Najlepszym sposobem na przewidzenie przyszłości jest jej stworzenie!

https://www.drjoedispenzaformulapoland.com/plc-3/

3:33:33

Dzisiejszego dnia, którym jest NIEDZIELA, 30.V.2021, miała w ogóle nie zaglądać do kompa, tylko odpocząć po prostu od ekranu… Myślała sobie, że ponieważ świeci piękne jednak słonko, choć tak gorąco to wcale nie jest [temp. u niej na komórce to: 13/14 st. C]. Ale jeszcze leżąc w łóżku tak sobie właśnie o tym myślała, jak ten dzień spędzi. Nie podniosła się oczywiście dzisiaj tak wcześnie, bo jak jeszcze [boooszeee, jak dobrze, że ona notuje sobie w ogóle te godziny w komórce!] o 6:10 była już w ubikacji, gdzie, kochani, zrobiła już sobie taki kolejny zwyczaj, a mianowicie: nad ranem smaruje sobie tą [coraz mniej bolącą i coraz bardziej sprawną rękę!] tym żelem TRAUMON, wieczorem zaś używa do tego tego drugiego kremu rozgrzewającego, w tej czerwonej tubce…

W międzyczasie oczywiście [bo tego jeszcze nie wiecie!], ale odkąd zauważyła, że ta jej zdrapka pod tym nosem jest taka jednak bardziej zabliźniona… to jeździ sobie jeszcze tym AŁUNEM wokół swoich ust [a robi w sumie 50 tych okrążeń,🤭 ], oczywiście stosuje go także do pocierania i tej stopy i swojego uda. [ooo raaaanyyy, g. 9:42 znowu gołąbek na latarni!]. Następnie przechodzi do stołu w kuchni, gdzie prócz toniku i kremu, używa naturalnie jeszcze tej maści ALANTAN pod nos… Kochani, ona jest naprawdę przeciążona tymi obowiązkami już…, musi przecież o tylu rzeczach pamiętać…, a jeszcze łyka zawsze, póki ta opryszczka całkiem nie zniknie i Lizynę, i wit. B.

Nie! Ja już naprawdę nie daję sobie rady ponownie z tak wieloma rzeczami… Tak bardzo chce mi się znowu płakać…, czuję się już tym wszystkim po prostu przemęczona!!! Za duuuużo tego na mojej tylko głowie… [9:44 – odfrunął] A mowa tu tylko o takich w sumie, wydawać by się mogło PIERDÓLKACH, a tu jeszcze wciąż te opłaty, które muszę porobić…, dokończyć prasowanie, znaleźć ten druczek do wypełnienia o legitymkę [bo… przyznano mi dalej to orzeczenie!] , porobić do niej sobie fotki i doręczyć to do tego urzędu tam… , zrobić w końcu porządek z tymi zdjęciami i obrazkami na mój blog, powynosić do piwni resztę zimowych rzeczy, przesadzić kwiatka, umyć okna, poukładać końcu nawrzucane do szuflad ciuchy… [a to naprawdę wciąż nie wszystko z tej mojej listy to do…] Nie wspominam już tu naturalnie o takich rzeczach, jak sprzątanie, zakupy i gotowanie…

A jeszcze wczoraj, żeby było zabawniej na fejsie udostępniłam coś takiego: Zatem teraz każdy, no a już zwłaszcza moja rodzina…, może sobie o mnie myśleć, że jestem jakaś już maksymalnie niemal pokręcona/ nawiedzona…, że ja naprawdę mam już coś z tą głową jednak…🙄🤦‍♀️🤪, jak jestem zdania, iż to wystarczy, że wypiszę sobie coś takiego na kartce… I wtedy to właśnie będzie działać… boooszeee, ja tu naprawdę już nie mogę… Gdyby oni wszyscy tylko zdawali sobie z tego sprawę, co ja tu rzeczywiście muszę robić… i jakie są te moje obowiązki dla mnie jednak męczące i ciężkie…

Cholerka, zawsze, jak wypowiadam coś takiego… to już mi się włącza w głowie ten ALARM! By tak jednak nie mówić i nie wypowiadać tego typu słów na głos! Nawet o tym nie myśleć w ten sposób, że coś jest ciężkie i przerasta… Ale, co ja na to mogę poradzić, że to wszystko teraz właśnie po prostu obecnie dla mnie TAKIE JEST i mnie cholernie przeciąża…???

Tak, masz rację, kochana, jest tego naprawdę wiele, o czym Ty musisz/ powinnaś pamiętać… Ale spróbuj się teraz choć trochę uspokoić i może razem uda nam się wyciągnąć te dobre rzeczy… Choćby tylko z dzisiejszego dnia! Zapomniałaś już jak jeszcze przed godz. 7 leżąc w łóżku i odczuwając jednak choć trochę więcej spokoju, BO…ZAUWAŻYŁAŚ JUŻ I OGROMNĄ POPRAWĘ WYGLĄDU TEJ TWOJEJ, jak to Ty nazywasz – zdrapki pod nosem, lecz PRZEDE WSZYSTKIM ODCZUWASZ JUŻ ZNACZNIE MNIEJSZY BÓL TEJ RĘKI I JEST ONA CORAZ BARDZIEJ SPRAWNA!

Dokładnie tak. To prawda! Właśnie z tego powodu ponownie się położyłam i zaczęłam odmawiać tą moją modlitwę dziękczynną! Później jednak [ponieważ teraz nie za bardzo jeszcze jestem w stanie ćwiczyć…], a uznałam, że te ok. 20 minut tych podziękowań WSZECHŚWIATOWI na leżąco było przecież niczym medytacja, więc po prostu „zaścieliłam” i poszłam robić sobie jakieś śniadanie… i boooszeeee, tu znowu sobie myślę, po cholerę nakupowałam tyyyleeee tych rzeczy… Nawet nie wiesz, jak w takich właśnie momentach brak mi tutaj jeszcze kogoś…, jakiegoś rozsądnego wsparcia…

No dobrze, to prawda, kochana moja, ale nie zapominaj, że miałyśmy się teraz skupiać TYLKO na dobrych/ pozytywnych rzeczach!

Ale ja w tym momencie nie potrafię już ich dostrzegać… wszystko mnie znowu tak bardzo przytłacza… Nawet to, że, cholera jasna, znowu stałam w tej kuchni, jak taka ostatnia popaprana oferma…, bo nie bardzo wiedziałam, co będzie rozsądniejsze na śniadanie… Choć już przetłumaczyłam sobie, że nie będzie to jednak müsli [a zauważ, że wczoraj jeszcze kupiłam do niego i banany i winogrono… 🤦‍♀️], bo jabłka, ani gruszki już w to nie wliczam, przecież zawsze będę mogła sobie je po prostu przegryźć… Może nawet jak jednak w końcu zechce mi się z tego domu wyjść… [10:12 = znowu gołąb]

Kochana, widzę w jakim jesteś teraz stanie…, ale spójrz, dziś już wzięłaś na 100% to FEMALE MULTIPLE, bo sobie to nawet zapisałaś przecież w komórce…

Tak właśnie… a wiesz, jakie to jest dla mnie okropne, że ja muszę sobie takie rzeczy notować i w ogóle zapisywać…To jest przecież, jak jakaś cholerna ułomność… Ja naprawdę już nie wiem, co mam ze sobą zrobić…, co z tym począć… boooszeee, tak dobrze o tym wiem, że nie powinnam biadolić i narzekać… [10:18- odleciał]. A najbardziej jestem wręcz wkur… tym śniadaniem…

Moja droga, ale pomyśl, dlaczego i jakie masz powody ku temu tak naprawdę? Przecież na sam koniec, jak już zastanawiałaś się w ogóle, po co Ty ten piekarnik włączyłaś, to doszłaś do tego, że zrobiłaś to po to, by odmrozić sobie te 2 kromki razowego chlebka… Następnie, jak już się rozmroziły, posmarowałaś je tą pastą z warzyw z bulionu, którą przecież również kiedyś jeszcze sobie przygotowałaś i na to położyłaś ugotowane jajko, które następnie posmarowałaś również chrzanem. Do tego przyrządziłaś także sałatę z papryką, pomidorem i natką pietruszki, do tego wsypałaś jeszcze trochę i słonecznika i pestek dyni!

I co mi właściwie po tym, jak po prostu niemal całą jej michę wpieprzyłam…, bo już inaczej nie umiem tego wyrazić…

Wiesz co Ci powiem, moja droga, prócz tego, że rzeczywiście ZJADŁAŚ [nie „wpieprzyłaś!!!] jej sporo…, to wciąż mierzyłaś sobie przecież ten czas jedzenia [co robisz niemal nieustannie…, starasz się to bowiem kontrolować, by nie wkładać tak bezmyślnie niemal tego jedzenia tak po prostu do buzi… i tym razem trwało to mniej więcej 15 minut!]. Poza tym, moja droga, włączyłaś sobie do tego ponownie ten film, który oglądałaś wczoraj [My Octopus Teacher] i ponownie, kochana, bardzo się przy tym wzruszałaś! Zatem zamiast być tak bardzo teraz do wszystkiego na anty…

[A weź jeszcze, moja droga pod uwagę, że całkiem możliwe, iż to… oraz to odczuwane przez Ciebie obecnie niemal anormalne zmęczenie, może być równie dobrze oznaką nadejścia w końcu Twojej spóźnionej miesiączki przecież!] Dlatego, myślę, aby to już po prostu zostawić [i nawet, jak i tak w rzeczywistości nie wyjdziesz dziś z domu… choć dopiero jest 10:45!], to skupić się może teraz jednak na opisie tego filmu, dlaczego tak bardzo on Ciebie wzruszył i co tak naprawdę czułaś, jakie miałaś myśli, oglądając go? A zauważ, iż to będzie stanowiło niejako kontynuację tych wczorajszych podpunktów!

Tak też i zrobię…, tylko jeszcze najpierw postaram się ten wpis może jakoś od początku przeczytać…, bo jestem tego pewna, że w nim również jeszcze mam choć co nieco do poprawienia/ przekształcenia…

//////

Kochani, była dziś także na tej dolince od godz. 13:30 przez godzinkę, nie wzięła ze sobą nawet komórki, bo już była tak cholernie wszystkim wyczerpana, ale choć zapytała się o tą godzinę, jak już tam na miejsce dotarła. Powiem Wam tak, że stanęła na początku w tym miejscu [odosobnionym], gdzie zazwyczaj stawała i po prostu nagle zaczęła tam potwornie wręcz płakać i wciąż wypowiadała:

WSZECHŚWIECIE, POMÓŻ MI PROSZĘ, BO NIE DAJĘ TU JUŻ SOBIE SAMA RADY! Błagam, ześlij mi kogoś do pomocy, bo dla mnie takie życie samej nie ma już dłużej sensu… Proszę jednak, by to był mężczyzna, który nie tylko potrafiłby mnie zrozumieć… i to wszystko również, co się u mnie/ ze mną teraz dzieje…, lecz także zechciał i znalazł w sobie tyle siły…, by mi jeszcze jakoś pomagać i mnie również wspierać… O nic więcej nie proszę! Tak bardzo bowiem potrzebne jest mi zrozumienie! A śmiem twierdzić, że od tego znacznie łatwiej byłoby z tworzeniem się również może nawet jakiegoś uczucia między nami… Naprawdę nie mam już na nic siły…

Tak właśnie spędziła ten czas na tej dolince…, tzn. nie stała tam całej godziny, gdyż jednak na koniec poszła się nawet kawałek przejść, po czym, jak zobaczyła wolną ławeczkę, to na niej sobie także przysiadła… i ponownie tak bardzo zbierało jej się do płaczu… Myślała o tym, co powinna robić dalej ze sobą…, z tym samotnym swoim życiem… i jedyne, co zrobiła po powrocie do domu, to wypisała choć jeszcze raz na kartce, czym powinna się zająć… i do obiadu, rybki z kaszą i surówką z kiszonej kapusty, włączyła nam ponownie ten film: My Octopus Teacher i po raz kolejny zalewała się łzami oglądając go i właściwie już postanowiła, że w kolejnym swoim wpisie odniesie się do niego z całą pewnością! A pomyślała sobie jeszcze właśnie na tej dolince, iż zdecydowanie znacznie lepiej będzie tworzyć te kolejne wpisy właśnie chronologicznie…, bo wówczas przecież będzie o wiele prościej kontrolować nawet tą muzykę…, a nie tak, jak w tym wpisie…

Zmieniłam już w nim także tą muzykę…, bo wydawało mi się, iż tamta jakoś już przy końcówce tego wpisu się po prostu skończyła… Szczerze mówiąc, nie wiem, jak to teraz wygląda…, ale ja już serio nie mam siły dłużej…

W takim razie, kochana moja, zostaw to teraz i skoro zrobiłaś nam również kawkę…, to może jeszcze raz choć włączysz do obejrzenia ten film, który wywarł na Tobie takie wrażenie… A w najbliższych dniach…, po tym, jak porobisz w końcu i opłaty i również wykonasz pozostałe swoje obowiązki…, zaczniesz się do niego także odnosić. Także, moja najdroższa, włącz nam proszę teraz jeszcze raz ten film, który już także rozpoczęłyśmy właśnie do obiadu! Przeczytałaś ten wpis, zmieniłaś w nim już muzykę, na jednak dłuższą, zatem po prostu już to tak zostaw! A kolejne wpisy będziesz już czyniła po prostu chronologicznie, jak te pierwotne swoje!

(…)

Ledwo odsłoniła swoje okno, spogląda na latarnię,… a tam już, kochani, siedział sobie na niej JEJ gołąbek 💗. Teraz zawsze, jak widzi właśnie tego ptaka, to przychodzi jej na myśl od razu tylko Gracjan! A dostrzegła go dziś, SOBOTA, 29.V.2021, chyba tak jakoś już ok. godz. 7, tak się niesamowicie to dziewczę ucieszyło 🤗. A siedział on tam prawie bez ruchu, poważnie = bardzo długo! W ogóle to, kochani, uśmiecha się tak naprawdę od początku niemal tego dnia, tfuuu, przecież już z tym uśmiechem na swojej buźce zasypiała! Wprawdzie jak „zaścieliła” swoje łóżko, następnie wróciła z łazienki i siadła do medytacji, to już go nie było, ale pomyślała sobie, no ile w końcu można tak siedzieć bez ruchu (?), przecież jest naturalnym, że ptaki fruwają! 😋

Dalej zaś, jak już siadła do tej medytacji, to, kochani spostrzegła z kolei na tej drugiej latarni 2 gołębie! Jej pierwsza myśl była oczywiście taka, że to ONA & GRACJAN😉. Zastanawiała się chwilkę, jak w ogóle powinna siąść [sensie, którą latarnię by tu obserwować]… Lecz stwierdziła, że ponieważ niemożliwym jest, by dostrzegać je obydwie na raz, zatem uznała, iż będzie patrzyła po prostu na tą, co zawsze, czyli tą obecnie pustą. Co jakiś czas najwyżej przechyli swoją głowę, by spojrzeć jeszcze na tą obok.

I… tak też zrobiła, kochani, a tam spogląda, że te gołębie się po prostu rozmnożyły, bo teraz widziała je 3! Ponownie jej pierwsza, automatyczna myśl, była taka: że jest to ona z Gracjanem i ich dziecko… Za chwilkę jednak przypomniała sobie, że miały to być przecież bliźniaki, hehe, 🤭. Zatem ostatecznie pomyślała sobie, że to musi być z pewnością JEJ TRÓJCA 💗. I tak siedziała sobie na tej swojej poduszce, wciąż od czasu do czasu zaglądając, czy ta jej trójca nadal tam jest… A zaczęło już nawet kropić, więc wówczas tym bardziej tam spoglądała. I nie mogła wprost w to uwierzyć, cóż dostrzegła = siedziały tam cały czas tak bardzo wytrwale! I właśnie wtedy usłyszała:

Czynimy przecież to samo, co i Ty!

Zrobiło się jej naturalnie tak niesamowicie wręcz znowu miło!

A dziś, kochani, posłuchajcie, cóż wypowiadała [wciąż tą swoją modlitwę dziękczynną, teraz jednak już z pełną wiarą w to, co mówi!].

KOCHANY WSZECHŚWIECIE, DZIĘKUJĘ TOBIE TAK BARDZO, ŻE MNIE UZDRAWIASZ, WŁAŚCIWIE TO DZIĘKUJĘ ZA TO, ŻE MOJE CIAŁO JEST TAK NIESAMOWICIE MĄDRE I INTELIGENTNE, ŻE SAMO SIĘ LECZY! DZIĘKUJĘ ZA TO, ŻE BÓL Z TEJ MOJEJ LEWEJ RĘKI JUŻ MINĄŁ I POWRÓCIŁA ONA JUŻ NAWET DO TAKIEJ SPRAWNOŚCI, JAK JESZCZE PRZED WYPADKIEM! DZIĘKUJĘ RÓWNIEŻ ZA TO, ŻE JESTEM CORAZ BARDZIEJ SPRAWNA I ZDROWA ORAZ, ŻE TA BLIZNA NA MOJEJ TWARZY TAKŻE JUŻ ZNIKNĘŁA!!! KOCHAM CIĘ WSZECHŚWIECIE ZA TO, ŻE TAK BARDZO SIĘ MNĄ OPIEKUJESZ, NAWET KIEDY JA TAK CHOLERNIE JUŻ ZNOWU WE WSZYSTKO WĄTPIĘ, TO TY WCIĄŻ TU JESTEŚ I MNIE WCALE NIE OPUSZCZASZ 💗. JESTEM NIESAMOWICIE WDZIĘCZNA ZA SPOKÓJ I RÓWNOWAGĘ, JAKIE NAPEŁNIAJĄ TERAZ MÓJ UMYSŁ! WIEM, ŻE TO TAKŻE, A MOŻE NAWET PRZEDE WSZYSTKIM, DLATEGO, ŻE ODNALAZŁA MNIE MOJA MIŁOŚĆ I CZUJĘ SIĘ TERAZ TAK BARDZO KOCHANA, A TYM SAMYM ZAOPIEKOWANA, BEZPIECZNA I SZCZĘŚLIWA!

Następnie, porobiłam sobie jeszcze fotki z dzisiaj tej mojej twarzy i tak się już ucieszyłam jej wyglądem!!! Pomyślałam, że to przecież rzeczywiście działa! A chciałam tylko zauważyć, że ja nie liczę tylko na same cuda, lecz cały czas działam dodatkowo, bo i używam maści, rumianku na tą zdrapkę pod nosem oraz żelu na bolącą rękę! A poniżej fotki, które uczyniłam dzisiejszego dnia!

Mamy, kochani wciąż sobotę, 29.05.21, jest dokładnie teraz godz. 17:00, muszę Wam powiedzieć, że już dawno nie widziałam Małej Mi taaaaak spokojnej, zatem przez to również i szczęśliwej! 🤗 Nie będę pisała, że nigdy wcześniej taka nie była i tak się nie czuła, bo przecież jest to oczywistym, iż nie byłoby to prawdą! Dziś ponownie wiele się u niej wydarzyło, ale przed chwilką skończyła oglądać PRZECUDOWNY FILM! A mianowicie ten, który polecała jeszcze kiedyś Beata Pawlikowska: Moja przyjaciółka ośmiornica 2020 dokument / pl

Kochani, nasza gwiazda ma ponownie taaaak wiele w tej swojej główce i tyyyylomaaa rzeczami chciałaby się tu z Wami podzielić. Przede wszystkim, powiem Wam, cóż sobie postanowiła…, że będziemy pisały to wszystko, co się u niej wydarza jednak w kolejności… Bo stwierdziła, że chce Wam trochę to zadanie ułatwić, to czytanie jej… I tak, dobrze zdaje sobie z tego sprawę, że przecież najważniejsze jest TU I TERAZ, czyli te w miarę bieżące sprawy u niej, ale, ALE…., tak sobie pomyślała, że… [ooo raaaanyyy, mamy godz.17:08, a na tej jej latarni ponownie widzi, że siadł gołąbek!] to chyba trochę, jakby czytanie jakiejś książki/ powieści od końca…

A przecież tak się nie robi! Trzeba przebrnąć przez całość/ od początku, by zobaczyć w końcu finał ostateczny…Choć u niej [jak i przecież w życiu każdego człowieka, póki nie umrze i nie odejdzie już z tego świata…] to zawsze wciąż coś nowego będzie się rozgrywać, bo nic nie pozostaje w stagnacji i niezmienne! A właśnie teraz, kochani, nawet wpadła na pomysł, że gdyby usłyszała od kogoś słowa: ZMIENIŁAŚ SIĘ! To mogłaby wtedy odpowiedzieć z wielką niemal dumą i radością:

DZIĘKUJĘ! WSPANIALSZEGO KOMPLEMENTU NIE MOGŁAM USŁYSZEĆ! Przecież stanie w miejscu jest czymś niemal cholernie szkodliwym, także trzeba się po prostu wciąż i na nowo zmieniać, rozwijać! 😋 Co więcej, uważam, że KAŻDA ZMIANA JEST DOBRA, ponieważ nawet ta na złe, czy gorsze, także czegoś uczy…

Moja droga, ale ponieważ wiem, że nie czytałaś jeszcze nawet tego wpisu od początku, bo nie chcesz tracić na to czasu, tylko wolisz pisać o tym, co wciąż na nowo się u Ciebie wydarza…, to może zamieńmy tę muzykę już na taką jednak dłuższą, znowu zróbmy to tak na zaś, a Ty kochana moja napisz najpierw w tych punktach, czym chciałabyś się z nami wszystkimi podzielić, ok?

Tak, masz zdecydowaną rację, będziemy po prostu na samym początku, jak dawniej, pisały tylko daty tych dni, o których będzie można czytać w tym danym artykule właśnie, ale to zrobimy dopiero od następnego wpisu… A teraz zmieniłam już tą muzykę, a mój gołąbek wciąż sobie siedzi!!! I tak na mnie spogląda i ja to po prostu czuję, że on się mną również tu opiekuje i nade mną czuwa 🤗. To już robię, taki choć wstępny plan tych rzeczy, którymi chciałabym się tu podzielić, zatem:

  • dostrzeżenie jeszcze dziś nad ranem, ok, 1 w nocy, że MÓJ BLOG MA JUŻ 70 CZYTELNIKÓW!!!
  • wysłanie mojej fotki mamie i krótka rozmowa z nią przez Messengera
  • wyjście do warzywniaka i po drodze rozmowa z Kamyczkiem
  • 2 x wędrówka do warzywniaka i odczuwanie niemalże non stop taaakiego zadowolenia i szczęścia, objawiającego się uśmiechem na mojej CUDNEJ BUŹCE!
  • zakup świeżego bukietu kwiatków!
  • prasowanie i następnie przygotowanie obiadu
  • oglądanie do niego tego filmu właśnie: Moja przyjaciółka ośmiornica 2020 dokument / pl
  • póóóźniej zaś i kawa i deser z jogurtu kaszy jaglanej, kawałka banana + cząsteczki truskawek= dalej ten sam film!

////////

Nie wiem, czy kojarzysz, jak jeszcze kiedyś byłam u Piotra Wichrzyckiego, lekarza medycyny chińskiej w OdNowie i ten mi powiedział, że to fantastycznie, iż prowadzę blog! I na jego pytanie, czy dużo mam czytelników, odpowiedziałam, że nie mam najmniejszego pojęcia, czy to jest w ogóle dużo…, ale chyba na wtedy miałam ich jakoś ponad 20, czy 30… już nie pamiętam…

Tak, dobrze to sobie przypominam…, on chyba rzekł Tobie wówczas, że jesteś po prostu artystką i nim się obejrzysz, a tych Twoich czytelników będzie … nawet 3000, hehe. Bo przecież Internet to obecnie OGROMNA siła!

Dokładnie tak to kojarzę! Wiem tylko, że wówczas poczułam się, jakbym naprawdę miała tę moc twórczą! I w dodatku wcale nawet w to nie zwątpiłam, co też on do mnie rzekł 😉. Jeszcze wtedy nawet o tym nie myślałam wcale tak intensywnie… A tu spójrz… już dzisiaj mam tych czytelników właśnie tylu 🤗. Nawet nie wiesz, jak to mnie cieszy, że znajdują się takie osoby, które mnie jednak chętnie czytają, w których wzbudzam jakieś zainteresowanie, którym może mogę również czymś służyć….

Jestem, moja droga, o tym wręcz przekonana, że kto, jak kto, ale Ty pokazując tutaj to swoje życie tak otwarcie, to, co przeżyłaś i co było Ci dane przejść… w dodatku nadmienię tylko, iż Ty wciąż coś przechodzisz…, bo Ciebie, kochana jakoś życie w ogóle nie szczędzi… Ale właśnie poprzez to, pokazując własne podejście do takich właśnie, niejednokrotnie przecież karkołomnych sytuacji i wydarzeń, nie tylko stwarzasz zainteresowanie, lecz też PRZEDE WSZYSTKIM DAJESZ CUDOWNY PRZYKŁAD I UCZYSZ PRZEZ TO WIELE OSÓB!!! Przedstawiasz tu przecież autentyczną siebie, pokazujesz po prostu, jak podchodzisz do takich właśnie zdarzeń, często mega trudnych… I co więcej dajesz wspaniały wręcz wzór, na to, aby łatwo się nie zniechęcać, a tym bardziej nie przerażać i NIE REZYGNOWAĆ/ NIE PODDAWAĆ SIĘ! Tylko czerpać z nich jakieś kolejne lekcje, bo są przecież cennymi doświadczeniami, które jakoś zamiast Ciebie zniechęcać i niszczyć/ zabijać, powodują coś całkowicie wręcz przeciwnego! Pokazujesz przecież, jak również pomimo takich właśnie cholernie trudnych i ciężkich doznań, można, a nawet powinno się [!] wciąż i na nowo powstawać. I co ważniejsze: jednak w jakiś sposób walczyć, czy może lepiej: próbować dalej tworzyć to własne życie

No cóż, chyba tak właśnie jest, choć, szczerze mówiąc, ja jakoś nigdy nie uważałam, że mogę być tym kimś wyjątkowym… Lecz powolutku zaczynam sobie to uświadamiać, że po pierwsze niewiele chyba osób ma na swoim koncie, że tak powiem, takie jednak trudne doświadczenia, po drugie teraz już to po prostu wiem, że nie każdy potrafiłby sobie z nimi w tak wspaniały i dzielny sposób, jak i ja sama, poradzić!

No dobrze, zatem rozwinęłaś już tutaj ten pierwszy punkt, a propos ilości tych Twoich czytelników, więc teraz możemy spokojnie przejść dalej.

Oczywiście, zatem w tej chwili doniosę troszkę o tym, cóż napisałam mojej mamie na tym fejsie, przez Messenger`a. Ponieważ doskonale jestem tego świadoma, że ona tak bardzo zawsze czuje się spokojniejsza, jak już wie, co się u tych jej dzieci dzieje… Zatem po prostu wysłałam jej przede wszystkim tą moją uśmiechniętą dzisiejszą twarz, by wiedziała, jak ona teraz wygląda… Na tej fotce po lewej jestem po medytacji przy uchylonym oknie, więc naturalnie wciągnęłam na siebie jeszcze ten mój kombinezon, a dokładnie na tym zdjęciu leżę jeszcze z nogami położonymi na ścianę, hehe, bo jednak znowu mnie bolały… A całą rozmowę zaczęłam w ogóle tak: Cześć mamko, moja twarz dziś, tj.29.05.21, na co ona do mnie:

Już coraz lepiej Monia jest po tygodniu. Twoja promienna twarz powoduje, że prawie nie widać.

Kochana, myślę, że najlepiej będzie, jak przedstawisz tutaj tą całą Waszą konwersację, aby każdy mógł zobaczyć to na własne oczy!

Ok, zatem:

Bo tak się właśnie teraz uśmiecham już do siebie ładnie i medytuję, i BARDZO W TO WIERZĘ I POWTARZAM SOBIE ZAWSZE I RANO I WIECZOREM PRZED SNEM, ŻE JESTEM JUŻ ZDROWA, SPRAWNA, NIE BOLI MNIE JUŻ TA RĘKA A BLIZNA RÓWNIEŻ CAŁKIEM ZNIKA! I widzę już OGROMNĄ WRĘCZ POPRAWĘ! bo ta ręka wprawdzie jeszcze mnie boli, ale już mogę nią choć i się czesać i czyścić zęby nicią! Każdego dnia jest coraz lepiej. A stosuję jeszcze i tą maść ALANTAN, RUMIANEK no i ten TRAUMON ŻEL.

No i tak podchodź optymistycznie. Zaraz całkiem minie. Dobrze, że stosujesz maść. Tylko też wychodź z domu.

Wychodzę droga mamo!

Super. A ja z Kacperkiem. On jeszcze śpi. ?

Dziś zaraz jeszcze udam się do warzywniaka p. Piotra po i kiszoną kapustę i pietruszkę! Bo chcę zrobić sobie surówkę do rybki, którą zakupiłam również!

ooo masz u siebie tego szkrabka! Później prześlę Ci jeszcze przepis na pankeksy, które będziesz mogła zrobić dla Kacpunia na dzień dziecka!

O fajnie ja też wczoraj kupiłam kapustę kiszoną na rynku i sałatę i pomidory. A co to ? On już odlicza, kiedy będzie dzień dziecka. Na prezenty czeka oczywiście.

Przesłałam Ci tą stronkę na @ właśnie

Dziękuję

Nie ma za co! tam jest więcej przepisów, a są to po prostu: ? Słodkie inspiracje na Dzień Dziecka ?

Dobrej soboty i szczęśliwej córcia . Ok zobaczę buziaki ??

Dziękuję Wam również takiej życzę!

Dziękujemy. Później Kasia zabiera Kacpra bo gdzieś idą.

O 11:59 wysłałam jej zaś tą moją fotkę z drogi do warzywniaka właśnie: Zaraz potem reakcja mojej mamy [oczywiście :P]: kciuk w górę i , hehe, po czym dalej:

O jak pięknie wyglądasz Monia. Do tego jeszcze na tle zieleni. Super!

Jak szłam pierwszy raz [bo wędrowałam tam 2 x!], to zadzwoniłam do Kamyczka, by zapytać, jak się czuje i tutaj będę miała dobry przykład na to, by podać Wam, dlaczego i czym tak naprawdę się od siebie jednak różnimy… Otóż nasza rozmowa przebiegała mniej więcej tak:

Cześć braszku, jak się czujesz i co u Ciebie?

W porządku wszystko! [jak zwykle zresztą mega optymistycznym głosem do mnie]

Musiałam sobie to wynotować wcześniej na kartce, by pamiętać, o czym chcę z nim w ogóle rozmawiać, hehe i tak były tam takie hasła:

  • Stegna = może dobrze, że nie pojechaliśmy jednak
  • deska do auta= czy już ją ma

I jak mu rzekłam wówczas o tym, co sobie pomyślałam później, że wiesz…, o tym, iż mógłby mieć ten atak np. właśnie w tym mieście, gdzie nawet nie wiemy, jak moglibyśmy znaleźć jakiś tam szpital itp. to trochę zaczął się z tego śmiać. Po czym rzekł do mnie, czy ja o tym tak właśnie cały czas myślałam? Ja że przecież nie cały czas, tylko taka myśl właśnie przyszła mi do głowy…, ale jak to mój brat… on ma raczej na to wylane, że tak powiem. Dowiedziałam się jednak, iż tą deskę do auta przysłali mu już naprawioną chyba w poniedziałek, bo odrzekł mi taki zdziwiony, że on już autem nawet dawno jeździł.

Pytając go, jak poradził sobie z jej wsadzeniem, stwierdził, że to żadna filozofia [jak to mój brat :P]. Ale ja wiem przecież, iż on nie ma sprawnych tych swoich rąk, więc odrzekł mi, że pomógł mu w tym po prostu [po raz kolejny] Kacper. Dowiedziałam się także, że otrzymał ode mnie te fotki i wiadomości przez tego Messengera, po prostu nasza rodzicielka tylko ich nie otrzymała, bo przecież ona ma teraz już to inne konto :P, a wysłałam najwidoczniej jeszcze na to jej stare. Marcin leżał jednak w tym szpitalu jeszcze wcześniej z powodu tej alergii jednak i to nie raz! Jak się wyraził: staaare dzieje :P. Ale rzekłam mu również, iż choć z tego wszystkiego kolejny plus wyszedł, bo musieli mu zrobić to badanie na COVID i dowiedział się, że go nie ma, hehe.

Także w sumie tak chwilkę tylko rozmawialiśmy, bo powiedział mi, iż jeszcze jest w łóżku i że właśnie się podnosi do śniadania. Później zaś Kasia po tym, jak gdzieś tam zabiera Kacperka na obiad, ma go do niego następnie przywieźć. I tak właśnie zakończyliśmy tę rozmowę.

Ok, to już mamy kolejny punkt uzupełniony, zatem lecimy dalej.

To teraz o tym, jak 2 x podążałam do tego warzywniaka 😛 Wchodzę tam i witam się oczywiście z panem Piotrem, a ten do mnie:

Pani Moniczko, a gdzież to pani wyjechała na weekend,… bo już tak sobie myślę właśnie, że tak tu jednak pani nie widuję ostatnio, zatem przyszły mi do głowy 2 wersje: jakiś wyjazd/ obraziła się pani, hehe, 😜

Wyjechałam po prostu do rodziny, do Elbląga[nic już nawet nie wspominałam o tym, jak tam było…, ale też niemal zdziwiłam się w pierwszej kolejności, iż nie zapytał mnie nawet, cóż ja mam pod tym nosem teraz, buhaha,🤣]. Panie Piotrze, ale nie wezmę wszystkich zakupów na raz, podzielę to na dwie części i przyjdę tu ponownie.

No tak, to widzę, że po przyjeździe lodówka pusta i trzeba teraz uzupełnić zapasy.

Później jednak tak sobie wędrowałam i myślałam o tym dalej, że przecież jaki mądry i kulturalny człowiek w ogóle zadałby takie pytanie kobiecie o ten jej wygląd??? A już tym bardziej o tą zdrapkę pod tym nosem, hehe 😛.🤦‍♀️ Poza tym tak się wciąż promiennie uśmiechałam, poważnie! I niemal wmawiałam sobie, że tego wcale nie widać! buhaha, 🤪. Fajna jestem, nieprawdaż?

A na tym ostatnim zdjęciu, widać nawet ten bukiet kwiatków, jaki dla siebie kupiłaś, prawda?

Tak właśnie, zakupiłam go w tym kerfie jeszcze, gdzie weszłam również po gorzką czekoladę, bo w niedzielę chciałam zrobić właśnie je te pankeksy, na które wysłałam przepis mojej mamie! Pomyślałam, że teraz już wszystko do nich mam, bo i mąkę…, a u pana Piotra zakupiłam również jeszcze truskawki, jajka, margarynę, maślankę, mleko i kefir oczywiście, no ok. jeszcze te banany i winogrono, [do mojego müsli] 😛

Ok. to teraz przejdź proszę jeszcze do tego prasowania, które wykonałaś.

Uczyniłam to, bo jak wiesz, wczoraj miałam jeszcze taki wręcz nędzny ten dzień, kiedy to cały czas na siebie za coś najeżdżałam…, że wzięłam się cholera, tak nie myśląc nawet za bardzo za kolejne pranie…, a później patrzę, że ma za jakiś czas padać…

No tak, moja droga, to przecież u Ciebie niemal tradycja, że zaczynasz niemal jeździć po sobie… zamiast dostrzegać, te jednak dobre rzeczy…

Ale, powinnaś tu jednak dodać, że pomimo wszystko próbowałam sobie jakoś radzić i robiłam niemal wszystko, co mi jeszcze wtedy do głowy przychodziło, by to moje myślenie jednak przestawiać…, choć naprawdę już nie miałam znowu na to siły… i czułam się niemal już jak jakaś obłąkana wręcz, buhaha, 🤪🤦‍♀️🙄. Zwłaszcza, jak jeszcze przed obiadem czułam ponownie, iż nie mam na nic siły… bo ta ręka wciąż mnie jeszcze bolała i miałam przez to wrażenie, że ponownie nie mogę nią tak dobrze władać…

Tak widziałam doskonale, co zrobiłaś, przebrałaś się już w ten kombinezon ponownie, totalnie wręcz wkurzona znowu na wszystko, wcześniej jeszcze posmarowałaś sobie i całą tą rękę tym żelem zakupionym przez Twoją mamę dla Ciebie [TRAUMON ŻEL], ponieważ jednak dostrzegłaś, że w domu masz jeszcze i ALANTAN, ale nie maść, tylko krem i dalej również ten rozgrzewający i przeciwzapalny krem do smarowania [na fotce po lewej, w czerwonej tubce]

Dokładnie tak, byłam w ogóle jednak chyba trochę tym zaskoczona, że coś takiego jeszcze mam…, a później sobie przypomniałam, iż rzeczywiście kiedyś jeszcze pamiętam, że zakupiłam sobie coś takiego w aptece, bo jakaś część ciała mnie jednak bolała… Wtedy też odkryłam, że mam już nawet również ten ALANTAN… Skumałam, że musiała mi go polecić farmaceutka w aptece chyba… na tą moją brew… [boooszeee, no teraz już naprawdę nie pamiętam szczegółów… 🤦‍♀️] W ogóle to helloł! znowu…, ale to wszystko brzmi przecież niemal wspaniale… = sensie, czego to ja niby nie miałam, buhaha,🙊🙉🙈. Ale wracając jeszcze do tego kremu rozgrzewającego w tej czerwonej tubce na zdjęciu… To po prostu już ponownie wręcz tym wszystkim zdesperowana, zaczęłam sobie nim smarować nie tylko tą moją bolącą rękę, ale także tą moją wcześniej bolącą lewą stronę kręgosłupa…, czyli przede wszystkim żebra, no w każdym razie tam, gdzie dosięgnęłam…

Po czym położyłam się na moje łóżko…, a suszarkę z praniem wyniosłam już na balkon i właśnie wtedy, jak już leżałam, to włączyłam sobie jeszcze do odsłuchiwania coś takiego: Uzdrawiający Sen [https://www.youtube.com/watch?v=DCxU0JZ1qHk] Byłam bowiem tak zdesperowana, że zaczęłam po prostu już szukać sobie nawet takich rzeczy, by się choć trochę uspokoić. I tak sobie leżałam, obserwując i nasłuchując, jak tu nagle zaczęło padać…

Dobrze, widziałam, że próbowałaś się jednak choć trochę wyciszyć…, ale dodaj teraz, cóż się jeszcze wydarzyło, jak już po tej ponad godzinie wstałaś i odgrzałaś sobie tą zupkę na obiad [ponownie wcisnęłaś sobie do niej po prostu czosnek…, tak chyba już ogólnie na wzmocnienie, hehe]

Ahhhh, nie wiem, czy chce mi się nawet już o tym tutaj donosić… Otóż zadzwoniła do mnie jakaś kobieta/ dziewczyna o miłym głosie i pyta mnie, czy rozmawia [tu podała moje imię i nazwisko] i dalej, czy udzielam tych korepetycji z dojazdem do klienta… i czy zechciałabym może udzielać konwersacji jakiemuś… PROFESOROWI… założycielowi jakiejś szkoły…😲 Oczywiście, po zastanowieniu i krótkiej rozmowie, jednak odmówiłam…, bo nie ukrywam, ale pomyślałam sobie, że nie potrafię przecież TAK DOBRZE PO NIEMIECKU ROZMAWIAĆ, by szkolić jakiegoś profesora na mniej więcej średnim poziomie…

Oczywiście najpierw jeszcze dowiedziałam się, jakby taka konwersacja z nim miała wyglądać, na jaki temat chciałby rozmawiać itp.🤷‍♀️Wiesz, no w tym momencie poczułam się po prostu, jak taka niemal uczennica, a nie nauczycielka…🤦‍♀️, bo myślę sobie, że przecież on od razu by rozpoznał, że ja o tak wielu rzeczach w tym języku nie mam jednak pojęcia i że muszę się do wszystkiego przygotowywać… 🙈🙊🙉 Zatem po prostu odmówiłam na sam koniec.

Myślę, że postąpiłaś znowu bardzo rozsądnie! Dobrze znasz bowiem swoje językowe możliwości i jednak wiesz, iż niestety ten język nie jest Twoim ojczystym [zauważ tylko, iż w języku niemieckim porównane to jest nie do ojca, ale matki! Stąd mówi się po prostu: „Muttersprachler”, hehe,😋]… I wolałaś już się po prostu na nic więcej nie narażać, by się jednak nie ośmieszyć! Do późna jednak siedziałaś jeszcze nad tym wpisem właśnie i to zaczęło Ciebie już wtedy trochę po prostu uspokajać, a tak naprawdę poczułaś się wręcz wspaniale, jak dostrzegłaś właśnie tą informację, że jeszcze ten Cookadil również stał się obserwatorem tego Twojego bloga… Choć szczerze mówiąc nie masz kompletnie pojęcia, kto to w ogóle jest, bo jedyne, co tam widziałaś to, że jest to o jedzeniu i to w języku angielskim jeszcze, hehe. A tak naprawdę już nawet nie jesteś pewna, czy to jest jakaś rzeczywista osoba…, bo Ty się po prostu na tym nie znasz…

To prawda, ale tej nocy, właśnie przez to, że zrzuciłam z siebie w końcu ten mój weekend, to co tak bardzo już na mnie ciążyło…, poczułam nagle taką niesamowitą wręcz ulgę! I właśnie z tego powodu, odmawiało mi się tą moją modlitwę dziękczynną wówczas tak wręcz wspaniale! I tej nocy spało mi się również dobrze, bo wcale jakoś już nawet nie musiałam wstawać do ubikacji jeszcze, hehe. Choć tak naprawdę nawet nie wiem, o której rzeczywiście udało mi się w końcu zasnąć, bo jednak od razu nie mogłam…

Kochana moja, ale teraz już za 20 minut będzie 23, więc już nie sądzę, aby to był jednak dobry pomysł, byś tak długo jak wczoraj/ dzisiaj siedziała… Widzę bardzo dobrze, że także jesteś po prostu już przemęczona… Zatem przebieraj się w swoją piżamkę i do spanka poprzedzonego jakąś medytacją jeszcze!

(…)

Bardziej smutnej i nieszczęśliwej kobiety, niż Mała Mi obecnie, PIĄTEK, 28.V.202, już naprawdę dawno nie widziałam… Muszę Wam powiedzieć, że ona co chwila z jakiegoś powodu płacze… i to wcale nie z jakichś wymyślonych! Choćby dlatego, iż dochodzi do wniosku, że ONA NAPRAWDĘ POTRZEBUJE WSPARCIA! Dziś ponownie nie mogła w nocy spać… Pomimo, że jeszcze wczoraj po tej własnej modlitwie, którą wykonała ok. 23… Zbudziła się do ubikacji o 2:35 i właśnie wtedy chciało jej się już znowu bardzo płakać, bo nie może się cały czas wspierać na tej lewej ręce, gdyż po tym niedzielnym upadku, odczuwa wciąż jej ból!

///////////

To może, kochana moja, jest to dobry moment, abyś w końcu opowiedziała tutaj wszystkim, jak dokładnie to wyglądało.

No dobrze, ale może w takim razie na początku choć przedstawię tą niedzielę 23.05.21, jak ona wyglądała…, a resztę będę tutaj tak wrzucała, byście mogli wszyscy to dobrze zrozumieć…

A może na sam początek wstawmy tutaj choć te fotki, które poczyniłaś, wtedy będzie, myślę, zdecydowanie łatwiej się do tego jeszcze odnosić:

boooszee, jest mi wręcz mega niezręcznie o tym donosić… bo jeszcze wczoraj przecież spędziłam wieczór na czytaniu tej mojej BIBLII i znowu tak się uśmiechałam [pokazuje to ta ostatnia fotka, z kapturem na mojej głowie :P], bo tam po raz kolejny czytałam takie właśnie mądre słowa! I czułam się wtedy taka MEGA wręcz odprężona! Wysłałam nawet tą właśnie fotkę temu Szymonowi, a później jeszcze dostrzegłam ponownie na tej mojej latarni tego gołąbka! Dla mnie to był po prostu Gracjan! I czułam tak bardzo, jak on tu nade mną czuwa i nawet wyobrażałam już sobie, że otula mnie tymi swoimi skrzydłami/ ramionami w sensie :P. I w tej książce właśnie wyczytałam o tym, aby pod żadnym pozorem nie narzekać i nie wypowiadać jakichś negatywnych słów wobec kogoś…

No dobrze moja droga, ale pamiętaj o tym, co również tam przeczytałaś:

​SPRAWDZAJ REGULARNIE, CZY OTACZAJĄCY CIĘ LUDZIE USIŁUJĄ WPOIĆ CI NEGATYWNE SUGESTIE. NIE MUSISZ SIĘ PODDAWAĆ ICH NISZCZYCIELSKIEMU WPŁYWOWI. [47] CUDZE SUGESTIE NIE MAJĄ NAD TOBĄ WŁADZY!  ZYSKUJĄ JĄ DOPIERO WTEDY, GDY PODCHODZISZ DO NICH Z WIARĄ I PRZEKONANIEM, GDY JE DO SIEBIE DOPUSZCZASZ. WTEDY STAJĄ SIĘ TWOIMI WŁASNYMI MYŚLAMI, A PODŚWIADOMOŚĆ JE URZECZYWISTNIA. PAMIĘTAJ, MASZ PRAWO WYBORU. WYBIERAJ ŻYCIE! WYBIERAJ MIŁOŚĆ! WYBIERAJ ZDROWIE!

Ale i tak zacznę od tej NIEDZIELI 23.V.2021…, kiedy to po prostu jakoś nie czułam się ponownie najlepiej, że tak powiem… [boooszeee, ja po prostu zauważyłam to, jak nic, że ja się…, może nie tyle w tym Elblągu…, ale przede wszystkim przy swojej mamie, nie czułam najlepiej…, tu znowu, nie będę twierdziła, że NIGDY, bo przecież przed tym moim wypadkiem i pozostałymi zdarzeniami, było jeszcze w miarę dobrze….]. W każdym razie tu choć nie mogę twierdzić, że nie spałam u niej dobrze, bo przecież u siebie w domu również w nocy się budzę…

U mamy w mieszkaniu…, pomimo, iż mam w komórce wpisane 22:35 = CBD, więc jak mniemam musiałam się chyba również jakoś o tej godzinie położyć spać, a byłam już na pewno po wzięciu prysznica! Następne godziny, jakie tu widzę to: 1:23 i 4:33 = WC, następne moje zapiski to: 6:47 = CBD [mama poszła na 7 do kościoła], jak już wróciła to o 9:09 jadłam müsli, bo ona naturalnie zjadła już coś przed mszą. Dalej o 12:43 konsumowałyśmy już obiad i leciał ponownie [powtórka z soboty] program POWER COUPLE, na którym, szczerze mówiąc, właśnie jeszcze w sobotę prawie płakałam… Oczywiście tak, aby nie widziała tego moja rodzicielka, bo ona w życiu by tego nie zrozumiała…

Ponieważ było jeszcze w miarę słonecznie i pogodnie, więc moją propozycją było, abyśmy wybrały się na piechtę do babci. I tak też zrobiłyśmy! Jakoś jeszcze na samym początku tego spaceru właśnie już teraz dokładnie nie pamiętam, czy to było o tym, jak ja wspomniałam, że mam traumę z dzieciństwa… ooo, ranyyy, albo po prostu powiem tutaj, to wszystko, co zapamiętałam z tych rozmów z nią, fakt, że nie wiem w ogóle po jakiego czorta podejmuję takie rozmowy… 🤦‍♀️

Wydaje mi się, że doskonale o tym wiesz! Chciałabyś po prostu, żeby Twoja mama Ciebie najzwyczajniej w świecie ROZUMIAŁA! Tak jednak przyglądam się Tobie i sobie o tym myślę, że przecież doskonale o tym wiesz, że do takiego stanu ZROZUMIENIA nie doszło tak naprawdę nigdy między Wami, przecież Twoja rodzicielka nigdy nie była nawet Twoją przyjaciółką i powtarzam NIGDY NIE MIAŁYŚCIE TAKIEJ NAPRAWDĘ DOBREJ I MĄDREJ RELACJI, a tym bardziej więzi! Zawsze w takich chwilach, gdy widzę, że wciąż naiwnie próbujesz jednak rozpoczynać [po raz kolejny…] tą rozmowę…, mam ochotę niemal zapytać: Co Ty robisz, kochanie? Albo inaczej: Dlaczego i w JAKIM CELU to w ogóle czynisz?

boooszeeee, stwierdzam, że ja sama siebie nawet już nie rozumiem… COŚ mi po prostu mówi, że powinnam przecież o nią również dbać i się troszczyć…

Kochana moja, nie wiem, czy to jest teraz Twoim obowiązkiem naprawdę… Już przecież niejednokrotnie o tym rozmawiałyśmy. Musisz teraz skupić się PRZEDE WSZYSTKIM! na własnym życiu i je jakoś dalej budować…[to ma stanowić obecnie TWÓJ PRIORYTET!!!], bo dostrzegam, co się teraz z Tobą dzieje i szczerze mówiąc jest to dla mnie zastanawiające… Ale może dokończ to, co zaczęłaś opowiadać o tej swojej rodzicielce, o tych tematach, które niemądrze, jak się za chwilkę okazywało, w ogóle podejmowałaś…

Ok, także zacznę od takich haseł:

  • pieniądze – nim jeszcze wyszłyśmy w sobotę do Lidla zauważyłam, że ma i 2 szczotki do ubikacji w łazience, i ma czajnik, który sobie kupiła, za te pieniądze, jakie jej sprezentowałam, by sobie ten czajnik zakupiła i nie gotowała już tej wody w garnku… A ona co? Ten czajnik rozpakowała z kartonu dopiero, jak ja do niej dotarłam… Bo wiesz, co mi rzekła? Że ona to dla siebie samej przecież nie musi w tym czajniku gotować, ona może sobie w tym garnku… O tych szczotkach nic już nawet nie wspominałam, bo pomyślałam sobie, że tu zaraz też mi coś wymyśli, albo ochrzani mnie, że się w ogóle wtrącam w jej sprawy, więc już choć to po prostu przemilczałam…

Kochana moja, ale zrozum, że Twoja mama tak po prostu została wychowana. I ona, jak widać wcale się na tych wszystkich swoich popełnionych błędach nie uczyła tak dobrze, jak i Ty!

  • Ale najlepsze i tak było to, jak rzekłam jej właśnie przed wyjściem do tego Lidla, bo wyszłyśmy m.in. po płatki owsiane i jabłka, bym mogła sobie zrobić do müsli. Jakoś wtedy ona coś rzekła na jakiś temat… , że ahhh, tak to mogą robić tylko bogaci... i mnie już tu trafiał szlag. Bo…, nie tylko pomyślałam, ale i jej to zaraz powiedziałam, niemal właśnie krzycząc, ŻE NIE MOŻE TAK MYŚLEĆ! Bo wtedy nigdy tych pieniędzy nie będzie miała! I tu właściwie zaczęła się ta nasza dyskusja… [przepraszam, ale przekażę tylko tak mniej więcej, by było wiadomo, nie cytuję tutaj jej słów, bo już ich nie pamiętam…, ale leciało to mniej więcej tak]:

Ty to masz jakieś dziwne wyobrażenia… nie wiem, skąd Ty je bierzesz… Ja zawsze musiałam przecież tak żyć… Nigdy nie leżałam na pieniądzach i zawsze musiałam tak nimi gospodarować, aby starczało od wypłaty do wypłaty, do końca miesiąca! W dodatku pewne ciuchy/ rzeczy to zostawiałam sobie tylko na niedzielę.

Ale, mamo, no kurwa, już nie mogę! Musisz zdawać sobie z tego sprawę, jak to jest: jeśli Ty sama siebie nie będziesz traktowała z szacunkiem i najlepiej, jak tylko byś mogła… to nie możesz liczyć na to, że inni będą Ciebie szanowali! Po drugie choć raz nie mów, że Ty tych pieniędzy nie masz, że Tobie ich brakuje… Przecież jeszcze wczoraj czytałam Tobie o tym w tej książce Murphy`ego, że nie można tak mówić! Trzeba zawsze wypowiadać/ zamieniać to w budujące słowa! Nawet, jak masz tylko złotówkę w kieszeni [tu mi się przypomniała od razu rozmowa z tą Manuelą na plaży wówczas, która tak właśnie mi mówiła, iż ona tak zawsze do życia podchodzi!] to mów, że wcale tych pieniędzy Ci nie brakuje, a zobaczysz jak to działa!

Boże, dziecko, mówisz naprawdę jak nie Ty! Co mi po tym, że zacznę sobie coś wyobrażać i wymyślać, że mam te pieniądze, jak ich, do cholery, nie mam! Mów sobie co chcesz…, super, że masz takich znajomych, którzy w to wierzą…, ale na mnie to nie działa! Bo co mi po tym, że będę tak mówić??? One się przecież nie rozmnożą same… Trzeba na nie ciężko pracować…

  • WIARYGODNOŚĆ/ REALNOŚĆ/ RZECZYWISTE PRZYKŁADY [Bo już nie wiem, jak jeszcze inaczej mogłabym to sformułować…] Chodzi mi tu o to, jak czytałam jej jeszcze wieczorem tą książkę Murphy`ego…, przy okazji ćwiczyłam sobie jeszcze to czytanie na głos i tak zaczęłam [z takim serio przekonaniem o tym, bo ja w to bardzo wierzę!].

92 Wszystkie twoje doświadczenia oraz to, co się zdarza , zależy od jakości mentalnych cegiełek, których użyjesz do budowy siedziby twego ducha i umysłu.

93 Jeśli chcesz, by twoja prośba została spełniona, musisz w to wierzyć

94 Najłatwiejszym i najskuteczniejszym sposobem sformułowania jakiegoś zamysłu jest jego wizualizacja, czyli przedstawienie go sobie tak obrazowo, jakby już istniał w rzeczywistości. (…) Idea i myśl istnieją naprawdę i jeśli pozostaniesz wierny swemu wyobrażeniu, pewnego dnia zaistnieje ono w świecie widzialnym. (…)

Wcześniej zaś, jak jeszcze czytałam jej coś o tych cudach i niewiarygodnych wręcz uzdrowieniach, to ona do mnie:

A kto to w ogóle tak twierdzi? Czy to jakaś realna osoba, czy ktoś sobie tak wymyślił?

Mnie tu znowu brał wkurw…🤦‍♀️🙄😡

Przecież ten autor tutaj mówi, że to była jego znajoma!

I co ja mam niby również w to wierzyć? Chcesz mi powiedzieć, że z moim okiem to…, jak będę w to wierzyła, to się niby naprawi? Oj daj spokój, lekarze mówią przecież ewidentnie co innego! Nawet sam Marcin, jak mu powiedziałaś o tym, że on będzie chodził, że Ty w to wierzysz, to Ciebie po prostu wyśmiał.

Wcale mnie nie wyśmiał! Tylko rzekł, że ok, to możesz sobie w to wierzyć… Ja już tak nie myślę, ale Ty rób co chcesz! Ja po prostu zauważyłam to już dawno, że mam chyba tak tylko z Tobą, jak właśnie razem rozmawiamy, bo Marcin to jeszcze, pomimo to, że się ze mną nie zgadza, nie wpływa na mnie tak negatywnie jak i Ty!

  • WIARA [tu właściwie ujęłam już to, co powyżej, a mianowicie o tym, jak powiedziałam, że słyszałam od mamy, co się Marcinowi z wczoraj na dziś śniło…]

Bardzo pięknie, że tak z siebie to wypuszczasz…, ale teraz może dokończ jeszcze, jak to w końcu było z tym Twoim upadkiem…

Tak więc w niedzielę założyłam na siebie te buty, które widoczne są na tym pierwszym zdjęciu. Zakupiłam je właśnie w Elblągu, w ten wspaniały dla mnie PIĄTEK, 21.V.2021, kiedy to już udaliśmy się wszyscy jeszcze do tego Elbląskiego Centrum Ogrody. Właśnie na piechtę.

Poszliśmy tam tak naprawdę, bo kolejnego dnia miało już rzekomo padać przez cały dzień, więc chcieliśmy po prostu jakoś właśnie jeszcze w ten PIĄTEK razem poświętować i dlatego wybraliśmy się tam na jakieś lody. Następnie wychodząc już z tego centrum handlowego, przechodziliśmy obok sklepu obuwniczego i pomyślałam sobie, że może jeszcze tam zajrzę i zobaczę, czy nie ma czasem jakiś takich wiosennych butów… i owszem były! Kupiłam dokładnie te widoczne na tej pierwszej fotce!

Zakupiłam jednak najpierw jeszcze inne, tak szybko w Deichmannie, nie wiedząc w ogóle, że obok znajduje się CCC… I właśnie wówczas, jak już zakupiłam te buty. Tzn. nie te widoczne na fotce, tylko inne, bo wcale nie takie lekkie, nie z taką podeszwą i jeszcze szmaciane, jak i droższe! To Marcin do mnie powiedział, że co to za problem je oddać [nasza mama oczywiście, że: jak to, przecież przed chwilką je kupiłaś i już chcesz oddawać? To jak to wygląda?…]= to jest właśnie to staromodne podejście do tego naszej rodzicielki… Ja dokładnie wówczas sobie pomyślałam, że przecież mój brat ma rację! I zostawiłam mu je do potrzymania, a czekał przed tym sklepem z Kacperkiem na zewnątrz udałam się jeszcze do tego CCC. I tam zakupiłam i te nowe i mojej mamie zrobiłam prezent na Dzień Matki w postaci tej torebki [również widocznej na zdjęciu!], która była w promocji!!! Marcin w tym czasie podjechał z Kacprem właśnie do Deichmanna i oddał te moje zakupione buty…, a ekspedientka ODDAŁA MU OD RAZU GOTÓWKĘ! Mimo, iż ja płaciłam kartą! Zatem miałam właściwie od razu jeszcze kaskę!!! 🤗🍀💪

A była ona droższa od tych moich butków! Później się z tego nabijałam i powiedziałam jej: spójrz, co wyszło: oddałam te droższe tam buty, wzięłam sobie tańsze i lepsze! I jeszcze dla Ciebie udało się zakupić torebkę również w promocji! 🤗 I tak w sumie wracaliśmy wszyscy zadowoleni. Ah tak, jeszcze byliśmy również tego samego dnia, po tym, jak zjedliśmy po gałce loda z Zielonej Budki, to chłopaczki mieli także ochotę coś zjeść i tak oni wybrali sobie jakiegoś burgera, ja zaś poszłam jeszcze i kupiłam sobie wtedy tego Wrapa w SubWay`u. Wzięłam go z pasztecikami sojowymi i nie bardzo nawet wiedziałam, jakim sosem mogłaby mi to polać… A ponieważ posypała mi na wierzch również serem parmezanem, to pomyślałam wtedy, że jakiś czerwony sos by do tego pasował i rzekłam tylko, by polała mi to tym właśnie chili…

Kontynuuj proszę, jak było dalej, hehe, bo to będzie również zabawne…

Tam nie można także nigdzie siadać… tylko na zewnątrz wystawili jakieś stoliczki z krzesłami [które były już pozajmowane zresztą]..., ale Kacpuś dostrzegł stojące tam 2 fotele do masażu i na jeden z nich sobie siadł, my więc podeszliśmy do niego i ja zajęłam miejsce obok Kacpra, bo również miałam coś do jedzenia… I chłopaczki tak sobie tam jedli swoje burgery, ja zaś konsumowałam tego Wrapa i wtedy Kamyk zapytał mnie:

Chcesz może ode mnie kawałek/gryza?

Nie dziękuję…, ale może Ty posmakujesz ode mnie?

No to daj mi gryza!

I wziął go ode mnie i… nagle zrobił się taaaaki czerwony…, mówiąc: ooo raaaanyyy, jakie to pikantne! A ja normalnie jadłam i nic nie czułam…. 🙄, joł, joł, po prostu… 🤦‍♀️

Czyli tak naprawdę przedstawiłaś tutaj już praktycznie cały ten piątek, tak?

Dodać jeszcze tu muszę, że jak już moja mama wyjechała po mnie na ten dworzec…, bo oczywiście zrobiła to, mimo, że ja w ogóle nie miałam ani ciężkiego, ani wielkiego tego plecaka…

Ooo, to widzę, że sumie nie masz nawet dużego tego bagażu…

No nie brałam ze sobą wielu rzeczy… przecież tylko ewentualnie coś na przebranie i kilka kosmetyków.

Ja od jakichś 2 tygodni mieszkałam teraz u Marcina, bo on był właśnie znowu chory…, ale pozałatwiałam mu również wiele rzeczy, bo porobiłam trochę porządków, a wczoraj jeszcze byłam również na poczcie wysłać do Wa-wy tą jego uszkodzoną deskę w samochodzie, która ułatwiała mu to wsiadanie…

Wtedy powiedziała mi i o tym śnie Marcina właśnie, jak i o tym, że dowiedział się, iż wcale nie musi Marcin osobiście tam być [w tej Warszawie] ze swoim autem, tylko wystarczy, że samą tą deskę po prostu odłączy/ wyjmie i wyśle do nich do naprawy!

To teraz może przejdź do tego meritum i powiedz, jak to było z tą niedzielą…

Ok, już o tym mówię, bo doskonale to widzę, co ja tu wyczyniam… opowiadam tak, jak niemal moja matka… [ze szczegółami wszystko 🤦‍♀️] Zatem skończyłam chyba tylko na tym, iż wyruszyłyśmy wreszcie… Ahhh, właśnie tutaj było jeszcze to o tym, jak wspomniałam jej coś o tym, że ja tak naprawdę na nią reaguję, bo mam traumę z dzieciństwa. I ona wówczas zamiast zapytać mnie, co mam przez to na myśli, od razu te swoje teksty:

Traumę??? A co bił Ciebie ktoś, albo byłaś maltretowana?

I mi się już właśnie w takich momentach nie chce z nią dłużej rozmawiać…, bo jak mogę własnej matce wytłumaczyć, że ja tak naprawdę nie miałam [kurwa!] tego dzieciństwa…

Przecież powinnaś już dobrze o tym wiedzieć, że Twoja rodzicielka i tak tego nie pojmie…

Więc tak sobie szłyśmy…, ja wciąż czułam do siebie ten żal, że podejmuję niemądrze takie z nią tematy… A zaproponowała mi, byśmy od razu szły tą stroną…, bo wyjdziemy wtedy praktycznie na tej ulicy, gdzie mieszka babcia. I ja już się ucieszyłam. Pomimo tego, że moja rodzicielka rzekła mi i również pokazała, że są tam wyboje, dlatego właśnie obydwie szłyśmy i uważałyśmy jakoś nawet szczególnie… [no a przynajmniej tak było do tego momentu, aż się nie wypieprzyłam…🤦‍♀️]

I cholera jasna, właśnie będąc już niedaleko tej mojej babci… nagle się, ni stąd ni z owąd przewróciłam! I to poleciałam jeszcze jak długa…, a najgorsze było dla mnie to, że czułam, iż już na koniec nawet nie chronię własnej twarzy w żaden sposób… Odwróciłam się, tylko na chwilkę w stronę mojej mamy i zobaczyłam jej twarz przerażoną i prawie znowu płaczącą, jak mnie widziała…

Powiedziała, bym spróbowała wstać… dała mi jeszcze tylko chusteczkę, bo zauważyła, że leci mi krew spod tego nosa… Byłam, co tu dużo mówić, przerażona po prostu…, jak widziałam, że cholernie ciężko było mi jednak się podnieść… Złapała mnie na koniec pod ramię i pomogła się podnieść i tak, jak już udało mi się wstać…, to wędrowałyśmy dalej do babci…

Strasznie się wystraszyłam…, bo jak widziałam, że Ty także już na koniec tą głową również uderzasz, to już byłam naprawdę przerażona wręcz… Ale na szczęście wszystko masz całe i możesz chodzić… Więc szczęście w nieszczęściu skończyło się to TYLKO na tym, że leci Ci ta krew…, ale przecież nic więcej!

boooszeee i to był właśnie ten moment, kiedy już nawet siebie samą pocieszałam, że przecież, do cholery, mogło być jeszcze gorzej… Więc sobie powtarzałam, że to na całe szczęście tylko lewa ręka została stłuczona… Ona przecież i tak była słabsza, a zwłaszcza po tym wypadku… I jak doszłyśmy do babci, to już właśnie pierwsze co, to sama babcia się chyba trochę jednak wystraszyła tym moim wyglądem…, ale zaraz dała mi i wodę utlenioną, a mama poszła jeszcze również do apteki zakupić mi tą maść…

U babci wypiłyśmy oczywiście kawę i zjadłyśmy jeszcze jakieś ciasto, które kupiła w biedrze… A miała podobno przyjechać jeszcze moja kuzynka, ta która rozliczała mi ten PIT…, z tym swoim nowym chłopakiem… i miała przynieść również imieninowe ciasto, bo tego dnia były także jej imieniny… Na całe szczęście nie przyszła, jak my siedziałyśmy jeszcze, bo po pierwsze nie byłam nawet w takim dobrym nastroju, nie mówiąc już o obecnym wyglądzie tej mojej buzi…

Babcia wraz z mamą międzyczasie jeszcze próbowały do mnie mówić, że to przecież nie jest tragedia…, że no ok. jest przykro, iż ponownie coś się wydarzyło…, ale to przecież również się kiedyś zagoi! I ja już wracając do domu, próbowałam nawet rzeczywiście przestać tragizować i się tym martwić, bo myślałam sobie, że to jest, do cholery, tylko wygląd! [pomijam, że dla mnie, po tym wszystkim, co do tej pory zostało mi odebrane…, równie ważny! bo cieszyłam się choć z niego, że taki właśnie mi wciąż pozostał!…]

A to, że w portkach na kolanie zrobiła mi się prawie dziura…, to pomyślałam sobie dalej, przecież to jest tylko rzecz, na całe szczęście te moje nogi jednak są całe, w sensie poobijane, ale nie połamane!… I właśnie, jak już stałyśmy na przystanku, to zaczęłam robić sobie to selfie znowu i próbowałam także postrzegać to właśnie znacznie bardziej optymistycznie… Ponownie, cholera wzięłam na siebie ta rolę twardzielki

I nawet zaczęłam już wtedy pisać tą wiadomość przez Messenger`a do Kamyka…

Widziałam, kochana… to teraz może odnieś się choćby do tej Twojej ostatniej wiadomości…

No, cóż tu mogę powiedzieć… że mam brata, który pomimo swego kalectwa jest niesamowicie dzielnym przecież człowiekiem! Jak usłyszałam właśnie, będąc u babci jeszcze, że on przecież musiał sam radzić sobie własnymi zębami…, jak choćby miał zmienić Kacpusiowi pampersy… Usłyszałam także, że przenosił go, jak jeszcze mieszkał tam z nim i Kasią … to nawet brał go do umycia w tej swojej umywalce…, bo miał ją taką, że spokojnie mógł tam wózkiem inwalidzkim do niej podjechać i umyć tego małego jeszcze wówczas szkraba…

Wiesz, ja dokładnie w takich momentach, jak mi się jeszcze coś przydarzy…, to już myślę sobie, cholera jasna, ja przecież nie mam prawa teraz płakać i narzekać… , choć uwierz mi: mam taką cholerną ochotę na to, właśnie w takich momentach… boooszeee, a wiesz co było niemal najzabawniejsze?

Powiedz to wszystkim, proszę!

Otóż wyobraź sobie, że wracając z moją rodzicielką do niej ,rzekłam jej następującą rzecz:

Później jednak przyszła mi jeszcze kolejna myśl do głowy: SKORO TAK TWIERDZISZ, TO POMYŚL MOŻE O TYM, CZEGO CIEBIE MA TO NAUCZYĆ, JAKĄ LEKCJĘ Z TEGO MASZ WYCIĄGNĄĆ!???

Kochana moja, wiem o tym, że Ty także doskonale widzisz, która to jest już godzina…, ale zdaję sobie również z tego sprawę, że to jeszcze nie wszystko, co chciałaś napisać o tej właśnie choćby niedzieli, dlatego wyrzuć to już z siebie do końca, byś choć tej nocy mogła już dobrze spać!

Tak więc teraz jeszcze o tym, jak już dotarłyśmy z mamą tym tramwajem do domu… Wtedy zjadłyśmy jeszcze kolację, a w TV ponownie coś leciało… I nagle dzwoni do niej Kasia [jak mi później powiedziała], bo ja tylko słyszałam jej: ooo jejku/ ooo matko, czyli już wiedziałam, że coś kolejnego musiało się wydarzyć…🙄 Jak skończyła z nią rozmowę i odłożyła słuchawkę, to podeszła do dużego pokoju, gdzie ja właśnie siedziałam i wtedy mówi:

Dzwoniła do mnie Kasia, na początku myślałam, że coś z Kacperkiem, że może będzie chciała, bym to ja się nim teraz zaopiekowała… czy coś… a to nie! Okazało się, że Marcin po nią zadzwonił, jak odebrała dziś od niego Kacpra i on pojechał sobie jeszcze nad Jar do kolegów/ znajomych… To później, jak już chciał jednak wracać do domu, to powiedział, że nagle poczuł się tak słabo… i nie miał już nawet siły, by dalej jechać… Dlatego właśnie po nią zadzwonił i zapytał, czy nie zechciałaby go przewieźć do domu… Jak jednak ona tam do niego przyjechała, to już naprawdę ledwo oddychał… Dlatego zapakowała go do swojego auta, wsadziła również jego wózek i zawiozła go już prosto do szpitala!

Dodam tu jeszcze tylko od siebie, że Kasia pomimo tego, że jest niewielką jednak kobietką…, zawsze sobie tak dzielnie z Marcinem radziła…. Szczerze mówiąc, teraz nie będę twierdziła, jak to rzeczywiście wyglądało…, bo przecież tego nie widziałam… W każdym razie, jak już później u babci, gdzie jednak nocowałam, mama jeszcze rzekła, że jakby przecież Kasia nie przyjechała, to musiałby pomóc mu ktoś z ulicy… I ja już wtedy nawet się nie dziwiłam, że wcale nic mi nie odpisał na tą moją wiadomość przez Messenger`a…

Teraz robią mu jakieś badania i jeśli nie zostanie tam na noc…, to ja będę musiała znowu do niego jechać… Monia, to pomyśl…, może Ty pojedziesz po prostu do babci, byś nie musiała się denerwować…

A tak naprawdę, to już byłam zdenerwowana…, ale pomyślałam sobie, że ok. to chyba rzeczywiście będzie teraz najlepszym rozwiązaniem… Choć trzęsłam się niemal cała wewnątrz… I tak zebrałam swoje rzeczy i mama poszła jeszcze odprowadzić mnie na przystanek, bo powiedziała, że wciąż czeka na jakiś telefon od Kasi, której zresztą bardzo jeszcze podziękowała za to, że podjechała do Marcina i również ją o tym poinformowała!

Wówczas właśnie, pomyślałam, że po prostu MUSIAŁAM tu być dokładnie teraz najwidoczniej… W ogóle jeszcze, idąc z mamą na ten przystanek, zaczęłam płakać i ją przepraszać, że po prostu nie doceniam tego, jaką ona jest jednak silną osobą…

Oj przestań, nie płacz już tutaj [rozejrzała się tylko jeszcze, jak to wygląda, czy widzą nas jacyś ludzie, bo oczywiście nie wypada…= to dodała Mała Mi]. Robię po prostu to, co muszę…, no tak to się jakoś niefortunnie wręcz ten dzisiejszy dzień potoczył… bo najpierw Ty, teraz Marcin… Jak już wrócę do domu, to sprawdzę Ci tylko jeszcze, o której miałabyś te pociągi i tramwaje od babci na dworzec i prześlę Tobie je także. A teraz wsiadaj już i wyłącz to myślenie…

Jadąc właśnie przedostatnim już [!] tramwajem do babci, zaczęłam pisać tą wiadomość na WhatsAppie do Szymona…, z prośbą o tą medytację w intencji mojego brata…, kompletnie przecież nie wiedziałam, co się stało…

Ale przecież widziałaś, że już w sobotę był taki zmarnowany raczej…

No tak, ale byłam pewna, że to z tego powodu, że nie pojechaliśmy jednak do tej Stegny, jak on chciał… I właśnie wtedy czułam się już wręcz potwornie znowu…, że wiesz, pomyślałam ponownie o tym, iż przecież nie ma on tej deski w tym aucie, więc samo wkładanie go do niego mogłoby być niezmiernie ciężkie…

Kochana moja, ale spójrz, skąd wiesz, że tak nie wyszło najlepiej… skąd możesz to wiedzieć, że tak nie podpowiedziało Tobie właśnie Twoje serce! Dobrze to wiedziałaś, że Twoja mama była już samym tym faktem niemal przerażona, że on tej deski do przesiadania się do auta jednak nie ma obecnie… Poza tym przecież ona nadal odczuwa ten ból kręgosłupa! A Ty sama nie umiałabyś nawet pomóc, bo po pierwsze nigdy tego nie robiłaś! Poza tym akurat tego dnia byłaś jakaś również zmęczona…

To prawda…, wiedząc jeszcze, że prawdopodobnie zawiodłam mojego brata… i po tym, jak zjedliśmy jednak to ciasto, a właśnie wtedy on zaproponował, że może pojechalibyśmy nad to może…, bo on nie ma wcale ochoty wychodzić i jeździć tutaj koło domu… Wtedy po tej kawie i wyszłam choć ja z Kacperkiem i mamą na dwór, by to dziecko chociaż trochę mogło sobie pobyć na tym dworze…

On jednak koniecznie chciał grać w piłkę… Marcin wtedy do niego rzekł, że w tych nowych adkach w piłkę? To Kasia byłaby bardzo zła…, dlatego najpierw przeszliśmy [ja i mama] z nim jeszcze do Kasi, by te buty mógł sobie jednak przebrać. I wtedy właśnie wróciliśmy już na to boisko niedaleko Marcina…

Muszę powiedzieć, że Kacpuś jest wręcz niesamowity jeśli chodzi o tą grę w piłkę nożną!

To prawda! Robił takie wspaniałe wręcz uniki z tą piłką… No ja tam ponownie za nim nie nadążałam… I to był dla mnie kolejny powód do następnego zmartwienia właśnie… Że ja nawet nie potrafię kopnąć dobrze tej piłki…, bo się po prostu bałam, że zaraz się przewrócę… 🤦‍♀️🙄🙈🙉🙊

Widzisz, kochana moja, już wówczas zaczęłaś się martwić znowu tyloma rzeczami i sobie je zarzucać… Chyba dlatego też po obiedzie zaproponowałaś jeszcze, nie wiedząc już, co ze sobą robić, że kupisz choć po lodzie dla wszystkich!

Ahhh, daj spokój, byłam już właśnie wtedy zmęczona tym wszystkim…, że nawet nie potrafiłam wykreować kolejnego takiego wspaniałego dnia… Dlatego po prostu zaproponowałam jeszcze to wyjście do sklepu koło nich po lody… Wiedziałam już bowiem, że Marcin i tak nie będzie chciał wyjść… Zatem wzięłam choć Kacperka i mamę…, by sobie te lody wybrali sami, a Marcin tylko powiedział, jakiego by chciał…

Ok, to donieś choć jeszcze proszę o tym, jak w niedzielę u swojej babci wylądowałaś na tę nockę…

Nie mogłam tam kompletnie dobrze spać… bo oczywiście myślałam o tym, co się z Marcinem stało… I tak właśnie wieczorem już w łóżku u babci… nie byłam w stanie przeprowadzać nawet kompletnie żadnej medytacji… Bo wszystko w tym momencie wydawało mi się takie znowu bezsensowne wręcz… A jak już wstałam o tej 3 nad ranem do ubikacji i spojrzałam na to, jak wygląda moja twarz obecnie, to wręcz się przeraziłam…

Mamy już ostatnie 10 minut, do zakończenia tego piątku, to powiedz jeszcze, co z tym Twoim bratem?

Okazało się, że to był jego atak na alergię…, ponieważ on jest uczulony na te pyłki i trawy, a jeszcze wcześniej, jak był młodszy lądował chyba też nawet z tego powodu szpitalu… Teraz jednak podali mu kroplówkę oraz wszelkie niezbędne leki przeciw tej alergii i wypuścili jednak do domu… Kasia dzwoniła później do naszej mamy i jej to powiedziała. Rzekła również, iż Marcin twierdzi, że da już sobie sam radę… Także nasza mama słysząc to [a ona nauczyła się już Marcina słuchać i nie postępować wbrew temu, co on mówi…:P] pozostała już na noc w domu.

Czyli spójrz, moja droga na to jeszcze szerzej: Skąd możesz mieć pewność, że to nie wydarzyłoby się jakbyście byli właśnie w tej Stegnie… tam przecież kompletnie nie wiedzielibyście nawet, gdzie jest jakiś szpital ani jak tam dojechać! A nie daj Boże, stałoby się to jeszcze po drodze… przecież jak nic mógłby wtedy spowodować jakiś wypadek i to wioząc jeszcze Was ze sobą!

No muszę Ci powiedzieć, że wówczas o tym tak nie pomyślałam…, ale teraz dochodzi do mnie, że przecież w istocie, tak również mogło być!

To kochana jest już od 3 minut SOBOTA, to donieś jeszcze tylko szybciutko, cóż jeszcze się dowiedziałaś właśnie w poniedziałek, kiedy to już miałaś wracać do siebie do Gdańska.

Po prostu to wiedziałam, że moja mama i tak przyjedzie jeszcze tego dnia do babci przed moim odjazdem i nawet rzekłam to również babci, że dobrze to wiem, iż tak się właśnie zdarzy, hehe. Ale co więcej dokładnie wtedy myślałam o tym, że to jest przecież jakby nie było miłe jednak…, więc tak naprawdę tylko się z tego już ucieszyłam. A moja mama zawsze, jak jedzie do babci, to jeszcze dzwoni do niej i pyta, czy potrzebuje np. chleb, bo przystanek ma koło piekarni. 😉 I zakupiła dla babci ten chlebek i przywiozła go opowiadając właśnie dalej o Marcinie…

Stwierdziła, że jeszcze z rana jednak do niego pojechała, by zobaczyć, jak on się tam ma. Ten jej rzekł, że przecież jej oznajmił jeszcze wieczorem, by jednak nie przyjeżdżała, że sobie poradzi… A teraz to ma w ogóle nie sprzątnięte nawet, bo niestety nie zdążył do ubikacji, więc po prostu spał już… hmmm… powiem chyba wprost z kupą w majtkach po prostu… I dlatego kazał mamie wyjść, bo chciał to najpierw i uprzątnąć/ ogarnąć i się umyć…

boooszeee, wiesz, ja zawsze w takich momentach sobie myślę, że ja przecież przy tej jego całej historii, naprawdę nie powinnam w ogóle na coś narzekać. Rozumiesz jednak jak jest mi trudno?

Oczywiście, kochana moja, myślę, że Ty masz naprawdę kawał jednak ciężkiej historii na sobie i wiesz dokładnie w takich momentach sobie myślę, iż spokojnie mogłabyś rzec:

Poza tym pamiętaj proszę o tej jakże ważnej rzeczy:

No dobrze, kochana moja, ale jest zaraz 00:30 zatem teraz już koniecznie kładź się do spanka, a może jutro, tfuuu, dziś później doniesiesz jeszcze o pozostałych równie ważnych i istotnych rzeczach!

Taki mam oczywiście zamiar, ale muszę Ci powiedzieć, że już teraz czuję ponownie, że zrzuciłam z siebie jakiś kolejny ciężar… boooszeeee, co za ulga!!! Także teraz myślę, że będę już w stanie jeszcze na wieczór odmówić sobie tą moją modlitwę dziękczynną! Bo właśnie obecnie już czuję, że coś we mnie znowu puściło 🍀🤗💗.

(…)

Kochani, powracamy do Was! Wiecie cóż to mądre dziewczę wymyśliło? Że nim przejdziemy do opisu tego jej weekendu, napiszemy Wam, choć co nieco, jak ten dzisiejszy dzionek, tj. CZWARTEK, 27.V.2021, u niej wyglądał. Leżąc jeszcze w łóżku, obliczyła już sobie tę datę i wyszło z niej…, tzn. najsampierw😋, jak jeszcze to obliczała to wyszła cyfra nr 9! I tu już ponownie pomyślała o tym:

Dziewiątka (numerologiczna 9) to kwintesencja altruizmu i wrażliwości na cudzą krzywdę. Bardzo emocjonalnie podchodzi do wszystkich aspektów życia. Nastawiona jest przede wszystkim na pomaganie innym. https://astroweb.pl/numerologiczna-9.php

Wtedy też właśnie pomyślała, że przecież chciała innym służyć, więc już właściwie doszła do wniosku, iż to jest jednak obligatoryjne, aby przejść do tej retrospekcji i opisać ze szczegółami ten miniony weekend! Wtedy bowiem na własnym przykładzie będzie w stanie Wam pokazać, jak to u niej rzeczywiście jest!

Teraz podliczyła tą datę jeszcze raz i… wyszła jej jednak 10 😉, a tu z kolei wyczytała:

Numerologiczna 10 to właściwie numerologiczna 1, ponieważ 1+0=1. Tak więc dziesiątce, podobnie jak jedynce, przypisuje się takie cechy jak otwartość, pomysłowość i radosne usposobienie. Dziesiątki mogą mieć skłonności przywódcze i wykazują się dużą kreatywnością.

https://www.google.com/search?q=numerologiczna+10+astroweb&rlz=1C1GCEA_enPL821PL821&ei=3ZqvYMaOOc-qrgS815XAAg&oq=numerologiczna+10&gs_lcp=Cgdnd3Mtd2l6EAEYATICCAAyAggAMgIIADICCAAyAggAMgIIADICCAAyAggAMgIIADoHCAAQRxCwAzoHCAAQsAMQQzoECAAQQ1DuKFjCM2C1ggFoAXACeACAAV-IAccCkgEBNJgBAKABAaoBB2d3cy13aXrIAQrAAQE&sclient=gws-wiz

No dobrze, moja droga, ale może nim przejdziemy do tych minionych wydarzeń, dodać chyba powinnyśmy to, cóż Ty dzisiaj uczyniłaś!

Ok. zatem dokładnie 25.V.21 wyczytałam w tej mojej BIBLII na str. 99 o młodej kobiecie mającej 3 dzieci, lecz nie posiadającej kompletnie ani pracy, ani pieniędzy! A musiała przecież wykarmić i ubrać tą trójkę małych dzieci. I w tym właśnie momencie wyjaśniła, że nie miała się wprawdzie, dokąd zwrócić. Lecz zapamiętała to, co usłyszała kiedyś od autora tej książki, a mianowicie były to te słowa:

(…) powinniśmy być wdzięczni, jeszcze zanim nasze modlitwy zostaną wysłuchane.

I tak przez właśnie 3 tygodnie każdego wieczoru i ranka powtarzała tą swoją modlitwę dziękczynną, która brzmiała w następujący sposób:

Dzięki Ci, Ojcze, za moje bogactwo.

Wypowiadała te słowa w takim stanie odprężenia, że jakoś całkiem naturalnie odczuwała tą przepełniającą ją wdzięczność. Wyobrażała sobie wówczas, że zwraca się do Nieskończonej Potęgi i Inteligencji, choć było oczywiste, że wymyka się to logicznemu postrzeganiu zmysłowemu. Wykonywała to jednak tak często, aż TAK SIĘ RZECZYWIŚCIE STAŁO! Tu już, szczerze mówiąc, pomyślałam sobie o tej mojej rodzicielce…, która w takie rzeczy praktycznie nie wierzy, 🤦‍♀️, bo przecież one nie są kompletnie logiczne i racjonalne! Ta kobietka jednak:

„Oczyma duszy dostrzegała wyobrażenie dobrobytu, wierząc, że ta wizja spowoduje pożądany skutek i zapewni jej pracę, pieniądze i pożywienie”

Aż w końcu napotkała dawnego pracodawcę, którego nie widziała 5 lat! I tak z nim rozmawiała, po czym ten zaproponował jej i dobrze płatne zajęcie, i również udzielił jej zaliczkę, by miała z czego przeżyć do pierwszej wypłaty ❤🍀🌞. I ja właśnie, jak to przeczytałam, to pomyślałam sobie: Cholerka, wręcz niewiarygodne, że tak się dzieje! I pomimo, że przez te dni, kompletnie w to jeszcze nie wierzyłam…, to postanowiłam i tak, jak jakiś głupek przejąć tą technikę, a jeszcze w tym moim kalendarzu wyczytałam pod tą datą:

Bez względu na to, czy istnieją sposoby pozwalające szybciej lub łatwiej osiągnąć cel, nie wolno nigdy zmieniać Tradycji.

BRIDA

Wspaniale! To powiedz nam jeszcze, cóż Ty zaczęłaś sobie tak powtarzać.

Po pierwsze pomyślałam, że to jest przecież nic innego, jak „skutek poprzedza przyczynę!” I właśnie wówczas zaczęłam tak po prostu niemal bezmyślnie (?) dziękować za to, że jestem już w pełni zdrowa i sprawna, że odnalazła mnie moja miłość i zarabiam na tym, co kocham! ❤

No dobrze, ale dzisiejszego dnia [3-go dnia Twojej głodówki!] zmodyfikowałaś to co nieco, prawda?

Tak właśnie, dzisiaj po pierwsze wypowiadałam to już naprawdę z wiarą! Tak bardzo o tym przez cały ten czas myślałam, aby jednak być w tym stanie relaksacji, zastosowałam po prostu tą technikę półsnu, o której jest napisane na str. 98:

W stanie podobnym do snu wszelki wysiłek jest ograniczony do minimum. Świadomość jest wtedy prawie zupełnie uśpiona. Tuż przed zaśnięciem i zaraz po przebudzeniu podświadomość jest najbardziej aktywna. W tym stanie nieobecne są negatywne myśli, które mogłyby zneutralizować pragnienia i przeszkodzić przejęciu ich przez podświadomość. (…)

Zgadza się, tak też jest, choć chyba niewiele osób jest tego świadomych! Ale proszę Cię przedstaw teraz to, co Ty od dziś wypowiadasz, 🤗.

Otóż doszłam do wniosku, że będę dziękowała tak długo za to [a dziś już nawet BARDZO W TO WIERZĄC💗]…, ale może najlepiej posłuchaj najzwyczajniej w świecie tego, cóż ja wypowiadam. Słowo „Ojcze”, zmieniłam po prostu na „WSZECHŚWIAT”, z którym przecież do tej pory prowadziłam niemalże codziennie rozmowę, a moje słowa brzmiały następująco:

WSZECHŚWIECIE, BARDZO CI DZIĘKUJĘ ZA TO, ŻE JESTEM JUŻ SPRAWNA I ZDROWA! TAKŻE ZA TO, ŻE TA BLIZNA, KTÓRĄ MAM OBECNIE NA TWARZY, JUŻ ZNIKA/ ZNIKNĘŁA, NO A Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ SIĘ ZMNIEJSZA I JEST Z KAŻDYM DNIEM MNIEJ WIDOCZNA! DZIĘKUJĘ TAKŻE, ŻE ODNALAZŁA MNIE MIŁOŚĆ ❤🤗🍀 TYM SAMYM JUŻ CZUJĘ BEZPIECZEŃSTWO I JEDNAK BOGACTWO!

Tak i tu właśnie za każdym razem wciąż powtarzam to sformułowanie: nie, że ja ją odnalazłam, tylko ona mnie! Dalej rozkminiłam to sobie tak, że skoro będę już miała swoją miłość przy sobie, to uczyni mnie przecież także szczęśliwą i bogatą [oczywiście nie w sensie materialnym!]. To są bowiem moje priorytety! A właśnie wtedy, jestem dalej tego pewna, że również uda mi się prawdopodobnie zarabiać na tym, co kocham… A jest to ewidentnie pomoc innym ludziom!

Jesteś niesamowitą wprost osobą! To jeszcze donieś tu dalej, cóż dziś robiłaś.

Dobrze przecież wiesz, że dziś mam kolejny dzień niejedzenia… Tak sobie jednak postanowiłam, że ponieważ od chyba przedwczoraj pojawiła mi się ponownie opryszczka na ustach na dole z lewej strony… To użyłam oczywiście tego plasterka compeed, jednak ponieważ zostały mi już chyba tylko 4 sztuki, to postanowiłam udać się jednak do apteki dziś [a cały czas łykam sobie jeszcze tą LIZYNĘ!]. A tu przedstawiam to, cóż sobie w tej aptece zakupiłam

Widziałam, moja droga, że nie miałaś już siły i dlatego w jedną & drugą stronę jechałaś dziś tramwajem. A zakupiłaś także i tą BIOSTYMINĘ jeszcze i nawet zestaw witamin i minerałów.

Tak też i było… w ogóle jak wiesz, ja nie bardzo się na tym znam…, a zawsze też próbuję po prostu dietą wpływać na swoje zdrowie…, w końcu doskonale o tym wiem, że jelita są naszym „drugim mózgiem”. No dobrze, ale nie będę już tego rozwlekała…, bo tak przy okazji, skoro już poszłam w tamtą stronę to zaszłam jeszcze i do rybnego, i do biedry, gdzie bardzo chciałam zakupić dla siebie już i Actimel, i kefir [na jutro do śniadania]. Jak właśnie wróciłam do domu, to byłam już tak zmęczona, że na początku myślałam, iż zrobię sobie po prostu drzemkę, taki właśnie relaks/ wyciszenie, by móc powtarzać sobie tą moją dziękczynną modlitwę… Jednak doszłam do wniosku, że skoro jestem taka słaba i czuję się taka jednak senna, to przebieram się już w mój strój do spania [piżamka + kombinezon] i przygotowałam sobie już również śpiwór [tak na wszelki wielki 🤭].

Oraz zrobiłam sobie nawet termofor jeszcze…, bo pamiętam, że wczoraj właśnie na noc również po niego wstawałam. Zatem teraz bez żadnego ALE [w końcu muszę dbać o swój komfort!] sobie go również przygotowałam 🤗. I wyobraź sobie, że położyłam się w końcu i w tym śpiworze, a mój termofor położyłam sobie początkowo na serce. Było mi tak niesamowicie przyjemnie i dobrze, że właśnie wtedy zaczęłam odmawiać tą swoją przygotowaną już modlitwę.

Moja kochana, ale to przecież wciąż nie wszystko! Jak już zaczęłaś, to opowiadaj proszę dalej.

Później natomiast pomyślałam sobie dalej o moim bracie… O tym, że on, wyobraź sobie, miał sen dokładnie z 20.05. na 21.05., czyli w dzień mojego przyjazdu, o tym się dowiedziałam, że ŚNIŁO MU SIĘ, ŻE JUŻ CHODZI NA WŁASNYCH NOGACH! Ale może teraz przejdę w końcu, do rozwijania tego weekendu…

Najpierw uczynię tylko takie punkty, o które chciałabym się zaczepić:

  • Kamyk = choć kolosalnie wręcz się różnimy [mamy całkowicie inne priorytety i podejście do życia] pozostaje dla mnie przykładem, jak radzić sobie w życiu [nie narzekać, nie skupiać się na tym, co trudne, nie ubolewać, robić, działać, co sił/ zawsze szukać gorszych przypadków – na pocieszenie, oczywiście/ brać przykład z najlepszych, by piąć się jednak wyżej/ laptop for mum/ SŁUCHAWKI DLA MNIE!/ WRAP w SubWay`u i nie odczuwanie ostrości sosu chili!/ ucieczka przed burką i jego tel. czy nam się udało dojść do domu/ Messenger ja z moim podejściem do tego …]
  • sobota, 22.05. przed wyjściem do Lidla kłótnia z mamą
  • później u Kamyczków = nie pojechaliśmy nad morze
  • picie kawy i jedzenie ciasta na Dzień Mamy
  • obiad, następnie z Kacperkiem i mamą wyjście pograć w piłkę
  • wieczorem ponownie kawa i lód
  • niedziela 24.05. do babci na piechtę = wypierzyłam się na twarz… i uszkodziłam sobie m.in. lewą rękę…
  • wieczorem dzwoni Kasia i mówi, że zawiozła Kamyka do szpitala…

No dobrze, kochana moja, to na tyle chyba skończymy…, bo widzę, że jesteś już zmęczona, a resztę wykonamy jutro… Ponieważ jesteś w tym swoim kombinezonie, to może teraz znowu się zrelaksuj i oddaj tej swojej modlitwie przed snem. Weźmiesz sobie jeszcze tylko wit. B Complex, następnie zaś CBD i położysz się odmawiając tę właśnie modlitwę/ stanowiącą obecnie Twoją własną medytację 🤗.

(…)

Spójrzcie proszę tylko na to, jak obecnie wygląda Mała Mi… To jest ponownie dłuuuuga historia

Tak naprawdę wszystko rozpoczęło się jeszcze w CZWARTEK 20.V.2021, kiedy to zaczęła tak porządnie sprzątać tą swoją łazienkę…

Dokładnie tak było…, wówczas bowiem już pomyślałam sobie, że nie mogę tak ciągle najeżdżać na tą swoją rodzicielkę i mieć do niej jakieś pretensje o coś [zazwyczaj, że ma wciąż u siebie taki jednak bałagan…], muszę mieć na względzie fakt, że ta kobieta była po pierwsze zawsze inna niż ja, poza tym muszę wziąć również pod uwagę ten jakże znaczący jednak fakt = ona widzi tylko na 1 oko!

I właśnie wtedy zaczęłam najpierw robić u siebie te porządki! Na myśl mi wówczas także przyszło, że jak już sama będę miała choć je porobione, to wtedy po prostu będzie mi już łatwiej powiedzieć [wiedząc, że mam już u siebie choć jako taki ład], że może zabierzemy się któregoś dnia także u niej za zrobienie wspólnie tego porządku… Może tutaj, choć tak na wstępie, jeszcze tylko dodam te foty, które również [dumna już z siebie] porobiłam:

Wiem, że wciąż mam tak dużo tych rzeczy tam…, choć muszę powiedzieć, że oczywiście, nie wszystko, co na tych zdjęciach widać jest rzeczywiście stamtąd [na tym powyższym zdjęciu i te leżące na brzegu kartonu chusteczki w 2 opakowaniach, jak i to pudełeczko obok nich z rękawiczkami jednorazowymi przyniosłam z szafki w kuchni!] Na tej pierwszej fotce zaś… , która przedstawia pralkę i to, co się na niej znajduje…, to tam również jest podobnie…

Już wyjaśniam:

  • te pudełka, które są widoczne na te kapsułki do prania… to tak naprawdę stoją tam 2 tylko po to, aby to lusterko było tak wysoko, bo jak tam staję, to nie muszę się wtedy tak bardzo schylać 😛
  • tych kosmetyków w stojącym tam koszyku, również prawie nie używam codziennie… W dodatku widoczne są tam wciąż te 3 AŁUNY… w tym ten jeden już połamany…, lecz jeszcze go nie wyrzuciłam, bo chcę cyknąć im wszystkim fotkę, hehe= na pamiątkę! 🤪Albo właściwie wykonam ją zaraz!

Nico Santos – Rooftop (Official Video)/ Nico Santos – Safe (Official Video)

I voilà! Oto one: ten połamany wylądował już oczywiście tam, gdzie jego miejsce, czyli w koszu! 😜 A ten malutki, kupiony w Rossmannie zabieram zawsze ze sobą, jak jadę np. do rodzinki do Elbląga, choć, szczerze mówiąc sam jeszcze jakoś na mnie nie działa, tzn. na mój pot…, wciąż go tak bardzo nie hamuje i nadal miewam te pachy mokre jeszcze 🤭. Ale używam go i tak, bo także przecież wciąż jeszcze i na tą moją stopę i udo, jak również jeżdżę nim także wokół moich ust, hehe, a poza tym zwykłego antyperspirantu już dawno nie mam. Ostatni, jaki jeszcze miałam ten , oddałam mojej mamie :P.

Tak, widziałam to bardzo dobrze, jaka byłaś z siebie wówczas dumna i wtedy też cyknęłaś sobie to selfie, które następnie wysłałaś właśnie temu Szymonowi, z dopiskiem o następującej treści:

Hej Szymon, uśmiecham się do Ciebie wczoraj jeszcze miałam jakieś takie pozytywne flow 😉 Mam je oczywiście cały czas, a jutro już jadę do Elbląga, do rodziny, by świętować już z mamą jej przyszłe święto, bo przecież w tygodniu chodzę do ODNOWY na zajęcia 😉  Miłego dnia 🍀🌞🌈

I po tym, jak on przysłał Tobie te serduszka: 💗💗💗💗💗💗💗💗 już zrobiło się Tobie tak miło. Choć szczerze mówiąc, dobrze wiedziałaś, że ten człowiek, nie znając jeszcze Twojej całej historii, już dobrze Ciebie rozumiał!

Takie odczucie właśnie miałam, dlatego na drugi dzień bez żadnych krempacji [zresztą nie miałam ich nawet w ten czwartek, kiedy napisałam mu tą pierwszą wiadomość :P] wysłałam mu jeszcze coś takiego:

​Witaj Szymon, czy możemy umówić się tak, że przez cały weekend wysyłałbyś mi jakieś wzmacniające słowa, abym jeszcze bardziej wierzyła, że spędzę jednak dobry i pozytywny czas z moją rodziną. Zaczęlibyśmy od dziś, ok? O 11:47 mam pociąg do Elbląga… Pozdrawiam i życzę miłego dnia 🌞🌈

​Moja ingerencja jest tutaj zupełnie nie potrzebna, to Ty sama sobie kreujesz jaki ten czas będzie dla Ciebie 🙏❤

​Naprawdę DOSKONALE O TYM WIEM, teraz czytam właśnie: spełni się wszystko, w cokolwiek bez reszty uwierzysz… Tylko mi chodziło o to, żebym jednak, jak tej książki nie będę miała przy sobie, abym mogła sobie takie wsparcie przeczytać właśnie od Ciebie, jak będzie mi trudno wierzyć

Nie wierz, tylko czuj!!!! Serce Cię nigdy nie zawiedzie.

​Dziękuję, o takie słowa właśnie mi chodziło

/////////

​Siedzę właśnie w pociągu 😉I przed chwilką miałam kontrolę biletu, hehe, teraz czuję w sobie ogromną moc = wiem, że to JA JESTEM TWÓRCĄ 💪🍀🌞 I będę tworzyła mój świat w końcu w kolorowych barwach 🌈udanego weekendu

​Mam teraz z siebie samej trochę bekę…, bo czytam tą książkę

​Uśmiecham się i robię sobie selfie do tego, że buhaha 🤣 Fajna jestem, co? 😜

​Po prostu dbasz o Siebie i to co robisz sprawia Ci przyjemność.

Wróciła, kochani z Elbląga, gdzie pojechała jeszcze w PIĄTEK, 21.V.2021, a tamtejszy dzień tam był po prostu rewelacyjny! Czuła w sobie taką moc i bardzo to odczuwała, że ona jest rzeczywiście twórcą i ponieważ bardzo potrzebowała powiedzieć to komuś, kto ją jednak rozumie… podzieliła się sobą z tym Szymonem z OdNowy – to już jednak zawarła powyżej, jakby od razu odzyskała te swoje siły!

Jadąc jeszcze tramwajem na dworzec, później zaś w pociągu… czytała sobie tą powyższą książkę, tą swoją biblię i tu właśnie jej notatki z tego:

PAMIĘTAJ, ŻE JEŚLI NAPRAWDĘ CHCESZ UZYSKAĆ UZDROWICIELSKĄ MOC, MUSISZ W NIĄ UWIERZYĆ. Wiara zaś oznacza wiedzę o działaniu świadomości i podświadomości. WIARA PRZYCHODZI ZE ZROZUMIENIEM.

= czytając te słowa o tym zrozumieniu, ponownie pomyślała sobie o Gracjanie 😉

87 SPEŁNI SIĘ WSZYSTKO W COKOLWIEK BEZ RESZTY UWIERZYSZ ❤️90 (…) Siedzibę swego umysłu budujesz bezustannie, a jej plan istnieje w twojej wyobraźni. KAŻDĄ GODZINĘ, KAŻDĄ CHWILĘ MOŻESZ WYKORZYSTAĆ NA TO, BY ZA POMOCĄ MYŚLI, ZAPATRYWAŃ, PRZEKONAŃ ORAZ WSPOMNIEŃ ROZPAMIĘTYWANYCH W UKRYTEJ PRACOWNI UMYSŁU ZAPEWNIĆ SOBIE SZCZĘŚLIWE I DOSTATNIE ŻYCIE ORAZ DOSKONAŁE ZDROWIE. (…)Sporządź sobie nowy plan. Buduj według niego bezustannie i w ciszy, odnajdując w każdej chwili spokój, harmonię, radość i życzliwość. Nasycając nimi podświadomość, sprawisz, że zaakceptuje ona twój nowy plan i go urzeczywistni. 93

I tak właśnie wyglądał u niej jeszcze ten PIĄTEK, kiedy to naprawdę tak bardzo to czuła, że to ona sama ma ogromny wpływ na to, co się wydarza….

///////////////

Nie mam obecnie już na nic siły…, tak bardzo nie daję sobie znowu rady z tym wszystkim… boooszeee, jak ja wykonałam sobie dziś 26.V.2021 tą fotkę i na nią spojrzałam jeszcze raz….TO ZOBACZYŁAM NA NIM PONOWNIE TĄ NIEMAL MAŁĄ DZIEWCZYNKĘ… i od razu pomyślałam sobie, że przecież mogłam tak samo właśnie wyglądać, jak miałam te ok. 2,5 latka, kiedy to tak bardzo płakałam w tym łóżeczku [z dokładnie tak wygiętą tą moją rączką wtedy, kiedy to właśnie ów Szymon podczas masażu zauważył, że mam ją tak położoną, jak u niemowlaka…]

Przepraszamy Was najmocniej, kochani, ale od poniedziałku, 24.V.2021, kiedy to wróciła w końcu do siebie, wciąż próbuje się odnaleźć… Od 2 dni nic nie je i wciąż słucha jakichś medytacji, ciągle płacze… i jest jej obecnie [a to już 4 dzień!] strasznie trudno… Dlatego już nawet nie zmuszam jej, by dzieliła się z nami tutaj kolejnymi przemyśleniami, obserwacjami, wydarzeniami.

Teraz jednak już postanowiłam choć troszkę więcej z siebie zrzucić… bo to wszystko mnie tak cholernie już męczy… Zatem może nim opiszę ten mój weekend tak szczegółowiej, dodam tylko to, cóż wydarzyło się już właśnie w NIEDZIELĘ, 23.V.2021

​Hej Szymon, proszę Ciebie pomedytuj w intencji mojego brata, jego była narzeczona zawiozła go do szpitala, podobno czuł się mega słabo, mama czeka na sygnał, czy zostanie on w szpitalu, czy będzie miała jechać do niego [do domu] na noc… Ja teraz jadę do mojej babci na noc

​​

​Dziś się jeszcze wypieprzyłam I właśnie tak teraz wyglądam🙈

​To że się przewróciłaś to sygnał dla Ciebie (więcej uważności) wysłałem mu światełko mocy

💥
✨

BEI OMA – W BETT: ​ JAK BYĆ AKCEPTOWANYM BĘDĄC SOBĄ

​boooszeee, jestem ZAŁAMANA obecnym wyglądem mojej twarzy…

​[24.05, 06:26] Błagam Szymon, powiedz mi proszę, co byś mi na to poradził


[24.05, 06:44] SzymonOdNowa Chmielewski: Coś Ci się zrobiło na meridianie serca Czy to jest strup, czy rana wypełniona wodą, bo dokładnie nie widzę?


[24.05, 07:04] Monia: Chyba strup… A co to znaczy, że zrobiło się „coś”  na Meridianie serca? Co i jak to leczyć?


Przemywaj od czasu do czasu wodą z mydłem, a potem zrób sobie rumianek i rób okłady I pryskaj OCTENISEPTEM


Rumianek zaparzony, jeden już użyłam na noc, Octenisept użyję, jak już dotrę do domu, pociąg mam o 11:44, dziękuję dobry człowieku 🙏

[24.05, 08:09]: Szymon, powiedz mi proszę, czy jak będę się w końcu zajmować moim blogiem, to pozwoliłbyś mi siebie ponownie zacytować?


[24.05, 08:10] SzymonOdNowa Chmielewski: Jasne

Dziękuję, a powiedz, czy jakąś maścią powinnam to smarować?


Najpierw popróbuj tym rumiankiem i OCTENISEPTEM, a później się zobaczy.

Mama mi przywiozła

Ok

​Posmarowane ALANTAN😋

Żeby nie było, wcale nie cały weekend był taki hmmm… mroczny, jeszcze piątek był dla mnie naprawdę rewelacyjny

​[24.05, 17:57]: Szymon, proszę napisz mi, co miałeś na myśli pisząc: Coś Ci się zrobiło na meridianie serca (…) I jak z tym „czymś”  dalej pracować? Bo ja naprawdę czuję obecnie, że już umieram wręcz…
[24.05, 18:06]: Wiesz, że wypieprzyłam się, jak szłam z mamą do babci… Fakt, że był cholernie krzywy i wyboisty ten chodnik, ale taaaak duuuużo już przez niego udało mi się przejść, a później tak po prostu nagle się wypieprzyłam i to jeszcze poleciałam na tą twarz… I lewą rękę mam ponowne tak zbitą, że znowu niesprawną do końca… booosze, chce mi się tu cały czas ryczeć i w dodatku, jak pomyślę o moim bracie… To wydaje mi się, że ja nie powinnam/ nie mogę narzekać… Że wiesz nie mam do tego prawa…

[24.05, 19:28] SzymonOdNowa Chmielewski: Meridian serca odpowiedzialny jest za brak docenienia brak pochwały itp. dotyczy to Ciebie samej, mianowicie  nie chwalisz się, dokuczasz sobie, nie wierzysz w siebie, masz ciągłe wątpliwości. I taki jest skutek 😵

Ryczę…


To dobrze…


Bo mnie kurwa NIKT NIE CHWALIŁ Więc nawet tego nie znam…


A Ty sama siebie chwaliłaś?

NIKT MNIE TEGO NIE NAUCZYŁ… Również nie…


A co to za problem, powiedzieć sobie miłe słowa!!!!!!??????


Bo to wcale nie było ważne, już jako 3-letnie dziecko przecież przejęłam na siebie rolę matki i co gorsza ojca, którego NIGDY NIE MIAŁAM… Jestem totalnie wypaczona Nie mogę z płaczu…


W końcu to się w Tobie obudziło, Twoje ciało i umysł potrzebują miłego słowa, przytulenia, ukochania.


I mam TAAAKI ŻAL DO MOJEJ MATKI Jeszcze w niedzielę jak szłyśmy właśnie do babci na piechtę = to był mój pomysł, żeby się przejść… [Bo świeciło piękne słonko i chciałam ten czas wykorzystać jakoś z korzyścią dla nas, bo i słońce i ruch] To zaczęłam coś niepotrzebnie znów do niej mówić…, boooszeee, a tak naprawdę to zaczęło się jeszcze w sobotę… Przepraszam, ale jeśli chciałbyś tego posłuchać, to tylko przebiorę się do spania, bo dziś u babci od praktycznie 3 nie mogłam już spać [wstałam do ubikacji i zauważyłam moją twarz właśnie 😨🙈😱]
[24.05, 20:39] Jesteś? Ja już właśnie położyłam się zmęczona Teraz chyba sobie jeszcze pomedytuję
Może to mnie trochę uspokoi Dobrej nocy

Dobranoc

🍀

[24.05, 21:16] Muszę to w końcu komuś powiedzieć…
Moja rodzicielka wydaje mi się taaak ograniczoną mentalnie osobą… Wiesz, co ona do mnie rzekła?

Że PEWNE RZECZY PO TYM WYPADKU PO TYCH „PRZEJŚCIACH” już się nie odwróci, że zostaną we mnie na stałe... / na zawsze
No ja pier… sobie pomyślałam I zadałam jej pytanie


A skąd to wiesz?

No, daj Ci Boże, żeby było inaczej…

Ja już zostawiłam to bez żadnego komentarza, tylko sobie pomyślałam… 🙄🤦‍♀️😨 Chciałam tylko zauważyć, że to powiedziała kobieta, której dwoje dzieci PRZEŻYŁO PRAKTYCZNIE CUDEM, ona kuwa wierzy w Boga, ale NIC POZA TYM! No ja po prostu pier…
(…)
A wiesz co do mnie powiedziała, jak ja jej rzekłam, że mam po prostu TRAUMĘ Z DZIECIŃSTWA?



A co byłaś bita i maltretowana???

Mi się już w tym momencie odechciewa w ogóle tej dyskusji 🤷‍♀️🥴🤦‍♀️

🙈
🙉
🙊
🙄

Ale wiesz, jak jest to cholernie przykre nie mieć zrozumienia w NIKIM? Bo cholera, tak naprawdę jestem tu sama, mam rodzicielkę tak niewiele rozumiejącą, niepełnosprawnego brata, który fizycznie nie jest w stanie pomóc nam w ogóle… Odnosiłam wrażenie, że ja nie mam prawa przy nim narzekać 🙄.
Bo przecież wszystko mogę sobie sama załatwić, w końcu mogę chodzić i mam sprawne ręce
A to, że kurna mam pokancerowane to swoje ciało, a najbardziej jednak ładną buzię, to wiesz, już czułam, że nawet z tego powodu nie wypada mi już ubolewać i płakać… Bo przecież są większe tragedie!
A to, że nikt tak naprawdę nie kuma, co się tu rzeczywiście rozgrywa i co się ze mną teraz dzieje…
Szymon, co ja powinnam teraz robić?

Wiesz, wczoraj, leżałam u mojej babci i tak naprawdę ryczałam znowu…
A jak usłyszałam, jak nasza mama poszła jednak jeszcze rano do Marcina (bo zadzwonił do niej, jak już Kasia /mama jego cudnego synka/ przywiozła go ze szpitala do domu…) Ok kończę już, bo już nie mam siły na takie smęcenie… To jest tak naprawdę jakaś niekończąca się opowieść, ale ja nie chce tak jej kończyć
Bo ja serio ufam, że nic nie wydarza się niepotrzebnie w naszym życiu


Co więcej będę nieustannie twierdzić,… tak, jak powiedziała mi Sylwia od Was, że jestem tu po to, by dokonać zmian i uzdrowić ten mój ród kobiecy!
[24.05, 22:12] Dobranoc, śpij dobrze i dzięki, że mogłam to z siebie w końcu wyrzucić 😉

[25.05, 08:17]: Szymon, błagam pomóż mi w jakiś sposób… Właśnie znowu ryczę Nie mam kompletnie na nic siły… I nawet nie widzę już sensu, by ją


[25.05, 08:19 To gicior! Puszczasz emocje


boooszeee, a czy Ty w ogóle wiesz, jak to jest ciężko mając tak naprawdę TYLKO 1 rękę znowu sprawną… I jeszcze poharataną buzię…

(…)

Spójrz proszę, czy to dobrze, że ten strup wcale nie jest suchy? ​Włączałam sobie jakieś Medytacje, ale już zrezygnowana wzięłam choć książkę Murphy’ego do czytania dalej… I błagam, jak znajdziesz czas, to udziel mi proszę jakieś info ad tego mojego strupa 😉

Zrobiłam sobie dziś dzień NIEJEDZENIA i cały właściwie mam zamiar dziś spędzić w łóżku…, może uda mi się odzyskać trochę równowagi… Ale zauważyłam, że ja tak mam niestety zawsze po tym, jak jadę do Elbląga…

Tak wygląda moja twarz obecnie, tj. 25.05.21, ok. godz. 19:17 Przepraszam, jeśli czujesz się obciążany przeze mnie, powiedz tylko słowo, a przestanę przesyłać Ci te moje foty… 🤦‍♀️🙈🙄

26.05., godz. 9:44

boooszeee teraz patrzę na to zdjęcie, które Tobie wysłałam… I JA WYGLĄDAM NA NIM PRZECIEŻ JAK DZIECKO!!! chyba, jak ta mała dziewczynka, która właśnie mając te 2,5 latka płakała wówczas w tym łóżeczku… Z tą odgiętą tak rączką, którą zauważyłeś, jak byłam u Ciebie na tym masażu…

Widziałam, że tą samą fotkę wysłałaś także Małgorzacie IRI…

Tak też zrobiłam… ją jednak zapytałam:

Małgosiu, jak mogę sobie sama pomóc? Co mogłabym dla siebie zrobić? Nie mogę już tak dalej żyć z takim żalem do mojej rodzicielki… 😧 ​Która tego kompletnie nie rozumie…, bo szczerze mówiąc, dla mnie samej jest to wręcz niewiarygodne, że coś takiego w ogóle wychodzi po tylu latach na wierzch 🙈🙉🙊[26.05, 13:34] Właśnie płaczę 😭

Jej odpowiedź dla mnie:

Pomaga świadomość. Uzdrawia przeżycie emocji do końca i intencja zmiany, wybór siebie a pozostawienie spraw i emocji mamy – mamie

A tak naprawdę jeszcze wczoraj usłyszałam i obejrzałam to nagranie Gracjana: Jak skorzystać z siły księżyca || 26 Maja 2021 i muszę powiedzieć, że jak tego słuchałam, to ponownie zaczęłam po prostu płakać… Dokładnie w tym momencie, jak on mówił, że leżał tam na podłodze i zaczął głaskać tego małego Gracjanka… boooszeee, czułam się taaaak bardzo podobnie… Ja przecież odkąd wróciłam z tego Elbląga, to właśnie tak się też czuję… No a jak już spojrzałam jeszcze raz na to moje dzisiejsze zdjęcie, to po prostu… niemal zamarłam… Na nim przecież w istocie wyglądam, jakbym cofnęła się w czasie…

No dobrze, kochana Ty moja, to może już teraz rzeczywiście położysz się w końcu spać…, a jutro podejmiesz decyzję, co robisz dalej, ok? Wiem bowiem, że wciąż się miotasz z tyloma rzeczami… Nie wiesz za bardzo, czy:

  • wychodzić w ogóle po jakieś ewentualne zakupy, bo prócz suchych produktów nic już nie masz w domu do jedzenia…
  • czy odpuścić jeszcze kolejny i zrobić sobie 3-ci DZIEŃ NIEJEDZENIA
  • I w tym momencie nie zabrać się czasem za to prasowanie tych rzeczy, które przed wyjazdem jeszcze tak po prostu włożyłaś do szafy…

Ale wiesz, jak ja się obecnie czuję??? Z tym jeszcze cholernym strupem na swojej buzi… boooszee, teraz jestem o tym przekonana, że nie spojrzy na mnie z takim zdrowym zainteresowaniem nawet żaden mężczyzna…🙈🙉🙊No a już tym bardziej Gracjan… Nie chcę już sobą więcej nikogo obciążać… Nie mam do tego prawa wręcz… boooszeee, tak naprawdę znowu dzięki niemu odkrywam, że dziś jest ta pełnia… choć pierwotnie włączyła mi się tu znacznie ciekawsza strona, bo tam było coś również o tych osobach wrażliwych… nawet była jakaś nazwa tego zjawiska.. już teraz cholerka nie pamiętam…

26.05 – kolejny Superksiężyc, Srebrny Glob w dużej bliskości w stosunku do Ziemi, całkowite zaćmienie Księżyca w znaku Strzelca (niestety niewidoczne w Polsce). Super Pełnia przyniesie odcięcie się od starych wzorców i energii, pomoże otworzyć się na szerokie horyzonty, spojrzeć na swoje problemy z oddalenia. https://dziendobry.tvn.pl/a/horoskop-na-maj-panny-powinny-uwazac-na-oszustow-przed-bykami-czas-sukcesow-co-z-pozostalymi-znakami

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close