W przyrodzie nie ma zwycięstw ani klęsk. Jest ciągły ruch.

Rękopis znaleziony w Akce

1:11:23

DATY W TYM WPISIE: 05./ 06./ 07.III.2021

Jeśli niezadowolenie nie minie, to znaczy, że sprowadził je na mnie Bóg. Widocznie chce, żebym ruszył przed siebie i wszystko zmienił.

ALEF

booooszeee, chyba mogłabym się podpisać pod tymi powyższymi słowami… Chce mi się bowiem już tak okrutnie wręcz płakać… Umieram tu po prostu… Tak znowu…, ponownie odnoszę wrażenie, że z niczym nie daję sobie tu rady…

Moja droga, przestań opowiadać takie głupoty! Dobrze o tym wiesz, że jesteś po prostu niewyspana i teraz już najzwyczajniej w świecie przemęczona…

Ale dobrze o tym wiedząc, położyłam się przecież jeszcze wczoraj, PIĄTEK, 05.III.21, ok. 18! przebrana już w mój kombinezon! naprawdę z niczym tu nie mogę dłużej… Najbardziej oczywiście ze sobą…

No dobrze, moja droga BARDZO DOBRZE O TYM WIEM I WIDZĘ TO, jak Tobie brakuje tu kogoś, kto zechciałby Ci jeszcze pomagać, tak czasem nawet poprowadzić za rękę, jak takie małe dziecko… Przecież świadczyć może o tym choćby to, co zawsze wypowiadasz… że to wcale nie Ty sama tak robisz, tylko to Ciebie przecież ktoś/coś jeszcze prowadzi… Tutaj wychodzi wciąż, niemal nieustannie na światło dzienne ta Twoja potrzeba…, aby mieć w końcu przy sobie kogoś, kto by się Tobą również potrafił zaopiekować. Ty przecież, odkąd pamiętasz… nigdy nikogo takiego nie miałaś… I widoczna jest tu właśnie wciąż taka ogromna luka/ dziura wręcz w Tobie, która niestety nadal nie została zaleczona

Wiesz, jak jest mi z tym strasznie ciężko teraz?

Dostrzegam to, moja droga niemal każdego dnia… A te ostatnie to już w ogóle, ogromnie wiele tu pokazują…

Ja już po prostu naprawdę nie daję sobie rady… A jeszcze teraz: SOBOTA, 06.III.2021, włączyłam sobie ten filmik Gracjana: MOCNA WIEDZA NA CAŁE ŻYCIE || Dla tych którzy nie wiedzą co dalej i booooszeee, on jakby tam mówił o mnie…/ do mnie wręcz:

NIE MOŻESZ WIEDZIEĆ, GDZIE IŚĆ TERAZ, BO JEST BAŁAGAN,

A JAK JEST BAŁAGAN, TO NIE MA MOŻLIWOŚCI, ŻE BĘDZIESZ WIEDZIAŁ, PO PROSTU KURTYNY SĄ ZAMKNIĘTE, JEST BRAK DOSTĘPU, NIE MOŻESZ WIEDZIEĆ, CO DALEJ, NIE MOŻESZ WIEDZIEĆ, JAKI JEST NASTĘPNY KROK, BO JEST ZBYT DUŻY BAŁAGAN! (…) Jak zbiera się zbyt duży bałagan to jest niemożliwe, byś widział co dalej…(…)

Chcesz być w stanie zająć się poważniejszymi problemami, robić coś więcej… Musisz wprowadzić jakąś organizację (…) [12:35] Chcesz więcej? Nie będzie to logiczne, że będziesz w takim chaosie, nie zadbany, brak organizacji i coś osiągniesz. Nie jest to logiczne, nie ma to sensu, nie jest to zgrane! (…)

RAZEM Z PORZĄDKIEM IDZIE SUKCES, RAZEM Z SUKCESEM IDZIE PORZĄDEK = TO IDZIE RAZEM!

boooszeee, ja to wszystko naprawdę rozumiem! I doskonale znowu wiem, że to tak właśnie jest! Jest mi z tym tak cholernie źle… Nie! To słowo nie oddaje mojego stanu… Zdecydowanie lepiej by tu pasował ten wyraz: tragicznie… Ja, cholera, nie jestem już żadnym bohaterem… i nie zniosę tego, nie mogę już najzwyczajniej w świecie…

Kochana moja, dobrze to widzę, że sobie znowu nie radzisz… Zwłaszcza teraz, kiedy masz ponownie na tej swojej główce trochę jednak tych rzeczy [zebrać i zawieść dokumenty ad. tego orzeczenia (odnalezienie dokumentu potwierdzającego twój stały pobyt tutaj)/ poznajdywać faktury, podrukować je/ przygotować PIT i zobaczyć, czy posiadasz nadające się do niego FV/ przygotowanie materiału na te jutrzejsze korepetycje/ zrobienie porządku z tym blogiem…, głównie ze zdjęciami, których przecież tyle narobiłaś, nazbierałaś z fejsa właśnie, przepisanie ważnych terminów do kalendarza, @ do fundacji Balian…].

Naprawdę, czuję, że to wszystko mnie już przerasta… Ja tak bardzo potrzebowałabym mieć przy sobie kogoś tak ogarniętego, jak Gracjan właśnie…

Tak, moja droga, niesamowicie dobrze to widzę… = jak bardzo potrzebowałabyś właśnie kogoś tak mądrego i poukładanego bardziej niż Ty obecnie, takiego po prostu MISTRZA, jak to rzekł Felipe do tej Liz w filmie „Jedz, módl się, kochaj”. Ale moja droga, ponieważ, może nie: „dawno”, ale jednak nie wykonujesz tu tego swojego czyszczenia tak bardzo regularnie, a dobrze to przecież wiesz, że tylko opisując tu codziennie to, co się u Ciebie dzieje…, będziesz robiła w ten sposób choć jakiś porządek ze sobą… Tym bardziej, że, kochana moja, dobrze to wszyscy widzimy, iż tego jednak potrzebujesz, bo nie masz tu kompletnie nikogo zaufanego, z kim mogłabyś to wszystko dzielić…, a wydarza się wiele u Ciebie…! To może tak szybciutko jeszcze przejdziemy tylko do jakiegoś takiego choć z grubsza opisu tych minionych dni.

Nawet już nie wiem, czy to ma jakiś sens… Takie niemal uzewnętrznianie się… Jestem po prostu beznadziejnym przypadkiem, czuję się bowiem już teraz taaaak cholernie głupia i z tego powodu nędzna wręcz… Odnoszę wrażenie, że znowu nie potrafię tylu rzeczy… Właśnie przez to, że jestem tutaj całkowicie sama i brak mi wsparcia i pomocy!

Zgadza się, wszyscy o tym dobrze wiemy…, ale moja droga skupmy się teraz może na tym, co Ty i tak POMIMO WSZYSTKO tutaj robisz i co Tobie się jednak udaje! A przecież dobrze wiesz, że należysz do takich osób, które najpierw starają się wykonać to, co jednak powinny…, czyli właśnie choćby w pierwszej kolejności WSZELKIE OPŁATY. Ale chciałabym, byś teraz Ty sama jeszcze o tym opowiedziała.

Wiesz…, mi się właśnie w takich momentach wydaje, nawet to niczym szczególnym… Przecież chyba każdy rozsądny człowiek powinien tak robić, nieprawdaż?

Oczywiście, że tak = POWINIEN, co wcale nie musi oznaczać, iż robi to rzeczywiście! No dobrze, to teraz już to kontynuuj, tę jak twierdzisz „oczywistą oczywistość”.

Tak więc jeszcze wczoraj [PIĄTEK, 05.03.21] porobiłam te opłaty… a zrobiłam to z prostego powodu, by móc wiedzieć, ile zostanie mi kaski na zakup ewentualnych kosmetyków… Kończy mi się już m.in. szampon do włosów, krem do twarzy… A miałam jeszcze zakupić sobie jakiś antyperspirant… Tak pomyślałam jednak sobie, że ponieważ ten zakupiony w tym Rossmannie ponownie odnoszę wrażenie, że hmmm… nie! Ja tu nie dam rady opowiedzieć tego również krótko…, bo tu niemal do każdej rzeczy można przytoczyć jeszcze jakąś dłuższą historię!

Dobrze to wiem, moja droga, ale może już tego tu nie rozwijaj, tylko powiedz, że zakupiłaś po prostu AŁUN, tak, jak Gracjan polecał 😉.

Właśnie tak zrobiłam, oszczędzę już tu tych kolejnych szczegółów, jak to wyglądało…, prócz tego zamówiłam także w MarketBio.pl dalsze jeszcze kosmetyki, jak Szampon Balsam do Włosów Oczyszczająco Odbudowujący Biała Bania 350 ml Agafi..., a właściwie to dwa, bo spostrzegłam tam jeszcze ten: Szampon Naprawczy do Włosów Osłabionych 350 ml Agafi [myśląc tu znów albo o mojej mamie, albo o babci], to już nawet w tym momencie zrezygnowałam dla siebie z kremu do twarzy, bo stwierdziłam, że przecież na tu i teraz to jeszcze go trochę jednak mam…

Oooo rany, czy Ty tego nie dostrzegasz? Znowu pomyślałaś nie tylko o sobie, ale również o innych, bo i o swojej mamie, i babci! No dobrze, ale nim przejdziemy do dalszego pisania, to może teraz po jakiejś kawce? Minęła już co najmniej przecież godzina, jak zjadłyśmy obiadek…

//////////////////////

Pijemy właśnie kawkę i muszę Wam przyznać, cóż to jednak mądre dziewczę rzekło, słysząc w tle tę oto piosenkę: Andreas Bourani – Hey (Official Video) i te właśnie słowa:

Hey, sei nicht so hart zu dir selbst/ es ist ok wenn du fällst/ auch wenn alles zerbricht,/ geht es weiter für dich

Hey, sei nicht so hart zu dir selbst/ auch wenn dich gar nichts mehr hält/ du brauchst nur weiter zu geh’n/ du brauchst nur weiter zu geh’n

Otóż powiedziała [słusznie zresztą!] na głos, że ona tak wiele rzeczy musiała się nauczyć i już naprawdę wieeeeleee opanowała i dużo się nauczyła. Wie również, bo to jest… [tu znów jej – helloł, ale to jest raczej logiczne], że należy mieć porządek wokół siebie, a nawet przede wszystkim w sobie, aby móc robić jakieś dalsze kroki…

Co więcej, stwierdziła, że ona po prostu na tu i teraz zrobiła to, co mogła, co była w ogóle w stanie. I oczywiście, że jest tego samego zdania, co właśnie Gracjan, ale to nie znaczy, że będzie siebie teraz jego słowami dobijała! Ona, bowiem, nie lubi dokładać sobie, niemal biczować siebie jeszcze takimi jednak smutnymi [dla niej samej teraz] słowami.

Właśnie ukazały się kolejne słowa Beaty Pawlikowskiej, Sobota 6 marca:

I wiesz, powiem Ci, że to jest dobry sposób na życie – szukać piękna. Zachwycać się. Czuć radość i wdzięczność.  Za każdym razem kiedy znajdziesz coś pięknego i dobrego, trenujesz swoją podświadomość w sztuce szczęśliwego życia. Można szukać blisko, w codzienności  – w smaku polskiego jabłka,  pierwiosnkach i krokusach, poranku i zmierzchu, zapachu wiatru i stukaniu kropli deszczu. Ważne jest to, żeby pamiętać i świadomie kierować swoją uwagę w stronę piękna, nadziei, wdzięczności. Ja robię to wszędzie na świecie. Spróbuj 😊 Kocham Cię,  Twoja B. 

Właśnie włączyłam sobie jeszcze to jej nagranie: Kochać i być kochaną i muszę otwarcie powiedzieć, że również tutaj z tą spokojnie i łagodnie mówiącą Beatą nie mogę się we wszystkim zgodzić! Poniżej przekażę to, cóż sobie z tego odnotowałam:

Każdy człowiek na świecie najbardziej potrzebuję czuć się ważny, bezpieczny, czuć się akceptowany i czuć się kochany (…)

To akurat ponownie jest raczej tą oczywistą oczywistością 😋.

Kiedy nie umiesz siebie kochać, to podświadomie oczekujesz, że druga osoba przyniesie do twojego życia miłość i to wszystko, co jest z nią związane, czyli: poczucie sensu, poczucie, że jesteś akceptowana i bezpieczna. I to znaczy, że jeśli wchodzisz w związek z głodem miłości (3:13), to masz w sobie też brak poczucia własnej wartości, (…) taką wewnętrzną pustkę, która wynika z twojego własnego wewnętrznego zagubienia, dlatego, że nigdy tak naprawdę ze sobą nie nawiązałaś pełnego kontaktu, nigdy nie zaopiekowałaś się sobą, więc masz w sobie różne braki, takie emocjonalne braki. Czasami czujesz się samotny, opuszczony, czasami czujesz, że jesteś niewystarczający, że nie zasługujesz na to, żeby inni ludzie byli dla Ciebie dobrzy, żeby Cię szanowali (…)

Tak szybciutko tylko jeszcze dodam, że znowu boooszeee, ale ja nie jestem, jak wiecie, jakimś typowym i normalnym człowiekiem… Bo przecież ta moja historia naprawdę jest jednak cięższa i trudniejsza chyba od innych… I owszem, to jest oczywiste, że ja również, jak każdy, chciałabym być kochana i czuć się bezpieczna, ale mam za sobą/ na sobie jednak o wiele większe te dziury. I doskonale zdaję sobie z nich sprawę! Potwierdziło mi to przecież już co najmniej kilku specjalistów [terapeutka karmiczna, numerolog]. Póóóźniej również niemal to samo rzekły kolejne osoby: terapeutka ustawień systemowych = Małgorzata IRI Jakubowska, TERAPEUTA TERAPII CZASZKOWO-KRZYŻOWEJ =Zuzanna Wichrzycka, jej mąż PRAKTYK MEDYCYNY CHIŃSKIEJ =Piotr Wichrzycki oraz TERAPEUTA CIAŁA Szymon Chmielewski

Jednak ja owszem mam te dziury i tak, wiele z nich jest również przede wszystkim chyba tych emocjonalnych. Ale ja przecież BARDZO STARAM SIĘ wykonywać to, co potrafię najlepiej, no a przy najmniej tak mi się wydaje…

Dobrze to widzę, kochana moja, bo tak, jak wspomniałam wcześniej jesteś niesłychanie mądrą osóbką, która potrafi stawiać granice i spokojnie powiedzieć, to, co ten człowiek:

Tak, to i owszem potrafię…, ale wciąż jest mi tu cholernie ciężko z tym wszystkim samej… i wcale nie zgodzę się tutaj teraz z Pawlikowską, że to jest tak, iż ja nie potrafię kochać samej siebie! Oczywiście, że również potrafię, czy może inaczej: W KOŃCU SIĘ TEGO NAUCZYŁAM. Jednak potrzebuję nadal wsparcia i wcale nie boję się do tego przyznać, że potrzebny jest mi mądrzejszy jednak ode mnie partner… Przecież, nie wiem, czy jeszcze kojarzycie, jak wspominałam i porównywałam [uproszczenie, oczywiście] siebie do 12- letniej dziewczynki! Bo przecież ten wypadek był w 2009r… A teraz łyknę sobie jeszcze tylko tą nalewkę i zmykam do kąpieli, w końcu jutro udzielam tych korepetycji…

Berge – Das Heiligste der Welt (Unplugged)

No właśnie, kochana moja, to może jeszcze tylko wspomnij, co już na nie przygotowałaś?

Za chwilkę, może jak wyjdę z tej kąpieli, ok? Albo jutro po tych korkach to jednak opiszę, bo już dobrze wiem, iż muszę pilnować tego, aby jednak o normalnej godzinie kłaść się spać! 😉😋🤨

(…)

​Kochani, jesteście gotowi na dalszą opowieść o Małej Mi? To będzie raczej hardcoroweA co niby w moim życiu takie teraz nie jest…? –  skomentowała…

Może powinnam uprzedzić moich czytelników, mówiąc po prostu:  Zapnijcie pasy najlepiej, że tak się wyrażę… 🙈🙉🙊

Powyżej jest oczywiście relacja zdjęciowa tego jeszcze wczorajszego zajścia… Zaraz to będziemy dalej rozwijać…, bo uwierzcie nam, że ponownie będzie CO…. Na całe szczęście udało jej się przespać noc, ale ponieważ mamy już godz. 10:28, a ona jeszcze nawet żadnego śniadanka nie jadła, zatem, pójdzie je teraz zrobić, następnie będziemy to dalej kontynuowały… To może jeszcze tylko póki co, Wam wstawię tutaj, to, co jeszcze nad samym ranem pisałam:

///////////////////////////////////////////////////////////

Pozwól, Kochana, że ja dokończę tę historię, postaram się bez żadnej oceny, będę przekazywała tylko czyste fakty, no i z pewnością Twoje odczucia! 
Otóż, wyobraźcie sobie, że jeszcze wczoraj po tej relaksującej kąpieli, postanowiła tu jednak do kompa zasiąść, aby się z Wami czymś ponownie podzielić… Nie do końca była pewna, czy odważy się przekazać to sama, czy za moją pomocą, jak czyniłyśmy to prawie zawsze, gdy chodziło o Gracjana… Tak, więc, przede wszystkim chciała donieść o tym, cóż zdarzyło jej się napisać jeszcze w PIĄTEK, 05.III.2021, przed spaniem, a były to właśnie te słowa:

Płaczę i mówię do Gracjana: BARDZO chciałabym stworzyć z Tobą związek po prostu Cię potrzebuję… Twojej pomocy…, bo jesteś znacznie mądrzejszy ode mnie… I w dodatku masz znacznie większą wiedzę i w związku z tym jest Tobie o wiele łatwiej z wieloma rzeczami w tym życiu…

Proszę dajmy sobie wzajemnie wsparcie i utwórzmy taką właśnie oryginalną, bo jednak nietypową parę! Tak Bardzo Cię o to proszę! I nie myśl wcale, że ja się nie boję = bo uwierz mi, ale jest dokładnie odwrotnie!!! Ja już jednak nie chcę dłużej Wegetować, chcę po prostu żyć i czerpać z tego przyjemność… 

A jeszcze wcześniej, właśnie w TEN PIĄTEK, kiedy to ponownie nastał ją ten kryzysowy czas, bo z samego rana wpisała tam słowa (na szarym tle):

WCALE NIE JESTEM TAKA SILNA!

I tu jej dalsze zapiski:

4:37 =Płakać mi się chce… WSTAJĘ do WC, 5:15 wieder im Bett… (11😯)

Dalej zaś porobiła te opłaty, jak już wspominałam, by móc zakupić m. in. ten AŁUN. Następnie udała się jeszcze do InPost, by odebrać w końcu tą żywność, którą również zamawiała: a były to: 2x kasza gryczana niepalona, płatki owsiane bezglutenowe, mąka jaglana i makaron razowy żytni. Mądra ona udała się tam 2x, bo luknęła, że ta paczka jest duża, więc najpierw po prostu tylko ją odebrała i przyniosła do domu.

Następnie zaś wyruszyła po raz kolejny, tym razem właśnie do tego kerfa. Właściwie od tego dnia czuła się znowu taka totalnie niemal popaprana, a objawiało się to na różnych płaszczyznach: nie miała najmniejszego pojęcia: Najpierw w ogóle, co zjeść, co do tego jedzenia zrobić [tak bardzo myślała o tym, że przecież, jakby z kimś tu była, jakby jeszcze kogoś tu miała, to byłoby jej wtedy łatwiej, bo po prostu…, co 2 głowy to nie jedna :P] Następnie nie bardzo nawet wiedziała, co ma oglądać do posiłków, które konsumowała… 

//////////////////////////////

Już powróciłyśmy do Was i dajcie nam jeszcze chwileczkę tylko… Powiem Wam, że dzisiaj, NIEDZIELA, 07.III.2021, na śniadanie zjadła ponownie Wrapa i do niego oglądając Jedz, módl się, kochaj…, a dokładnie moment, gdy Liz pisze ten list do swoich znajomych/ przyjaciół, w którym rezygnuje ze swojego urodzinowego prezentu… na rzecz Wayan, wpadła ponownie w ryk… To, kochana moja, proponuję teraz, żebyś może opowiedziała jeszcze jak to było z tym wczorajszym zajściem…, że ta woda Ci się jednak rozlała…

Hej…, przecież Ty właściwie już doniosłaś tu o tym, co było powodem tego…, więc jeśli pozwolisz, już to tak zostawię i nie będę o tym dalej zbyt wiele wspominała… No może prócz tego, że… wiesz… ja wierzę również w znaki, tak jak i ta bohaterka tego filmu: Pod słońcem Toskanii i właśnie wtedy tak sobie pomyślałam, że cholera, może to właśnie jest dla mnie również jakiś znak

Dopiero jednak, jak już się położyłam to zaczęłam właśnie dalej to w ten sposób rozkminiać… i tak się temu jakby bliżej przypatrywać… Że może, cholera jasna, znowu to ja niepotrzebnie zabiegam i się staram… A tak bardzo marzę po prostu o tym, aby mieć w końcu przy sobie kogoś takiego…

Ale dochodzę znowu do wniosku, że może to jest właśnie tak, jak rzekła mi kiedyś ta Małgorzata IRI Jakubowska… na tych ustawieniach systemowych…, że aby móc stworzyć jakiś dobry, porządny i sensowny związek z drugim mężczyzną, to muszę najpierw popracować nad sobą jeszcze…

No dobrze, kochana, ale może powiedz nam choć tutaj, jak to dokładnie jeszcze wczoraj wyglądało… z tym Twoim oparzeniem, NIE Z JAKIEGO POWODU…, bo do tego tak naprawdę wciąż nie doszłyśmy, ale po prostu donieś tutaj proszę, JAK TO WYGLĄDAŁO.

Zatem, strąciłam oczywiście ten kubek z wodą przemieszczając się jeszcze tutaj… A ponieważ wlałam sobie tam jeszcze wrzątek z czajnika, bo pomyślałam, że przecież jak będzie tu stała w tym chłodnym jednak pokoju, to sama szybko wystygnie… I dopiero, jak zauważyłam, że jednak strąciłam i wylałam CAŁY KUBEK TEJ WODY… 😡 Na całe szczęście nie wszystko poleciało na mnie… to właśnie wtedy się zaczęła ta cała akcja

Ok. ale pamiętaj, aby tu o wszystkim donosić, bo wiem, że pomimo jednak pewnej straszności tej sytuacji, będzie to bardzo ciekawe!

Więc tak…, jak zaczęłam odczuwać to gorąco na sobie, to zdałam sobie nagle sprawę, że jestem niemal zabarykadowana…😬 Miałam bowiem na sobie nie tylko piżamę, ale również ten mój kombinezon, w którym wciąż śpię… I wtedy zaczęłam zdawać sobie sprawę, że MUSZĘ WPROST, JAK NAJSZYBCIEJ SIĘ Z TEGO UWOLNIĆ… [no, poważnie była to jednak akcja…, o zgrozo, po prostu 😲😨😭 buhaha], aby przecież móc zacząć przykładać choćby lód, czy coś zimnego do tej skóry…

boooszeee, zanim ja te wszystkie moje barchany z siebie pozdejmowałam…, to jednak troszkę potrwało… 🤦‍♀️ I zaczęłam już po prostu mówić na głos, po kilka/-naście chyba razy ja pierdolę…, po czym po prostu kurwa mać. I wiesz już sobie tak myślałam, że to się może wydarzyło po to, bym jednak w końcu zaczęła ryczeć… I tak tam stałam i po prostu wyłam… i z bólu, i z niemocy, i w ogóle z całego tragizmu tej sytuacji… Były nawet momenty, kiedy już wołałam chyba nawet mateńko

Z zamrażalnika, z kuchni wyjęłam lód, bo na szczęście go miałam! I po prostu umierając tam…, już nawet nie chciało mi się szukać jakiegoś materiału, by napakować w niego tych kilka kostek…, tylko zdesperowana tą sytuacją zaczęłam przykładać i na stopę, i również na moje udo… Później zaś zaczęłam jeszcze psikać tym paracetamolem, który również miałam… stosowałam go wówczas, jak oparzyłam sobie dłoń nalewając gorącą wodę do termoforu .

Już niemal zrozpaczona, spojrzałam ponownie na tą moją PRAWĄ [bardziej sprawną!] nogę i nagle wpadłam na pomysł, że po prostu wsadzę ją do zimnej wody… Jednak już wzięłam nawet tą miskę, aby ją napełnić… i wówczas pomyślałam sobie dalej, że co to mi da, iż będę moczyła tylko samą stopę… jak jeszcze moje udo zostało również poparzone…? Ale ponieważ wiedziałam, że to nie będzie chwila, jak również to, iż konieczne jest, abym potrzymała ją tam jednak dłużej… Więc już naturalnie nie wchodziłam cała do tej lodowatej jednak wody…

A żeby było zabawniej, to ta noga w tych miejscach, gdzie była właśnie poparzona, nie miała kompletnie czucia… Spostrzegłam to najbardziej, jak już jednak polewałam całą tą nogę, więc również i tą nieuszkodzoną skórę… i tam nagle zaczęłam odczuwać tą zimnicę… i w tym momencie do mnie doszło, że jednak to była rozsądna decyzja z mojej strony, iż cała nie ładowałam się do tej wanny… Tylko wsadziłam do niej tą jedną prawą, czyli silniejszą/ mocniejszą jednak nogę…

Stałam na tej lewej, słabszej i… boooszeee, tak bardzo wówczas tam ryczałam… Nie miałam tu przecież nawet nikogo do pomocy…, ale zawsze w takich momentach myślę sobie o moim mlodszym, mega dzielnym bracie…, że on ma przecież JESZCZE GORZEJ… i tak tam stałam już naprawdę zrozpaczona… Byłam tak cholernie zła na siebie, że nawet nie spojrzałam na zegarek, która to była godzina…

A co by to niby Tobie dało?

No choćby tyle, że wiedziałabym, bynajmniej tak mniej więcej, ile tego czasu tam jednak spędzam… Bo sobie tam już nawet liczyłam, buhaha, 🙄🤷‍♀️, nie mając tak naprawdę kompletnie nawet żadnego pojęcia o czymkolwiek… A byłam zła, że tą komórkę już zabrałam jednak do pokoju… i że nawet nie miał mi jej kto donieść… Bo wyobraź sobie, że już moja chora głowa myślała dalej o tym, aby jednak wykonać jeszcze fotkę, jak zobaczyłam jak ta moja stopa wygląda… To postanowiłam to właśnie uwiecznić, aby później móc jeszcze porównać…

Kochana moja, nie wydaje mi się to absolutnie nierozsądnym pomysłem! Ponieważ dobrze już wiesz, iż wszelkie takie rzeczy, które przydarzają się Twojemu ciału, powinnaś jednak dokumentować. Ale moja droga, może z kolei teraz jeszcze pójdziemy wstawić choć obiadek nam do jedzonka, a następnie będziemy to dalej dokańczać.

///////////////////////////////////////////////////

Muszę tu jeszcze powiedzieć tylko, że właśnie tak sobie odczekałam tam w łazience, policzyłam … już teraz nawet nie wiem, dokładnie do ilu…, ale pomyślałam, że jak już wezmę tą komórkę, porobię foty, to równie dobrze będę mogła sobie jeszcze na niej coś innego porobić, czyli jednak tak beznadziejnie nie tracić czasu … Tak się usadowiłam na ten kibelek [boooszeee, jak dobrze, że stoi on jednak blisko tej wanny…], tzn. tak jakoś tylko półdupkiem, aby ta jedna noga mogła być w tej wannie właśnie…

Tak sobie pomyślałam, że może włączę coś sobie dalej na tym YT… I wówczas włączył mi się dalej ten filmik Gracjana właśnie: MOCNA WIEDZA NA CAŁE ŻYCIE || Dla tych którzy nie wiedzą co dalej, którego przecież wówczas całego nie obejrzałam… I znowu słuchając tego, co on mówi, tak bardzo tam ryczałam…, bo pomyślałam wówczas: ok, a co powiesz mądry człowieku na takie właśnie rzeczy, jak coś takiego się wydarza… i komuś właśnie [mi] zatrzymało się znowu to flow życiowe…?

I ja naprawdę zawsze w takich momentach, jak coś takiego mi się TERAZ [po tym wypadku i po tym wszystkim, co było mi dane przeżyć] przydarza, nieustannie zadaję sobie pytanie, nie tyle DLACZEGO? Co raczej ponownie, CZEGO MA MNIE TO JESZCZE NAUCZYĆ/ CZEMU MA TO W OGÓLE SŁUŻYĆ? Jaką kolejną lekcję to wnosi do mojego życia… Tak naprawdę, jeszcze przed tym wypadkiem w życiu nie odebrałabym tego w ten sposób… Pomyślałabym raczej, tak jak i większość chyba ludzi: to po jaką cholerę chciałam jeszcze siąść do tego kompa i w dodatku nie uważałam…???

Rozumiem, to doskonale, bo uwierz mi, że i ja sama chyba jeszcze kiedyś tak właśnie również bym to odbierała… Ale muszę Ci powiedzieć, że tak naprawdę po raz kolejny zaskoczyłaś mnie wręcz swoim podejściem do tego właśnie, jak już się położyłaś…

Taaaak, wówczas, wiesz było to już w ogóle zabawne, bo nadal odczuwałam ten cholerny wręcz ból… i nie mogłam się już nawet położyć na prawym boku, bo to udo… Właśnie wtedy myślałam sobie ogólnie o ludziach, którzy przecież również cierpią i to z pewnością znacznie bardziej niż ja tutaj i jeszcze choćby o mojej babci…, która także czuje duży ból przecież…zwłaszcza często w nocy… A w ogóle, to tak leżałam i wcześniej jeszcze zaczęłam po prostu wysyłać te fotki tej mojej nogi, ale tylko ludziom, którym mogłam jednak zaufać, którzy wiedziałam to po prostu, że rozumieją coś więcej…

A choć bardzo nie lubię tego robić…, no bo nie znoszę wręcz pokazywać, że jest mi źle… to jednak przesłałam to do tych kilku osób… dopiero o 00:31… I wtedy pierwszą osobą, która na to zareagowała był właśnie taki Szymon z tej grupy QUANTUM, do której kiedyś zapisałam się na tym fejsie… i ten napisał:

Wygląda boleśnie…

Bo i boli mnie teraz… I to jest moja prawa, bardziej sprawna noga… Ale nie chce mi się już nawet tego komentować… Odsłuchuję sobie właśnie Klaudii Jak uzdrowić ciało i umysł? Samoleczenie – 7 afirmacji i medytacja.

No to przykro, jak skręcona to lodem obłożyć i w górze trzymać 😉 Ja właśnie teraz siadam do medytacji tak przed snem 🙂 ale włączę sobie Medytację Alfa. Wyślę intencję za Ciebie, zdrowiej i pozdrawiam 🙂

Dziękuję

A wysłałam to tak naprawdę do 7 osób…: tej numerolog, u której kiedyś byłam, mojej lekarce, Małgorzacie IRI, tej kochanej Gabi z SM, i właśnie jeszcze 3 chłopakom: dwóm Szymonom, jak również temu Marcinowi buddyście. boooszeee, czułam się wtedy naprawdę już jakbym była nie sobą…, tak bardzo brakowało mi wówczas najzwyczajniejszej troski/ ciepłych słów kogoś jeszcze… A ponieważ dobrze o tym wiem, że

Jednak, jak wiadomo nie mogłam znowu liczyć na moją mamę, a nie chciałam także obciążać sobą nikogo z rodziny…, zatem wybrałam po prostu całkowicie obce mi jednak osoby… I wciąż przekonywałam siebie, że nie! to mnie wcale nie boli i próbowałam przywołać na myśl te wszystkie osoby, którym właśnie medytacja jednak pomagała. Pomimo, że na tą stopę oczywiście już nie byłam nawet w stanie założyć skarpetki, bo cholera, tak sobie pomyślałam, że przecież te wszystkie porozciągane już mądra ja powywalałam… W końcu jednak doszłam do wniosku, że koniec użalania się! To ja w końcu mam władzę i moc! I to ja właśnie kieruję moim życiem, bo

I dokładnie wtedy wiedziałam po prostu, iż muszę uwierzyć w to, co mówi ta Klaudia właśnie:

/ 10:05/ (…) Trzeba pamiętać jednak, że swoją prawdę o swoim życiu tworzymy my sami na codzień. To, w co wierzymy i to, co robimy tworzy prawdę (…) Między innymi nasza przestrzeń QUANTUM/ UBUNTU ma nieco spełniać tą funkcję, że ludzie dostają po prostu uznanie ze strony innych osób, zupełnie sobie nieznanych (…). Dzięki temu uznaniu czują się w jakiejś tam mierze zaopiekowani i wysłuchani (…) Jeśli jesteśmy pozbawieni uznania, troski, szacunku ze strony innych także chorujemy … i czasem umieramy (…) trzeba zmienić coś więcej, trzeba swoja życie stworzyć na nowo… poprzez stworzenie na nowo swoich przekonań, swoich myśli i swoich reakcji emocjonalnych na to, co jest i na to, co przychodzi. (…)

Najważniejsza rozmowa, którą masz do przeprowadzenia, to rozmowa z samym sobą

Nie będę kryła, że tu mi się zawsze znowu włączało/ pojawiało, że ok, ja przecież tego również musiałam się uczyć!!! Ale teraz jestem ponownie w innej sytuacji… Takie miałam tylko myśli już taka totalnie wręcz zdesperowana… , a słysząc to:

/16:59/ Dla wielu osób ciężka choroba była takim „budzikiem”, momentem przebudzenia, aby sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest dla mnie ważne i była szansą na to, aby na nowo otworzyć się na życie. (…)

Pomyślałam sobie znowu: TO ILE RAZY MUSZĘ BYĆ JESZCZE BUDZONA W TAKIM RAZIE…, ABY RZECZYWISCIE SIĘ OBUDZIĆ? Wtedy jednak, słysząc te jej słowa:

/21:34/ Zastanów się Ty, jaką lekcję daje Ci ta choroba? Co ona chce Ci przypomnieć, co chce Ci powiedzieć

I wyobraź sobie, że ja w tym momencie słysząc to nawet dalej, że ktoś tam…[jakiś twórca czegoś, hehe, ale nawet nie wiem, jak to się prawidłowo pisze…], mając ogromne problemy ze skórą, zaczął wizualizować sobie, że właśnie one znikają, jak wcierał w siebie/ w tą problematyczną skórę niebo, to nagle efekt był niewyobrażalny… Próbowałam wyobrażać/ wizualizować sobie niemal to samo… Tak naprawdę zaczęłam już znowu… hmmm… chyba jednak udało mi się na jakiś jednak czas, przestać myśleć i zabrałam się za tą medytację, trwającą od czasu: 26:41

Ok, kontynuuj proszę, moja droga, bo jesteś dla mnie wprost magiczną istotką.

Zatem obudziłam się dziś, już taka niesamowicie wdzięczna, że udało mi się jednak zasnąć pomimo tego, że i bolała mnie ta noga, i było mi w nią zimno, bo przecież spałam bez skarpetki… i nawet już nie wchodziłam ponownie w ten kombinezon, weszłam tylko w swój śpiwór… Odczuwałam nawet oczywiście te moje barki… Ale stwierdziłam, że po prostu udało mi się jednak zapanować nad tym bólem, poprzez właśnie chyba pomijanie go i nie przyjmowanie go w ogóle do siebie… Póóóźniej jeszcze leżąc nadal w łóżku, dostrzegłam, że odezwała się do mnie kolejna osoba, a mianowicie ten Szymon z OdNowy i ten napisał do mnie następującą rzecz:

07.03.2021, 09:09 I co dostrzegłaś?


boooszee, że już KOMPLETNIE NIE WIEM, CO MAM ZE SOBĄ ZROBIĆ… to moja stopa właśnie teraz… I odwołałam dziś korki, które daję tylko 1x tyg. właśnie w niedzielę… Ale, ale NIE BĘDĘ SMĘCIĆ I NARZEKAĆ, bo jeszcze wczoraj, jak odczuwałam taki nieznośny wręcz ból, to… robiłam medytację i myślałam i o mojej babci, i bracie… A dziś mogę już nawet chodzić, tylko WYGLĄD TEJ STOPY JEST „NIE NAJLEPSZY„, ale ja to po prostu czuję, że to także ma czemuś służyć, więcej może opiszę na moim blogu
07.03.2021, 09:11 A co Ty mi sugerujesz?

07.03.2021, 09:25 – Szymon: Coś Ci z organizmu wywala, jakby z kanału energetycznego żołądka, ale tak na zdjęciu to trudno ocenić.

[zatem wysłałam mu naturalnie kolejną fotkę]


07.03.2021, 09:37 – Szymon: Nerki, pęcherz moczowy, jajowody, macica i żołądek. Reakcja alergii na coś……


07.03.2021, 09:46: Co w związku z tym mi sugerujesz?


07.03.2021, 09:49 : Tak wyglądało „doprowadzanie do porządku” mojej stopy 🙈
Poprzekłuwałam wszystkie pęcherze i na koniec potraktowałam jeszcze tym środkiem, który NA CAŁE SZCZĘŚCIE MIAŁAM

Nie powinnaś tego robić, miało się samo wchłonąć lub pęknąć!!!!!!!!!

boooszeee, a SKĄD NIBY MIAŁAM TO WIEDZIEĆ???

Np z YouTube???!!!!!

Ok, już mnie może nie dobijaj bardziej… To chyba powinno raczej pokazać mój ogólny stan przerażenia i niemocy… 🙈🙉🙊 W takim razie choć tych na udzie nie będę przebijała… Zobaczymy co z tego wyjdzie 😉

Wiedząc, ż ma on taką zaskakującą wręcz/ nietradycyjną wiedzę/ podejście, zapytałam później jeszcze:

A co poleciłbyś mi na zajady?

Tu już sobie pomyślałam… zapewne powie mi, że czosnek… [bo to jest przecież naturalny antybiotyk, a w ogóle to ten jest on dobry na niemal wszystko, buhaha,😜🤣😋, lub coś z wit. C [a wypiłam dzisiaj już ten środek na Odporność, już sobie nawet przygotowałam dalej to kiwi choćby 😛, bo pomyślałam, że czosnek przecież również posiadam!..] I wtedy niemal znowu zaskoczona czytam jego odpowiedź:

Zajady to wysuszone jelita, musisz sobie zrobić kompot z suszonych śliwek, gruszki, anyż ogólnie dużo pić.

Szymon, a mogłabym zacytować Ciebie na moim blogu?

Możesz 🙏


Dziękuję 😘

Powyżej właśnie widać tą zaskakującą wręcz konwersację Małej Mi z tym chłopakiem… To dziewczę już naprawdę o tym wie/ jak wcześniej ona sama zresztą wspomniała, iż obecnie jakieś mega dziwne rzeczy dzieją się w jej życiu… Ale odczuła to tak naprawdę jeszcze bardziej, gdy odezwała się do niej również ta Małgorzata IRI, m.in. następującymi słowami:

[7.03, 15:03] Małgorzata IRI Jakubowska: Moniko, a może zapytaj się serca i duszy, w jakim ruchu jesteś że zadajesz ból swojemu Ciału? Czemu to się dzieje? Czyjej uwagi potrzebujesz – tak w głębi siebie?

Małgosiu, uwierz mi, że ja cały czas wychodziłam z takiego właśnie założenia, że WSZYSTKO MA SWÓJ POWÓD… I że z całą pewnością to nie wydarzyło się „przypadkowo”…

[7.03, 15:14] Małgorzata IRI Jakubowska: To warto pytać dalej. Życie podsuwa sytuacje do ich przeżywania, w tym przeżywaniu tego co się dzieje, dużo się uwalnia. Co stoi za tym poparzeniem? Co mam zobaczyć i przeżyć? Co ja tak naprawdę robię, że taka sytuacja mi się zdarza? Dla kogo to robię? Jak mogę i kochać i wybierać siebie: swoje życie, zdrowie, dobrostan?
Ważna jest intencja i otwartość, by widzieć i przeżyć to co jest. Reszta za tym podąży 
Pochyl się z życzliwością nad nogami – potrzebują teraz Twojej życzliwej uwagi.

*** 51:51 / 1:11:23 ***

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close