowiedz się, w co ta osoba wierzy, jak myśli i co czyni. Zdobytą przez kogoś wiedzę można zastosować nie tylko do swoich potrzeb, ale nawet udoskonalić. Nie należy również się obawiać wkroczenia na nowe, niezdobyte jeszcze tereny myśleniowe, wytyczając na nich swe własne ścieżki. Bo przecież jeśli będziesz myśleć i postępować dokładnie tak jak większość uzyskasz od życia dokładnie to samo, co większość ludzi. Jeżeli natomiast skierujesz swe kroki na inne tory jako informacje zwrotne otrzymasz inne odpowiedzi i rozwiązania dające Ci inne możliwości. Zapewne każdy z nas chciałby posiadać umiejętność łatwej i skutecznej komunikacji ze swoją podświadomością.
Czy jest to możliwe?
Owszem tak.
Należy jednak pamiętać, iż odpowiednie predyspozycje są nam częściowo podarowane przez naturę, ale sposób ich rozwinięcia i stopień wykorzystania w praktyce zależy od naszej woli ćwiczenia tejże umiejętności. O skuteczności nawiązania kontaktu ze swoim przyjacielem, z własną podświadomością, decydują także inne czynniki. Wśród nich można wymienić ćwiczenia wizualizacyjne, medytacyjne a nawet specjalne techniki oddechowe.

                            Justyna Ołowniuk         oficjalny blog: www.justynaolowniuk.pl

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close