Wszyscy żyjemy tak, jak myślimy

3:03:59

Kochani, ponieważ w tym właśnie wpisie zamieszczonych zostało ponownie kilka dni… Zatem postanowiłyśmy obydwie sprawić, by było to bardziej jednak czytelne i przejrzyste, dlatego właśnie umieszczamy tradycyjnie na początku daty, które w nim się właśnie pojawiają [pamiętacie tą naszą taktykę z poprzednich takich dłuuugich wpisów, prawda?].

Zatem w tym miejscu wypisujemy dla Was dni, które w tym wpisie występują: 23./24./ 25./26./27./28.X.2020. Dziś mamy już 29.X.2020, ale nasza „gwiazda” dziś ponownie czuje się tak strasznie popaprana…, znowu JEST JEJ ZE WSZYSTKIM CHOLERNIE CIĘŻKO…, lecz to opiszemy także, może już zamieścimy na to osobny wpis…, by nie tworzyć tu już większego bałaganu, bo ona już czuje się wystarczającą popaprana tym, co jest…

Musielibyście ją tylko dzisiaj zobaczyć!!! Obecnie jest SOBOTA, 24.X.2020. A Mała Mi po prostu ma radość i szczęście wypisane na twarzy. Tak, właśnie na niej! Swoje cudne oczęta ma jeszcze zmęczone, tzn. kompletnie nie dniem dzisiejszym, bo tak, jak wspomniałam powyżej: odczuwa po prostu OGROMNY SPOKÓJ i tym samym SZCZĘŚCIE. Dokładnie w tym momencie pomyślało sobie to dziewczę o tym dowcipie, który mówił Ajahn Brahm w tym nagraniu, które wczoraj sobie odsłuchiwała: Cel życia, dlaczego tu jesteśmy ? [27:44] O tych 3 ciałach, hehe, że ona mogłaby równie dobrze teraz umrzeć, buhaha, wprawdzie nie byłoby to: w trakcie sexu, wygranej na loterii, czy porażeniem pioruna 😜.

Już Wam opisuję jej dzisiejszy dzionek, a jest dopiero godz. 10:52! Ona, moi drodzy, nawet sobie tego nie wyobrażacie [choć może już troszkę bardziej, przecież za każdym razem donosi tu całkowicie otwarcie o sobie, hehe😉], iloma rzeczami ona chciałaby się tu z Wami podzielić. Zatem oddaję jej głos, proszę:

Cóż…, teraz ja sama po prostu sobie wypunktuję to, o czym chciałabym opowiadać, ok? Ahhh…, ja tak bardzo lubię mieć porządek w moich sprawach, tak, pod tym względem myślę, że spokojnie pasowałabym na Niemkę, hehe 😋. Także tak, a to będą oczywiście TYLKO podpunkty, o które będę zahaczać, naturalnie kolejność ich będzie dowolna. Po prostu podam tutaj to, co mi tak na szybko przychodzi na myśl:

  1. wspaniały wczorajszy ABEND (Mariola, Gracjan)
  2. all day nie wusste, co co ze sobą zrobić (dzień niejedzenia, położyłam się do ok. 15, kam wynieść doch choć śmieci, bo ładna pogoda i słonko ☀)
  3. @ i zapytania o pozwolenie „jako oczyszczenie”
  4.  FB, grupa QM
  5. ShataQS 
  6. book „Przebudzenie” 
  7. denta 
  8. KAMYCZEK = kaska
  9. wypuszczam muchę, tą, z którą se 1 dzionek mieszkałam buhaha 🤣
  10. foty krem, zestaw wit. I kartony😋
  11. GRACJAN: song, Kartka Ubuntu, Mariola
  12. 6:34 = wpadłam na ideę: kaszę + warzywa – wbiję do tego Ei i zapiekę w piekarniku! 🙆🍀🌞Now skończyłam już medytację koherencji i leci właśnie ta piękna muzyczka bardzo uspokajająca, w której słychać ptaki ❤
  13. Słuchałam jej po medytacji koherencji
  14. gimnastyka 
  15. śniadanie i do śniadania, prócz tej muzyczki, włączam se dann: https://www.youtube.com/watch?v=rdk7ZzMZsUc&t=212s NA CZYM POLEGA TWÓJ CEL W ŻYCIU I JAK GO ODKRYĆ
  1. Tą muzykę zamieściłam tak na szybko w tym właśnie wpisie, choć moi drodzy, dobrze to wiem, że jest MEGA DŁUUUGA [Muzyka uspokajająca na depresję i do relaksu https://www.youtube.com/watch?v=_Mqf46DTszc%5D, zapewne później zmienię ją na jakąś krótszą, ale BARDZO CHCIAŁAM Wam pokazać, czego słuchałam

Obecnie mamy, kochani 11:20, chyba powinnam się powolutku ubierać, bo jest piękna pogoda [ładne przejrzyste niebo, temp. odczuwalna 10st. C], więc trzeba z tego korzystać, a i tak powinnam zajść jeszcze do sklepu…

Też kochana moja, myślę, że to jest wspaniały pomysł, aby się przejść! Wybiorę się naturalnie z Tobą! A jak wrócimy, będziemy tutaj dalej pracować, bo dziś [czuję to!] będzie o czym pisać😊, hehe. Tak dobrze wiem, jak to zabrzmiało…=> jakby każdego innego dnia, brakowało nam tych wątków/ historii/ tematów… 😋. Zatem kochani, jak zwykle pójdziemy wyprowadzić siebie na spacer, dlatego trzymajcie się dzielnie… a może Wy również wykorzystacie ten czas na jakiś relaks, przyjemności, żeby nie siedzieć tylko przed tym kompem! Tak, właśnie, prosimy Was zróbcie to! Może akurat tak, jak i my: połączymy przyjemność [spacer] z jednak jakąś powinnością [zakupy]. Także standardowo z naszej strony:

Do później/ see you later/ bis später!

Photo by Aline Viana Prado on Pexels.com

Nie, nie, nie! Nie sugerujcie się absolutnie tym obrazkiem, nie będziemy piły żadnego alkoholu! [choć mogłybyśmy to wino, które wciąż ma nie napoczęte od tego K. (BlaBlaCar)] Hehe, tak się po prostu nam nawinął ten obrazek po wpisaniu słówka friends 😋 Także trzymajcie się kochani i podarujcie sobie również coś dobrego, tak, jak i my! 🧡🍀🌞

(…)

Już dawno kochani wróciłyśmy, zaczynamy jednak dopiero teraz [16:50] to do Was pisać, bo… moi drodzy, no przysięgam drugiej takiej „Niemki”, jak nasza Mała Mi to jeszcze nie widzieliście, hehe 😜🤣🤪. Słuchajcie, dochodzimy do wniosku, że chyba całkiem dobrze, że taką długą muzyczkę tu wstawiłyśmy, bo to naprawdę będzie również dłuuuga ta opowieść, hehe. No dobrze, to muszę zacząć od tego jej wyjścia… [byłam tam oczywiście z nią, tylko, że ja jestem tam zawsze niewidzialna :P]. Towarzyszę jej po prostu nie tyle fizycznie, co właśnie tak myślami… Ale mam wtedy wspaniałą obserwację.

Zatem kochani, no padlibyście ze śmiechu widząc tą naszą „gwiazdę”. Wyobraźcie sobie, że ona wzięła te kijki, plecak i miała również swoją zwykłą, nie sportową torebkę! Ale musi tu chyba jednak donieść o jednej rzeczy, otóż będąc jeszcze w domu, ale już 30 min. po gimnastyce, otrzymała o godz. 8:57 następujący alert:

Uwaga! Jesli mozesz, zostan w domu. Pomagaj seniorom. Od 24.10 cala Polska w czerwonej strefie epidemicznej #Zostanwdomu https://www.gov.pl/zasadybezpieczenstwa

No ok, przyjęła to po prostu do informacji. I tak…

Wiesz co wydaje mi się, że lepiej/logiczniej/ bardziej zrozumiale będzie, jak zaczniemy od początku tego dnia…

Jesteś pewna, że to wystarczy? A nie chciałabyś wspomnieć jeszcze najpierw o PIĄTKU?

Tak, dobrze, widzę nadążasz 😛 Chyba właśnie od tego dnia powinnam zacząć 😋.

No to opowiadaj kochana moja, bo wiem już, że to ponownie będzie dobra historia [czy może zaledwie jej część, ale równie ważna, jak to wszystko, co tutaj właśnie tworzymy!]

Więc tak, wyobraźcie sobie, że już powoli zaczęłam sobie myśleć o tym, że może te krosty pojawiające się na mojej brodzie [zaczęłam już sobie to po prostu wkręcać, bo wcale nie mam tam żadnych nowych krost🤣🤪🙄 …] tylko, wiecie sam fakt, że mi te ślady nawet nie chcą teraz zniknąć [tak, jak ta na moim kolanie, pamiętacie jeszcze tą sytuację?], to zaczęłam już sobie myśleć, że to z pewnością ma coś wspólnego z tymi czakrami [na których ja się wciąż nie znam, buhaha], tzn. uczestniczę właśnie w tym kursie QUANTUM MOCY i to ma odblokowywać rzekomo kolejne czakry właśnie…

Ale ja już sobie zaczęłam myśleć, że to jest może jakiś znak [bo ja serio wierzę w taką magię], że zaczęłam tu po prostu cytować osoby, nawet nie zapytawszy wcześniej o ich zgodę. I tak sobie myślę: ok., moja droga, to napraw to może najpierw! I tak też właśnie, jeszcze wczoraj wysłałam to do tej Marioli [poznanej w tramwaju do Jelitkowa]:

Hej kochana, co u Was i jak żyjecie? ​Przepraszam, że dopiero teraz to piszę… Ale 13.10. pozwoliłam sobie zacytować Twoje wiadomości na moim blogu… Podaję adres tego wpisu: https://niesklasyfikowana.com/2020/10/13/widziec-sens-we-wszystkim-co-ci-sie-przydarza/ Jeśli oczywiście miałabyś coś przeciwko, daj mi tylko znać. To pozmieniam tam choć Wasze imiona. Jeszcze raz NAJMOCNIEJ PRZEPRASZAM, ŻE ZROBIŁAM TO, NIE PYTAJĄC CIEBIE NAWET O ZGODĘ. Bardzo na to liczę, że mi wybaczysz 🍀🌞❤️[18:34]

Wybaczcie, ale będę koncentrowała się tu na tym, co dla mnie najważniejsze [i dla Was przecież również!], czyli samo sedno, zatem słuchajcie, cóż ona mi odpisała:

[22:08] Cudowny blog 😍Pięknie piszesz, w sensie, czytając ten dłuuugi wpis, poczułam, jakbyś siedziała w mojej głowie, tyle myśli naraz, dygresje, cytaty, opisy WOW to Inne Istoty też tak mają; oprócz Ulissesa Jamesa Joyce’a 🤪🤣 Czyżbyś była zodiakalnym Bliźniakiem?

Z pod tego znaku jest bowiem ta Mariola właśnie [jak i sam Gracjan, przecież, hehe😋]

Dziękuję za takie miłe słowa 😘 ja jestem zodiakalną 🐟

Kochani, to teraz zrobimy jeszcze sobie tylko przerwę na kawkę, bo właśnie Mała Mi ją dla nas przygotowała. Do tego sobie z pewnością coś również włączymy… ooo, chyba ten film, który ledwo zaczęłyśmy dziś do obiadu, tj. TUŻ PO WESELU 

(…)

Musiałyśmy przerwać oglądanie tego filmu…, bo wciąż przecież mamy tutaj jeszcze tyyyleee rzeczy do opowiadania… No dobrze, moja droga, proszę kontynuuj.

Ok, zatem wiesz, najbardziej się chyba obawiałam reakcji tej koleżanki, bo wiem, że ona tak raczej stroni od wszelkiego pokazywania się właśnie w necie. Sama nie ma nawet przecież facebook`a [ja wprawdzie mam, ale tak, jak mówiłam bardzo rzadko z niego korzystam!]. W zasadzie, jestem tego samego zdania, co Mariola, a myślę, że idealnie wręcz pokazuje i określa to ten obrazek:

Lecz, jak ujrzałam jej taką całkiem normalną wręcz reakcję, to byłam już poniekąd spokojniejsza, choć prawdę mówiąc znów po prostu to wiedziałam/ czułam, że z pewnością nie będzie miała nic przeciwko, przecież nie udostępniłam tam żadnych jej danych [prócz imienia jej i jej córki], a ona do mnie takie rzeczy pisze, że jest ZACHWYCONA TYM, CO JA TU TWORZĘ, co więcej, popatrzcie, cóż ona napisała mi dalej:

Gratuluję załatwienia zaświadczenia 🏆

He he, dobra jestem, nieprawdaż? 😉

Genialna [23.10, 22:16] A Gracjana Monika wcześniej mi poleciła i uwielbiam go słuchać; ma mega pozytywną energię, daje kopa w zadek na ruszenie z miejsca 😁

Kochana, wyłączam zaraz WiFi, bo jeszcze tylko odsłucham medytacji koherencji. I już do spanka, wzięłam relaksującą kąpiel

Jasne Dobrej nocki

​​Dziękuję kochana i Wam również 😘

No dobrze, kochani moi, to tutaj chyba powinnyśmy się odnieść jeszcze do osoby Gracjana… Będę pisała to ja, tak obiecałam Małej Mi, bo ona się znowu obawia pisać o nim tak otwarcie… Otóż, wyobraźcie sobie, że pamięta, jak jeszcze kiedyś brała kąpiel i słuchała tam, jak zwykle muzyki, nagle słyszy utwór: Mikromusic – Takiego Chlopaka

Panie losie daj mi kogoś, kto nie zmąci wody w mym stawie
Kogoś, kto nie pryśnie jak zły sen gdy ryb w mym stawie zabraknie Gdzie znajdę takiego

Pięknie dobrego?
(…)

I wiecie, po prostu tak sobie tego słuchała i nawet już sobie podśpiewywała, hehe 😉 Jednak najbardziej przysłuchiwała się dalszym słowom:


Daj chłopaka
Nie wariata
Daj nie palacza
Nie biedaka
Daj nie pijaka

Tak naprawdę jakby cknęło/ ruszyło ją, jak usłyszała:


Nie Polaka
Daj nie brzydala Prześlij mi chłopaka

Nie wariata
Daj nie cwaniaka
Nie pajaca
Daj nie pijaka
Nie Polaka
Daj nie biedaka

Pomyślała sobie wówczas [mając generalnie jednak bekę z tego tekstu], że ok, to jakby pasuje tutaj już trochę do Gracjana, on przecież od małego mieszkał w Grecji… więc tak jakby jest po części też Grekiem, hehe, zresztą sam o tym mówił [SKĄD JESTEM, SKĄD CZERPIĘ WIEDZĘ I JAKIE KSIĄŻKI POLECAM https://www.youtube.com/watch?v=RkyMGYO6FTo%5D, że łączy w sobie właściwie te 2-ie kultury/ 2-wa światy: kod genetyczny polski; wychowanie/ oprogramowanie/ system operacyjny grecki. Zatem uznała, że nie jest takim czystym Polakiem z pewnością, hehe 😋. Lecz przyjęła to wtedy tylko do wiadomości. I tyle.

I tak to w sumie, to mądre dziewczę zostawiło… Tak po prostu, na razie… A tak naprawdę pomyślała sobie wówczas:

Ok, to uznajmy, że to jest jakiś pierwszy przebłysk/ znak. Obiecałam przecież sobie, że nie będę się na kimś na siłę uwieszała, czy niemal tak też czepiała! Dałam już mu odpowiednią ilość znaków… I tak, ja również dostrzegam to także, że on się ze mną kontaktuje właśnie za pomocą tych swoich nagrań. Poważnie, ja prawie w każdym zauważam coś dla mnie, bądź jakieś nawiązanie do mojej sytuacji, tudzież Jego próba pomocy również mi.

Ale postanowiłam się niczym już nie spinać, po prostu zostawić wszystko życiu/ WSZECHŚWIATOWI, wierząc, że ON wie najlepiej, co jest dla mnie dobre, przecież tak wspaniale mnie niemal CAŁY CZAS prowadzi! Oczywiście, już przepraszam Ciebie kochany WSZECHŚWIECIE, ponownie za moje zwątpienia w Ciebie, a dokładnie w tym zdaniu za to słówko „niemal”, hehe😋 przecież ja DOBRZE WIEM/ WIDZĘ TO I CZUJĘ, ŻE TY MNIE ZAWSZE NAJLEPIEJ PROWADZISZ!!! To ja po prostu czasem nie rozumiem wszystkiego…😜🤦‍♀️🤔.

Wspaniale, kocham Ciebie takiej właśnie słuchać, wiesz? Takiej niesamowicie spokojnej i dziś już doskonale to widzę właśnie, że tak jest! Ale proszę dokańczaj dalej tą swoją fascynującą wręcz opowieść 🤗.

(…)

Poszła właśnie dokończyć porządek, który zaczęła tu robić zaraz, gdy wróciłyśmy, ale o tym z pewnością jeszcze doniesiemy szczegółowiej, bo tego nie da się pominąć, hehe🤣. Powiem tylko, że dokończyła myć naczynia [te, które już wyschły pozdejmowała z suszarki i umieściła w szafkach] i wstawiła do prania koc, którym przykrywa swoje łóżko. Bo jutro już je zaścieli, przyjeżdża do niej bowiem jej mama! Ale ok, to wracamy do tej przerwanej opowieści, zatem proszę, opowiadaj dalej.

Tak więc uznałam, że to był może powiedzmy jakiś znak/ pierwszy sygnał, czy coś takiego… Nie, choć chyba nie brałam tego wówczas może nie tyle: kompletnie, lecz starałam się choć nie tak bardzo, na serio to brać do siebie/ pod uwagę, bo po co niby miałabym robić sobie jakieś zbędne nadzieje…?😉 Tak więc po prostu się tym bawiłam i cieszyłam najzwyczajniej słowami tej piosenki… I zostawiałam to sobie dalej, by po prostu było… Tylko to! Tzn. wówczas pomyślałam w ten sposób: Jak nadejdzie odpowiedni moment, to wierzę, że o tym wtedy także pomyślę, przypomni mi się również to, że tak było i to się w ogóle wydarzyło.

Później zaś uczestnicząc w tym szkoleniu/ kursie [o nim samym również napiszę tu więcej, ale może jeszcze nie teraz, dobrze?], obecnie tylko jeszcze dodam, że Klaudia właśnie w czwartkowym module rozgrzewkowym Pokazała następującą kartę, jak się ona wyraziła:

Mają one [te karty] archetypowe znaczenia. Co zobaczysz, to zobaczysz. Każdy zobaczy to, co jest dla niego ważne. Każdy zobaczy to, z jaką intencją robi sobie tą małą grę, co mówi do mnie QUANTUM. Ogólnie jest tak, że jeden obraz 1000 słów, natomiast każdy ma inne skojarzenie z tym obrazem. (…) Pomyśl sobie jakieś pytanie, pomyśl o swojej intencji, pomyśl może o jakiejś wątpliwości, którą masz. Pomyśl o dylemacie, który masz.

[kurczę, tak, naprawdę znowu nawet nie mam pojęcia, czy mam prawo coś takiego udostępniać osobom spoza tej grupy…, ale no trudno, ryzyk fizyk, jak wejdę na tą grupę, to z pewnością się o to jeszcze zapytam…, a teraz ryzykuję, na własną odpowiedzialność 😋] Ale tak myślę sobie, że przecież nie udostępniam tu nie wiem czego… Także, ok, płyniemy. Zobaczyłam tę oto kartę:

I szczerze mówiąc, aż nie mogłam w to uwierzyć, co mi w pierwszej kolejności przyszło do głowy… Poważnie, niby nie myślałam w ogóle świadomie o tym człowieku… A jednak doszłam do wniosku, że On musiał się jednak wyryć w mojej pamięci/ głowie. Skoro pierwsze moje skojarzenia były właśnie takie:

  • kolor niebieski i biały kojarzy mi się z flagą Grecji właśnie 😋
  • poza tym tu opis obrazka:

Mamy lodowiec, od tego lodowca odczepiają się mniejsze fragmenty na jednym lodowcu [odczepionym fragmencie] są zielone rośliny = życie! I to sobie płynie gdzieś. Co mówi do Ciebie ta karta, w kwestii Twojego dylematu?

Tak sobie właśnie pomyślałam, że … [ok, ponownie to były tylko luźne myśli wówczas, nic więcej!] może to oznacza, że grecko- polski/ polsko- grecki Gracjan jednak wnosi jakieś życie do mojej obecności tu na tej Ziemi. Poza tym, jednak nie jest mi obcy… Wciąż się mną tak wirtualnie, ale jednak opiekuje i stara się pomagać. Za co oczywiście jestem mu niesamowicie wdzięczna i wydaje mi się, że on nawet to wie/ czuje .😊

No dobrze, pięknie to ujęłaś. Czyli dostałaś już poniekąd 2-wa jakieś jednak znaki. Tak to przynajmniej zinterpretowałaś, tak?

Otóż to. I tak sobie pomyślałam: ok. ale to przecież o niczym jeszcze nie świadczy… I dokładnie wczoraj jeszcze Mariola zabiła mnie niemal tym swoim tekstem o Gracjanie właśnie… I to zauważ, że tam obok słowa Gracjan stoi Monika, hehe 😋🤣🤷‍♀️ Ahhh…, już sama nie wiem, co mam o tym myśleć… Póki co, zostawiam to i tyle. Niech się dzieje, co ma być WSZECHŚWIECIE! Przecież wiesz, mam nadzieję, że JA TOBIE UFAM I WIERZĘ W TO, ŻE POPROWADZISZ MNIE NAJLEPIEJ, JAK TO TYLKO MOŻE BYĆ.

Kochani, nie uwierzycie wprost, co się tu wydarza: dokładnie o 20:32 dzwoniła do niej jej mama, aby poinformować, że BĘDZIE JUTRO W GDAŃSKU JAKOŚ PO 12. Powiedziała także, że PRZESTWIAMY CZAS NA ZIMOWY, czyli o godzinę dłużej śpimy!!! Yuuuupiii! Pomyślała sobie nasza „gwiazda”, zatem dziś może mogę sobie nawet dłużej tu posiedzieć i popracować. Ewentualnie jeszcze jutro siądę tu ponownie!

No powiedz kochana moja, że WSZECHŚWIAT MI NIE SPRZYJA… Hehe, przecież musiałabym być ślepa, żeby tego nie widzieć, że w moim życiu naprawdę już wszystko dzieje się tak, jak być powinno. Nawet jak ja nie do końca czegoś rozumiem…, jak choćby w ten piątek, czyli wczoraj, o którym również muszę tu wspomnieć!

To opowiadaj kochana moja, ja Ciebie wciąż tu słucham, niemal z wypiekami na twarzy, hehe, bo uwielbiam wprost te Twoje opowiadanie o swoim życiu – jest ono bowiem dla mnie wprost fascynujące, poważnie, tak, jak i Ty sama!

Ok, to pozwól, że cofnę się tylko jeszcze do CZWARTKU, 22.X.2020, czy może to było ze środy na czwartek, kiedy to odsłuchiwałam sobie jeszcze tej medytacji: Medytacja koherencji. Uzdrawiająca moc serca i umysłu, następnie coś jeszcze innego właśnie Klaudii, i maaatko, dopiero widzę, że mam tu napisane czarno na białym, i to po niemiecku, hehe, cytuję dokładnie to, co tu widzę: ABER DENKE O GRACJANIE…, buhaha, czyli mam właściwie już odpowiedź, dlaczego on mi się tak w tą głowę wrył 😋. Dalej zaś, włącza mi się samo [przyciągnęłam myślami?] Jego medytacja ODPUSZCZANIA. Następnie jednak włączyło mi się coś jeszcze, następnego jego właśnie… I tu już niestety musiałam wyłączyć, bo to, jak mówi i to, co słyszę w ogóle mnie nie uspokaja…

Kurczę, moi drodzy Mała Mi właśnie zaczęła robić porządek w tych jego nagraniach i potworzyła kolejne foldery: Q&A/ MUSIK/ MOVIES [polecone przez niego], dokładnie tak, bo zauważyła, że ponownie ma MEGA WIELE RÓŻNYCH NAGRAŃ właśnie w folderze o nazwie GRACJAN. Teraz kochani odsłuchuje ponownie ENERGIA W 2020 || DLA UDUCHOWIONYCH I SCEPTYKÓW [po raz kolejny dochodzi do wniosku, że On jest po prostu niesamowity, a Jego wiedza wprost nadludzka.]

booooszeee, ja słucham tego Jego nagrania i słyszę tu, że on właściwie znowu mówi o mnie… Tylko, że ja to już jakoś po prostu zaczęłam robić! Bo nie będę twierdziła, że się samo podziało, tzn. poniekąd również, bo np. ja jakoś tak niemal cudnie jestem na takim etapie, że tak bardzo pozwalam już, że tak powiem, działać Wszechświatowi… Dostrzegam to oczywiście dopiero póóóóźniej, jak np. właśnie w ten piątek, kiedy to nie miałam jakoś na nic siły znowu…

Choć jednak na początku, po tej medytacji [a jeszcze w jej trakcie już postanowiłam, że nie będę niczego jadła!] wstałam dzielnie do tej mojej gimnastyki i wyobraź sobie, iż wykonałam ją ponownie [tzn. w czwartek tak wcale nie było…= nie tak dzielnie i nie wszystko :P]

Ale tego dnia, tj. w PIĄTEK, 23.X.2020 wykonałam jeszcze z rana wszystko cudownie pięknie, oto mój zapisek z tego: 8:46= YOGA 🧘‍♂️ & 1 SERIE VON ÜBUNGEN 💪 +40 KNIEBEUGEN 😊 +20 DAMSKICH POMPEK 👍 +2x po 15 wykroków na każdą nogę 💪 +100 (liczeń) „bieg w miejscu” 😋

Wszystko przecież doskonale widziałam, kochana, jak się nawet jeszcze tak pięknie do siebie [do swojego odbicia w lustrze] uśmiechałaś 🤗.

Tak właśnie było, bo później już czułam się ponownie taka wręcz popaprana, ale to dokończę jutro, bo właśnie jakoś znowu niemalże automatycznie włączyła mi się Medytacja koherencji. Uzdrawiająca moc serca i umysłu, czyli znowu WSZECHŚWIAT daje mi znać, że mam już kończyć…

(…)

Zaczęła kochani, kolejny dzień, którym jest NIEDZIELA, 25.X.2020, dziś, moi drodzy puściła sobie tylko leżąc jeszcze w łóżku tą medytację koherencji Klaudii. Wiedziała, by dziś zaścielić i słuchajcie tak sobie najpierw tylko złożyła w sumie tą pościel, już w sumie od wczoraj wieczora, wiedziała, że odpuści sobie tą gimnastykę jednak, a wyruszy na dworzec odebrać mamę!

Tak właśnie postanowiła zrobić, choć jej rodzicielka twierdziła, by ta po nią nie wyruszała, że ona dojedzie tutaj sama. Tak jednak doszła do wniosku, że przecież JEJ MAMA NIE WIDZI NA JEDNO OKO i sama wykonuje w domu tyle rzeczy, pomaga także babci, Marcinowi, Kacpusiowi nadal! Zatem powiedziała do siebie: „No helloł? dziewczyno, skoro oglądasz tyle tych filmów, to wynieś z nich też coś dla siebie! Choćby Ajahn Brahm właśnie w tym filmiku: Cel życia , dlaczego tu jesteśmy ? Ajahn Brahm LEKTOR PL. Zatem pokaż, że Ty także potrafisz okazać PRZEDE WSZYSTKIM TROSKĘ i w ten sposób także MIŁOŚĆ.”

Właściwie jeszcze wczorajszego wieczoru już to postanowiła, że nie może być taką egoistką i myśleć TYLKO o sobie, oczywiście, dla siebie ma również czas, kiedy tego potrzebuje. Ale właśnie dzisiejszy dzień chce spędzić z dala od kompa! Po prostu ze swoją mamą, już przygotowała wczoraj wszystko na obiad dla nich…, następnie myślała jeszcze, że wyjdą sobie do PIKAWY, ale właśnie wczoraj, jak zadzwoniła do swojej rodzicielki, to ta powiedziała jej, że wszystkie lokale są już zamknięte! boooszeee, ona o tylu rzeczach chciałaby znowu napisać…odnośnie tego tematu….

Ok. w takim MEGA skrócie tylko choć udostępni jeszcze fotki, a propos tego wcześniejszego jej „planu”, może później będzie jej po prostu łatwiej o tym wszystkim jeszcze donieść:

To jest moi drodzy, ta zapiekanka, na pomysł, której wpadła jeszcze po godz. 6! Pamiętacie, mam nadzieję, że Mała Mi nie przepada kompletnie za gotowaniem… Ale tak pomyślała, że skoro ma tą kaszę jaglaną i te warzywa… , to zrobi z nich użytek. I tak, już Wam donosimy, jak to było… Ugotowała sobie tej kaszy chyba dzień wcześniej, a przyrządziła ją dokładnie w/g. tego przepisu: Jak gotować kaszę jaglaną :: Skutecznie.Tv https://www.youtube.com/watch?v=3UvQ63paAG0. Ponieważ zakupuje sobie kaszę [jak i wszelkie płatki, soczewicę, rzadziej makarony] w internetowym sklepie: SKLEP Z ŻYWNOŚCIĄ EKOLOGICZNĄ BIOBABALSCY.

Zaczęła dokładnie tak, jak w tym przepisie również ją najpierw podprażać… Brokuł miała już także ugotowany, została jej jeszcze surowa brukselka i marchewka. Tak leżąc jeszcze przyszedł jej nagle pomysł do głowy, aby jakoś to wszystko razem połączyć. I tak, musiała oczywiście wszystko sobie jeszcze posprawdzać w necie i wpisując słowo „brukselka” ukazał jej się m.in. ten przepis: brukselka pieczona

Sposób przygotowania:

  1. Brukselkę oczyścić, ściągając zewnętrzne liście i obcinając końcówkę.
  2. Brukselkę przełożyć do naczynia żaroodpornego, polać oliwą, posypać solą i pieprzem.
  3. Piec w nagrzanym piekarniku ok. 40- 60 minut w temperaturze 180°C, aż brukselka zmięknie.

Zatem pomyślała sobie, no to od tego może zacznę… i tak ją właśnie wstawiła do tego żaroodpornego naczynia, które widzicie na powyższej fotce. Wpisała sobie czas w komórce tak 20 minut, wtedy zaczęła już również sprzątać… /kochani tego już nie będzie dalej uzupełniała, bo teraz 25.10.20… ponownie jest zmęczona/ wyczerpana niemal już, a dziś jeszcze MEGA SIĘ ZDENERWOWAŁA, ale o tym napiszemy chyba już na końcu, w kolorze zielonym, jak to czynimy zawsze, byście mogli się lepiej zorientować w tym, ok?/

boooszeee, właśnie widzi, jak do niej na balkon przylatują kolejne ptaszki! Najpierw pokazała się sroka [do nich ma szczególny sentyment- ale z tym się wiąże kolejna historia, więc teraz to odpuścimy!], obecnie dostrzega również małe sikoreczki. Ale tu udostępni jeszcze dalsze fotki

Choć do tego zdjęcia MUSI się odnieść. To było, kochani jeszcze wczoraj w tą cudowną dla niej sobotę. Tak sobie siadła, jak codzień do tej medytacji i… właśnie wtedy był taki motyw: raz spojrzała na tą latarnię, siedziała tam już właśnie sroczka [nie będzie pisała sroka, bo to tak jakoś twardo dla niej brzmi :P] I tak spoglądała na tego ptaka spokojnie i obserwowała go, jak nagle nadleciał tam jakiś gawron i ją po prostu wypłoszył.

Mała Mi siedziała jednak nadal spokojna i po prostu czasem nawet już zamykała oczy tak dalej koncentrując się przede wszystkim na oddechu. I tak zaczęła chyba znowu porównywać siebie do tego ptaka, że przecież to, iż coś się wydarza, coś ją [go= tego ptaka] tu strąca / wypłasza. To przecież… no, cóż SAMO ŻYCIE😜, jakby to powiedział jej brat. Siedziała tam tak nadal i nawet może nie tyle miała nadzieję i oczekiwała, że ten ptak/ tak, jak i ona sama przecież/ będzie taki wytrwały, dzielny i nie podda się pierwszej przeciwności losu.

Zamknęła po prostu swoje oczy i tak to puściła, bez żadnych nawet oczekiwań, otwierała je jednak tak chyba jeszcze tylko raz/ no może dwa razy, by skontrolować tylko sytuację, hehe, 😋. I jak tak po drugim, czy 3-cim razie niczego nie dostrzegała na tej latarni właśnie. To przymknęła ponownie swoje oczka i postanowiła się już do niczego nie przywiązywać. Później zaś otwiera je ponownie, A TAM TAKA NIESPODZIANKA! Znowu zauważyła tam sroczkę, teraz jednak była to całkiem inna, dostrzegła to po jej barwach [miała więcej białego na brzuchu :P].

I słuchajcie, ten moment, który ujęła właśnie na zdjęciu, to uznała, że ona po prostu do niej macha tym skrzydełkiem na powitanie, hehe, tak właśnie. Później wprawdzie dostrzegła, że ona się tam chyba nawet zaczęła już myć, czy czyścić, bo co jakiś czas to skrzydełko podnosiła. Ale dla Małej Mi to nie było wcale istotne. Wyobraźcie sobie, że to dziewczę, zaczęło się tylko promiennie uśmiechać i nawet jej odmachała delikatnie swoją dłonią.

A powyżej jeszcze tylko jej historia kolejnego zakupu: Przypominacie sobie, jak opowiadała, że zamówiła sobie ten właśnie zestaw witamin i minerałów? Otóż musiała tego dnia ta nasza „gwiazda” wychodzić 2x z domu, bo słuchajcie, była już tam raz, lecz zaszła wtedy TYLKO do warzywniaka p. Piotra po coś… I jak wróciła już do domu, to zdała sobie nagle sprawę, że wciąż tego nie odebrała… Wprawdzie myślała sobie, że przecież na odbiór paczki jest 48h. Ale, zebrała się i tak ponownie, i właśnie odebrała tą paczkę.

Dosłownie PACZKĘ, muszę Wam powiedzieć, że aż była już w szoku, że ten karton jest AŻ TAK WIELKI, do tego stopnia, że już nawet w tym momencie zapomniała [serio!], co ona w ogóle zamówiła. Wiedziała bowiem, że wcześniej jeszcze oglądała jakiś zestaw płatków owsianych i nawet soczewicę. Zatem, to pogubione dziewczę, poważnie już wracało z tą jednak wielką paką do domu i zaczęło nią nawet potrząsywać, by odkryć, cóż tam w środku może w ogóle być, no buhaha, po prostu

Powyżej widzicie to dokładnie, cóż ta genialna firma zrobiła… Powypełniała ten wielki karton po prostu pustymi woreczkami… Może musieli tak najzwyczajniej w świecie zrobić… No ok. ona się na tym absolutnie nie zna! Tylko pokazała to jeszcze Wam, byście wiedzieli. Na ostatniej zaś fotce widać już ten jej zestaw tych wit. i minerałów [czyli DUŻYCH tabletek] w szklanym opakowaniu. Przesypała i umieściła je następnie w tych dwóch mniejszych plastikowych pojemniczkach, jak ostatnio.

Kochani, musi tu chyba jeszcze donieść tylko o jednej rzeczy, że ona wykonując tą medytację, puszcza owszem intencję, ale po prostu taką ogólną, nie aż tak bardzo sprecyzowaną, mówi najzwyczajniej Wszechświatowi, by pozwolił jej odczuwać miłość i to że jest przez kogoś jeszcze kochana, dla kogoś istotna i ważna. Tym samym wierzy w to bardzo, iż właśnie wtedy zaczęłoby się wszystko powolutku w jej życiu znowu układać… Choć, nie! Tu chyba jednak musi przyznać, że ten Gracjan wciąż jej tak chodzi po głowie

Ona sama bowiem jest równie dzielną, wytrwała i silną [psychicznie] istotą, KOBIETĄ. Jest już również wielu rzeczy świadoma, choć doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich wciąż jednak niedomagań. Dlatego bardzo chciałaby, by pojawił się w jej życiu, ktoś właśnie taki, który byłby w stanie ją zrozumieć i zaakceptować taką, jaką się teraz stała! Może nawet wtedy, kiedy by potrzebowała, mógłby również pomóc. I to wcale nie tak, że ona się teraz uwiesza niemalże na Gracjanie. NIE! Ona nigdy nie chciała być w związku jakąś ofiarą, po prostu tak się jej losy przecież potoczyły… Potrzebuje ZDECYDOWANIE PARTNERA! W dodatku jest pewna, iż o tym już także wiecie, ale… to ON JĄ SAM JAKOŚ TU ODNALAZŁ…

Poza tym, bardzo jej imponuje swoją wiedzą i mądrością! Tym, z ilu rzeczy on zdaje sobie sprawę! Właśnie, tak leżąc tu w ten felerny piątek sobie o tym myślała, że ona tak bardzo chciałaby być z człowiekiem, który by właśnie to rozumiał…, że ona ma taki dzień, że nie miała kompletnie siły robić cokolwiek… Tzn. wówczas wstała tylko do medytacji i nawet jeszcze do gimnastyki. Później zaś pomyślała sobie znowu [zasugerowała się chyba nawet ponownie jego właśnie słowami], by po prostu, jak nie masz na coś siły ani ochoty, to się do niczego nie zmuszaj! Choć, teraz sobie myśli znowu, czy naprawdę ona sama tak nie postępuje właśnie wobec siebie i nie robi niczego, czego nie podpowiada jej serce?

To jeszcze tylko doniosę Wam tutaj o jej wczorajszym dniu, kiedy to słuchajcie wyszła z domu w ogóle bez żadnego makijażu, uśmiechała się za to tak promiennie! Pomyślała sobie wówczas, że przecież ma nadal ładną tą buźkę, a to, że jakieś tam plamy/ ślady na niej widać, to przecież nie z jej winy… Jak była właśnie jeszcze wczoraj na tej dolince = tak…, zaczęłyśmy o tym opowiadać, lecz w końcu nie dokończyłyśmy [ja jej towarzyszyłam cały czas myślami!]

Jak już chyba wspomniałam, to dziewczę wybrało się z tymi kijkami, plecakiem i torebką. Zrobiła tam w sumie 3 okrążenia, choć uwierzcie mi wcale nie chodziło się jej tak dobrze… Przez tą wiszącą torebkę, bo z plecakiem już tam przecież była nie raz! Ale powiem Wam jeszcze, że jak ujrzała tam NAWET NA TEJ DOLINCE ludzi w tych maskach, to pomyślała sobie wówczas znowu:

booooszeeee, no zamordyzm, jak nic! Jak to dobrze, że choć ja nie muszę jej zakładać! Na całe szczęście jednak udało się jej jeszcze tam wyhaczyć oczyma jakieś pojedyncze osoby, ale to były DOSŁOWNIE WYJĄTKI!, bez tych kagańców.

Dostrzegła nawet takiego mężczyznę biegającego tam [bez maseczki!], z którym wymieniła się uśmiechem. I zrobiło jej się tak po prostu miło, bo właśnie wtedy odczuła to ponownie, że nie jesteśmy tylko swoim wyglądem! Tzn. dobrze wiedziała, że jest ładna, a ten ślad na jej brodzie przestał jej tego dnia w ogóle przeszkadzać!

Ok, to jest chyba dobry moment, by wstawić choć tu tą fotkę, którą zrobiła sobie, jak była jeszcze u tej dentystki. Tam bowiem na korytarzu stoi zawsze takie fajne duże lustro, zatem ona jak je widzi, to jakoś tak ją kusi, by zrobić sobie jeszcze tą fotkę, a wówczas ubrała się w ten zimowy płaszcz właśnie, bo wcale nie było już tak ciepło:

Ok, to idzie zrobić sobie jeszcze tylko swoje müsli, sprawdzi następnie, o której miałaby tramwaj, aby dotrzeć na dworzec po swoją mamę. I puszczamy to w świat, takie, jakie teraz jest!

(…)

Także, kochani, teraz chyba możemy już na spokojnie przejść do tego koloru zielonego właśnie…

Obecnie jest naturalnie NIEDZIELA, 25.X.2020, teraz godz. 20:53, nasza „gwiazda” już troszkę się uspokoiła i odsapnęła… A tak właściwie to uspokoił ją jej młodszy brat, do którego zadzwoniła zaraz, by przekazać mu wiadomość, że ich mama musiała jednak udać się do szpitala na odział…

Ich mama bowiem dostała niespodziewanie telefon stamtąd z tą właśnie informacją… A to oznaczało, że mają dawcę dla jej rogówki, więc przeszczep musi być wykonany niemal natychmiast. Mała Mi była tu jeszcze w kuchni i zmywała właśnie naczynia po teraz ich wspólnej kawie, którą sobie wypiły… Wcześniej zjadły bowiem tą przygotowaną powyżej na fotce kaszę + ryba w sosie chili na obiad właśnie.

Zaraz potem zaczęły jeszcze razem przygotowywać ten syrop na odporność, który kiedyś jej zapleśniał. A oto jego dokładny przepis, który jej mama podała na Messengerze: Ząbek czosnku, korzeń imbiru, 1 cytryna, 2 łyżki miodu, pół łyżki kurkumy cytryna w plastry i imbir oraz cebula i czosnek. Układać warstwami w słoiczku i dodać miód oraz kurkumę. Przez 3 dni trzymać na blacie szafki w ciepłym a później trzymać w lodówce. Na odporność i przeziębienie syrop pić codziennie po łyżce.

[Tą widoczną na fotce ceratę również przywiozła jej mama, wprawdzie jest taka błyszcząca, ale choć złota, a nie srebrna, jaką miała przedtem, w dodatku tamta zaczęła się już dziurawić, także zdjęły ją i wyrzuciły.]

Także słuchajcie, ucieszyła się choć z tego…, że wykonały go razem…, bo wszystko inne było naprawdę dla naszej „gwiazdy” po prostu tutaj co najmniej nienajlepsze, ale teraz nie będziemy tego wyjaśniać, TYLKO ODNIESIEMY SIĘ DO TEGO, CO MAŁA MI SŁYSZAŁA jeszcze wówczas wieczorem, gdy zmywała naczynia…

A to był bowiem głos jej mamy, która odebrała telefon i nasza „gwiazda” nagle słyszy z jej ust: Oooo boże/ o matko… czy coś takiego, w sensie jakieś niemal przerażenie…, więc wyszła zaraz z kuchni i słyszy, że jej mama jest taka zaskoczona, niemal przerażona… i mówi o tym, że ona jest kompletnie nieprzygotowana… Nic ze sobą tutaj nie ma… tylko jedne majtki, nie ma nawet ręcznika, mydła, ładowarki… i takie tam.. [twierdząc tym swoim zmartwionym/ zaniepokojonym głosem wszystko].

Mała Mi tak się temu przysłuchiwała [i nie, niestety nie była już wcale taka spokojna, jak raczej zwykle…, ale tego już TERAZ nie będziemy dokładnie wyjaśniać…]. Skończyła jej mama rozmawiać i mówi, że właśnie dzwoniła do niej lekarka z tej przychodni okulistycznej, choć chyba nie! teraz to raczej z oddziału szpitalnego i właśnie oznajmia jej, że jest dla niej dawca i ma się szybko zbierać, aby udać się natychmiast do szpitala na oddział…

Zatem, słuchajcie, to przecież znaczyło, że mają dla niej dawcę tej rogówki oka! Tu nasza bohaterka na początku, mimo, że widziała już zdenerwowanie swojej rodzicielki, to mówi tak: mamo, oj przestań, przecież to tak naprawdę dobra wiadomość! I stwierdziła tak na szybko, że przecież ręczniki może wziąć od niej… I w tym momencie już nawet nie potrafiła tak dobrze i logicznie myśleć, cóż może się jeszcze w szpitalu przydać…

A dokładnie wtedy poczuła jeszcze takie straszne wyrzuty sumienia za swoje zachowanie wcześniej… I mówi do swojej mamy, że pojedzie z nią, bo tak sobie myśli, że przecież ona nie widzi na jedno oko, a już jest ciemno, w dodatku nie bardzo nawet [chyba] wie, jak tam dojść… No jednym słowem mówiąc włączył jej się w tym momencie tryb jej własnej rodzicielki… [którego ona przecież tak nie znosi!!!]

Ta jednak stwierdziła, że nie, ona pojedzie sama… Mała Mi tak na szybko dała jej ręcznik, kosmetyczkę, do której szybko włożyła potrzebne kosmetyki: pastę do zębów, jakiś żel do mycia, dała również jej grzebień oraz swoją ładowarkę. Bo rzekła, by ta wzięła jej, a ona sobie może przecież jutro kupić… I jej mama zrobiła sobie tylko tak na szybko jeszcze kanapkę, bo nie zdążyły przecież nawet zjeść kolacji…

A nasza bohaterka, słysząc przy obiedzie, jak jej mama rzekła, że ona jeszcze nigdy do tej pory nie jadła pierogów z rybą, bo zaczęły jakoś o tym rozmawiać, o pierogach właśnie… I wtedy przypomniało jej się, że ma jeszcze przecież 3 zamrożone z dorszem właśnie! Zatem wyjęła je, by się po prostu rozmroziły…

I słuchajcie, to nie był dla niej oczywiście problem, aby ponownie je tam umieścić [choć podobno, jak już coś raz się wyjmuje z zamrażalki, to rzekomo nie można po raz drugi już tego mrozić…], lecz Mała Mi odpowiedziała swojej mamie na to, że ona się do tego kompletnie nie stosuje, może rzeczywiście nie powinno się tego robić… Lecz pomyślała tu, iż ona przecież równie dobrze zamraża żółty ser, czego jej mama także nie robi… Zatem nie wie już, czy to tylko jest jakaś kolejna wiadomość gdzieś tam usłyszana.

W każdym razie, gdy jej mama tak szybko wyszła, nasza „gwiazda” mając straszne wyrzuty sumienia, wyjrzała jeszcze na klatkę i rzekła: Mamo, przepraszam i kocham Cię… boooszeee, wiecie jak ona się poczuła, jak zakluczyła za nią swoje drzwi… Wpadła po prostu w straszny ryk, tym bardziej, że słysząc swoją mamę, będę cytowała tu jej zdania, jakie wypowiadała jeszcze wtedy do tego telefonu, ok?

No nie wiem, jak ja to ogarnę teraz/ kompletnie jestem nieprzygotowana i zaskoczona/ nie wiem, jak to zorganizuję…/ jak wiedziałabym wcześniej, to bym się do tego po prostu przygotowała, a tak, ja tu nic nie mam [to ostatnie mówiła co najmniej 3x…]/ muszę po prostu pomyśleć, co tu mogę teraz zrobić…

Małej Mi przypomniała się wówczas dokładnie ta sytuacja, o której donosiła chyba w tym wpisie właśnie: https://niesklasyfikowana.com/2020/01/01/musimy-pracowac-nad-osiagnieciem-naszych-celow-choc-po-drodze-mozemy-doswiadczac-cierpienia-i-smutku/, że one ponownie tu nikogo nie mają, kto mógłby jakoś pomóc… Rozumiecie??? Mała Mi, która tutaj przecież mieszka…, a nagle zdała sobie sprawę, że nie miałaby nawet kogo poprosić o jakąś pomoc… boooszeee, zrobiło jej się ponownie strasznie przykro i ciężko wręcz…

Tym razem nie chodziło przecież o jej brata, tylko mamę…, ale generalnie chyba o to samo…, a może i nawet gorzej, bo wówczas można było choć tłumaczyć tą sytuację [że nikogo nie ma, kto mógłby pomóc, właśnie świętami…]. No słuchajcie, Mała Mi przysięgam jeszcze nigdy [prócz właśnie zeszłych Świąt Bożego Narodzenie] nie czuła się jeszcze tak ponownie niedołężna wręcz i SAMOTNA!… Ok, zmyka jeszcze zmyć makijaż i rozścielać…

Jutro bowiem o 20:07 ma kolejny LIVE QM…, także musi przede wszystkim teraz jeszcze wypocząć…

(…)

Skończyła właśnie oglądać ten film TUŻ PO WESELU https://www.youtube.com/watch?v=Q177slTHJ9c. booooszeee, moi drodzy, jak ona się cieszy, że go w końcu obejrzała i to właśnie teraz, a jest dokładnie PONIEDZIAŁEK, 26.X.2020. Rozpłakało się to dziewczę potwornie w trakcie oglądania tego filmu, w kilku momentach, ale może najpierw powiem Wam do jakiego wniosku obydwie doszłyśmy, dobrze? Tzn. chyba musiałam ją trochę do tego zachęcić i powiedzieć, by się niczym nie martwiła… Dodałam i utwierdziłam ją w tym przekonaniu po raz kolejny, że stworzyła przecież ten blog, by SAMEJ sobie także pomagać. Zatem powiedziałam, by nie miała absolutnie żadnych wyrzutów sumienia, z tego powodu, co tu będzie donosiła, czym się dzieliła.

Ale wiesz, jest mi tak POTWORNIE wręcz głupio…, bo dobrze o tym wiem, że to znów nie wypada, nie jest chyba dobrze… , jak tak się o wszystkim tu dzieli/ donosi/ wywewnętrznia…itp., itd.

Tak właśnie myśli większość współczesnych chyba ludzi, że to nie wypada…, bo trzeba się zawsze pokazywać od najlepszej strony, przecież o tym właśnie mówi m.in. ten obrazek, który wstawiałyśmy już w tym wpisie wcześniej:

Lecz, kochana moja, mam tutaj dla Ciebie co najmniej 2 MOCNE ARGUMENTY, którymi liczę na to, że Ciebie przekonam:

1. Nie masz tutaj nikogo innego, by się tym dzielić...

2. Przecież WordPress to nie jest to samo, co np. fejs

3. Może będziesz w ten sposób mogła też pomóc jakoś innym [jak to mówiła Halszka Witkowska w odcinku 345 20m2 talk – show u Łukasza Jakóbiaka: „(…) czasem wydaje mi się, że nie bez powodu ludzie się spotykają, nie bez powodu podejmują pewne tematy… i kto wie, może Twoje przeżycia i to, co kiedyś Cię spotkało, pomoże teraz uratować innych!]

NAJWAŻNIEJSZE JEST NIEWIDOCZNE DLA OCZU

Tak, niby to wszystko wiem, ale… Tak, znowu jakieś „ALE”… No dobrze, w takim razie będę się tego trzymała, co mówisz i jak twierdzisz, bo ja bardzo w to wierzę, że jesteś by mi tutaj właśnie pomagać 🤗🧡🍀

Robię po prostu to, co powinnam. I muszę Ci powiedzieć, że bardzo dobrze mi z tym, z tą rolą, kocham wręcz, tak, jak i Ty, pomagać innym. Przyznać tu jeszcze muszę, że ponownie od samego rana Ciebie obserwuję i po raz kolejny mnie wprost zachwycasz… tym, co robisz i jakie decyzje podejmujesz! Ale może opowiedz o tym sama.

Jeśli pozwolisz, to najpierw znowu taki szybki skrót /mapa tego, co chciałabym napisać w podpunktach:

  1. Przyjazd/ pobyt mojej mamy tutaj
  2. wezwanie jej do szpitala na operację przeszczepu rogówki
  3. oddanie jej mojej ładowarki/ telefon do Kamyczka
  4. wyłączenie swojej komórki, pisanie z pamięci tego, co zapamiętałam…
  5. róóóóżne filmy/ nagrania: Autograf Miłości. Moja droga./ kabarety/ TUŻ PO WESELU 
  6. FB / Ubuntu/ grupa QM

Przed chwilką włączyła komórkę i zadzwoniła ponownie do tego chłopaka od serwisu komórki, gdzie ostatnio kupowała tam ładowarkę, którą oddała swojej mamie do szpitala… I zapytała go tylko, czy mogłaby tam wpaść i podładować tą swoją komórkę, ten odrzekł, że może jakąś ładowarkę tam znajdzie i mogłaby swoją komórkę podładować. Mina Małej Mi na to = bezcenna 😊🍀💪 Następnie powiedziała, że wzięłaby także szkło hartowane, które ma i czy zechciałby pomóc go jej założyć. Ten znowu, że nie wie, jakiej ono jest firmy, więc odpowiedzialności nie będzie za to brał, ale: „oczywiście, że spoko pomoże je założyć”. 👍

Nasza „gwiazda” tak właśnie myślała, że to nie będzie dla niego z pewnością żaden problem… W końcu, spójrzcie sami, ona jednak tych dobrych/ uczynnych ludzi jakoś wyczuwa. Dowiedziawszy się, że normalnie pracuje, rzekła tylko, iż dziś lub jutro w takim razie wpadnie do niego do serwisu z tą komórką. Tak jednak sobie myśli, że skoro mama pojechała do szpitala, to ma tutaj 2 kawałki jeszcze ciasta marchewkowego od niej, także z pewnością zawiezie temu koledze jeden, licząc na to, że teraz już nie odmówi, jak to było z tymi orzeszkami z Rossmanna wtedy, hehe 😋.

Musi teraz się jednak tylko zastanowić, cóż po drodze będzie mogła tam jeszcze załatwić. A wie, że uda się z pewnością do apteki po plasterki Compeed Właśnie czyta sobie jeszcze o niej:

Opryszczka to nieprzyjemna, swędząca, bolesna zmiana na ustach, która długo się goi. Pospolicie jest nazywana „zimnem”. Do zarażenia się opryszczką zazwyczaj dochodzi w dzieciństwie. Winowajcą w przypadku tej choroby jest wirus opryszczki pospolitej o nazwie HSV – Herpex Simplex Virus. Jak można wyleczyć opryszczkę? Czy możliwe jest jej całkowite wyleczenie? (…)  Raz zarażeni – jesteśmy nosicielami wirusa już do końca życia i w okresach osłabionej odporności organizmu uaktywnia się on, dając nieprzyjemne objawy. (…)

Do czynników sprzyjających zakażeniu wirusem opryszczki zalicza się nie tylko bezpośredni kontakt z osobą zarażoną, ale również:

  1. Osłabioną odporność, 
  2. Palenie tytoniu, 
  3. Infekcje górnych dróg oddechowych
  4. Leczenie lekami immunosupresyjnymi, 
  5. Niewłaściwa dieta, w której brakuje witamin (przede wszystkim witamin z grupy B). (…)

Przebieg i leczenie infekcji wirusem opryszczki

Niestety, czasem wystarczy nawet niewielkie osłabienie odporności organizmu, np. na skutek niedospania, stresu, zziębnięcia, czy złego odżywiania, aby wirus się uaktywnił. U kobiet to aktywacji dochodzi często przed miesiączką, kiedy samopoczucie jest nieco gorsze. Najpierw pojawia się swędzące zaczerwienienie, a po ok. 2 dniach pęcherzyki wypełnione płynem. Pęcherzyki następnie pękają, a miejsca po nich bardzo trudno się goją, rany są bolesne i często mają postać nadżerek. (…)

WAŻNE

Pamiętajmy, że leki łagodzą i skracają przebieg opryszczki, lecz nie są w stanie wyeliminować wirusa z naszego organizmu – w postaci uśpionej przebywa on w komórkach nerwowych.

Domowe sposoby na opryszczkę na ustach – naturalne metody leczenia, – zasuszająca pasta cynkowa i papka z sody oczyszczonej, pasta do zębów z fluorem, czosnek, cebula, miód i oleje (…) Sam czosnek jest ostry i może podrażniać delikatną skórę ust, podobnie cebula. Warto natomiast połączyć siłę czosnku, cebuli i miodu w utartym własnoręcznie mazidle na opryszczkę. [https://www.medonet.pl/zdrowie,opryszczka—przebieg–leczenie-infekcji–domowe-sposoby-na-opryszczke,artykul,1730010.html]

Tak, nasza „gwiazda” wiedziała jeszcze, iż szczególnie, gdy pojawi się opryszka, powinno się zażywać wit. B i w ten sposób, prócz tego, iż zamierzała kupić ją właśnie w aptece, to chciała jeszcze tylko sprawdzić, jakimi naturalnymi produktami w diecie może ją właśnie dostarczyć. I tak, na tych stronach: http://www.czytelniamedyczna.pl/2659,witaminy-z-grupy-b-naturalne-rlda-rola-w-organizmie-skutki-awitaminozy.html, / https://testosterone.pl/wiedza/10-najwazniejszych-zrodel-witaminy-b-complex/ poznajdywała również trochę ciekawych i fajnych tych rzeczy:

Witaminy z grupy B są jednymi z najważniejszych substancji, jakich potrzebuje nasz organizm, by kwitnąco funkcjonować. Oddziałują na cały organizm: na nerwy, serce, skórę, mięśnie, układ naczyniowy. Wpływają na przemianę materii i samopoczucie. Są gwarantem naszego zdrowia.

Znalazła również taką tabelę, wskazującą na to, iż do produktów, zawierających tą witaminę należą poniższe produkty [prócz naturalnie wątróbki]:

BANANY/ JABŁKA/ TRUSKAWKI/ JAGODY/ BRZOSKWINIE/ POMIDORY/ MARCHEW/ SZPINAK/ ZIEMNIAKI/ KAPUSTA/KALAFIOR/ PIETRUSZKA/ ORZECHY WŁOSKIE/ RYBY/ JAJA i nabiał/ MLEKO KROWIE/ SOJA/ RYŻ/ KUKURYDZA/ ORZECHY/ PESTKI DYNI/

No dobrze, kochani, jest właśnie kilka minut po 12…, myślę, że to jest dobry moment, aby się jednak ubrała, zabrała tą swoją komórkę i szkło hartowane, również ten wspomniany kawałek ciasta i wyruszy w drogę, bo przecież jeszcze wieczorkiem o 20:07 ponownie spotkanie LIVE z grupą QM. Także trzymajcie się kochani i do zobaczenia [kompletnie nie sprawdzamy, jak ten wpis ma się teraz do tego zamieszczonego pliku muzycznego…, ale przecież są to 3h!] Także my będziemy koncentrowały się tu raczej na treści.

(…)

Dotarła na przystanek tramwajowy i pomyślała sobie: to wezmę do ręki książkę, którą ze sobą zabrałam, a była to ta Josepha Murphy`ego: Tak chwilkę na nią popatrzyła [a sami wiecie, że ma tam pozaznaczaną prawie każdą stronę, buhaha 🤣🤪😜.] Spojrzała jednak, iż w pewnym miejscu była taka zagięta od góry kartka, a dokładnie jej górny rożek i pomyślała sobie, ok, to sprawdzę, dlaczego właściwie ją wcześniej w ogóle zaznaczyłam i moi drodzy, otwiera, a tam ta właśnie modlitwa:

BOŻE, DAJ MI ODWAGĘ ZMIENIANIA RZECZY, KTÓRE MOGĘ ZMIENIĆ, SPOKÓJ AKCEPTOWANIA TYCH, KTÓRYCH ZMIENIĆ NIE MOGĘ, ORAZ MĄDROŚĆ ODRÓŻNIANIA JEDNYCH OD DRUGICH.

Kochani, teraz za 4 minuty godz. 17, właśnie odgrzała nam obiadek, zatem siadamy do skonsumowania go [to samo, co wczoraj] i po zjedzeniu tego będziemy tu jeszcze dalej dziergały, bo ponownie mega dużo tego, ale czego nie zdążymy dziś przed tym LIVEM, to z całą pewnością doniesiemy o tym później, lub jutro.

Ponownie zaczęłyśmy oglądać do konsumowania obiadu ten film [Tuż po weselu], przy którym wcześniej Mała Mi tak bardzo płakała… Chciała to sobie po prostu poniekąd odświeżyć…, no dobrze, ale oglądanie go skończyłyśmy na czasie 1:29:10 i przystępujemy dalej do pracy.

To tak szybciutko tylko doniosę Wam Ja, że nasza gwiazda wcale nie potrzebowała dużo tego czasu, aby powrócić do siebie po wizycie swojej mamy. Już dziś bowiem od samego rana zaczęła i medytować, później zaś przystąpiła do tej swojej gimnastyki. A właśnie, kochani, wykonuje ją naprawdę mega dzielnie [czyli jak zawsze, prawda? 😉], słuchajcie, ostatnio jej się jeszcze przypomniało, że kiedyś wykonywała przecież to ćwiczenie… coś ze zdechłym psem, buhaha 🤣

A nie! Właśnie to sobie wygooglowała i to jest Ćwiczenia kręgosłupa- martwy robak (dead bug), a wtedy tak jej się to kojarzy, że było coś z psem…, hehe 😛 Teraz tak sobie pomyślała, że musiała po prostu pomylić ten ostatni wyraz po angielsku… bug z dog, buhaha 🤣

Teraz już odczuwa, że bardzo bolą ją barki, także do tego live `a przesiądzie się z kuchni przy stole, gdzie właśnie pracuje, do pokoju, na leżak. To może jeszcze zrobimy sobie tylko kawkę, w końcu został nam jeszcze kawałeczek tego ciasta marchewkowego, który przywiozła wczoraj jej mama 😜

Obudziła się dzisiaj WTOREK, 27.X.2020 taka chyba ponownie nie tak bardzo zrelaksowana i spokojna… Nawet, słuchajcie, jak wykonywała tą medytację [a dziś włączyła sobie to audio, z tego kursu, w którym teraz uczestniczy, a była to po prostu medytacja ALFA], boooszeee, wpisała sobie frazę medytacja ALFA w necie i wiecie, co jej się znowu pokazało? [Między innymi oczywiście] Dojrzała ten filmik: PROSTY SPOSÓB NA WEJŚCIE W STAN ALFA (SZYBKO). Ale jeszcze rano, wykonała sobie tą medytację z Klaudią właśnie. Ona kocha jej głos, sposób w jaki ta kobieta mówi, działa na nią tak bardzo uspokajająco…

W każdym razie, jak zazwyczaj była spokojna, tak wyobraźcie sobie, że dzisiaj… Gdy Klaudia mówi: odpuść wszystko i zapomnij o wszelkich problemach i trudnościach, jakie masz, odpuść to, co Ci nie służy… Wiecie, o czym, a właściwie o kim Mała Mi pomyślała? Dokładnie w tym momencie ponownie na myśl jej przyszła tutaj jej własna mama… I dlatego właśnie doszła do wniosku, że MUSI TO W KOŃCU tutaj z siebie wyrzucić/ uwolnić się z tego…

Już, muszę Wam powiedzieć, że jak tu o tym donosi, to czuje się z tym jednak źle…, że co? ona ma znowu o coś pretensje do niej? Do własnej rodzicielki?… I tak, tu powinna chyba jednak więcej o tym donieść, jak jej mama tu u niej właśnie była/ czy może znacznie bardziej ciekawiej będzie, jak ta do niej przyjechała… Wspominała o tym już nie raz, że ona ze swoją rodzicielką kompletnie nie są ŻADNYMI PRZYJACIÓŁKAMI, nasza bohaterka nie odczuwa również z nią jakiejś szczególnej więzi…, czy jakichś związków, ale o tym już tu przecież również trochę donosiła…

Nie, teraz kochani już nie może, bo znowu zaczyna odczuwać wręcz niesmak z tego powodu, cóż ona tu w ogóle wyprawia… Ale ona naprawdę nie umie tego nawet logicznie wyjaśnić. Tzn. nasza „gwiazda” chyba doskonale to potrafi! Tylko właśnie teraz już stwierdza, że powinna jednak to zakończyć i chyba potrzebuje na tu i teraz po prostu odpocząć… boooszeee, tak bardzo chce się jej teraz płakać, jak ona chciałaby być przytulona!!! Może, jak odpocznie, to wtedy coś bardziej logicznego, czy chyba lepiej by tu teraz pasowało sensownego tu napisze… A jeszcze tylko Wam powiem, że jutro WYCHODZI JEJ MAMA ZE SZPITALA!

Przeszczep miała zrobiony jeszcze wczoraj/ dziś o 3 w nocy! I wiecie, cóż ta jej dziś powiedziała, że zdjęto jej już dziś opatrunek z oka i … wydawało jej się, iż dostrzega już tym okiem choć swoje palce od rąk teraz… boooszeee, a wiecie, o czym nasza „gwiazda” tu sobie pomyślała, że to byłoby cudowne, gdyby jednak jej rodzicielka odzyskała tym samym jakąś szansę, aby temu oku znowu przywrócono wzrok/ widzenie…, ale jeszcze bardziej tak sobie myślała, że wspaniale byłoby, gdyby razem z tą rogówką przeczepiono jej od tego pacjenta… trochę inny sposób myślenia, podejścia do życia…

W każdym razie jutro odbiera ją Marcin/ Kamyk. A przyjeżdża tu wraz z tym Cypkiem, mama ma odebrać stąd [od niej] swoje klucze i pojemniki, w których naprzywoziła tego jedzenia… Odda również jej rzeczy. Ponieważ jej brat przecież jeszcze NIE WIDZIAŁ nawet JEJ MIESZKANIA, a będzie z tym Cypkiem.. Nie, teraz musi się po prostu położyć i pomyśleć, cóż tu by mogła jeszcze zrobić, aby jednak była możliwość wniesienia Kamyka jakoś do niej na to 1sze piętro…

boooszeee, ogląda właśnie kolejny filmik Klaudii z materiałami i zaczyna po prostu płakać…, słyszy tam bowiem, że spotyka nas tylko to, na co jesteśmy gotowi i otwarci, czego czujemy się warci, a przede wszystkim to, co czujemy w sobie… A jak ona teraz NIC NIE CZUJE??? Tzn. wróć, oczywiście, ze coś czuje… Wiecie, co to jest? Totalna nieporadność i rzekłaby wręcz jakieś gamoniowstwo i niemal sieroctwo… A teraz najbardziej znowu przejmuje się tym, że ona tutaj tak wielu rzeczy nie ogarnia…

Moi drodzy, Mała Mi dzisiaj do śniadania, które jadła [a bardzo, odkąd tu mieszka sama, lubi jadać choć w miarę ciepłe te śniadania], dziś przygotowała sobie po prostu Wrapa [a miała jeszcze końcówkę sałaty i tej pasty z warzyw z bulionu]. Do jedzenia ponownie szukała, co by tu obejrzeć i w ten właśnie sposób natrafiła na kolejny film, tzn. zastanawiała się już nawet nad nim, czy go nie włączyć właśnie, jak była u niej jej rodzicielka… A chodzi tutaj o ten film: BARWY WSPOMNIEŃ. Zaledwie jednak zaczęła ten film tylko oglądać…, gdyż zachciało jej się zaraz niemalże płakać, jak zobaczyła jaki on jest inny i mądry. Wyłączyła go i pomyślała, że powinna przecież teraz robić, co innego. W końcu wciąż te materiały z tego kursu czekają… do przerobienia…, a ona przecież się szybciej męczy…

A jutro ma przyjechać Marcin, z Cypkiem i mamą, boooszeee, dlaczego tak trudno jej się ze wszystkim tu ogarnąć??? Wiecie, cóż ona jeszcze wczoraj mówiła/ wypowiadała w swoich myślach w głowie, jadąc właśnie tramwajem z tą komórką, szybką hartowaną i ciastem? Jej słowa brzmiały następująco: Wszechświecie, TAK BARDZO DZIĘKUJĘ CI ZA WSZYSTKO, CO MAM! Spoglądała tak na ludzi wokół i czuła się TAKA SPOKOJNA i tym samym szczęśliwa…

Tak dziś, cholerka, znowu czuje się taka niemalże popaprana… i tak bardzo nieporadna, boooszeee, jak ona chciałaby mieć przy sobie kogoś, kto zechciałby pomóc się jej tutaj zebrać, jakoś to wszystko ogarnąć

Dlatego pojawiłam się właśnie ja! I ponownie zaczęłam bardzo łagodnie i delikatnie do niej mówić:

Kochana moja, myślę, że to jest niemal wręcz idealny moment, byś mogła napisać otwarcie o tej wizycie swojej mamy tutaj.

Wiesz, co? Również wydaje mi się, że to będzie właśnie najlepsze, co mogę teraz zrobić… Może poniekąd zejdzie już ze mnie ten ciężar. PRAGNĘ TYLKO WSZEM I WOBEC POWIEDZIEĆ, ŻE BĘDĘ TU MÓWIĆ/ DZIELIĆ SIĘ Z WAMI TYLKO I WYŁĄCZNIE TYM, JAK JA TO ODBIERAŁAM.

Dokładnie tak, przecież wiadomym jest [myślę, że Twoim czytelnikom również], iż dzielisz się tutaj tylko swoim sposobem myślenia i tym, jak Ty to odbierasz/ postrzegasz. Przecież postępujesz w ten sposób niemal od początku, bo dobrze to wiesz już dawno, że „Nikt nie jest odpowiedzialny za sposób, w jaki myślisz i czujesz; ty za to odpowiadasz, ponieważ jesteś jedynym myślącym we wszechświecie. (…)” Joseph Murphy „Wykorzystaj swój potencjał przez Potęgę Podświadomości(…)”

No dobrze, także bardzo Ciebie proszę opowiedz w końcu, jak to było, jak przyjechała do Ciebie ta Twoja mama. Nie zapominaj, że byłam tutaj z Tobą i wszystko doskonale widziałam.

Ok, więc musiałaś równie dobrze dostrzec nawet tą moją niemal walkę z tym ubiorem, zanim po nią pojechałam, hehe

Jasne, że tak, widziałam wszystko dokładnie, jak miałaś takie różne te myśli, czy może powinnaś ubrać się lepiej niż normalnie, tzn. była niedziela i jeszcze jechałaś odebrać swoją rodzicielkę…

Tak właśnie biłam się z tymi myślami wręcz…, jednak na koniec ubrałam się po prostu w dżinsy i wciągnęłam też adki. W dodatku, słuchaj, wsiadłam jakoś we wcześniejszy tramwaj, więc sobie tak myślę, cholera i po co właściwie? Co ja będę tam tak sterczała na tym dworcu? I wyobraź sobie, że w tym momencie pomyślałam tak: Ok, to wysiądę sobie przystanek przed dworcem i przejdę się tylko jeszcze tak z ciekawości zobaczyć, czy ta PIKAWA jest rzeczywiście zamknięta…

No i jak było?

Otóż, słuchaj, tak się ucieszyłam, jak dostrzegłam tam ludzi siedzących na zewnątrz… Moja pierwsza myśl wtedy była taka: Oooo, więc jednak nie jest zamknięta! Podeszłam jednak bliżej, by po prostu o to zapytać… Myślałam, że wejdę do środka i zapytam o to przy kasie, jednak patrzę, a stoi jakaś dziewczyna z obsługi na zewnątrz, zatem zadałam jej to pytanie:

Czy PIKAWA normalnie jednak jest otwarta?

Sam lokal jest zamknięty, tzn. gości obsługujemy JEDYNIE NA ZEWNĄTRZ. Tak jest teraz we wszystkich lokalach, możliwość tylko na wynos ewentualnie [póki jeszcze pogoda sprzyja- to mój dopisek :P] można sobie ewentualnie posiedzieć w ogródkach.

To już dostałam odpowiedź. Czyli pomyślałam sobie, jednak cholerka tak teraz się stało… Wędrowałam sobie dalej w kierunku dworca i nagle widzę jakąś grupkę ludzi, przede wszystkim kobiet, ale nie tylko… trzymających transparent SOLIDARNOŚĆ i krzyczących coś… był to z pewnością jakiś protest, później dopiero skojarzyłam to wszystko, co do mnie tu jednak dochodziło, a na stronie: https://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,26432950,protest-w-sprawie-aborcji-ruszyl-z-placu-solidarnosci-tekst.html?disableRedirects=true, wyczytałam jeszcze:

Protesty przeciwko zakazowi aborcji nie ustają. Niedzielna manifestacja w Gdańsku rozpoczęła się na historycznym placu Solidarności. Kobiety i mężczyźni protestujący przeciwko skandalicznej decyzji TK połączyli potem swoje siły z restauratorami.

Szłam sobie [w ogóle to w przeciwnym kierunku niż oni wszyscy i to ja bez maseczki!] i znowu zachciało mi się już wręcz płakać… Że ta rzeczywistość jest teraz właśnie taka, że [wprawdzie nie wiedziałam nawet niczego o tym wszystkim, co się teraz głównie w Polsce dzieje, że zakaz aborcji itp.] ludzie muszą po prostu wychodzić na ulice… i zbierać się w jakieś grupki, by móc pokazywać, że coś im się nie podoba… boooszeee, poczułam się trochę, jakbym była niemal na jakiejś wojnie lub przed nią…

No dobrze, kochana, to wstaw może w końcu nam ten obiadek, bo jest już 17:06,

boooszeee, ja już tu po prostu nie mogę, nie daję rady… Wyobraź sobie, że teraz patrzę w kuchni na sufit… a tam coraz więcej tych przeklętych much! Dostrzegłam je tu już wprawdzie wcześniej [w kuchni właśnie!] takie muszki i zaczęłam je przeganiać po prostu ręcznikiem z łazienki… Nie daję już sobie rady z tym dziadostwem… Jestem tu sama… a te pieprzone muchy zaczęły jeszcze chować się w takich miejscach…

Moi kochani, no po prostu… , cóż tu mogę dodać ja… , prócz tego, że naprawdę, DRUGIEJ TAK DZIELNEJ I ZARADNEJ KOBIETY, TO JESZCZE NIE WIDZIAŁAM… Była już niemal przerażona tym wszystkim… tym robactwem, a jeszcze wyczytała następującą rzecz:

Muchy to nieprzyjemne i uciążliwe insekty, przenoszące choroby i bakterie na różne powierzchnie naszego domu, w tym również na jedzenie. Jedyne miejsca na świecie wolne od ich występowania to bieguny oraz miejsca położone na dużych wysokościach. https://krokdozdrowia.com/muchy-w-domu-jak-zwalczyc/

To ją po prostu niemal zmroziło… Tak strasznie chciało jej się wtedy płakać, a za każdym razem, jak próbowała je jakoś zabić, to te, cholerka, wlatywały na sufit i to najczęściej w np. w miejsca, gdzie było jej się trudno dostać. A przypomnę tylko, że Mała Mi ma nadal problemy z głupim stawaniem na krzesła…

Jak jej wleciały na sufit tam, gdzie ma postawiony stół, to oczywiście zaczęła go przestawiać/ przesuwać tak, by miała dostęp do nich. I w tym momencie już o nich pomyślała po prostu potwory nędzne! A już Wam mówię, gdzie te przebiegłe i cwane jednak muchy się usadawiały, tzn. to był zawsze sufit, tylko: a to nad stołem [więc aby do nich w ogóle dojść, musiałaby go odstawiać/ przesuwać, CO JUŻ ZDESPEROWANA ZROBIŁA! jednak jak nadepnęła na kalendarzyk, który tam ze stołu spadł jej pod nogi i niemal się przewróciła, to stwierdziła, że nie! Basta! W ten sposób nie będzie się z nimi bawiła, bo nie daj Boże, jeszcze sobie jakąś większą krzywdę wyrządzi…

Zaczęła już nawet dzwonić do brata [tak, młodszego i na wózku inwalidzkim], bo pomyślała, że on może zna jakieś prostsze sposoby, jak można się takich much pozbyć…, a tak naprawdę jeszcze chciała chyba usłyszeć jego optymistyczne podejście do tego tematu. Że ją jakoś pocieszy…

W każdym razie ten nie odebrał, może zmęczony po pracy, a jutro przecież ma przyjechać tu z Cypkiem odebrać mamę ze szpitala. Do swojej rodzicielki też już nie dzwoniła, bo choć wie, że ta zawsze ma jakieś sposoby, ale już nie chciała jej w ogóle denerwować… Tym bardziej, że wiedziała, iż sama była w takim już stanie, że mogła się raczej łatwo i szybko rozpłakać…

I właśnie w ten sposób pomyślała sobie, że, cholera, nie może teraz spokojnie nawet zabrać się za odsłuchiwanie tych materiałów i kolejnych lekcji z kursu, jak tu choliba teraz ważniejszą sprawą jest wyplenienie tych wstrętnych much, bo nie daj Boże jeszcze zaczną się dalej mnożyć… A już naprawdę zaczęła nawet kląć na te pieprzone muchy! Była już kochani tak tym wszystkim zdesperowana, że już nawet tak z żałością…. zaczęła wołać: Ratunku… i wtedy wiecie jakie słowo padło: Mamo…, pomóż, proszę, bo nie radzę sobie już z tym dziadostwem! – czyli jak małe dziecko, prawda?

Naprawdę już nie mogłam tutaj… wszystko mnie tak wręcz wpieniało…, jak widziałam jeszcze, gdzie te paskudy się ukrywają, jakie znajdują sobie schrony niemalże, tzn. cały czas było je naturalnie widać, tylko ku…wa nie miałam tam się za bardzo jak dostać… Bo albo mi siedziały tam nad tym stołem, albo cholerka tam nad szafkami, gdzie nie miałam również takiego dobrego dojścia, albo najlepsze, jak znalazły sobie super miejsce tam nad lodówką, gdzie stoi ten wazon z gałązkami…

Już poważnie nie miałam siły na tą walkę z nimi… i w końcu już tak bardzo chciało mi się płakać i przemówiłam jednak do siebie tymi słowami: Dziewczyno, weź się w garść! Przecież od zawsze musiałaś radzić sobie sama, więc zamiast się mazgaić, pokaż, że teraz również dasz sobie radę! I zaczęłam to czytać, co tu powynajdywałam znowu, a wpisałam po prostu pytanie: jak wypłoszyć muchy z kuchni? Zaczęłam czytać tą stronę: https://krokdozdrowia.com/muchy-w-domu-jak-zwalczyc/

A na niej były różne domowe sposoby i dostrzegłam tam znowu coś z tym jednak magicznym octem, a mianowicie:

Pułapka z octem

Aktywnym składnikiem octu jest kwas. Gdy mucha zostanie spryskana takim środkiem, porusza się wolniej i dzięki temu łatwiej ją złapać. W połączeniu z kilkoma innymi składnikami, ocet będzie idealnym środkiem na wytępienie much.

Potrzebne będą Ci:

  • Woda;
  • Taśma przezroczysta;
  • 4 łyżki stołowe octu;
  • 1 łyżka stołowa mydła w płynie;
  • 1 plastikowa butelka;
  • Nożyczki;

I tak sobie to czytam i myślę: cholera, to mam coś tu jeszcze tworzyć, boooszeee, a ja tak bardzo chciałabym mieć jakiś środek, którym mogłabym je od razu niemalże wyplenić…

Jak przygotować środek na muchy?

  • Najpierw obetnij szyjkę butelki, a następnie umieść ją z powrotem w środku, do góry nogami, tak jak lejek.
  • Następnie zabezpiecz konstrukcję przezroczystą taśmą i napełnij 1/5 butelki wodą. Dodaj płyn do mycia naczyń lub mydło oraz ocet, a następnie wstrząśnij i wymieszaj.
  • Później wykorzystaj tę pułapkę w miejscach, gdzie muchy są najbardziej uciążliwe. Zapach octu przyciągnie je do butelki, a gdy wpadną do środka nie będą już mogły się wydostać.

Najlepsze, słuchaj, było to, że ja czytałam to, co powyżej jest napisane o tej butelce, aż to pogrubię i podkreślę… , bo … naprawdę za chiny nie wiedziałam, o co chodzi…, po prostu kompletnie tego nie rozumiałam… Już nawet wzięłam sobie jedyną małą buteleczkę jaką miałam i tak, wiesz, niczego oczywiście nie odcinałam, tylko tak się przyglądałam i próbowałam to jeszcze raz obczaić/ rozkminić i sobie to najzwyczajniej w świecie wyobrazić, jak miałoby to wyglądać … boooszeee, jak ja żałowałam, że nie ma tu żadnego filmiku bądź obrazka, który by pokazywał takim blondynkom, jak w ogóle przygotować taką konstrukcję do tej walki… buhaha 🤣

Wreszcie już się na maxa wkurzyłam i pomyślałam, że może po prostu, skoro nie wiem, jak skonstruować ten przyrząd… to zrobię to samo, tylko że np. w słoiczkach, bo tych jakoś mi się nazbierało… I wyobraź sobie, a byłam w ogóle ciekawa, o co chodzi z tym, że one nie będą miały jak stamtąd uciekać…

Najpierw pomyślałam sobie, że to może chodzi o tą taśmę…, która w tej plastikowej konstrukcji z tej butelki miała być… No, ja serio nic z tego nie zrozumiałam... jak istna blondynka… 🤷‍♀️🤦‍♀️🙄Później zaś pomyślałam sobie w ten sposób: Ok. zapach tego octu niby ma je zwabić, to w takim razie chyba to, iż w tej wodzie prócz tego octu jest jeszcze i płyn do naczyń i to mydło… może więc o to chodzi, że to jest wtedy taka jednak tłusta ta ciecz, więc jak te muszyska już tam wpadną, to trudno im się będzie wydostać…

No w każdym razie poczyniłam tyle tych pułapek, co widać na poniższych zdjęciach… I tak przyglądam się, a te muszyska jak siedziały na tym suficie, tak siedzą i jakoś ten zapach octu ich wcale nie zwabia… Myślę sobie, o nie! Tak się z wami bawić nie będę… I wyobraź sobie, że wzięłam, tak po prostu, jakby to powiedzieć: na próbę? podetknęłam pod taką jedną muchę siedzącą na tym suficie taki słoiczek z tą miksturą, ale tak centralnie pod nią, by nie mogła odlecieć…

I wyobraź sobie, że zaczęła właśnie wtedy dziać się magia…, bo ta dokładnie w tym momencie, jakby sama wpadała do środka do tego płynu! hehe😉. No i ta zabawa już mi się zdecydowanie bardziej podobała! Zatem ja widząc to, postanowiłam robić tak dalej, wprawdzie musiałam przestawiać to krzesło i wskrabywać się na nie, a najtrudniej było mi, wiesz w miejscach, gdzie nie miałam się za bardzo czego złapać prócz krzesła, a nawet nie było też gdzie, w momencie jak próbowałam na nim stanąć postawić tego słoiczka… tak wiesz, abym miała 2 ręce wolne…

Ale tu pomyślałam sobie: Cholera, skoro one mi tam do tego słoiczka tak wpadają, jak jakieś zahipnotyzowane [ostatnia fotka], to muszę jakoś dać radę. I nawet nie wiesz, jaką ja czułam satysfakcję, jak UDAŁO MI SIĘ JE WSZYSTKIE W TYM SŁOICZKU POTOPIĆ, buhaha 🤣🤪😜 Pomyślałam sobie: boooszeee, no takie momenty są po prostu BEZCENNE 💪

Sprawdziła właśnie, że koniec tego wpisu, a muzyka skończyła się na czasie: 1:33:54… i teraz już nie wie, czy dalej zapisywać coś jeszcze tutaj, czy tworzyć już całkiem nowy wpis…

Wiesz, co? No tak się właśnie nad tym zastanawiam… Ale może choć jeszcze tylko dodam, że ja naprawdę wielu rzeczy nie rozumiem, czy może łatwiej tu będzie przyznać: PO PROSTU TEGO NIE WIEM… A teraz właśnie 27.10.20, godz. 22:13 zaczęłam jeszcze sprawdzać, co to jest w ogóle SPLOT SŁONECZNY, bo wciąż słyszę, jak Klaudia opowiada w tych swoich nagraniach o tym właśnie… I już mówię, cóż tu znalazłam i czego się nauczyłam:

Splot słoneczny (plexusus solaris), nazywany też splotem trzewnym (plexus coeliacus) to jeden z głównych splotów nerwowych w ludzkim organizmie. Pod względem anatomicznym są to zrośnięte sploty trzewne – prawy i lewy. https://www.medonet.pl/zdrowie,splot-sloneczny—budowa-anatomiczna–funkcje–dolegliwosci,artykul,1729422.html

Nie! To jest zdecydowanie dla mnie za trudne! Znacznie bardziej podoba mi się to:

Splot słoneczny określany jest mianem mózgu brzusznego. Położony jest na wysokości pierwszego kręgu lędźwiowego, z przodu kręgosłupa, z tyłu nadbrzusza. Od góry ograniczony jest przeponą, po bokach ograniczają go nadnercza, tętnice nerkowe zaś z tyłu. Przed splotem słonecznym znajduje się aorta brzuszna.

boooszeee, wiem, że powinnam kłaść się już spać…, ale wciąż myślę o tym, ile mam tu jeszcze do zrobienia… a nadal niczego nie wykonałam właśnie z tego kursu…, a jutro już ponownie raczej nie będę miała czasu, no a z całą pewnością całego dnia, a mój organizm ma niestety mniejsze te moce przerobowe… Już jednak wpadłam choć na pomysł, czym mogłabym poczęstować, gdyby jednak jutro udało się jakoś chłopakom wejść do mnie… Wyjdę kupić te pierogi z rybą!!! Ja nie będę musiała już nic tu przygotowywać, zjedzą coś nowego, no a bynajmniej moja mama, która przecież, mówiła, że jeszcze NIGDY NIE JADŁA PIEROGÓW Z RYBĄ… Przypuszczam, że chłopaki również, a i w ten sposób Marcinowie także będzie łatwo to jeść, bo tylko natknie na widelec i do buzi…

Wspaniały pomysł! Spójrz, jak Ty, pomimo zmęczenia i tej wcześniejszej MEGA walki z tymi muchami, potrafisz jeszcze cudownie wręcz myśleć! Wpadasz na takie genialne wręcz pomysły!

Hm…, jakby to powiedzieć, to jakoś tak samo do mnie przyszło, po prostu ni stąd ni z owąd pojawiło się w mojej głowie, chyba trochę tak, jak z tą kaszą zapiekaną z tymi warzywami wtedy jeszcze, jak miała przyjechać do mnie moja mama…

Taki spontan, tak?

Nie wiem nawet dokładnie, jak to się dzieje, ale się po prostu wydarza i później sprawia mi to ogromną radość! 😜 A teraz pomyślałam jeszcze o tym, o czym dziś rozmawiałam z Kamykiem…

Tak, a cóż on Tobie mówił?

Prócz tego, że się ucieszył, iż jednak działa mi w końcu komórka, hehe. No chyba, że jakbyjednak nie udało się im wejść…, choć Kamyk, jak to Kamyk, boooszeee, jak ja kocham takich optymistów! Jak jeszcze w niedzielę wieczorem dzwoniłam do niego z płaczem, ten wtedy mi odparł, że weźmie wolne, jak już będzie wiadomo, kiedy mamę wypiszą do domu i po prostu przyjedzie tu ją odebrać…

Tak powiedział?

Dokładnie tak i ja właśnie w tym momencie się dopiero rozpłakałam… [bo tak bardzo poczułam, że Marcin (chłopak na wózku inwalidzkim!) jest teraz tą osobą, która się nami opiekuje..., czyli zapewnia nam poniekąd bezpieczeństwo…]. Jednak wiesz, jak to on, mówi do mnie, bym przestała płakać, bo przecież NIC ZŁEGO SIĘ NIE STAŁO!

Wiesz, mój brat ma po prostu taki sposób bycia i mówienia, że tak jak wspominałam o nim w tym wpisie: https://niesklasyfikowana.com/2020/01/01/musimy-pracowac-nad-osiagnieciem-naszych-celow-choc-po-drodze-mozemy-doswiadczac-cierpienia-i-smutku/ i muszę przyznać z ręką na sercu, że właśnie to, iż on nie przejmuje się każdą pierdołą, sprawia, że znacznie łatwiej mu się po prostu żyje… Wiesz, co on do mnie jeszcze w tą niedzielę powiedział?

Nie mam najmniejszego pojęcia…, choć znając Twojego brata, z pewnością było to coś odjechanego wręcz…, hehe

Powiedział mi, że mam się niczym nie przejmować i już nie płakać, bo nad czym niby? [a on nie wiedział po prostu wszystkiego, jak ja moją mamę odbierałam…] bo przecież to, że mama nic nie miała, jak ona się wyrażała wówczas przez słuchawkę, to było po prostu śmieszne, Kamyk powiedział do mnie:

A mnie wzięli w samych gaciach i jeszcze mi je porwali, buhaha 🤣. Poza tym szpital musi zapewniać wszelkie podstawowe rzeczy, przecież oni tam biorą ludzi z ulicy. 😜 A mamę wypuszczą z pewnością już na drugi dzień, po tej operacji, no góra na 3ci. Zatem tak, jak mówiłem wezmę z pracy wolne, zabiorę tu jeszcze kogoś, by pomógł mamie z tymi bagażami. I jak tu przyjedziemy, to bardzo chciałbym zobaczyć w końcu, jak mieszkasz… A wtedy, co? Może po prostu stanę na nogi i jakoś wejdę, no bo co? Przecież komisji Zusowskiej tam nie będzie żadnej, hehe…😜🤪

To cały mój brat właśnie. A dziś rzekł do mnie jeszcze, że czym tu się niby martwić? Wezmą najwyżej kogoś z ulicy i po prostu powiedzą, by pomógł… A tak serio, to nie ma się czym spinać. Bo on niczego nie planuje… coś wymyślą! A nawet jak nie, to po prostu mama tylko wejdzie odebrać i zwrócić mi rzeczy. I tyle. Mi również powiedział, że mam niczego nie planować… bo przecież nie wie nawet, czy oni rzeczywiście wejdą!

Kochana moja, tak, znam przecież Twojego brata i to jego podejście do życia, które muszę powiedzieć, że jest bardzo mądre! Bo po co martwić się rzeczami na zapas! A już czymś, na co i tak nie mamy żadnego wpływu… jest przecież czymś totalnie bezsensownym, bo właśnie to zabiera nam i spokój i tym samym zdrowie…

Kochana moja, myślę, że to jest również już raczej póóóźna godzina, dlatego Ty także przebieraj się już do spanka. Pomyśl o tym, cóż wykonałaś dziś dla siebie = jednak wielką pracę: POWYBIJAŁAŚ, czy może wspaniały sposób jednak udało Ci się znaleźć NA POTOPIENIE TYCH MUCH! To pierwsze, drugie zaś: odnalazłaś, gdzie się mieści ten SPLOT SŁONECZNY, a także pozostałe czakry, co więcej: przy każdej z nich podany jest i jej kolor i minerały/ kamienie do nich. Jutro, kochana, sobie o tym może jeszcze coś więcej poczytasz, bo poznajdywałaś tu kolejne strony ku temu: https://dotykprzestrzeni.pl/czakry/, https://magiczne-kamienie.pl/co-to-sa-czakry-i-jakie-mineraly-wybrac-aby-je-wzmocnic/?cn-reloaded=1.

A teraz moja Ty cudna, kładziemy się spać i pomyśl o tym, że:

(…)

Właśnie, skończyła rozmawiać z bratem, który [dopiero zauważyła :P], że dzwonił do niej 20 minut temu… Ah tak, bo nawet tu nie doniosłyśmy, że dziś jest kochani ŚRODA, 28.X.2020, niby dopiero 9:04, a ona już ma ponownie tyyyleee do opowiadania. Ale mówię do niej powolutku, Ty moja kochana i cudna wręcz istoto 🤗. Słuchajcie, muszę Wam powiedzieć, że ja naprawdę kogoś takiego, jak Mała Mi to jeszcze nie miałam okazji w moim życiu poznać! To, że się nią zachwycam codziennie, to już z pewnością o tym wiecie😉.

Poważnie Wam to mówię, kocham w niej wszystko, najbardziej oczywiście to, jakim stała się człowiekiem [dla mnie osobiście: niemal nadczłowiekiem]. Dziś, kochani, przebudziła się jakoś ok. 5:38, wstała tylko do ubikacji, ale wiedziała już, że nie położy się dalej spać, bo… jeszcze wczoraj, czy może było to już jakieś 38 minut dnia dzisiejszego…, wiecie, cóż ona sobie rzekła [pamiętając to z tej pierwszej części książki Josepha Murphy`ego „Potęga podświadomości”, którą również daaawno już przeczytała także chyba 2 razy].

I tam właśnie pamiętała o takiej wzmiance, że jeżeli zaprogramujemy jakoś nasz mózg/ umysł…, czy może raczej podświadomość, że chcemy wstać o tej i o tej godzinie, to on zrobi wszystko, by tak w istocie było. Nasza „gwiazda” nie myślała wprawdzie o jakiejś konkretnej godzinie tutaj, tylko jeszcze o tym, aby zdążyć pomedytować i wyjść jeszcze do sklepu przed przyjazdem swoich gości. Za chwilkę jednak sobie pomyślała: spokojnie, z niczym nie panikuj dziewczyno, przecież sam Kamyk Ci mówił, że on jeszcze w ogóle nim wyjedzie z Elbląga po mamę, to do Ciebie dryndnie…, a jak twierdził ma zamiar to zrobić tak ok. godz. 10…, to wcześniej przecież zadzwoni jeszcze przecież Twój budzik 😜

Dlatego właśnie na spokojnie się jeszcze położyłam, ale nie! Wcale nie do spania! Bo postanowiłam odsłuchać sobie, jeszcze leżąc jedną z moich ulubionych medytacji, a mianowicie tą: Medytacja koherencji. Uzdrawiająca moc serca i umysłu. I wyobraź sobie, że wchodzę w to na kompie i widzę znowu to, co wydawało mi się, że dostrzegłam również wczoraj/ dziś…

A co takiego to było?

Przy włączaniu tej medytacji, spoglądam, że przy tym dzwoneczku na YT widnieje jakaś informacja, więc wchodzę w to…

Tak, no proszę mów i nie trzymaj mnie w takiej niepewności…

Zauważyłam tam po prostu napis: Ktoś polubił Twoją odpowiedź, właściwie to moje dwie, bo odpowiedziałam tam przecież na 2 komentarze dobrych duszek… 🤗. No dobrze, przypomnę je i tak, dla pewności 😉. Zacznę od mojego komentarza tam, ok? A wyglądał on następująco:

A to odpisałam później [i właśnie obydwa zostały polubione]:

I tak sobie leżałam i wcale nie mogę powiedzieć, że tak jakoś spokojnie, tzn. tak z pewnością było, tylko, że ja już tu myślałam o tym, jak sobie ten dzień zorganizuję, aby było najlepiej, w dużej części chyba myślałam również o tym, czym tu się jeszcze z Wami podzielić. Zatem, ok. to już sobie, powiedzmy, w mojej głowie poukładałam… 😉 A tak jeszcze po przebudzeniu pomyślałam sobie, co wczoraj mi się udało zrobić [1) zwycięstwo nad muchami, UWOLNIENIE SIĘ OD NICH!, 2) poznajdywanie stron o CZAKRACH!]

Prawda, że to podbudowuje? Jak czegoś [kolejnego!] się dokona?

Tak właśnie było/ jest! Ale pomyślałam sobie jeszcze: ok, to załóżmy, że zrobiłaś już także sobie jakiś wstępny porządek w swojej główce. To włącz sobie teraz coś już naprawdę na totalne uspokojenie. I wtedy też włączyłam sobie to: Jak poczuć pełnię, miłość i dostatek? Medytacja Magia Oceanu. Właśnie tutaj udało mi się już naprawdę wyciszyć.

Po tej medytacji włącza mi się jakaś reklama… I tak sobie leżałam, słuchając tego, lecz myślałam, że zaraz się skończy, a była [ta reklama] bardzo ciekawa dla mnie, że aż wzięłam do ręki laptopa, aby luknąć dokładnie, co to w ogóle jest i także chciałam to sobie zapisać. A to był właśnie ten filmik:

Dzięki niemu banki zarobiły MILIONY | Jacek Gacoń | jakdorobic.pl Przygody Przedsiębiorców

Powiem Ci tak, że słuchając tej reklamy, doznałam nagle takiego niemal olśnienia. Już wyjaśniam dokładniej, co mam tu na myśli: rozjaśniła mi ona poniekąd dalszą wizję tych moich intencji… Do tej pory bowiem nie umiałam chyba nawet tego nazwać, cóż bym jeszcze chciała, co by mi się przydało, czego bym jeszcze mogła potrzebować… itd…

Ps. Zauważcie tylko, cóż ta dziewczyna opowiada: ” CO BY MI SIĘ PRZYDAŁO, CZEGO BYM JESZCZE MOGŁA POTRZEBOWAĆ. I do jakich wniosków doszłaś?

To było dla mnie tak niesamowite, ale właśnie wtedy odczułam, to, co mówiła Klaudia jeszcze w ostatniej chyba swojej audycji, a mianowicie mam tu na myśli dokładnie to:

I dokładnie w tym momencie uświadomiłam sobie, że naprawdę WSZYSTKO PRZYCHODZI DO MNIE WŁAŚNIE WTEDY, GDY JESTEM NA TO NAJBARDZIEJ powiedzmy GOTOWA. Tak sobie bowiem myślałam dalej jeszcze o tym, że przecież prócz poczucia miłości/ bezpieczeństwa, no i tego, że chciałabym również czuć się potrzebna… nie umiałam po prostu tego chyba bardziej skonkretyzować, a przecież o to chodzi w tych intencjach, prawda?

Ok, muszę kończyć, bo lecę jeszcze po te pierogi przecież 😛

(…)

Skończyła właśnie oglądać sobie ten niesamowity wręcz dla niej film: BARWY WSPOMNIEŃ, w reż. George Gallo i muszę Wam powiedzieć, że jest nim po prostu oczarowana… Do tego filmu z pewnością jeszcze się odniesie, bo jest taki niemalże magiczny dla niej… boooszeee, jak ona się cieszy niesamowicie, że obejrzała ten film w końcu cały i to właśnie teraz, w ŚRODĘ wieczorem 28.X.2020.

Porobi sobie jeszcze z tego filmu notatki… i napewno będzie tu o nim jeszcze wspominać. Ale teraz może doniesie w końcu, jak ten jej dzionek wyglądał, bo zapewne jesteście ciekawi? 😉

Właśnie [godz. 20:27] obejrzała kolejny film Gracjana MOCNA WIEDZA NA CAŁE ŻYCIE || Dla tych którzy nie wiedzą co dalej, ale może jednak skoncentruje się teraz na tym, co powinna i co chciała tak naprawdę. Otóż, moi drodzy, pamiętacie, jak miała jeszcze wczoraj przed spaniem takie właśnie flow i tak niesamowicie się cieszyła, że jednak wpadła na taki genialny wręcz pomysł z wytępieniem [pozbieraniem do jednego słoiczka, hehe tych muszek 😜].

Tak, wyobraźcie sobie, że dzisiaj już po medytacji = tej „właściwej„, tzn. chyba tym samym chce podkreślić, że jej samodzielnej, nie prowadzonej, choć przecież ta prowadzona również jest właściwa… Raaany, ona chce najzwyczajniej w świecie tu TYLKO podkreślić, że ona sama również potrafi już taką wykonywać i to 20- minutową właśnie. Siada wtedy na tą swoją poduszkę na łóżku, a wtedy jeszcze nie zaścieliła, zrobiła to dopiero później [bo przecież dziś prawdopodobnie miała mieć tych gości…😉] koncentruje się przede wszystkim na swoim oddechu, wycisza i dalej uspokaja…

A dziś, kochani, puszczała w końcu tą bardziej konkretną intencję, która brzmiała następująco:

Najdroższy Wszechświecie, przede wszystkim jestem Ci niesamowicie wdzięczna, że tak cudnie mnie prowadzisz, wciąż pomagasz i może nie tyle sam mnie podnosisz, kiedy upadam, co ZAWSZE jednak wspierasz i podsuwasz tą pomocną dłoń/ ramię, abym mogła się jednak podeprzeć! Wiesz dobrze, że jestem bardzo dzielną osobą i z pewnością także to dostrzegasz, że ja wcale nie oczekuję spotkać kogoś, kto mnie będzie wyręczał! Mi znacznie bardziej chodzi o zwyczajną [partnerską] POMOC, tak, jak i to Ty sam robisz niemalże non stop! 🧡🍀🤗

Photo by Eternal Happiness on Pexels.com

Bardzo Ciebie proszę, pozwól mi spotkać osobę/ człowieka, który pomoże mi jeszcze lepiej ogarnąć te moje sprawy… Po prostu, sam przecież to widzisz, że ja ze swojej strony, robię naprawdę, co tylko mogę, wciąż się staram… Jednak niestety nadal na tak wielu rzeczach się po prostu nie znam… i tego JESZCZE nie ogarniam, właśnie dlatego BARDZO CIEBIE PROSZĘ, ZEŚLIJ mi jeszcze kogoś, kto zna się na tych różnych zagadnieniach lepiej niż ja. Właściwie, ja jestem ponownie znowu już pewna, że taką osobę jeszcze spotkam, ONA Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ JUŻ ISTNIEJE, jestem pewna, że tylko nie było nam dane się jeszcze spotkać!

Następnie, doszła do wniosku, że ponieważ wciąż ma tą opryszczkę, pospolicie nazywaną przecież „zimnem”. Zatem, jak jeszcze wczoraj ćwiczyła rozbierając się nawet do bielizny, hehe 🤣, tak dzisiaj już stwierdziła, że jednak sobie najzwyczajniej w świecie to podaruje… Ale nie tylko to rozbieranie się, jednak po prostu odpuściła na dziś nawet całą gimnastykę, a w związku z tym pomyślała sobie dalej o tej swojej opryszczce…

A ponieważ jeszcze wczoraj tak pięknie wręcz wyszła jej ta magiczna mikstura na te muszyska, zatem dziś pomyślała, że skoro wczoraj jej tak dobrze z tym poszło, to dziś wyszuka jeszcze raz czegoś na tą opryszczkę właśnie [a ma już zakupione i te plasterki Compeed i nawet 2 maści Hascovir, ale jedna to po prostu LIPOŻEL, hehe]. Ponieważ, moi drodzy, jak ona coś konsumuje, to ten plasterek zawsze jej się jakoś odkleja… Dlatego właśnie nakłada go sobie, tylko jak gdzieś akurat wychodzi, lub też po prostu na noc. Tak jest po prostu dla niej najbezpieczniej i najpewniej 😉.

Na poniższej fotce widzicie, cóż ona sobie zakupiła w aptece, wtedy, jak była oddać tą swoją komórkę najpierw tylko do podładowania. Tzn. tylko jeszcze wyjaśni, bo z pewnością zastanawiacie się, dlaczego zakupiła właśnie 2 maści HASCOVIR… Otóż jedną już miała w domu i tą właśnie posmarowała sobie ten wykwint. Kupując jednak tą wit. B complex, zapytała także, czy jest może jeszcze jakaś maść na opryszczkę i właśnie wtedy polecono jej ponownie HASCOVIR, ale tym razem żel…

Ponieważ także wcześniej sprawdzała to również w necie [bo ona zawsze musi wszystko jeszcze sprawdzić :P] i wtedy również właśnie ten LIPOŻEL przemknął jej przed oczyma…, hehe. Zatem po prostu skusiła się także na niego. W domu jednak stwierdziła, że zrobi dla siebie taką właśnie również domową maść/ "maziajkę„. Zatem jeszcze raz sobie tylko wyszukała tego dobrze… i popatrzyła, z czego się ona dokładnie składa.

A była w posiadaniu tych wszystkich składników, bo:

Domowe sposoby na opryszczkę – czosnek, cebula, miód i oleje

Czosnek, cebula i miód należą do naturalnych, bezpiecznych w stosowaniu produktów o działaniu przeciwwirusowym. Często słyszy się zalecenia, aby przykładać do opryszczki przekrojony ząbek czosnku, kawałek cebuli lub smarować wykwit miodem. Sam czosnek jest ostry i może podrażniać delikatną skórę ust, podobnie cebula.

Warto natomiast połączyć siłę czosnku, cebuli i miodu w utartym własnoręcznie mazidle na opryszczkę. Rozdrobniony ząbek czosnku należy utrzeć w moździerzu z niewielką ilością miodu, kilkoma kroplami soku z cebuli i najlepiej dodać do tego jeszcze odrobinę tranu lub oliwy z oliwek, które zawierają przeciwzapalne kwasy omega-3 i witaminy wspomagające regenerację naskórka.

https://www.medonet.pl/zdrowie,opryszczka—przebieg–leczenie-infekcji–domowe-sposoby-na-opryszczke,artykul,1730010.html

I w ten właśnie sposób, kochani, wykonała po raz kolejny miksturę. Nie miała wprawdzie wszystkich narzędzi ku temu, bo brakowało jej np. tego moździerza…, ale pomyślała sobie, że przecież spokojnie ten czosnek może wycisnąć tą praską, z której cały czas korzysta, choćby wyciskając sobie ten imbir do wody z cytryną, który pija każdego dnia [dzięki Gracjanowi właśnie😉].

Nie byłaby oczywiście sobą, gdyby nie udokumentowała tego fotkami:

Tak, słuchajcie, sobie pomyślała, że może to będzie się lepiej trzymało na tej opryszczce… Choć chyba jej się ta mikstura jeszcze z jakąś inną pomyliła, którą również w necie widziała… ,🤪 buhaha🤣. Bo, kochani, to wyszło niestety, takie, jak widać w tym zielonym pojemniczku od kremu [w ogóle ona niesamowicie się cieszyła, że jednak nie pozbyła się jeszcze tego opakowania kremu, bo słuchajcie, w przeciwnym razie nie miałaby przecież nawet w czym tego umieścić…, hehe] I dokładnie wtedy sobie o tym pomyślała, że jest, cholerka, niesamowicie zaradną jednak osobą! 😉

Choć, muszę Wam powiedzieć, iż doszła ta „gwiazda” do wniosku, że chyba jednak niekoniecznie to, cóż wykonała jest ponownie odpowiednie…, bo to wyszło jej jakieś cholernie rzadkie… I właśnie wtedy prócz oliwy z oliwek, którą RÓWNIEŻ DODAŁA, wcisnęła tam nie tylko ten sok z czosnku i cebuli [robiła to właśnie tą praską/wyciskarką do czosnku], lecz także wpuściła do środka również trochę tego miąższu z tych produktów. Później tak sobie jeszcze pomyślała, że skoro tym przyrządem wyciska również ten imbir… także przecisnęła również trochę jeszcze jego tam, hehe 😜.

I muszę Wam powiedzieć, że tak to zamieszała i stwierdziła, że jeśli to będzie wciąż jej z ust spływało, to będzie to po prostu piła, tak, jak i ten syrop, który wykonała jeszcze w niedzielę ze swoją mamą, bo… przemieszała to łyżeczką i stwierdziła, że w smaku jest całkiem/ całkiem 😛

Zrobiła sobie jeszcze tylko śniadanie, dziś jadła swoje müsli właśnie, nie miała wprawdzie już żadnego banana, ale pomyślała, że został jej jeszcze mus, który przywiozła jej rodzicielka, a była to jakaś mikstura owocowo – warzywna… Zawierała ona: banana, jabłko, marchew i nawet natkę pietruszki. Było naprawdę bardzo smaczne!

Po śniadaniu zaś, tak, jak donosiła o tym powyżej, wyszła z tego domu po te pierogi przecież. I słuchajcie, jak wyszła tam z domu [a było to jakoś po 11], zadzwoniła do niej jeszcze raz jej rodzicielka właśnie i się pytała o dokładny adres, BO CHŁOPAKI JUŻ PRZYJECHALI JĄ ODEBRAĆ! Mała Mi, jak to usłyszała, to rzekła tylko jeszcze, że wyszła właśnie do sklepu… Jej mama na to, że nic nie szkodzi, na spokojnie niech zrobi, to co ma zrobić, bo Marcin mówi, że i tak będą korki…

Hm… i nasza „gwiazda” tak spojrzała jeszcze tylko na ulice i pomyślała sobie, że wcale przecież nie jeździ dużo tych aut teraz… No ale cóż… W pewnym momencie słuchajcie, ucieszyła się nawet, że nie założyła tego zimowego płaszcza, a wciągnęła na swój polar tylko jesienny, bo… zaczęła nawet podbiegiwać, hehe, a to były 2 przystanki tramwajowe w stronę tej siłki.

Wchodzi do tego sklepu rybnego, luka tak szybko, czy są jakieś pierogi z rybą i w sumie nie widzi ich za bardzo…, a wtedy dziewczyna obsługująca mówi do niej, że do godziny 12 to przecież TYLKO SENIORZY… Ooo losie słodki, Mała Mi całkowicie o tym zapomniała…, a przecież jeszcze wybrała się specjalnie po te pierogi, by zakupić je dla swoich gości…

I jak to usłyszała, to już miała choć nadzieję, że tych pierogów wcale tam nie ma…, tak jednak jeszcze tylko zapytała o nie, a może raczej stwierdziła, że chciała w sumie je zakupić, ale i tak ich tu nie widzi… Ta miła dziewczyna jednak pokazuje jej, że przecież są… W tym właśnie momencie nasza „gwiazda” pomyślała sobie: no cholerka, czyli jednak są! A rzekła po prostu robiąc taką wręcz błagalną tą minę i oczy znowu tego kota ze SHREKA

No, mówię Ci zrobiłam chyba taką mniej więcej minę i nawet złożyłam tak dłonie, jak do modlitwy, buhaha🤣. Rzekłam jeszcze [całkiem szczerze zresztą]:

Przepraszam najmocniej, ja niby dobrze o tym wiedziałam i zawsze to respektuję… Tylko jakoś tak dzisiaj po prostu szybko wybiegłam [myślę sobie, dosłownie nawet podbiegiwałam, hehe🤣😜🤪] niemal z tego domu, po te pierogi właśnie… To dla moich gości, którzy już są w drodze do mnie… Zatem naprawdę BŁAGAM WPROST PANIĄ, aby mi je jednak sprzedała! 🙏

No tak, ale nie wiem, czy Pani wie, że mogę za to nawet dostać mandat… już byli tu u nas w sklepie policjanci, po cywilnemu oczywiście…

W tym momencie, rozejrzała się tak jeszcze tylko szybciutko po tym sklepie… I dojrzała tam tylko jakieś 2 kobiety i jednego pana o lasce, który wszedł przed nią… Zatem dalej robiła oczy tego kota i mówiła po prostu:

Rozumiem to doskonale, lecz proszę mi naprawdę wierzyć, że to jest wyjątkowa sytuacja, że ja się pojawiłam w tej godzinie właśnie… Poważnie BARDZO MI ZALEŻY NA KUPNIE TYCH PIEROGÓW, proszę zrobić dla mnie wyjątek, BARDZO PANIĄ O TO PROSZĘ [i tu znowu te oczy, buhaha🤣]

Widziała, że dziewczyna ma jednak dobre serce, co było zdecydowanie widoczne po jej oczach 😊 I koniec końców, sprzedała jej tych 20 pierogów, bo tak Mała Mi sobie już postanowiła…, założyła bowiem, że może również zostanie dla Kacpunia…

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close