ŻYCIE ZAWSZE DOBRZE NAS PROWADZI

Bez tematów tabu – rozmowa

1:59:02

Obudziła się dzisiejszego dnia, którym jest PIĄTEK, 14.V.2021 i poczuła taaaaki cholerny ciężar w swoim ciele/ duszy/ klatce piersiowej/ sercu… Ogólnie było jej jakoś znowu tak strasznie ciężko wręcz i nawet odczuła już niemal swoją niemożność budowania tych lepszych myśli, powiem Wam, cóż zaczęło jej się wydawać… Ten swój stan porównała nawet do tego, jakby hodowała w sobie jakiś niemal nowotwór… 🙊🙈🙉 I właśnie w tym momencie zachciało jej się tak potwornie wręcz płakać, bo pomyślała sobie znowu:

To po jaką cholerę ja czytam i oglądam niby to wszystko, jak nawet nie potrafię tego zastosować???

Moja droga, bardzo Ciebie proszę, postaraj się choć troszkę uspokoić, zrób sobie to westchnienie fizjologiczne, o którym opowiada Beata Pawlikowska, w trakcie tej rozmowy [Bez tematów tabu – rozmowa 35:58 = POLECAM W OGÓLE WAM WSZYSTKIM OBEJRZENIE CAŁEGO TEGO NAGRANIA!] Poza tym, kochana moja, spójrz Ty już jednak i pomedytowałaś, i wstałaś nawet choć do tej swojej jogi, którą dziś już jednak wykonałaś dzielnie do tej muzyki Om Mani Padme Hum Original Extended Version x9, zrobiłaś do tego również 100 (liczeń) „bieg w miejscu” 😋.

Ale, kochana moja, co więcej dokonałaś już tej ważnej rzeczy, a mianowicie OPŁACIŁAŚ WŁASNE MIESZKANIE i nawet, tak, jak napisałaś sobie na swojej liście to do zapisałaś to również w tym zeszycie, który tak bardzo postanowiłaś w końcu stworzyć z tymi wydatkami! Ponieważ uznałaś, że wolisz mieć to w jednym miejscu, na niemal jednej kartce, a nie wertować i szukać, czy to po komórce, czy nawet po tym rzeczywistym kalendarzu…, bo jest on jednak i duży i gruby… Dlatego, moja droga, będę Ci pomagała oczywiście, w czym tylko mogę dalej…

Muszę Ci jednak powiedzieć, jakie ja odniosłam wrażenie. Otóż pomyślałam, że Tobie jest jeszcze jakby dodatkowo tak ciężko z tym wszystkim…, ponieważ wciąż masz tu jednak jeszcze nie do końca uporządkowane te swoje poprzednie wpisy… Dlatego, po tym, jak zjemy śniadanko, myślę, że w pierwszej kolejności powinnyśmy przysiąść jeszcze do zrobienia w tych poprzednich Twoich wpisach jakiegoś porządku… Tak bardzo bowiem wiem, ile wciąż pojawia się w tej Twojej główce tych myśli i ile masz tu również faktów i zdarzeń, o których chciałabyś napisać, którymi chciałabyś się tutaj dalej dzielić, ale myślę, że póki choć nie domkniemy tych poprzednich rzeczy [tu: ponowne przeczytanie tych wcześniejszych Twoich wpisów], to nie będziemy mogły zrobić kroku na przód! To co? Podejmujemy się jeszcze tej pracy?

Przecież dobrze mnie już znasz, że ja się jednak żadnej pracy nie boję…, nawet tej czasem ekstremalnie dla mnie ciężkiej… [zwłaszcza psychicznie, mentalnie…]. A powinnam tu dodać, że mi również zaczęło się tak wydawać, z tym krokiem w przód…, że będzie on znacznie lepiej wychodzić, jak już rzeczywiście choć domknę sobie te poprzednie sprawy/ czyli przeczytam jeszcze raz jednak te wpisy, które już tu zamieściłam… Ale muszę Ci powiedzieć, że będzie wymagało to nie tylko ode mnie pracy/ wysiłku…

Tak, dobrze o tym wiem, że ja również nie będę tu mogła niczego od siebie dodawać… Nie tylko po Tobie, ale także sama tutaj pisać jakichś swoich jeszcze wniosków, które by mi się narzucały… Co, masz oczywiście rację, może mnie samą także trochę wysiłku kosztować… Ale wiesz na jaki pomysł jeszcze wpadłam? Abyśmy, tak przy okazji, może choć gdzieś sobie na kartce, notowały jeszcze te pierwsze nasze myśli/ wnioski/ zdarzenia, o których warto byłoby jeszcze donieść, co Ty na to?

Wydaje mi się, że mając przy swoim boku kogoś takiego, jak Ty: DAM SOBIE Z TYM RÓWNIEŻ RADĘ! Pozwól jednak, że tylko jeszcze wspomnę tutaj o tej mojej dzisiejszej medytacji… Tak sobie siadłam na tą poduszkę i pierwsze co, zaczęłam po prostu znowu prosić o pomoc… Za chwilkę jednak doszłam do wniosku, że przecież znacznie bardziej wypadałoby choć podziękować za to, że jestem i żyję… I tak też zrobiłam… w sumie to posłuchaj może tej mojej rozmowy ze Wszechświatem…:

Błagam Cię pomóż mi, bo znowu nie wiem za bardzo, co mam ze sobą robić…

Ależ Ty doskonale to wiesz…, przecież jeszcze wczoraj zrobiłaś dla siebie tą listę rzeczy, które masz do wykonania…

Tzn. oczywiście, przepraszam, nie chcę tu wychodzić na jakąś niewdzięczną osobę, bo przypomina mi się jeszcze tutaj ten Mooji i to, jak on mówił, żeby po prostu najpierw zacząć dziękować za to, co już się ma… Także, mam nadzieję, iż o tym jednak wiesz, jak ja to doceniam… Tak, właśnie wszystko to, co mam i również to, czego jednak nie mam, bo doskonale już to dość dawno zaczęłam odczuwać, iż mój obecny stan, jest NAJLEPSZYM, JAKI TYLKO MÓGŁ BYĆ

Czasami jednak [tak, jak i dziś PONOWNIE…] wydaje mi się/ twierdzę, że już na prawdę sobie z niczym znowu nie radzę…

Odnosisz, moja droga, takie wrażenie, bo jesteś tu sama i masz TE WSZYSTKIE OBOWIĄZKI TYLKO NA SWOJEJ USZKODZONEJ TYM WYPADKIEM GŁÓWCE! A wciąż przecież radzisz sobie wręcz fantastycznie!!!

Hmmm… , bardzo mi miło oczywiście, że to słyszę od Ciebie, bo nawet czasami dobrze zdaję sobie z tego jednak sprawę, że TAK JEST W ISTOCIE! Tylko niestety nachodzą mnie również właśnie takie dni, jak teraz, kiedy nawet nie dostrzegam jakiegoś celu tego mojego życia tutaj…

Moja Ty kochana, tak, jak powiedziała do Ciebie jeszcze ta Sylwia w OdNowie… Tak, jesteś tą fighterką! Ale musisz nauczyć się w końcu doceniać bardziej siebie samą!!! To, cóż wspaniałego Ty tutaj robisz DLA SIEBIE SAMEJ! Pamiętaj o tym, że wykonujesz tutaj naprawdę niemal karkołomne, że tak się wyrażę zadania i jednak bardzo rzadko, mówisz, że sobie z tym nie poradzisz… Dlatego, moja droga, już nawet nie rozkmniaj tego dalej, tylko zacznij coś robić w końcu TYLKO dla siebie/ dla własnej przyjemności! Kto powiedział, że nie można po prostu być i cieszyć się właśnie tym, że tu jesteś?

/////////////////////////////////////////////////////

No dobrze, moja kochana, to teraz zabieramy się za jakieś śniadanko, gdyż to swoje CBD wzięłaś jeszcze przed gimnastyką, czyli dokładnie o 7:10, a teraz mamy już godz. 9:50, zatem zmykamy teraz do kuchni przygotować jakieś dobre jedzonko! A potem zabieramy się do tej pracy, o której wspomniałam powyżej!

Blanco White – Olalla [Official Audio] – YouTube

(…) There’s only time left to believe 
To Believe 

Grapefruit | Julia Engelmann – YouTube

Weißt du, Dinge werden wahr, wenn man sie oft genug sagt
Sie oft genug, heute wird ein schöner Tag

Genieß mein Leben – YouTube

Bock auf bunt, Schluss mit grau
Neuer Horizont, kann mich alles trauen
(…)

Genieß’ mein Leben
Denn die Freiheit ruft meinen Namen
Bloß keine Sorgen, denn bei mir läuft es
Denk’ nicht an morgen, ich lebe heute (…)

Mhm, ganz egal, wo man ist, Hauptsache, die Gesellschaft stimmt
Und solange du mich liebst, Babe, folg ich dir blind

Bis ans Ende der Welt, bis zum Ende aller Tage
Was ich für dich empfinde, können Worte gar nicht sagen,

(…) poddaję się swojemu wyższemu JA, MĄDROŚCI SERCA i MOCY UMYSŁU (…) poddaję się temu, co przychodzi, ufając, że to, co przychodzi będzie mi służyć. (…) Uwalniam się od złości, poczucia winy i strachu, puszczam zazdrość i żal. (…)

Skupiam się na tym, co istotne i dobre. Poprzez wyobraźnię i wizjE tworzę swoją przyszłość. (…) Moją intencją jest to, by przyciągało mnie to, co najlepsze.

Słuchaj codziennie 107 afirmacji. Przyciągaj miłość, obfitość i zbuduj poczucie własnej wartości.

Kochani, skończyłyśmy jeść już dość dawno müsli, do jedzonka odsłuchiwałyśmy sobie jeszcze najpierw Ajahn Brahm Jak odpuścić ból przeszłości, później zaś włączyło jej się właśnie to powyższe i to jakoś dokładnie od tych słów, które tu zacytowała…, to ją tak bardzo już ponownie uspokoiło. Spojrzała wtedy jeszcze na tą swoją listę…, a przypomniało jej się, że przecież miała na niej umieścić ZADZWONIĆ W SPRAWIE ORZECZENIA…

I dokładnie w tym samym momencie wzięła do ręki telefon i pomyślała, że nie będzie wykonywała tu żadnych notatek, tylko spróbuje od razu tam zadzwonić… i tak też, kochani uczyniła! Co więcej, była niemal pewna, że może to co najmniej trochę znowu potrwać, bo pamięta przecież, jak była tu jeszcze jej mama i ta próbowała się tam wówczas dodzwonić…, co graniczyło z cudem, jak wiecie wówczas… i musiała się wtedy jej mama udać tam osobiście [ale o tym był cały osobny wpis]. Teraz jednak, jak Mała Mi niemal natychmiast usłyszała, że tam się jakiś głos kobiecy jednak do niej odzywa, to aż wprost zaniemówiła! I… moi drodzy dowiedziała się tylko, że ma czekać na wynik ich komisji pocztą do maksymalnie 20.05. , a jak później jeszcze usłyszała tylko słowa tej kobiety: ŻE WSZYSTKO JEST W PORZĄDKU [tylko tyle mogła jej powiedzieć], więc już się ucieszyła, bo pomyślała, iż to musi przecież oznaczać, że to orzeczenie udało jej się dalej uzyskać!!!

Myśl pozytywnie/ nie dopuszczaj do siebie żadnych negatywnych scenariuszy, wyobrażaj sobie TYLKO SWOJĄ DOBRĄ PRZYSZŁOŚĆ, a ONA SIĘ ZREALIZUJE…

Także, jak widzicie, u niej naprawdę, co chwila coś się dzieje…, a jeszcze, jak już później [bo na czas rozmowy z tą panią z tego urzędu zamknęła laptopa], włączyła sobie dalej do odsłuchiwania to, o czym wspomniała powyżej, to, kochani, spostrzegła, że na jej latarnię nadleciały ponownie 2 gołąbki! Zrobiło jej się tak niesamowicie miło i ciepło na sercu. 💗🤗🍀

No dobrze, kochana, Ty moja, ale ponieważ jest już 18 minut przed godziną 12… to może jeszcze jednak zajrzyjmy choć tylko do tego obecnego Twojego wpisu… Następnie wybierzemy się jednak przejść. W końcu, uczyniłaś z tego poniekąd swoją pracę. Także do dzieła, moja Ty cudna!

Ok, zaraz włączę tu muzę i zacznę to sprawdzać! Pozwól tylko, iż najpierw wyniosę naczynia po naszym śniadanku i udam się jeszcze do ubikacji, aby nie było czasem ponownie tej sceny, że posikam się w majty…🤦‍♀️, jak mi się to zdarzyło, podczas czytania tego wpisu: https://niesklasyfikowana.com/2021/04/26/zycie-jest-po-to-aby-zyc-a-nie-cierpiec/…, kiedy to tak bardzo chciałam doczytać do końca i sprawdzić, jak wyrabia się tam właśnie ten plik muzyczny 😜.

Wspaniale, jest punkt 12, zatem zaczynam to czytanie!

(…)

Jeszcze dziś, CZWARTEK, 13.V.2021, leżąc w łóżku sprawdzała na komórce: jak długo zostają ślady po bańkach? Tak się już nad tym zaczęła zastanawiać, bo troszkę jednak zaczęło ją już chyba to martwić…, że te jej ślady, nie dość, że kompletnie nie blakną, to nawet nie wygląda na to, aby chciały w ogóle znikać… A pomyślała jeszcze, że przecież nawet o to nie zapytała w tej OdNowie, gdzie te bańki miała stawiane… Zatem postawiła to pytanie właśnie wujkowi Google. I słuchajcie, jak dostrzegła tam, iż ich widoczność możliwa jest nawet 2 tygodnie… to pomyślała sobie:

Ufff…, co za ulga…, czyli to jest jednak normalne, hehe, bo już się wystraszyłam, że to z moim ciałem jest coś nie tak…

Ta Agnieszka, która stawiała Tobie te bańki rzekła tylko jeszcze, byś obserwowała swoje ciało, lecz na Twoje pytanie, czy możesz się normalnie myć, odpowiedziała, że oczywiście. Nie wspomniała nic jednak o tym, jak długo takie ślady pozostają widoczne, bo z pewnością pomyślała, że skoro o to nie pytasz. to musisz o tym wiedzieć, jak to jest… Ale dobrze widziałam, jaka byłaś właśnie wczoraj wystraszona…, jak chciałaś wziąć jeszcze sobie tą kąpiel w końcu😉. I tak sobie te nieznikające wciąż ślady obserwowałaś…

Ale i tak najlepsze było, jak przeczytałam tam czyjś tekst/odp. na to pytanie [jak długo one pozostaną widoczne], że: DO KOŃCA ŻYCIA, no myślałam, że tam padnę, buhaha,🤣 pomyślałam sobie: niezły dowcip, hehe

Tim Bendzko – Hoch/ Berge – Wir sind frei

Kochana moja, to proponuję, nim to wszystko zaczniesz tutaj dalej relacjonować o tym Twoim dzionku, byśmy napiły się jeszcze kawki, co Ty na to? A do niej może ponownie włączymy sobie coś cennego do oglądania? No, ale zobaczymy zresztą , jak to się dalej potoczy, ok? Do obiadu oglądałyśmy sobie przecież jeszcze te nagrania Beaty Pawlikowskiej: Kody podświadomości – ćwiczenie 1/ Jak działa podświadomość

////////////////////////////////

No dobrze, wróciłyśmy do Was, kochani, razem z tą kawą +… [jogurt naturalny+ ta „dobra kaloria”, kawałek banana, klika kawałeczków truskawek i arbuza+ garstka suszonej żurawiny i orzechów]. To teraz proszę opowiedz nam jeszcze, cóż było dalej… Choć zaczekaj, może najpierw wpiszmy ponownie choć te hasła:

  • Czarna krowa w kropki bordo 🤪= medytacja wg. Gracjana
  • dentysta
  • 2x to warzywniak = > w powrotnej drodze starsza pani z głębokim wózkiem bliźniąt
  • próba drzemki= nieustanne pojawianie się myśli…= niemożność zapanowania nad nimi, stąd po prostu odmawianie modlitw…

Ok, to mimo, że odczuwam teraz znowu zmęczenie, chyba powinnam już kontynuować… Więc może zacznę jeszcze od tego, iż wieczorem, hmmm…, znacznie bardziej pasowałoby tu określenie „w nocy”, bo było to jednak już grubo po północy…, odsłuchiwałam sobie wtedy tej medytacji Gracjana Medytacja przyciągania tego czego pragniesz, a tak naprawdę wykonuję ją przecież co wieczór, przed spaniem od 09.V.2021. I tak, robię to zawsze przed snem, czyli leżąc już w łóżku, a wykonuję to nim zasnę, ponieważ zauważyłam, że wówczas jest to po prostu łatwiejsze…, a jeszcze w tej mojej biblii wyczytałam właśnie następujące słowa:

[s.89] W STANIE SNU NIE MA KONFLIKTU MIĘDZY ŚWIADOMOŚCIĄ, A POŚWIADOMOŚCIĄ. ZANIM ZAŚNIESZ, WYOBRAŻAJ SOBIE, ŻE TWOJE PRAGNIENIE SIĘ SPENIŁO. ŚPIJ SPOKOJNIE I BUDŹ SIĘ W RADOSNYM NASTROJU.

Wtedy też, przysłuchując się tej medytacji w jego wykonaniu, tego, cóż on tam mówił…, a mianowicie były to te słowa właśnie:

[6:22] Jakie obrazy przychodzą Ci do głowy? Jak wygląda to, czego pragniesz?

Dokładnie tutaj, przyszło mi na myśl, że… gdyby On w ogóle w tym momencie myślał o mnie… , to przecież jak nic, tylko… przyszedł mi właśnie do głowy ten obraz mojej osoby… w te kropki bordo teraz, buhaha, 🤣. I od razu skojarzyłam to sobie właśnie z tą piosenką CZARNA KROWA W KROPKI BORDO I tak właśnie sobie pomyślałam, że no nic, teraz to tylko aż pozazdroszczę mu takiej pięknej wizji, tak wspaniałej i cudnie wręcz wyglądającej kobiety 🤪, buhaha,😜🤣.

No dobrze, kochana moja, ale może donieś tutaj jeszcze o czymś, co uważam, że jest znowu bardzo istotne… A doskonale wiesz, o czym ja tutaj mówię!

Tak, wiem…, chodzi Tobie zapewne, cóż mi się dziś ponownie niesamowitego wręcz przydarzyło… Lecz pozwól mi, że wyjaśnię wszystko dokładnie, jak to właśnie przebiegało… Otóż na godz. 10 miałam być u stomatologa. Ponieważ tak sobie jeszcze wczoraj o tym myślałam, że skoro nie zakupiłam tej cytryny u p. Piotra w tym warzywniaku, to może zrobię to właśnie dziś, kiedy mam udać się do tego denty… I tak też zrobiłam… A tu jeszcze tylko moje fotki, które sobie wykonałam, będąc tam jeszcze, tj. wewnątrz tego budynku Dental Pro właśnie.

Będąc już jednak w tym warzywniaku, zakupiłam jeszcze prócz cytryn, także: 2 jabłka, kiszoną kapustę i natkę pietruszki do niej, bo przecież wczoraj już wyjęłam z zamrażalnika tego łososia w sosie chili… Tylko, że dokładnie dziś rano miałam ponownie ochotę na coś z mąki…, także właściwie już wychodząc z domu, postanowiłam sobie, że usmażę sobie jednak albo placki, albo naleśniki… A zakupiłam już właśnie nawet mleko i wzięłam także po bananie, bo przecież sobie pomyślałam, że i do tych placków…, no a do naleśników tym bardziej! można jeszcze go dodać, ewentualnie nawet rozgnieść dodając do tej mąki… I tak tam stałam i się zastanawiałam jeszcze, czy wziąć czasem jogurt…

Pan Piotr tak na mnie patrzył, pytającym wzrokiem, hehe i rzecze:

A kefir Pani ma?

Tak, stoi jeszcze jeden cały…, tylko cholerka zastanawiam się teraz nad tym jogurtem, bo jakoś tak mnie znowu kusi…

No to mogę dać! Ja to sobie, pani Moniczko, lubię tak naprawę jeszcze się napić też maślanki… serio, piję jej ze 2 takie opakowania… 😋

Oczywiście tu się pouśmiechałam, słysząc to, co mi opowiadał…, po czym jednak dodałam:

No, kurczę, nie! Chyba nie powinnam już nic więcej kupować…, no a już bynajmniej nie jogurt właśnie [tu już bowiem wiedziałam, że będę chciała zrobić sobie jakiś deser z niego do kawy…, oczywiście, ale już tego nawet nie mówiłam na głos…, bo i po co…?]

To, jak podać jeszcze ten jogurt?

Zdecydowanie nie! Ale w zamian za to poproszę jeszcze trochę truskawek [bo tak je już dawno tam widziałam, a ani razu jeszcze w tym roku ich nie kupowałam…]

Dżizassss, czułam się tam już naprawdę, jakbym była jakaś totalnie wręcz popaprana… Sama widziałaś…, że nawet, jak już podeszła jeszcze jakaś klientka, to ja wciąż tam stałam, jak taka… ofermka… Po czym wyszłam w końcu i nadal nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić/ co powinnam począć… A coś mi mówiło, aby jak już tu jednak jestem, to by ten jogurt jeszcze zakupić…

Widziałam, kochana moja to wszystko dokładnie i muszę Ci powiedzieć, że wyglądałaś tam przesłodko i naprawdę uroczo dla mnie, jak taka mała niezdecydowana dziewczynka, hehe,😉.

Stwierdziłam jednak, że nie, ten plecak jest już jednak zbyt ciężki, bo w końcu mam w nim: litrową butelkę mleka, 2 cytryny, 2 jabłka, garść kiszonej kapusty, natkę pietruszki, no i jeszcze te truskawki… Dlatego wróciłam już z tym do domu…

No dobrze, to kontynuuj proszę dalej, bo to to dopiero będzie, moim zdaniem, znaczące…

ALEXA FESER – WUNDERFINDER feat. Curse (Official Music Video)

Jak doskonale wiesz, wróciłam do tego mieszkania… i już ponownie taka wszystkim zmęczona, nie wiedziałam, co mam dalej robić, czy iść jeszcze po ten jogurt właśnie, czy już lepiej dać sobie z tym spokój, choćby na dziś…

Tak, moja droga, dobrze na to wszystko zwróciłam uwagę, jaka byłaś w tym momencie pomieszana… Jak nawet wyszłaś powtórnie z tego domu, to jeszcze stanęłaś już po tym, jak kawałeczek przeszłaś od swojej klatki i wciąż się zastanawiałaś… To są właśnie te momenty, w których potrzebowałabyś mieć przy sobie kogoś zdecydowanie bardziej stabilnego/ konkretnego niż Ty sama wówczas…

Ale, już taka poniekąd zdesperowana, bo… cholerka właśnie już dochodziło samo południe… , więc już czułam się niemal totalnie znowu podle, że jednak tam lezę wciąż po ten jogurt… I właśnie wtedy, przypomniało mi się, jak jeszcze kiedyś również miałam taką sytuację, nie wiem, czy to kojarzysz… Bo ja już jedyne, co z tego pamiętam…, to fakt, że pomimo tego, iż ponownie zrobiłam coś, że tak powiem wbrew rozsądkowi/ czyli oficjalnie niemądrze [czyt. głupotę…], bo jednak wtedy jeszcze chyba udałam się właśnie również do sklepu… Cholerka, teraz już nawet dokładnie nie pamiętam, jak to było… Wiem jednak, że wówczas napotkałam tą kobietę, która mnie wtedy zaczepiła i powiedziała, że dostrzega u mnie tą wyjątkowość, tą niemal, jak to się ona wyraziła aureolę na głowie…, przy opisie czego, ja zareagowałam wówczas tą miną .

Dobrze to pamiętam…, ale proszę nie rozjeżdżaj się teraz tak bardzo, tylko kontynuuj tę opowieść dalej…

No więc tak sobie właśnie szłam teraz i ponownie o tym myślałam, żeby choć coś mi pokazało, że podjęłam dobrą decyzję, iż udałam się jeszcze po ten cholerny jogurt jednak… I widziałam wprawdzie przelatujące mi po drodze nad głową te sroczki…

Słyszałam to doskonale, cóż do nich wówczas mówiłaś…

Popatrzcie sobie na mnie z góry… i ponabijajcie się spokojnie…, bo już bardziej irracjonalnej osoby, która nie potrafi podejmować mądrych/dobrych i przemyślanych decyzji, to chyba jednak nie ma…

Wędrując tam, czułam się już naprawdę podle…, ale wciąż pamiętałam o tym, aby przecież w każdej sytuacji szukać jednak jakiegoś dobra/ czegoś pozytywnego… to wiesz, co ja sobie mówiłam?

Powiedz to proszę wszystkim na głos…

Że choć wyszłam się jeszcze raz przejść, buhaha, że niby wiesz, ruchu przecież nigdy nie jest za dużo… [a to, że czułam się wówczas tragicznie, bo było już mi cholernie gorąco jednak… to pomijam…]. Poza tym, jak ujrzał mnie tam pan Piotr to mówi:

No, pani Moniczko, ja to po prostu wiedziałem, że Pani jednak do mnie jeszcze wróci… 😉

Szybko podjęłam jednak dialog:

Panie Piotrze, no co ja na to poradzę, że ma Pan jednak taką siłę przyciągania, hehe, 😋

I wtedy też wracałam i mówię sobie, że może choć w takim razie udało mi się również zrobić jakąś przyjemność choć temu panu Piotrowi… i nadal wędrowałam jednak skonana już do domu… I właśnie wtedy dostrzegłam to:…NAPRZECIWKO MNIE SZŁA PONOWNIE JAKAŚ PANI PROWADZĄCA GŁĘBOKI WÓZEK Z BLIŹNIAKAMI!!!

Kobietka ta wyglądała na taką jednak starszą, zatem szacowałam, że musi to być jednak już babcia, która wyszła może jeszcze na spacer prowadząc w wózeczku te swoje wnuczęta…, bo z pewnością już dawno nie była w wieku rozrodczym, 🤭. Wtedy jednak po prostu nawet nie wiem, czy pomyślałam jeszcze coś o tym dalej…, ponieważ czułam się już naprawdę skonana…

Rozumiem doskonale, widziałam bowiem, jak wróciłaś do domu, rozpakowałaś te rzeczy, przebrałaś się w domowe jednak ciuchy… i pozasłaniałaś tutaj okna i już taka wyczerpana położyłaś się jednak, notując sobie w komórce 12:39 = drzemka…

Tak właśnie było…, tzn. chciałam, choć trochę przysnąć i… odpocząć. Jednak jakoś za nic w świecie nie mogłam znowu zapanować nad moją głową i pojawiającymi się w niej myślami… Wtedy też odmawiałam ponownie te wyuczone modlitwy… Nie rozmawiałam sama z Bogiem/ Wszechświatem, bo wiedziała, że niczego sensownego teraz nie powiem, nie miałam nawet siły, by coś wymyślać… zatem po prostu odklepywałam te modlitwy…

I tak, jakoś zaczęło być mi nagle zimno… A położyłam się i bez skarpetek i na krótki rękaw, przykryłam tylko tym kocykiem… I wtedy też do mnie właśnie doszło, że skoro zasypiam to naturalnym chyba jest, iż organizm się wychładza jeszcze, więc szybciutko wciągnęłam jeszcze skarpetki i bluzę na siebie… Wtedy też, jak już stałam, to wyszłam jeszcze tylko na siku.., by jak wrócę, to próbować już rzeczywiście usnąć…

Dobrze, kochana widziałam, że wcale się to nie udało… Ale wspomnij jeszcze o jednej uważam BARDZO ISTOTNEJ RZECZ! A mianowicie o tym, jak jeszcze dziś rano podliczyłaś sobie tą wczorajszą datę, kiedy to poczułaś już taką jednak ulgę, że zrzuciłaś z siebie w końcu ten ciężar… i napisałaś to wszystko na tym blogu właśnie!

To prawda, byłam tym znowu niemal wstrząśnięta… bo z tej daty: 12.V.2021, wyszła mi po prostu ta mistrzowska liczba: I tutaj ponownie pomyślałam sobie, że to przecież numerologiczna liczba zarówno mojego OPANIOŁA, jak i przecież kochanego Kacpunia!!!

boooszeeee, zrobiło mi się w tym momencie znowu tak miło… Poczułam to po raz kolejny całą sobą, jak ten WSZECHŚWIAT mi jednak sprzyja i jak mnie prowadzi… Ale właśnie w domu, leżąc tu, rozkminiłam to jeszcze dalej… A mianowicie to, cóż zobaczyłam wracając już stamtąd… Wtedy doszło do mnie znowu, iż miałam właśnie wyjść z tego domu! Tak, po raz kolejny do tego warzywniaka po te 2 jogurty i jednak jeszcze jeden kefir [wzięłam już go sobie tak na zaś, buhaha…].

Kochana moja, również sobie o tym tak pomyślałam… Ja jednak już dokładnie w tym momencie, kiedy ujrzałam tą kobietę z tym wózkiem… Powiem Ci, cóż mi przyszło wówczas na myśl…, że to jest przecież połączenie tych Twoich dwóch intencji… A mianowicie i w końcu znak przepracowania tego żalu do swojej NIEŚWIADOMEJ rodzicielki, i również jakby ponownie wizja już Twojej przyszłości… właśnie z Gracjanem… bo te bliźniaki jednak 😉.

No dobrze, moja droga, ale myślę, że teraz jest już 21, zatem zmykaj ponownie do medytacji i później spanka… A jutro zabieramy się za pracę dalej, a napisz choć tutaj, cóż postanowiłaś jutro zrobić, co masz w swoim planie?

Nie wiem, czy dokonam wszystko akurat już jutro…, ale są to:

  • WOHNUNG BEZAHLEN [to zrobię z pewnością, bo dziś wpłynęły mi już alimenty!, a generalnie tą opłatę za mieszkanie powinnam, tak teoretycznie, dokonywać do 10-tego każdego miesiąca ]
  • założyć zeszyt z opłatami [tam będę wpisywała sobie wszystkie wydatki, z datami, jakie dokonam!]
  • BÜGELN
  • CHECK OPATY
  • POWPISYWAĆ DO KALENDARZA WSZELKIE TERMINY
  • PODPISAĆ DOKUMENTY W TYM SEGREGATORZE
  • może w końcu POWYPISYWAĆ NA KARTCE DŁUGOPISEM, JAKIEŚ RZECZYWISTE AFIRMACJE/ MODLITWY…[bo wciąż nie udało mi się tego jeszcze zrobić…🤦‍♀️🤔🤷‍♀️]
  • PIWNICA przyniesienie z niej wiosennych/ letnich ciuchów i butów, a wyniesienie z domu tych zimowych…
  • porobienie w końcu porządku na tym blogu… choćby ze zdjęciami…

Ok, ale teraz to już zmykaj przebierać się w piżamkę i do tej medytacji z intencją… A może tylko dodam jeszcze, iż Ty, kochana moja, sobie ponownie tyle zarzucasz, że Ty niby jesteś taką niezorganizowaną wręcz osobą…itp. No proszę Cię! Ty i brak organizacji? Błagam Cię nie twierdź mi już więcej takich rzeczy! Ok, nie będę się już tu rozpisywać teraz, bo już ewidentny czas na przebranie się do spanka i medytacji!

(…)

Właśnie dzisiaj, tj. w ŚRODĘ, 12.V.2021 wpadł na nią/ natknęła się/ natrafiła na ten tytuł swojego wpisu!!! O tym, kochani, będzie dalej…, tylko ponieważ jest właśnie po wpół do 13 odczuwa, że jednak powinna zaczerpnąć jeszcze świeżego powietrza, bo dzisiejszego dnia czuje się naprawdę zmęczona…

Także wydaje mi się, kochana moja, że będzie to najlepszym, co możemy obecnie uczynić, po prostu ubrać się i wyjść sobie jeszcze na spacer, tak, znowu na tą dolinkę! Masz przecież ponownie tak wiele informacji tutaj do przekazania i jestem tego zdania, że wychodząc na świeże powietrze, po prostu to wszystko się w Twojej główce tylko lepiej poukłada… A tak przy okazji, poprosimy jeszcze Twoich czytelników, by udzielili nam tej jakże ważnej informacji, a mianowicie: DAJCIE NAM BARDZO PROSIMY, JAKIŚ FEEDBACK/ ODZEW, W JAKI SPOSÓB JEST TO DLA WAS BARDZIEJ CZYTELNE I ZROZUMIAŁE..., czy jak te nowe dni/ wydarzenia będą wstawiane tak od góry, czy lepiej/ bardziej zrozumiale będzie, jak zachowamy tutaj tą kolejność chronologiczną jednak? BŁAGAMY OBYDWIE o jakiś feedback! 🙏

/////////////////

Jednak nie byłyśmy wcale na żadnej dolince! Mała Mi bowiem doszła do wniosku, że przecież w takich godzinach jest najniebezpieczniej wychodzić na to słońce… Każdy przecież powinien na to uważać, a już szczególnie osoby, którym wykryto [i wycięto!] nowotwór skóry… Dlatego wyszła wynieść śmieci… i tak ją trochę jeszcze kusiło, czy czasem się nie przejść jeszcze dalej…, a w rezultacie zaczęła nawet żałować, że nie wzięła choć ze sobą jakiś pieniążków, aby udać się po cytrynę do p. Piotra… W ogóle było tak jakoś momentami gorąco…, że żałowała już nawet, że założyła jednak długie, a nie 3/4 legginsy.

I tak ubrana, udałam się jeszcze w stronę tej dolinki… Wchodząc jednak na jej początek, spojrzałam tylko szybciutko, że przecież tam nie ma żadnego cienia o tej porze! Zatem po prostu od razu zawróciłam… Nim jednak w ogóle wyszłam z domu, pomyślałam, że choć użyję trochę z tej tubki tych maleńkich próbek kremu przeciwsłonecznego, który otrzymałam w poniedziałek, jak byłam u tej dermatolog i tak też zrobiłam.

No dobrze, kochana, ale myślę, że znacznie ważniejszym będzie to, jak przedstawisz swój jednak powrót do domu i to, jak się czułaś…

Przecież doskonale widziałaś! Nie wiem ponownie, co mam ze sobą robić… podobno najlepiej wtedy pomedytować…, ale ja nie miałam nawet siły już, by to robić…

A to, że usiadłaś i po prostu płakałaś, mówiąc, że już naprawdę nie dajesz rady, to myślisz, że nie było to próbą rozmowy ze Wszechświatem?

Pewnie tak…, bo nawet przecież to, że nie miałam już siły i musiałam się oprzeć o poduszkę i ścianę, siedząc na tej sofie, to przecież nie ma takiego znaczenia… Ale tak bardzo czuję jeszcze, że muszę się wprost odnieść do tego mojego dzisiejszego poranka…

Tak mi się również wydaje… Zatem opowiadaj, jak to było…

Obudziłam się jakoś po godz. 4 i udałam się do ubikacji na siku, wtedy też wyszłam na stałe z tego śpiwora! Tak, wiem, jak to brzmi… maj, a ja helloł! wciąż śpię i w tym kombinezonie, i śpiworze, buhaha, 🤪.

Ale moja droga, przecież pamiętaj, że nie ma w tym nic dziwnego… , bo nie dość, że Tobie zwłaszcza teraz brak tego poczucia bezpieczeństwa…, to poza tym ta pogoda też jakoś do tej pory raczej nas nie rozpieszczała, a nie zapominaj proszę jeszcze, iż właśnie wczoraj wzięłaś już nawet zimny prysznic!…

No dobrze, to wyszłaś już z tego śpiwora i cóż się wówczas zadziało dalej?

Ponieważ wciąż czuję się jakaś taka jednak niespokojna… Postanowiłam, że chyba jednak powrócę do tej medytacji tych 7 CENTRÓW ENERGETYCZNYCH… , bo ja wciąż to bardzo czuję, że mam nadal nieprzepracowane to moje dzieciństwo jeszcze… Widziałaś jednak dobrze, że jakoś kompletnie mi ona nie wychodziła…, bo wciąż moja głowa zaprzątnięta była innymi sprawami/ myślami…

Tak, doskonale to widziałam i nawet odczułam, jak bardzo potrzebujesz, by ktoś tu po prostu zechciał Ciebie jeszcze w tym wesprzeć… W tym i w ogóle w masie jeszcze innych rzeczy…, bo doskonale to niemal słyszałam, jak Twoje serce/ Twoja dusza wołała o jakieś wsparcie tutaj, bo Ty przecież, kochana moja, masz CAAAAŁĄ masę tych obowiązków tylko na własnej uszkodzonej tym wypadkiem główce! Tak bardzo chciałabyś pobyć po prostu sobą i nie tylko popłakać tak do siebie, wciąż na zewnątrz robiąc tą dobrą minę do złej gry

Dlatego tak trudno jest Tobie już nawet dostrzegać te pozytywne rzeczy, które wykonujesz i co gorsza, już Ci o tym ostatnio mówiłam, przede wszystkim je doceniać i nawet jakoś uwydatniać/ poszerzać… tak, jak ludzie to robią najczęściej z tymi problemami…

Pozwól, że zaraz się do tego jeszcze odniosę, wspomnę może tylko najpierw, że dziś już normalnie w końcu siadłam do tej porannej medytacji…, na poduszkę na przeciwko mojego [brudnego już🤦‍♀️ …] okna. I tak ponownie siedziałam, dziś nawet troszkę dłużej niż te tradycyjne 20 minut i po prostu znowu odmawiałam te modlitwy, bo już naprawdę nie miałam na nic więcej siły… A wiedziałam, że jak umysł jest zaprzątnięty nawet takim bezmyślnym powtarzaniem czegoś…, to wtedy po prostu już nie ma nawet szans na jakieś dodatkowe myślenie…

Ale wracając jeszcze do tego, co mówiłaś powyżej o tym sposobie myślenia… To chyba też z tego powodu włączyłam sobie do śniadania właśnie ten filmik Gracjana ​Jak przekonać swoją podświadomość że jesteś zaje***ty. Ledwo jednak sobie to włączyłam, stwierdziłam, że nie. Niekoniecznie potrzebuję teraz tego właśnie słuchać… Tzn. dodam może jeszcze tylko, iż nie tyle chodziło mi o to, co Gracjan mówił, bo jest przecież niemal oczywistym, jakie to jest ważne, jak wielką wagę powinniśmy przywiązywać do tego, co pojawia się w naszych umysłach/ głowach, jakie mamy te myśli i że tak wiele zależy właśnie tutaj od nas samych . Ja jednak znowu potrzebowałam usłyszeć to, lecz chyba zdecydowanie w bardziej łagodny i spokojny sposób…

I wtedy też, zaczęłam dalej wyszukiwać… i zauważyłam wówczas dokładnie ten filmik… na kanale Beaty Pawlikowskiej, a ta kobieta zawsze przecież kojarzyła mi się z takim spokojem i również mądrością! I tak sobie tego wówczas odsłuchiwałam… Choć na samym wstępie już się wystraszyłam, że kurczę, tu wiedzę ponownie coś o tej pandemii… to chyba jednak niekoniecznie dla mnie na teraz... Później jednak, jak usłyszałam właśnie te słowa, które umieściłam jako tytuł tego wpisu, to zaczęłam już się właściwie cieszyć, że właśnie najwidoczniej po to ją włączyłam, by te słowa dokładnie w tym momencie usłyszeć [nie wiedząc przecież nawet o tym, że to w tym filmiku/ nagraniu, odkryję w końcu, jaki tytuł powinnam nadać temu mojemy wpisowi!!!]

Mela Koteluk – Fastrygi (Official Music Video) – YouTube/ Natalia Kukulska – Decymy – YouTube/ Culcha Candela – Cool mit mir selbst 

Dostrzegałam, kochana moja, jak byłaś zachwycona tym, cóż ona tam właśnie mówiła… I spójrz, przecież Ty, moja cudna, ponownie miałaś ten właśnie odruch!!! Pomimo, że w pierwszej chwili oczywiście, mogłaś płakać i narzekać, pytając: ALE DLACZEGO TAK JEST? JA BYM CHCIAŁA, ŻEBY BYŁO INACZEJ! postanowiłaś jednak już dawno przecież nie kłócić się z tym życiem i rzeczywistością…

Chyba masz rację…, tzn. ja naprawdę nieustannie niemal staram się tak robić… I jak już stwierdzam, że wydarza się w moim życiu coś, na co jednak nie mam już żadnego wpływu i w związku z tym nie mogę tego w jakikolwiek sposób zmienić, to zaczynam doszukiwać się, choćby tego/ tych odpowiedzi na następujące pytania: w jakim celu to mi się jeszcze przytrafiło, czego ma mnie to niby nauczyć? I tak długo próbuję jednak szukać… i rozkminiać nad jakimś sensem tego, co się właśnie przytrafiło… Po czym nawet staram się już znaleźć jakieś dobre strony tego szajsu… I co więcej próbuję również wyciągnąć z tego choćby jakąś lekcję na przyszłość…

Kochana, to wspomnieć jeszcze tu muszę, jak Ty biedaczko się nagle rozpłakałaś, jak usłyszałaś, że ten czarny kot, którego Beata jednak zawiozła do tego „szpitaliku”, bo nagle okazało się, że jest bardzo chory…,wcale tam nie wyzdrowiał…, tylko najzwyczajniej w świecie w tym miejscu po prostu zdechł/odszedł/ umarł… I ta wiadomość wywołała w Tobie nagle lawinę niemal łez… pomimo, że nie przepadasz jakoś specjalnie za kotami…

To prawda, aż nie mogłam tego dobrze znowu zrozumieć…, tzn. żeby nie było, dla mnie był on również istotą żyjącą! Tak samo przecież, jak i ptaki, czy choćby ta żaba wtedy na tej dolince…, którą póóóźniej skojarzyłam po prostu z własną rodzicielką… Ale tak właśnie słuchając jej jeszcze dalej, pomyślałam sobie o tym, że rzeczywiście nie ma przecież żadnych przypadków w naszym życiu, są tylko wskazówki i lekcje… I dokładnie tutaj, przypomniała mi się jeszcze ta historia z tymi korkami, której tutaj nawet nie skończyłam…

Zatem dokończ to teraz proszę! Bo stanowi to również wspaniały przykład, ale nie tylko na to, że Wszechświat daje Tobie wskazówki, tylko przede wszystkim na to, że Ty je dostrzegasz! I potrafisz się z nich uczyć!

No dobrze, to skoro przy tym jestem, to określę to tylko już w ten sposób, że właśnie okazało się choćby, iż możliwość udzielenia tych korepetycji była niejako powodem do tego, by moja mama jednak tu do mnie nie przyjeżdżała…

Ale, kochana, tutaj powinnaś chyba napisać jeszcze odrobinę więcej…

Tak wiem…, tylko już, cholerka, jednak nie pamiętam znowu za bardzo, jak to było… Jedyne, co wiem na pewno to, iż jeszcze rozmawiając z tą Małgosią IRI, jak rzekła mi i o tym, abym może choć potraktowała tą wizytę swojej mamy jako ten sprawdzian… A mianowicie, bym wówczas tak bardzo przyglądała się i słuchała tego, co mówi do mnie moje ciało… I ja pamiętam, że po tym, jak już ją do siebie jednak zaprosiłam na niedzielę [właśnie jeszcze w czwartek po tej sesji], to następnego dnia, którym był PIĄTEK, 07.V.21, nim jeszcze udałam się do sklepu, bo przecież mama mi rzekła, iż ona bardzo chętnie, jak zakupię jakieś produkty, to nagotuje mi tej zupy, bym mogła mieć do jedzenia…, bo przecież w tygodniu uczęszczam na te zajęcia… 😉

W ogóle, to powinno być przecież takie miłe…, że chciałaby jeszcze coś zrobić, coś, co jednocześnie mogłoby mi to życie przecież ułatwić… Wiesz, co ja jednak zauważyłam…? Tak podświadomie chyba, muszę sobie zawsze wtedy jednak tak myśleć… Po prostu chyba takie nawet bezczelne No helloł!, ale teraz to już jest chyba trochę za póóóźno…, bo gdzie byłaś, jak ja tej Twojej pomocy i opieki rzeczywiście tak potrzebowałam [w sensie będąc jeszcze dzieckiem]. boooszeee, ja to naprawdę dostrzegam, że to musi jednak wciąż wychodzić na wierzch, ten jednak jakiś żal… chyba nie tylko nieuświadomiony dla niej, ale również dla mnie samej!

Bo już tyle razy, jak jej po prostu mówiłam nawet: Mamo, ale ja naprawdę nie jestem już małym dzieckiem! I ona wtedy do mnie, że dlaczego ja zawsze tak do niej mówię? Przecież to jest takie niemal naturalne, że się coś robi dla osób, które się kocha: tak samo w końcu nawet ja robię też wiele rzeczy dla niej i wymieniała mi tu jeszcze, że także ciocie i wujkowie również czynią coś tam dla swoich dorosłych już dzieci…

Ja naprawdę dobrze wiem, że to jest w istocie normalne… Chciałam jeszcze tylko zauważyć, iż moja mama, dostrzega to bardzo dobrze, że ja jestem właśnie taka zwłaszcza w stosunku do niej… zawsze mega krytyczna… Tylko, że ona wciąż nie pojęła tego, dlaczego! Pomimo, iż próbowałam jej tyle razy to jednak powiedzieć… Ale stwierdziłam w końcu, że to nie ma najmniejszego już sensu, bo ona i tak tego nie zrozumie…, więc już pozwalam jej na taką tego interpretację… A brzmi ona następująco:

Ty jesteś tylko wobec mnie taka krytyczna, bo wiesz, że jesteś moim dzieckiem i ja Ciebie nigdy nie zostawię, dlatego możesz sobie na to pozwalać…

Zatem pozwalam już jej myśleć o tym, co tam ona tylko chce, buhaha, 🤣 Bo co zrobisz, jak widzisz już ewidentnie, że pewnych rzeczy nie da się własnej matce wytłumaczyć… Przez bardzo długi czas nie mogłam tego po prostu zaakceptować i się z tym pogodzić wręcz… Ale w końcu chyba już umiem to odpuszczać i muszę powiedzieć, że wreszcie mogę to stwierdzić, iż po prostu to zaakceptowałam i chyba wreszcie zaczęłam uczyć się W KOŃCU, co znaczy prowadzić całkowicie niezależne życie i że ONA WCALE NIE JEST MOJĄ ŻADNĄ PODOPIECZNĄ i wcale nie muszę nad nią wiecznie stać/ czuwać i się nią opiekować! Jest przecież dorosłą osobą i nie moją rolą jest przejmować nad nią jakąś opiekę! Zrobiłam już wystarczająco wiele! Oczywiście kiedy tylko będę mogła, to będę pomagała, na tyle, na ile naturalnie będę w stanie [chyba tak, jak tej żabie na dolince, hehe].

Ale, do cholery, powinna to w końcu zrozumieć, że ja mam również własne życie, które muszę sobie dalej jakoś organizować! I tutaj jeszcze podam, jakie były moje ówczesne pierwsze myśli na „wtedy”, jak mi to powiedziała, że nagotuje mi tej zupy… W pierwszej kolejności pomyślałam sobie, to przecież rewelacja, że mi w tym zechce pomóc… Zaraz jednak zaczęłam myśleć o tym, że mam przecież tu tyyyle jeszcze nie zrobionych rzeczy u siebie [kompletnie nie sprzątnięte/ nie poprasowane, nadal chyba jeszcze wtedy miałam nie umytą tą wannę… itd., no teraz już znowu nie pamiętam…] i wówczas przyszło mi do głowy, że w tym również będę mogła wykorzystać jej chęć pomocy…

Choćby w tym prasowaniu, wiem, że również bardzo chętnie by mi pomogła, a jest przecież niższą osobą ode mnie, więc stojąc przy tej desce, byłoby jej zdecydowanie łatwiej… I nagle tak bardzo jeszcze chciałam wymyśleć jakąś oryginalną, zdrową potrawę… Bo pomyślałam sobie znowu, że przecież powinnam dawać ten dobry przykład… Lecz właśnie wtedy, jak już udałam się do tego sklepu, a przed nim zaszłam sobie jeszcze na tą dolinkę… i tam też odczułam ponownie to nawoływanie mojego organizmu…, który mówił mi ewidentnie po prostu STOP! Zacznij dbać o siebie samą przede wszystkim! Nie musisz już, kochana, się starać tak bardzo dla Twojej mamy…

Już dawno, miałam Ci o tym wspomnieć…, ale jakoś wciąż chyba nie bardzo wiedziałam jak mam to zrobić… A spójrz tylko: Kto był pierwszą osobą, po Twoim byłym mężu, oczywiście, u Ciebie w szpitalu… Nie, nie była to wcale Twoja mama… przecież ona tak naprawdę chyba nigdy aż tak się dla Ciebie nie poświęcała… A najbardziej było to właśnie widoczne dokładnie wtedy, gdy już doszło do tego Twojego wypadku…, to zamiast do Ciebie przyjechać [tak, powinna przecież zrobić każda kochająca matka!], to ona przetłumaczyła sobie to po prostu tym, iż ona nie miała na to pieniędzy, no i wówczas miała jeszcze tą pracę, zatem jakieś jednak obowiązki…

Poza tym to przecież gdyby ona mieszkała w tym samym mieście, co i ja, to też byłoby znaczniejszym ułatwieniem…

Tak, masz oczywiście rację! Ale zauważ, Kochana moja, cóż Ty tu powiedziałaś: użyłaś dokładnie tego wyrazu: UŁATWIENIEM… A czy właśnie dla kochających osób żadne takie okoliczności, jak nie mieszkanie w tym samym mieście [poza tym, ale helloł! Elbląg a Gdańsk nie są jednak AŻ TAK OD SIEBIE ODDALONE…] to po pierwsze, po drugie, jakby Twoja rodzicielka naprawdę chciała/ jakby jej tak zależało, to myślę, że również mogłaby wtedy dogadać się nawet jakoś z Twoim byłym mężem i po prostu w tym Waszym mieszkaniu wtedy również przenocować…

Nie zapominaj proszę, że ono przecież wcale nie było nawet tak blisko tego szpitala…, a dobrze wiesz, że jest to całą wyprawą dostać się właśnie do niego z tej okolicy, w której wówczas mieszkaliśmy…

Oczywiście, że tak, masz całkowitą rację! Chciałam tu chyba tak jednak to naprawdę BAAARDZO [i prymitywnie jednak] uprościć… Pamiętam jednak, iż Ty sama nie chciałaś tego w żaden sposób znowu oceniać…, bo dobrze wiedziałaś, że tak naprawdę to nigdy nie miałaś z nią jakiejś takiej głębszej więzi… I dlatego tego/ jej przy swoim boku aż tak bardzo nie potrzebowałaś jednak… I właśnie to było dla Ciebie, kochana, m.in. powodem, iż było Ci znacznie łatwiej już to przyjąć i po prostu zaakceptować…, jak i wiele innych rzeczy w Twoim życiu, zresztą… [spójrz tylko = kolejny plus, których Ty przecież nieustannie się w tym swoim życiu dopatrujesz!]

[Spójrz, kochana moja, dokonałaś kolejnej dobrej rzeczy… = a mianowicie przeczytałaś ten właśnie wpis, to tego momentu, zmieniłaś muzykę tutaj na dłuższą, ponieważ tamta już dawno się zakończyła, wstawiłaś nawet jakieś oznaczenie, choć tak mniej więcej, tego momentu do kiedy ona trwała, a teraz umieściłaś tutaj już ponownie ten 3 godzinny pliczek muzyczny… To teraz kochana moja proponuję nam zjeść jeszcze obiadek, następnie wyszłybyśmy się choć troszkę przewietrzyć i później będziemy to dalej kończyły, ok?] => celowo odznaczyłam to zielonym kolorem 😛

///////////

Kochani, wróciłyśmy już do Was… a byłyśmy dzisiaj na tej dolince… I, moi drodzy, doskonale o tym wiem, że także ja miałam tutaj już niczego nie wtrącać, ale może napiszę tylko jeszcze tak króciutko: DZIŚ KOCHANI OD OK.15:35 DO 16:10 CHODZIŁA PO DOLINCE Z KIJKAMI DO NORDIC WALKING! Dobrze, już powracam do ustalonego przez nas porządku… , czyli po prostu milknę [Mała Mi zrobiła nam po kawce i tak! dziś już spokojnie pomyślała, że po prostu pozwoli sobie na ten jogurt z prawie wszystkim, co wczoraj! I to odda się jego konsumpcji bez żadnych wyrzutów sumienia!]

Dokładnie tak też było! Wiesz, muszę tu przyznać, że dopiero dłuuugo już później po tym moim wypadku i nawet już po rozstaniu z Gutkiem…, jak zaczęłam już w końcu pracować w Bayer, to zadzwoniła do mnie kiedyś ta Iwonka, pracująca w tej firmie również, ale właśnie w Warszawie [znowu nie potrafię tego wytłumaczyć, ale właśnie ona stała się dla mnie kimś takim niesamowicie bliskim!] I dokładnie wtedy mi rzekła, że jakby ona dowiedziała się, iż jej córka walczy o swoje życie w szpitalu…, to stanęłaby niemal na głowie/ zrobiłaby wszystko, aby jednak przyjechać i zobaczyć się ze swoim ukochanym dzieckiem…

Jak wiadomo, moja rodzicielka tego wówczas nie uczyniła…, ale też szczerze mówiąc, mi jakoś chyba aż tak bardzo już na tym nie zależało… Bo nie ukrywam, ale jednak to moje życie, właściwie od maleńkości tak się właśnie toczyło…, że ja tak naprawdę, nie zdając sobie jeszcze nawet do końca z tego sprawę, ile na siebie przejęłam właściwie kolosalnie wielkich tych obowiązków. Nie rozkminiałam jakoś wówczas tego w ten sposób, po prostu byłam z siebie dumna, że tak dobrze sobie ze wszystkim radzę!

Wspaniale, kochana, bo radziłaś sobie naprawdę wybitnie, jak na takiego szkraba… Choć widziałam, jak było Ci niejednokrotnie przykro, że nie możesz choćby przy swojej mamie popłakać, tak, jak każde dziecko normalnie robi! A teraz proponuję jeszcze zjedzenie jakiegoś obiadku, bo dzisiaj zrobiłyśmy na odwrót, najpierw była kawka 😊

Tak, choć przygotujemy sobie coś dobrego do jedzonka, słuchając przy tym: Genieß mein Leben – YouTube

Ich brauche keinen Plan oder Kompass
Keine Navigation oder sonst was
Nur’n bisschen Cash, nicht viel Gepäck
Jetzt mit dir abzuhauen wär’ perfekt Ich genieß’ mein Leben in vollen Zügen
Lauf’ durch den Regen in Richtung Süden
Genieß’ mein Leben
Denn die Freiheit ruft meinen Namen
Bloß keine Sorgen, denn bei mir läuft es
Denk’ nicht an morgen, ich lebe heute
Genieß’ mein Leben
Mit dir in meinen Armen

Culcha Candela – Original Gyal

//////////

Zjadłyśmy kochani obiadek, a dziś nasza artystka przygotowała nam po Wrapie z kochani…, pamiętacie tą wczorajszą zupkę? Ponieważ pozostawiła już samo gęste z niej, to tak już sobie właśnie to przewidziała, iż wykorzysta te warzywa właśnie do obiadowego Wrapa, podgrzała je i położyła na ten placek [również podgrzany], do tego zrobiłyśmy jeszcze sobie sałatę, tej jednak już nie umieszczałyśmy w środku tego placka, tylko zjadłyśmy normalnie z miseczki osobno. To wspomnij, kochana, cóż do tego nam jeszcze włączyłaś!

To była oczywiście dalej Beata Pawlikowska, a mianowicie ​10 rzeczy, które robię, chciałabym tu jednak dodać jedną bardzo ważną dla mnie rzecz obecnie… Ja na serio wierzę w to, że uda mi się jeszcze kiedyś zbudować szczęśliwy związek z Gracjanem! Chciałabym właśnie wtedy z nim być w szczęśliwym i chyba jednak niebanalnym związku… Bo tak, jak wspominałam już tutaj nie raz, jestem pewna, że potrafilibyśmy siebie wspierać i podnosić, kiedy właśnie jedno z nas miałoby taki gorszy czas, co nie oznaczałoby oczywiście to samo, co bycie TYLKO I WYŁĄCZNIE w związku z nim. Oczywiście, że nie miałam tu na myśli jakiejś rozwiązłości…, czegoś niczym haremu, buhaha, bo już nie wiem, jak inaczej mogłabym nazwać, moje nieudolne wyrażanie się… 🤦‍♀️

A miałam na myśli raczej tylko to, iż bylibyśmy po prostu również w miarę niezależnymi partnerami, którzy potrafiliby także całkiem dobrze funkcjonować i żyć nie tylko z sobą, ale również wśród innych ludzi… Lecz wiedząc jednocześnie, iż mamy przy sobie kogoś tak wspierającego, na kogo możemy liczyć i kto nie tylko buduje nasze wsparcie, ale jest po prostu naszą miłością, potrafilibyśmy przekazywać wówczas jeszcze więcej tej ciepłej i pozytywnej energii innym… Od razu kojarzy mi się to z tymi ludźmi z OdNowy…, a zwłaszcza z tą Izą i Jackiem 😊.

A muszę jeszcze napisać o jednej rzeczy, która mi obecnie chyba najbardziej spędza sen z tych powiek, a jest to choćby to, iż nie za bardzo wiem, dlaczego teraz już nie mogę, jak cykam jakieś kolejne fotki…, to one nie przeskakują mi z komóry automatycznie na kompa… i dlatego muszę je niestety wciąż zapisywać na kompie, przez co, z kolei mam tu już na nim teraz po prostu burdel… 🤦‍♀️🙈😝

No dobrze, moja droga, ale tu ponownie nie uzupełniłaś jeszcze tylu ważnych rzeczy… To choć tak szybciutko jeszcze tylko wspomnij, cóż dziś jednak jeszcze przed samym śniadaniem już zrobiłaś!

Tak więc, oczywiście zabrałam się choć za to odkurzanie, hehe, po tym naturalnie, jak jeszcze ok. tej godziny 5 udałam się jednak do kuchni, by zagotować sobie tą wodę… Spojrzawszy na czajnik napełniony nią jednak po brzeg, stwierdziłam, iż to trochę jeszcze potrwa, zatem wykorzystałam ten czas na umycie choć naczyń, które zostawiłam wieczorem w tym zlewie…

Po tym odkurzaniu stwierdziłam zaś, iż nie mam jednak już siły na mycie tej podłogi…, a tak naprawdę nie miałam jej nawet na ponowne sprzątnięcie tego odkurzacza w środku… Bo, jak wiesz, zawsze jest to dla mnie ciężkie jednak zadanie…

Oczywiście, że kochana moja jest to dla Ciebie zawsze trudnym zadaniem, tym bardziej, że Ty nigdy nie wspomnisz tu nawet o tym, że nie potrafisz być jeszcze tak bardzo sprawna, jak wszystkie zdrowe osoby…, czyli i nie do końca umiesz nadal i tak kucać, i wciąż jednak podnosić się całkiem normalnie z tej podłogi, gdy nawet klęczysz! To tutaj może jeszcze tylko udostępnię fotkę, którą kiedyś zrobiłaś ponownie jeszcze po odkurzeniu i umyciu tego swojego odkurzacza, tutaj widzicie, suszące się te jego wnętrzności:

Ahhh, daj spokój, nie chcę już tego nawet wspominać… wciąż mam do siebie o to jednak pretensje, że czuję się z tym jakbym jednak została gdzieś w miejscu… Tak samo jak i to moje pisanie, i czytanie… nie wspomnę już nawet nic o tym bieganiu, którego również wciąż nie potrafię…, bo nie trenuję tego… A nie ćwiczę, dlatego, iż jestem pochłonięta masą innych obowiązków! Ale… wiesz, pochwalę się choć wyglądem moich wspaniałych pleców dziś, buhaha, a tak naprawdę to choć lepszą ich fotką, na którą w końcu dziś wpadłam, jak mogłabym to uczynić, aby i te plecy pokazać lepiej, i nie musieć, przy okazji upubliczniać tego okropnego bałaganu w tej mojej chacie😜. Dodam może jeszcze tylko fotkę tego, jak obecnie wygląda moja stopa i noga

Napiszmy tu proszę jeszcze tylko tak w skrócie, byś wiedziała, do czego mamy się jeszcze jutro odnieść, ok?

  • dokończenie o tym zabiegu u tej Sylwii [chore oko mamy = manifestacja jej nie przerobionej złości/ wybaczyć mamie, bo ona nie była tego świadoma, co robi/ wspaniale, że potrafisz dostrzec, iż Twoja rodzicielka jest jednak toksyczną osobą/ doceniaj siebie!/ jesteś piękna/ piękne oczy= głębokie spojrzenie/ Lama Ole „bogini klejnotu/ medytacja- puszczanie intencji/ nieumiejętność przyjmowania= na tym musisz się teraz skupić/ nie byłaś nigdy chwalona/ gostek w Brzeźnie do Kamyka/ Ty nie widziałaś chyba co to jest bebech/ piękna skóra/ zęby i uśmiech/Twoja dusza wybrała i tak samo Twojego brata tą rodzinę i jej karmę/ jesteś fighterką i prawdopodobnie Twoja dusza wybrała właśnie takie doświadczenia, bo BĘDZIESZ PIERWSZĄ KOBIETĄ, KTÓREJ UDA SIĘ UZDROWIĆ WASZ RÓD i odtąd choćby Twoja córka, jeśli będziesz taką miała w przyszłości, będzie już mogła być normalnie dzieckiem/ wszystko dzieje się po coś w naszym życiu!/ wybaczyć mamie, to przecież nie była jej wina/ a że toksyczna, to fantastycznie, że jesteś już tego świadoma!/ weźmy jakiegoś pana Iksińskiego, który wcale tylu rzeczy nie doświadczył i dlatego jest totalnie mniej i mądry i świadomy!]
  • piwnica/ pomadka/ torebka/ problemy z równowagą/ klucze [dziura w spodniach w kieszeni…]
  • Jacek z OdNowy ponownie pyta, co u Ciebie
  • AŁUN/ CBD/ fermentowany olej z wątroby płaszczki
  • picie kawy, ale bez niczego do niej!
  • Kamyk – całkowite przeciwieństwo Małej Mi [ad. Bez tematów tabu – rozmowa]
  • odnalazłaś jednak daty w starej komórce [higienizacja w sobotę, 08.05.21]

Ok, to teraz ponownie czuję, że udało mi się już z siebie jednak pewien ciężar wypuścić… i to obecnie wcale nie jakiś byle jaki, tylko naprawdę ZNACZNY… Bo właśnie napisałam w końcu tak odważnie o tej swojej nieświadomej rodzicielce i o tym moim braku dzieciństwa… Dodam może jeszcze tylko, iż jestem tego samego zdania, co mówił Martin Petrus, a mianowicie: JESTEM PRZEKONANY O TYM, ŻE WIELE DYSFUNKCJI W NASZYM CIELE  DZIEJE SIĘ POD WPŁYWEM NIEWYRAŻONYCH EMOCJI I PRZEBYTYCH TRAUM [oko mojej mum = niewyrażona złość] I ODDECH JEST WŁAŚNIE TYM NAJLEPSZYM NARZĘDZIEM DO TEGO, BY UWOLNIĆ I ZINTEGROWAĆ NIEWYRAŻONE EMOCJE. [Jak świadomy oddech może zmienić Twoje życie? Oddychaj. Sesja oddechowa z Martinem Petrusem.]

A teraz jeszcze zmykam się umyć, a dziś już wezmę chyba tą rzeczywistą kąpiel…, bo jutro mam znowu dentę na 10. A następnie ta wieczorna medytacja z intencją… ojej, przypomniało mi się, że miałam tu przecież jeszcze zamieścić ten cytat z tej książki..., ale nic, pogrubię to, to może jutro jeszcze po dencie mi się to jakoś uda 😜.

//////////////

Już Raczkuje! – takie właśnie słowa dziś, WTOREK, 11.05.2021, usłyszała… I kochani… aż nie mogła wprost uwierzyć… A zastanawiała się, skąd one pochodzą, czy może z tych medytacji, które sobie włączyła do odsłuchiwania…, czy może zza okna. A spała dziś, całą noc przy otwartym! Uczyniła tak, ponieważ nadal sypia w tym swoim kombinezonie i śpiworze [czuje się tak bardzo bezpiecznie, jak odczuwa, że z każdej strony jej ciało jest takie niemal otulone…].

Kochana moja, wydaje mi się tu jednak koniecznym, abyśmy w takim razie powróciły jeszcze do dnia wczorajszego, którym był PONIEDZIAŁEK, 10.V.2021

Ale pozwól mi tu wspomnieć jeszcze o tym, że w NIEDZIELĘ, 09.V.2021 miałam odsłuchiwać… ten oto filmik Jak świadomy oddech może zmienić Twoje życie? Oddychaj. Sesja oddechowa z Martinem Petrusem. Wiedząc jednak, że mam już i umytą w końcu umywalkę i przede wszystkim wannę, poszłam wziąć kąpiel… tym bardziej, że następnego dnia miałam tą wizytę u dermatolog… Jak wyszłam z kąpieli, a ponownie słuchałam do niej swojej muzyki… i czasami już tak bardzo chciało mi się znowu płakać… Jak doszło do mnie, że jestem tu tak naprawdę sama…

Jak już opuściłam tą wannę i siadłam sobie na ubikację, gdzie zajmowałam się swoimi stopami, to wtedy właśnie dostrzegłam nowy filmik Gracjana Medytacja przyciągania tego czego pragniesz – Słuchaj codziennie przez 63 dni, tzn. w pierwszej kolejności to…, póki sobie tego tam nie włączyłam, to nie byłam tak naprawdę pewna czy to jest rzeczywiście jego autorstwa, hehe, bo wiesz, na komórce to dobrze tego jeszcze nie widziałam… Coś mi się tam ukazało, z tą Świadomością… , tylko już w tym momencie nie byłam ponownie znowu pewna, czy to jest ten jego kanał… 🤷‍♀️. Zatem po prostu go sobie tam odtworzyłam jeszcze…

Tak w ogóle to odniosłam wrażenie, że ten widoczny tam obrazek z czymś mi się kojarzy, wiedziałam, że już nawet na niego w necie także trafiłam wcześniej…, ale nie chciałam twierdzić [nie sprawdziwszy tego wcześniej!, więc nie będąc pewną!], iż użyłam go w jakimś moim wpisie także… Zatem odsłuchałam tylko tak wstępnie jeszcze, będąc w tej łazience tej jego medytacji, po czym szybciutko, postanowiłam sobie, iż tylko choć tak szybko przejrzę te swoje ostatnie wpisy… Bo bardzo mi się ta jego medytacja podobała i już właściwie coś znowu mi mówiło, by o tym napisać… Nie byłam jeszcze jednak pewna, czy tak ogólnie znowu u mnie na tym blogu, czy może BEZPOŚREDNIO do niego samego…

Wiedziałam zaś, że póki nie znajdę tego obrazka rzeczywiście u siebie, nie będę mogła za bardzo być nawet pewna, czy to jest znowu ‚jakiś znak’, którego moja głowa znowu tak potrzebowała, tzn. już właściwie wiedziałam, że tak czy tak, PODZIĘKUJĘ MU ZA TĄ USPOKAJAJĄCĄ MNIE MEDYTACJĘ, jednak zrobiło mi się już lepiej, jak dostrzegłam taki sam obrazek właśnie u mnie też na blogu! Po dziś dzień nie przeczytałam tego wpisu jeszcze tak naprawdę, tak samo, jak i tego ostatniego…, z tą 5 -godzinną muzą… Ale pomyślałam znowu, że na to przyjdzie również czas… [Agnieszka Adamczewska – Na wszystko przyjdzie czas …]

Kochana moja, jestem tego pewna, że tak będzie… Tylko proszę w takim razie wspomnij choć jeszcze o tym Twoim poniedziałku, jak on wyglądał, bo to, że z rana jeszcze miałaś tą wizytę u lekarki dermatolog, to już wiemy.

Pozwól jednak, że tylko wspomnę, iż w ten poniedziałek o godz. 3 w nocy udałam się do ubikacji…, następnie zaś mam zapisane w komórce: MEDYTACJA GRACJANA [tak ją nazwałam 😛 – to ta o przyciąganiu tego, czego pragnę], następnie ODDECHY WIMA HOFA [tak mam wpisane, ale to było z pewnością nagranie Klaudii, jak ona to wykonuje] i INTENCJA [tym razem moja notatka przy tym, to:] ODPUŚCIĆ ŻAL DO MUM

No dobrze, widziałam to doskonale, że ponownie tak bardzo czułaś się uwikłana w to wszystko…, z całą pewnością z tego powodu, iż Twoja rodzicielka miała tego dnia mieć tą wizytę u okulisty… Jestem pewna, że jakoś podświadomie to znowu czułaś…

Również tak myślę…, dodam może jeszcze tylko, iż po tym, jak wyszłam na dolinkę, później zaś do sklepu… i… jak wciąż zaczęłam odczuwać tak okropny ból ciała… to naprawdę już ponownie nie wiedziałam, czy mam tą swoją rodzicielkę do siebie przyjąć, jak to jej zaproponowałam jeszcze w czwartek po powrocie od tej Małgosi IRI… Wtedy czułam się trochę też tak, jakbym była jednak jakaś rozrywana… Bo tak bardzo chciałam pozostać w porządku wobec swojej mamy… a z drugiej str. te odczucia, które niosło mi moje ciało… I wtedy też właśnie okazało się być niemal zbawieniem i ratunkiem dla mnie ten sms ad. tych korepetycji… Dlatego właśnie tak dziękowałam za to WSZECHŚWIATOWI, jak jeszcze szłam na tą higienizację właśnie za to, że dokładnie w dzień imienin pojawił mi się również taki właśnie prezent od niego

boooszeee, teraz już nawet nie pamiętam ponownie, kiedy miałam tą higienizację…, bo cholera jasna, nie mam zapisanego tego w tym normalnym kalendarzu, a tym moim nieszczęsnym komórkowym, nie ma przecież żadnych kolorów… a w poprzedniej komórce wszelkie wydatki zaznaczałam sobie na czerwono… Ja już naprawdę ponownie nie mogę tu wręcz z tym wszystkim teraz/ dzisiaj… Ja na serio nie ogarniam tutaj wszystkiego, jest mi cholera jasna, zbyt ciężko tu samej!

Maaaatko, znowu wiem, jakie to ważne, by tak nie mówić…, ale ja nie potrafię choćby zająć się właśnie tym, czym powinnam, czyli np. tym dbaniem o siebie…, jak mam tak cholernie dużo tych spraw i obowiązków tylko na mojej głowie… Jutro mam tak naprawdę dzień wolny…, tzn. żadnych ustalonych terminów/ wizyt/ spotkań…, zatem z całą pewnością zabiorę się dalej za ogarnianie tych moich rzeczy, choćby z tej listy… i oczywiście w końcu może uda mi się wreszcie odkurzyć i poprasować resztę tych rzeczy…

Też tak myślę, kochana moja, jutro jednak ma być ponownie ciepły ten dzień, więc może powinnyśmy go przede wszystkim spędzić także na dworze! A później będziemy jeszcze odnosić się do tego bloga i tych Twoich wpisów tutaj, ok? Może nawet uda się Tobie w końcu przeczytać w całości jeszcze raz i ten ostatni Twój wpis i również ten, w którym zawarłaś ten obrazek właśnie: [https://niesklasyfikowana.com/2021/04/26/zycie-jest-po-to-aby-zyc-a-nie-cierpiec/] A teraz przed medytacją zrób sobie, moja droga, jeszcze kąpiel. A jutro zobaczymy, czegóż tu jeszcze dokonamy, ok?

//////////////////////////////

Kochani, dopiero dostrzegłyśmy, że w ogóle nie włączyłyśmy aktualizacji tego wpisu…, a to było jeszcze przed tą jej rzekomą kąpielą… Dlaczego rzekomą? Ponieważ Mała Mi doszła do wniosku, że skoro brała ją jeszcze w niedzielę, to teraz weźmie tylko prysznic…, w dodatku, moi drodzy, pomyślała, że przecież już baaardzo dawno nie brała tego zimnego prysznica… Zatem zaczęła polewać siebie tą zimną wodą… I wyobraźcie sobie, że ledwo przekręciła, by leciała ta właśnie zimna, to już zaczęła tam w tej wannie prawie, że krzyczeć i wołać: ooo, ja pierdolę!!! Buhaha,🤣, było jej bowiem już tak zimno, a wcale nie przekręcała tej wajchy/ kurka, czy jak to się nazywa inaczej tak na maxa, na tą ekstremalnie lodowatą.

Muszę Wam powiedzieć, że jeszcze raz spojrzała na te swoje plecy i tym razem już się po prostu tych śladów wystraszyła… Bo sami tylko spójrzcie, jak to wygląda…, niby usłyszała tam, że to jest normalne [i nawet sobie jeszcze raz to w necie sprawdziła, że rzeczywiście tak jest!] tylko, czy aż tak wielkie, wypukłe i nawet niektóre wpadające w ten fiolet [a ta Aga jeszcze twierdziła, że u niej wygląda wszystko dobrze, bo nie dostrzega wcale żadnej wyżej wspomnianej barwy…] A teraz już to biedactwo znowu nie wie, co ma o tym sądzić…

Powiem Wam jednak jeszcze o tym właśnie poniedziałku Małej Mi, początkowo bowiem, jak udała się do tej lekarki, a chodzi tam zawsze na piechtę… tym razem stwierdziła jednak, iż wyszła chyba trochę zbyt późno… i wiecie cóż zauważyła, że cholerka nie potrafi wciąż biegać, a uwierzcie mi próbowała choć tym już się ratować…

Ale, moja droga, spójrz tylko, czyli dowiedziałaś się kolejnej rzeczy, którą jeszcze teraz powinnaś trenować!

boooszeee, nic mi nie mów już o tym… Bo nad czym niby nie powinnam jeszcze popracować…??? Mi się chce niemal tutaj codziennie płakać… Właśnie, jak pomyślę, ile mam tych obowiązków do wykonania… A teraz jeszcze ten leżak… i ta lodówka…, no i ta torebka…

Ok, kochana, to przedstaw proszę tutaj, by wszyscy wiedzieli, o co konkretnie chodzi z tym leżakiem, lodówką i tą torebką…

Z tym leżakiem… już wyjaśniam…, wiesz pomyślałam sobie bowiem znowu, że skoro nie bardzo wiem [bo się kompletnie na tym nie znam!], co mogłabym z nim zrobić, jak zacząć go naprawiać… To porobiłam choć jego foty i przesłałam je wraz z zapytaniem do mojej cioci [żony tego wujaszka Miraszka], bo wiem, iż oni na Kaszubach mają właśnie bardzo podobne i tak wysłałam do niej to zapytanie:

Witaj ciociu, proszę, poradź mi, co mogłabym zrobić, bo… Nie ukrywam, że to jest kolejna rzecz, która zaczęła mnie obciążać… Chodzi o ten mój leżak, który widoczny jest na fotkach: po jego prawej stronie zaczęło mi się to po prostu nadrywać, rozwalać… przez to cholerka, że nie siadałam tyłkiem na całość, tylko tak często również na brzegu… Co ja mogłabym z tym zrobić, żeby mi to czasem dalej się nie rozwalało: może podkleić, ale jaki w ogóle klej powinnam do tego zakupić? 
Z góry dziękuję za wszelkie wskazówki 😘

Dodałam oczywiście te fotki:

Kompletnie się bowiem na tym nie znam… i tak mnie już to zaczęło wręcz przerażać… Po czym ciocia mi odpisała:

Cześć Moniko, nie potrafię niestety Ci pomóc z leżakiem, bo na zdjęciu nie widać dobrze czy rozszedł się materiał czy wyszedł z zaczepów. Przykro mi.

Także tak…, a wiesz, jaka była moja pierwsza myśl teraz, jak kolejna rzecz zaczyna mi się tu psuć…, z którą ponownie nie umiem sobie poradzić?

No mów!

Że może to jest kolejny znak/ sygnał…, że jednak Gracjan mnie stąd zabierze… do siebie… Wiesz, ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę, co też zostało mi dziś powiedziane w tej OdNowie, że tak naprawdę NIE MOŻEMY/ NIE POWINNIŚMY LICZYĆ NA POMOC Z ZEWNĄTRZ, ŻE ktoś nas uratuje...

Przecież o tym mówił również sam Gracjan w jakimś swoim filmiku, prawda?

Dokładnie tak było! Tylko tak myślę sobie znowu, że tu nie chodzi przecież o to, że ja na coś czekam, tak biernie, że znajdzie się jakiś bohater/ mój książę z bajki i mnie tu uratuje! NIEEEE! Przecież ja o tym już tutaj niejednokrotnie wręcz pisałam! Nie chodzi mi o to, że ktoś z zewnątrz miałby mnie wybawiać!!! Naprawdę NIE O TO MI TU CHODZI, potrzebuję po prostu jakiegoś wsparcia i pomocy, tylko o tym zawsze mówiłam!

Tak, dobrze przecież o tym wiem… Ale może wspomnij jeszcze tylko o tym, jak trafiłaś tam w końcu do tej OdNowy po odbiór 2 części tego wykupionego przez Ciebie pakietu…, przedstaw nam proszę, jak to było…

Ów zabieg, który miałam mieć, to Moksa [leczenie ziołowe] (cygaro lecznicze, moksa, moxa) kompletnie nie miałam pojęcie, co to jest i na czym to w ogóle polega… I tak też rzekłam tej Sylwii właśnie, która do mnie na początku zaczęła mówić per pani…, ja wtedy do niej, by zwracała się do mnie po prostu po imieniu. Ona się wówczas uśmiechnęła i podała mi swoją dłoń, mówiąc, że w takim razie w odwrotną stronę także.

Widziałam, jak wspaniale się tam czułaś!

Bo tak też i było! Wiesz wydawało mi się, że ta Sylwia jest nawet ode mnie młodsza, tak w każdym razie wyglądała… Ponieważ pierwszy raz miałam z nią do czynienia… Nie! Tak naprawdę to nie był jedyny powód, że zaczęłam ponownie jej wszystko opowiadać, wszystko o tym moim życiu… Znowu nie umiem tego wytłumaczyć…, ale jestem o tym przekona, że nie tylko ja tak mam… po prostu czasem widzę kogoś i już wiem, po jego oczach, że jesteśmy na podobnych wibracjach… A dodam jeszcze tylko, iż ja tu przecież w domu, co chwila z jakiegoś powodu płaczę… A tak naprawdę ta konwersacja z nią była już dla mnie poniekąd oczyszczająca, zaczęłam oczywiście pytaniem:

Mogłabym sobie tu również popłakać?

Co to w ogóle za pytanie, czy mogłabyś? Jak tego potrzebujesz, to po prostu to rób! To jest przecież także pewien sposób uzdrowienia!

Wiesz, ja zdaję sobie sprawę, jak ja wyglądam…, jak taka niby normalna osoba…, ale ja mam tak naprawdę na sobie baaaardzo grubą historię…

I tu zaczęłam to znowu wymieniać…[to była naturalnie nasza obustronna rozmowa… jednak ja podam tutaj to raczej tak zbite, że tak powiem, czyli i moje w całości, później zaś postaram się przedstawić, to co mówiła mi Sylwia właśnie…]

  • mój wypadek: pół roku w szpitalu, w tym prawie 2 m-ce w śpiączce farmakologicznej, jak mnie wybudzili, to nie potrafiłam NIC, MUSIAŁAM SIĘ UCZYĆ WSZYSTKIEGO OD POCZĄTKU, JAK MAŁE DZIECKO… [po niecałych 3 miesiącach małżeństwa – to szczerze mówiąc powiedziałam tak tylko, by nakreślić, jak to u mnie wygląda…, bo ja absolutnie już dawno to czuję, że tak właśnie miało być, że tu również BÓG/ WSZECHŚWIAT mnie jednak uratował]
  • po 3 latach od mojego wypadku, w dzień matki, moja mama dowiaduje się, że jej drugie dziecko, również wylądowało na OIMIE… [o Marcinie powiedziałam jej znowu wiele, że jest tak niesamowitym chłopakiem = karateka z czarnym pasem, z naderwanym rdzeniem kręgowym, dlatego jego nogami jest teraz wózek inwalidzki, ale on się nigdy nie poddaje! Pomimo wszystko… podchodzi do wszystkiego z uśmiechem, kompletnie nie narzeka, tylko cieszy się tym życiem…, jakie ma obecnie…

Kochana moja, ale teraz jest już 23:25, a Ty jesteś przebrana już w ten swój kombinezon, okno masz ponownie otwarte i słychać tutaj tylko taki piękny znowu śpiew tych ptaków…Będziesz mogła potraktować to później jako niemalże kołysankę na sen, hehe, ale póki co jeszcze medytacja! Również ta Gracjana, a będziesz ją wykonywała już przecież 3-ci raz… 😉

Nieprawda, że trzeci, trzeci przed snem! Bo tak zawsze robię i jak on mówi tam, żeby siedzieć/ ewentualnie się oprzeć, to ja po prostu sobie leżę, bo i tak mam tam plecy przecież proste! A w tej mojej bibli wyczytałam jeszcze coś o tym, że właśnie ta medytacja z intencjami przed samym zaśnięciem jest już najlepsza! Jutro postaram się zamieścić tu jeszcze cytat z tej książki właśnie, bo póki co, siedzę na tym leżaku, ale już całym tyłkiem, tak nawet bardzo opierając się w tył, czyli raczej tak, jak rzeczywiście chyba powinnam zawsze, hehe,😋. Także teraz jak wstanę to już tylko do tej medytacji, bo strasznie się boję, że jednak mogłoby się coś jeszcze tu zadziać z tym moim jednak niebiańsko wygodnym leżakiem. Ale nie będę o tym już myślała, bo i po co teraz o takich rzeczach na noc myśleć, prawda?

Oczywiście, że tak! Teraz kochana moja pomyślisz ponownie o swojej prywatnej intencji! A dobrze już wiemy, co…, a może raczej KTO nią jest To zmykaj już proszę do tego czarowania i później spanka!

//////////////

Nim nasza artystka dopracuje ten wpis, opowiemy Wam choćby tak szybciutko, co u niej obecnie słychać. Dosłownie przed chwilką zdążyłyśmy zjeść zupkę, którą dziś ugotowała. A wyglądała [i nadal wygląda 😉] ona tak: Muszę powiedzieć, że bardzo smaczna jej wyszła, jak zresztą zwykle. A cała historia tego jest oczywiście o wiele dłuższa, ale może już nie będziemy tutaj przedłużać obecnie, chyba, że wyjdzie to jeszcze spontanicznie jakoś w trakcie…

Mała Mi była dziś właśnie odebrać ostatni zabieg, który sobie wykupiła w tym pakiecie, a były to bańki. Nie będzie kryła, że na samym początku bolały ją bardzo te plecy, ale Agnieszka ją o tym uprzedziła, że to uczucie/odczucie jest czymś całkowicie normalnym…, jeśli oczywiście dalej by nie przeszło, to zaczęłaby je naturalnie odrobinę poluźniać. Jednak, jak się domyślacie, później już było spokojniej, nie odczuwała aż takiego napięcia na tych plecach… A oto, jak jej plecy wyglądają, zrobiła tą fotkę dziś, po przyjeździe do domu…, który, kochani ma BAAARDZO znowu nieuprzątnięty, ale więcej się tu wyjaśni, jak będziemy opisywać choćby wczorajszy jej dzień. Celowo wstawiłyśmy tutaj tak duże to zdjęcie [w sensie nie „obrazek w treści”], byście mogli dobrze dostrzec te jej ślady na plecach, które również są czymś normalnym:

(…) Po drugie, dzięki podciśnieniu do środka naczynka zostaje wessana skóra z niewielką ilością krwi (stąd po bańkach na plecach pojawiają się czerwone plamy). Organizm traktuje tę krew jako ciało obce i stymuluje układ odpornościowy do walki z nią. Dzięki temu rozpoczyna się także walka z infekcją.

https://www.google.com/search?q=slady+po+bankach+na+plecach&rlz=1C1GCEA_enPL821PL821&oq=%C5%9Blady+na+plecach+po+ba&aqs=chrome.1.69i57j0i22i30l2.31605j1j15&sourceid=chrome&ie=UTF-8

Powiem Wam, cóż nasza bohaterka dostrzega…, to z pewnością nie będzie dla Was żadną nowością = bo przecież KAŻDY TAK MA! Wiecie, o czym tu mowa? Chodzi o te nieustające wręcz skoki nastroju… Tak, u niej przebiega to, jak już z pewnością możecie się domyślać, o wiele bardziej hmmm… intensywnie/ częściej? A będąc jeszcze dziś w tej klinice, tym razem nie zabierała już ze sobą żadnej książki, jak jeszcze wczoraj…, tylko sięgnęła po jedną ze stojących tam książek i w niej właśnie wyczytała coś, co sprawiło ponownie, że w jej oczach pojawiły się łzy… Nie pamięta już dokładnie nawet, jaki tytuł nosiła ta książka, nie pamięta już również jej autorki, wie tylko, iż była to kobieta, chyba nawet początkowo zajmująca się wizażem…

W każdym razie w rozdziale pt. CZYM JEST WEWNĘTRZNE PIĘKNO, prócz tego, co wyczytała [widoczne na poniższym zdjęciu], łzy wywołało w niej oczywiście to zdanie:

TO DŁUGI, CZUŁY UŚCISK, W KTÓRYM SŁYCHAĆ: „PRZEJDZIEMY PRZEZ TO RAZEM”

I dalej:

ŻYCIE JEST BEZCENNE, A OSTATECZNIE, TAK NAPRAWDĘ LICZY SIĘ TYLKO MIŁOŚĆ.

Postanowiła jednak bardziej doceniać własną osobę, przecież tak wiele już dla niej/ dla siebie czyli, uczyniła. Dlatego, kochani postanowiła zrobić nam jeszcze teraz po kawce i uznałyśmy, że puścimy to w świat takie właśnie jeszcze całkowicie niemal niedokończone! Ale obydwie twierdzimy, że no trudno, trochę przyjemności i dobroci trzeba przecież również mieć w życiu! Do jej picia włączyła nam kolejny filmik Gracjana właśnie, a mianowicie ten: IDZIESZ DOKŁADNIE TAM GDZIE PATRZYSZ. I ona ponownie, myśli sobie: cholerka, jaki to jest mądry człowiek!

////////////

Skończyłam właśnie czytać ten wpis!!! PIĄTEK [tygodnia koniec i początek, hehe,😋], 14.V.2021, godz. 18:07! Także może jeszcze dziś…, albo jakoś w kolejnych dniach… Mam jeszcze przecież do dyspozycji i sobotę i niedzielę… No i cały kolejny tydzień jeszcze, kiedy to, podobno teraz patrzę na pogodę w komórce, ale ma jednak być deszczowo… hehe, 🤣.

W sumie to przecież początkowo pokazywało, iż dziś również mają być te opady, stąd m.in. nie robiłaś dziś już tego prania nawet, które uczyniłaś przecież jeszcze wczoraj… Ale spójrz, dokonałaś kolejnej rzeczy= zakończyłaś choć czytać już ten wpis i zrobiłaś z nim jakom taki porządek, bo i dodałaś dłuższą muzę i w ogóle, kochana moja tak się cudnie sobą teraz znowu opiekujesz! Sobą samą, tak właśnie, jak zasugerował Ci dzisiaj jeszcze podczas medytacji WSZECHŚWIAT!

ÄTNA – Remission

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close