ŻYJĘ I KAŻDEGO DNIA MOGĘ ZACZYNAĆ OD NOWA

127 afirmacji mocy, 432 Hz. Słuchaj każdego dnia. Więcej magii na co dzień. Klaudia Pingot

 31:16

SOBOTA, 16.VII.2022

Przewrócenie i połamanie okularów… , g. 06:28

Dzień dobry Pani doktor, Znowu piszę to, leżąc w łóżku…

Otóż opiszę tutaj, do czego jeszcze wczoraj (tj. W PIĄTEK, 15.VII.22) doszło.

Tak więc, po tym jak wróciłam do domu z Fundacji FOSA, gdzie miałam mieć jakąś rozmowę ze studentką psychologii, która miała mi jakoś pomóc… W każdym razie, z taką intencją tam jechałam (powiem tak: KOMPLETNIE TEGO NIE CZUŁAM, że tak będzie…, ale BAAARDZO starałam się w żaden sposób nie nastawiać z góry…) i tak właśnie tam się udałam… Okazało się, że nie miałam ŻADNEJ rozmowy (to już tak maksymalnie skróciłam, by przejść do sedna).

Wróciłam zła do domu, że zmarnowałam jednak tyle czasu i… zaczęłam „pocieszać się” jedzeniem 🙈.

Jednak w końcu stwierdziłam, że NIE MOGĘ W TAK DESTRUKCYJNY SPOSÓB ZAKOŃCZYĆ SWOJEGO DNIA i wzięłam kijki do Nordic Walking i wyruszyłam tam, gdzie zawsze. I tutaj zacznie się ta właściwa treść, o której chciałam napisać.

Otóż po wykonaniu tam ambitnie 6-ciu okrążeń (a przez cały czas odsłuchiwałam filmików motywacyjnych Opry Winfrey i tam ona mówiła, jak ważne jest, by być wdzięcznym = zatem ja już sobie wypunktowała w mojej głowie 5 rzeczy, z których mogę taka być!***). W każdym razie po wykonaniu tych okrążeń wracałam zadowolona i dumna z siebie do domu… I wtedy też SIĘ PRZEWRÓCIŁAM!

*** 1) mogę sobie właśnie chodzić z kijkami! [w ogóle MOGĘ CHODZIĆ! – w porównaniu do mojego brata…]

2) jestem wytrwała i dzielna

3) wciąż się nie poddaję łatwo i staram się szukać rozwiązań

4) nadal jestem ładna

5) mam coraz lepiej wyglądającą nogę [po poparzeniu] = tego, co tutaj widzicie, nie zawierała już w @, by nie tracić na to czasu, o tym sobie najpierw tylko pomyślała, następnie powiedziała swojej rodzicielce, jak do niej zadzwoniła, a następnie zapisała to sobie jeszcze w @, bo nie miała żadnej kartki…

I to tak upadłam, znowu na lewą stronę.., że nastąpiło połamanie moich JEDYNYCH OKULARÓW… 🙈🤦‍♀️🤷‍♀️

A moja noga wygląda teraz tak [2gi załącznik].

Także, jak Pani widzi, u mnie naprawdę co chwila coś się wydarza…, nawet wtedy kiedy ja już tak bardzo staram się zrobić coś jednak konstruktywnego…

PS. Może to Pani również dopisać do tej dokumentacji, którą mam odebrać 03.08.

O godz. 11:18 wysłała do swojej psychiatry kolejnego @:

Pani doktor, przepraszam, że tak pod Pani adresem wylewam te moje smutki…, ale naprawdę nie mam komu o tym powiedzieć/ napisać… Wciąż bardzo staram się nie narzekać, gdyż dobrze wiem, że jest to złą energią… Jednak momentami już naprawdę nie mogę… Jak jeszcze wczoraj byłam z siebie TAK CHOLERNIE DUMNA I ZADOWOLONA, że jednak się nie poddałam i zamiast siedzieć i „biadolić”, jak to jest mi źle, wyszłam jeszcze na te kijki. Wówczas ponieważ zadzwoniła do mnie wtedy moja mama, zaczęłam jej opowiadać, cóż dziś zrobiłam, czego dokonałam i rzekłam jej również, iż nie wiem, po co jechałam taki kawał do tej Fundacji, tzn. wiem, po co (bo tak, jak mówiłam, wiedziałam, że tam będę rozmawiać z młodszą od siebie dziewczyną, to jednak postanowiłam, że nie będę się z góry zrażać, bo przecież młodszy nie oznacza głupszy, czy może nawet mniej doświadczony!).

No, ale już Pani o tym wie, że wcale do żadnej rozmowy nie doszło, POMIMO, ŻE JA TAM SIĘ STAWIŁAM, to nikt mi tych drzwi nie otworzył…

boooszeee, ale pal już licho to! Dziś jednak obudziłam się i wciąż pamiętałam o tych POŁAMANYCH OKULARACH…🙈🤦‍♀️😩, które obecnie zabierają mi cały spokój… Bo są niestety moimi JEDYNYMI, JAKIE MAM… I miałam jeszcze poszukać jakiegoś optyka…, choć wiem/ widzę to, że tych okularów już się raczej nie da naprawić… potrzebne będą NOWE OPRAWKI… A ja obecnie już naprawdę nie mam najmniejszej siły na nic, to wszystko mnie tak cholernie tu przytłacza, najbardziej fakt, że nie mam nawet komu tego powiedzieć i może nawet popłakać…

A ponieważ zauważyłam, że w poprzednim @ nie załączyła się fotka mojej obecnie wyglądającej nogi [po tym poparzeniu termoforem…], także załączam ją teraz:

Jeszcze raz pozdrawiam,

Dobrze kochanie, to wysłałaś jeszcze dzisiaj te obydwa @ do swojej lekarki… , lecz teraz powiedz proszę, cóż poza tym zrobiłaś.

boooszeee, jak wiesz, mam tutaj jeszcze taaak cholernie wiele do opowiadania…, że już naprawdę nie mam pojęcia, od czego by tu zacząć…🤷‍♀️

Zacznijmy, kochanie, od dnia dzisiejszego, a dalej już się jakoś rozwinie, zobaczysz! Także powiedz, proszę, jak zaczęłaś ten swój dzisiejszy dzień, bo to, że już o godz. 6:28 pisząc do swojej lekarki tego @ zatytułowanego: Przewrócenie i połamanie okularów…, to już wiemy.

Ok. to zacznę rzeczywiście tak, jak mówisz, od faktów. Otóż, jak tylko się obudziłam, to… ahhh... Przypomniało mi się to, do czego doszło jeszcze wczorajszego dnia… A mianowicie do tego, że zrobiłam wspaniale te okrążenia. Właściwie to pod koniec tego 6 przysiadłam sobie na tej ławeczce i zadzwoniłam wtedy do mojej mamy. Tak, ja zadzwoniłam, bo przecież tego dnia jeszcze wcześniej…. A może lepiej jednak będzie, jak wstawię tutaj to wszystko, cóż rzeczywiście się działo…

boooszeee, tak naprawdę to musiałabym wrócić jednak do tej ŚRODY, 13VII.22, kiedy to byłam u fryzjera… Czułam się wtedy przecież fatalnie i tak też wyglądałam! Wtedy też, wieczorem jeszcze przesłałam mojej mamie te filmiki: Potężna AFIRMACJA spełniająca MARZENIA 💫 i Jak wykreować wymarzone ŻYCIE z pomocą UMYSŁU? Dr Joe Dispenza | po polsku, na co ta po godzinie zareagowała po prostu tym kciukiem podniesionym do góry 👍. Następnego dnia i to już po 7, przesłała do mnie oczywiście, jak to ona… Kartkę na dzień dobry= GIF, z napisem:

WSTAŃ, UŚMIECHNIJ SIĘ DO ŻYCIA, MÓW, ŻE WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE. SAMI RYSUJEMY SWÓJ ŚWIAT.

boooszeee, jak to ujrzałam…, to z jednej str. myślałam, że coś mnie zaraz trafi…, a później doszło do mnie, że przecież ja NICZEGO INNEGO NIE ROBIĘ, tylko sama wysyłam jej również takie rzeczy, wprawdzie nie poprzez te głupie GIFY, tylko z kolei jakieś medytacje… itp.

Dobrze, kochanie, ale nim do dokończymy, to skoro masz już założone te soczewki, to może poszłybyśmy się choćby przejść znowu? A póki co, zostawmy tutaj te fotki tak, jak są, a później to jeszcze wyjaśnimy, ok? Bo teraz właśnie już nie pada!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

////////

Dokładnie nie zapisała Mała Mi, od której były na tej dolince dzisiaj, w każdym razie jej powrotna notatka z tego, to:

18:22 – 22.04 at home, 🏠, 7 okrążeń,

A tak oto dzisiaj ta nasza bohaterka wyglądała:

Kochanie, moje, to powiedz jeszcze, cóż Tobie się dziś tam przydarzyło? Bo widziałam, że znowu wędrowałaś z tymi kijkami!

Tak też było! Tylko tym razem, już po tych 7 okrążeniach, wracałam normalnie alejką…, a nie, cholerka tak, jak wczoraj tą polną drogą jeszcze… boooszeee, wiesz, co ja mówiłam właśnie wczoraj, jak już wróciłam do domu? Nie stawiałam pytania: DLACZEGO MI TO SIĘ PRZYDARZYŁO, TYLKO CZEGO MA MNIE TO NAUCZYĆ I CO MA MI POKAZAĆ TEN INCYDENT? Byłam oczywiście wściekła na to wszystko, że tak się stało…, a najbardziej chyba na siebie, że wybrałam jeszcze taką właśnie drogę…

Słyszałam, kochanie, wszystko doskonale! Ale na teraz, nie wracaj może do wczorajszego dnia, jak to było. Tylko powiedz, cóż dziś się Tobie KONKRETNIE PRZYDARZYŁO!

Tak, więc, przypomniało mi się, co wczoraj mówiłam mojej mamie…, że teraz już choć wiem, iż następnym razem, czyli dzisiaj, wezmę telefon nie do torebki, tylko włożę go sobie do kieszeni tego zapinanego polaru, a w tą sportową torebeczkę wsadzę butelkę z wodą! I tak też dzisiaj właśnie uczyniłam!

Kochanie moje, ale ja Ciebie naprawdę proszę, mów już o tym dniu dzisiejszym!

No tak właśnie zamierzam… Ten wstęp zrobiłam tylko po to, by powiedzieć, że przecież wczoraj słuchałam tych motywujących filmików Oprah Winfrey i dzisiaj właśnie włączyłam sobie również ją…, lecz później wskoczyła mi kolejna fantastyczna kobieta: Louise Hay, a dokładnie to jej nagranie: 💖 Louise Hay – „How You Can Manifest Everything With The Power Of The Universe” 💖 I tak sobie wędrowałam i słuchałam tego, co ta niesamowita kobieta mówi…, że

KOCHANIE SIEBIE JEST CZYMŚ NAJBARDZIEJ POTĘŻNYM, CO MOŻEMY ZROBIĆ!

Tak, moja droga, ale nie wiem, czy sobie przypominasz… Ty również potrafiłaś powiedzieć do siebie do lusterka, że siebie kochasz!

Dokładnie tak było! I wiesz, ona mi o tym znowu przypomniała, jak jest to cholernie ważne, ABY SIEBIE KOCHAĆ I AKCEPTOWAĆ TAKIM, JAKIM SIĘ JEST! A ja właśnie wtedy wykonałam sobie jeszcze te 2 selfie, bo chciałam tylko sprawdzić, jak teraz wyglądam… I jak siebie ujrzałam, to stwierdziłam, że, cholera, jak widać wcale AŻ TAK ŹLE NIE JEST. Tzn. tak, w pierwszej chwili wystraszyłam się trochę tych moich oczu…

Lecz za chwilę pomyślałam sobie, boooszeee, a czy ja to mogę teraz zmienić? Są jakie są, no takie stały się obecnie…, jak nic podkrążone i napuchnięte od tego płaczu, pomimo, iż stosuję wciąż te kremy pod oczy i wokół nich… Czasem też przecież zrobię sobie nawet okłady z tego rumianku na nie… To przecież nie jestem, do cholery, brzydką kobietą! Wędrowałam tak teraz z tymi kijkami i już nie pamiętam, czy dziś, czy wczoraj jeszcze, ale spotykałam pary, w których kobiety były o wiele mniej urodziwe niż ja…

Oczywiście, kochanie! Ale widziałam również, że spoglądasz także obecnie na ich nogi…

Tak, właśnie…. boooszeee, wiem, jak to okropnie zabrzmi…, ale tak się przyglądam i dochodzę do wniosku, że przecież wiele kobiet także nie ma ich takich zgrabnych i szczupłych, jak i ja…

Moja droga, to naprawdę nie jest nic dziwnego, że tak robisz! Ale, skupmy się już proszę W KOŃCU DOKŁADNIE NA TYM, CÓŻ SIĘ DZIŚ RZECZYWIŚCIE WYDARZYŁO…

No dobrze, więc już tutaj donoszę… Ooo właśnie i ten mój wstęp, był po to, by wspomnieć o tym, czego później jeszcze słuchałam… A mianowicie tych 127 afirmacji mocy… i słysząc te słowa:

TO MOJE ŻYCIE I MÓJ CZAS.

Przeleciał NADE MNĄ ZNOWU TEN CZARNY MOTYLEK! boooszeee, tyle niezrozumiałych dla mnie rzeczy się w tym moim życiu wydarza… Poważnie, ja już taaak niesamowicie wiele nie pojmuję… Jak choćby to, że właśnie jeszcze wczoraj, jak już robiłam tam te okrążenia, to na latarni widziałam wtedy tego gołąbka, a właściwie były ich 2… , wprawdzie siedziały pojedynczo, ale na na dwóch różnych latarniach… Ja już, na serio, tu po prostu głupieję…

No dobrze, kochanie, dostrzegam to doskonale, jak wiele rzeczy tu nie ogarniasz… Ale, co tu trzeba dodać, tak bardzo potrzebujesz, aby ktoś Ciebie w tym wszystkim odciążał, gdyż Kochanie, już Ci o tym wspominałam, to jest CAŁKOWICIE NORMALNE, by mieć kogoś do pomocy! Ale, w takim razie, wspomnij tu choć tak szybciutko o tym, jak udałaś się właśnie do tego BOMu [BUDDYJSKI OŚRODEK MEDYTACJI]….

Postaram się to jeszcze zrobić…, bo jak wiesz, muszę, zwłaszcza teraz…, dbać o ten mój sen, który wpływa przecież również na WYGLĄD MOJEJ BUZI ORAZ NA TO, JAK SIĘ W OGÓLE CZUJĘ I FUNKCJONUJĘ… boooszeee, co ja bym dała, aby mieć tu kogoś, kto by mi w tym wszystkim pomagał…, bo ja już naprawdę SAMA NIE DAJĘ SOBIE Z TYM WSZYSTKIM RADY…

No właśnie, kochanie, to zacznij teraz tą swoją opowieść o tym, jak udałaś się jeszcze do tego BUDDYJSKIEGO OŚRODKA…

Byłam tam, jak wiesz 2x… Kurczę, ja już nie mam siły o tym wszystkim tutaj mówić…, bo nie chcę tego robić tylko, ot tak… Tak bardzo chciałabym być dobrze/ prawidłowo zrozumiana…

To zacznij może od tego, że właśnie, jak byłaś tam u nich za pierwszym razem, bo… tak bardzo odczuwałaś potrzebę porozmawiania… Wtedy taka jedna znajoma dziewczyna po prostu, widząc Ciebie taką właśnie płaczącą prawie, przytuliła Ciebie i rzekła, że może z Tobą porozmawiać, jeśli tak tego potrzebujesz…

Było tak owszem…, ale kurczę, wiem przecież, że każdy coś niesie… Więc tak naprawdę, nie zrobiło mi się tam jakoś specjalnie lżej… Tym bardziej, że widziałam, iż ta Asia i tak nie rozumie tego, o czym ja tam mówiłam… bo… nie potrafiłam konkretnie tego wszystkiego, sprecyzować/ wyrazić, co obecnie się w tym moim życiu wydarza…

I wtedy podeszła taka Iga i mówi do mnie, że ona mnie pamięta i że chyba jakoś ostatnio wyświetliłam jej się na tym fejsie… boooszeee, już znowu nie wiem dokładnie, co ona mówiła… Pamiętam tylko, że właśnie ona powiedziała mi, że to przecież żaden wstyd, że się korzysta z pomocy psychologa! Czy może nie powiedziała nic tutaj o wstydzie, bo przecież JA GO ABSOLUTNIE W TEJ KWESTII = korzystania z pomocy psychologa, NIE ODCZUWAM!

Lecz rzekła coś takiego, jak ja jej wyraziłam, że ja zawsze chciałam i robiłam wszystko, aby pomóc sobie samej jednak. To ona na to podała taki bardzo dobry przykład, że pewne rzeczy, np. POŁAMANA NOGA WYMAGAJĄ INTERWENCJI LEKARZA… I tutaj jakoś nikt nie wpada nawet na taki pomysł, aby pomóc sobie sam, a społeczeństwo tak bardzo boi się tych psychologów… W każdym razie, jak się sama wyraziła, nie wyobraża sobie, że byłaby tym, kim obecnie jest i tu, gdzie jest, gdyby nie jej terapeutka…

Nie mam już naprawdę siły, by o tym teraz mówić… Przecież dobrze o tym wiesz…, że jutro muszę jeszcze pomyśleć o tych okularach dalej…

Tak, kochana, właśnie miałam o tym wspomnieć. Dzisiaj przecież już ponownie się napracowałaś! Bo z rana przecież i pomedytowałaś, później zaś tak się zastanawiałaś, czy wykonać tą swoją gimnastykę…, jednak pomyślałaś o tym, że masz jeszcze do odkurzenia mieszkanie i tak się za to zabrałaś nawet przed śniadaniem, by mieć to już z głowy, a jak już zaczęłaś odkurzać, to oczywiście zaraz po tym przystąpiłaś do mycia podłogi! Później zaś, pamiętając, że miałaś się jeszcze udać gdzieś do optyka, bo bardzo chciałaś sprawdzić, jaka ewentualna cena nowych oprawek… itp.

boooszeee, ja naprawdę jestem już skonana… Tego wszystkiego jest po prostu ZA DUŻO JAK NA MOJĄ GŁOWĘ!!! Dlatego teraz już kończę!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

To teraz powrócę jeszcze do tego mojego upadku… Wiesz, ja nawet teraz już dokładnie znowu nie wiem nawet, jak to się stało… Jedyne, co pamiętam, to siebie leżącą na tej ziemi… i te moje połamane okulary… boooszeee, a później do mnie doszło, że to jest ZNOWU LEWA ICH STRONA… bo przecież nawet policzek mam po tej stronie zadrapany… A na poniższym zdjęciu widać również moje obdrapane palce po tym… Tę fotkę zrobiłam już naturalnie w domu…

Otwórz zdjęcie

No w każdym razie, założyłam jeszcze te brylki na nos, bo choć tak mi się trzymały, buhaha, 😜.

Widziałam, moja droga, że ponownie próbowałaś myśleć, jak Twój brat, że no całe szczęście wciąż żyjesz! A te okulary to przecież TYLKO rzecz

(…)

Wróciła dzisiaj, a jest NIEDZIELA, 17.VII.2022, z plaży na Stogach. I … moi drodzy, naprawdę tak niesamowitej jednak kobiety, to już bardzo dawno nie widzieliście.

Dziś rozpocznę ten wpis JA. Bo, kochani, ta Mała Mi jest kimś naprawdę wyjątkowym! Już Wam wszystko opiszę [bynajmniej na wstępie, zanim ona sama nie nabierze więcej pewności siebie,😉]. Powiem Wam, że tak naprawdę, to niemal przez cały czas czuła, że wisi nad nią taka chmura z płaczu, tak bynajmniej wciąż odczuwała, jakby musiała powstrzymywać własne uczucia…

Poniżej, przedstawimy Wam, jak ta nasza bohaterka dziś właśnie wyglądała, choć muszę Wam powiedzieć, że wcale nie jej wygląd tak bardzo mnie ucieszył, a sposób, w jaki ona sama ze sobą zaczęła tam rozmawiać…

Już Wam mówię, cóż nastąpiło… , najpierw Mała Mi ponownie czuła się taka popaprana, bo, kochani, nie miała wypłaconych żadnych pieniędzy na ewentualną ubikację tam…

No tak, nie miałam i oczywiście pierwsze co, to zaczęłam na siebie najeżdżać znowu i krytykować, że dlaczego niby nie wypłaciłam tych pieniędzy jeszcze wczoraj,🤷‍♀️,powinnam się była przecież wcześniej do tego przygotować, a nie tak na ostatnią chwilę…🤷‍♀️ I tego typu rzeczy, sama wiesz, jak było… W każdym razie będę pisała tutaj JEDYNIE to, cóż dziś postanowiłam… A mianowicie, że naprawdę będę już TYLKO i wyłącznie DZIŚ DOSZUKIWAĆ SIĘ BĘDĘ WE WSZYSTKIM SAMYCH PLUSÓW I DOBRYCH STRON naprawdę miałam tego dość…, pomimo tego, że tak, jak wspomniałaś, wcale się tak nie czułam…

Tak więc pierwszym plusem dla mnie był fakt, że jednak nie jest wcale tak upalnie…, a nawet, jak wychodziłam na balkon, to było dość wietrznie… I teraz już wymienię po prostu te plusy i dobre strony tego wszystkiego:

  • Choć w takie ciepłe dni, nie przepadam chodzić w spodniach, to jednak ucieszyłam się, że nie jest aż tak ciepło…, bo mogłam spokojnie zakryć tę moją nadal nie tak wyglądającą nogę..., [wciąż bowiem jej wygląd mnie krępuje…,🙈] Poza tym, jak jeszcze wyszłam, to nie wiedziałam, czy w sandałach będzie mi wystarczająco ciepło, bo tak spoglądałam przez balkon i dostrzegłam wprawdzie osoby na krótki rękaw i nawet mające gołe nogi, ale na stopach, kryte buty ze skarpetkami! No, ale pomyślałam sprawdzę, jak jest!
  • i rzeczywiście się przekonałam! Idąc tam w stronę tego Lidla, bo wydawało mi się, że to jest jednak bliżej [choć teraz już nie jestem tego wcale taka pewna…] zauważyłam ludzi nawet jeszcze w normalnych dżinsach! I tak się tym pocieszyłam, że w tych spodniach będę mogła sobie spokojnie dalej jechać… A i w sandałach też nie było mi wcale zimno! Więc się ucieszyłam, bo pomyślałam, że przecież te będzie mi o wiele łatwiej zdjąć na tej plaży, niż jakieś adidasy i skarpetki!
  • ALE co jeszcze ważniejsze! Wypłaciłam z tego bankomatu również 20PLN! A to, że później mi się wcale nie przydało, to już pominę…😜
  • ponieważ udałam się jednak tym razem na tą bardziej dziką plażę…, gdzie oczywiście nie było żadnych ubikacji…, no a bynajmniej mi nic o nich nie wiadomo…

Dobrze, kochanie, to przedstaw już tutaj wprost, cóż Ty sobie mówiłaś i co tam w ogóle robiłaś…, bo widziałam, że położyłaś się znowu dalej od tej wody…, a niestety nie miałaś tam nikogo nawet w swoim wieku w pobliżu siebie…

Tak właśnie było…, oczywiście prawie przez cały czas czułam się z tego powodu tam, jak taki odmieniec i choć naprawdę chciało mi się tam ryczeć, to włączyłam sobie po prostu ponownie tą Louise Hay i słuchając jej, dochodziłam do takich wniosków:

  • nie znam aż tak dobrze języka angielskiego, ale jednak wystarczająco wiele, aby spokojnie rozumieć sens tego, co ona tam mówi!
  • już dawno to wiem, o czym ona tam mówi, że każda choroba jest tylko i wyłącznie dla nas znakiem ostrzegawczym/ lekcją, która ma nas czegoś nauczyć!
  • i tak wiele z tego naprawdę rozumiałam…, jak choćby to, że nie ma co narzekać, to i tak nic nie pomoże, a jedynie powinniśmy dopatrywać się, cóż jeszcze musi zostać uzdrowione… i że mamy również wszystko w sobie…, aby móc to zmienić i uzdrowić!

I choć ja tak naprawdę również w to wierzę, że nasze dusze wybierają właśnie dokładnie takie rodziny, to myślę sobie, cholera jasna, to ja jednak naprawdę mam baaardzo trudno…

Tak, kochanie, ale przecież już jesteś tego świadoma…, że dokładnie takie rzeczy, jak te, które Ciebie dotknęły, spotykają tylko naprawdę bardzo silne osoby psychicznie!

Wiesz, co Ci powiem! Ja mam tego już naprawdę dość, bo myślę sobie, cholera jasna, to ile jeszcze będę musiała tego doświadczyć… Już, poważnie po tych połamanych moich okularach, zaczęłam mieć tego po dziurki w nosie! Tym bardziej, że jak wiesz, w domu wcale nie czuję się dobrze, mając je w swoich oczach… Zdecydowanie wolę, będąc w tu, zakładać okulary…

Ale tak bardzo postanowiłam sobie, że nie będę, jak moja matka! Choć tu muszę dodać, że ona tak bardzo już nauczyła się od swojego syna, że to są przecież JEDYNIE rzeczy, najważniejsze jest przecież życie i zdrowie! I tak wtedy zaczęłam doszukiwać się rzeczy, za które mogę być ponownie wdzięczna, nawet tak sztucznie… A wiesz, jeszcze, jak czytałam sobie ponownie tę książkę Bożeny Figarskiej – Religa i tam stoi przecież jak nic:

ZAWSZE STAJEMY SIĘ TYM, O CZYM NAJCZĘŚCIEJ MYŚLIMY. OTRZYMUJEMY TO, CO DOMINUJE W NASZYM UMYŚLE.

To sobie pomyślałam: boooszeee, przecież ja obecnie mam tyle tych okropnych, destrukcyjnych i wręcz wyniszczających mnie(!) myśli…

To prawda, kochanie, wspaniale, że sama do tego doszłaś! Ale, spójrz tylko, Ty obecnie nie masz naprawdę w nikim wsparcia! A nawet ta Twoja matka, która przecież zawsze była taką właśnie osobą! tylko, że Ty, moja kochana, wcześniej, jak nie doświadczyłaś jeszcze tego wszystkiego, co teraz, to potrafiłaś przejść nad tym do porządku dziennego, choć nigdy nie było to dla Ciebie miłe, mieć taką mamę pesymistkę. Jednak wtedy potrafiłaś to bardzo dobrze sobie zracjonalizować i na nią w żaden sposób nie złorzeczyć i się tym stanem nie frustrować…

To prawda…, bo wiesz dobrze, jak było. Miałam po prostu inne rzeczy na głowie, więc, pomimo tego, że zawsze starałam się jej jakoś pomagać, to jednak potrafiłam wówczas jeszcze być normalna w tym wszystkim… A obecnie…, nie będę ukrywała, że choć nie uważałam jej nigdy za kogoś toksycznego, bo przecież ani nas nie biła, ani też nie maltretowała w żaden sposób…, to jednak psychicznie bardzo wyczerpuje, zwłaszcza mnie, osobę teraz tak mało odporną na takie rzeczy…

Ale, dziś postanowiłam sobie, że kur… i tak będę dziękować za to, co mogę! Czyli:

  • że mogłam sobie pojechać i pobyć nad tym morzem! [pomimo, że do niego nawet nie weszłam!…ale to również sobie dalej przetłumaczyłam:]
  • nie kąpałam się, bo pomijam już to, że nikt się nie kąpał! ale ja nie miałam nawet osobnego ręcznika do wytarcia!
  • mogę dopatrywać się takich właśnie pozytywnych rzeczy, pomimo tego, że wszystko inne wydawało się takie wcale nie być…
  • no i w końcu coś, o czym tu jeszcze nawet nie wspomniałam: ŻYJĘ I MOGĘ ODDYCHAĆ,

A w ogóle przez cały niemal czas powtarzałam sobie właśnie to:

Tak bowiem sobie myślałam jeszcze o tym, co mówiła właśnie ta Oprah…, że przecież równie ważnym jest, aby także służyć innym… i a już najzwyczajniej w świecie, miałam to wszystko, że tak powiem, gdzieś, to znaczy to, co się ze mną właśnie działo i wydarzało w tej mojej głowie! Postanowiłam, że będę i tak po prostu, tak nawet jeszcze sztucznie, ale doszukiwać się tych plusów i dobrych stron, pomimo tego wszystkiego, że nawet moja matka jest kompletnie niewspierającą mnie osobą! Ona przecież taką była już, jak ja pojawiłam się na tym świecie! Zatem postanowiłam dalej zacisnąć zęby i teraz także dać sobie radę!

Jest mi oczywiście teraz z tym wszystkim znacznie trudniej, niż innym… I choć naprawdę bardzo jest mi przykro, że obecnie nawet nigdzie nie wyjechałam, by te baterie jednak ładować i zyskać trochę tych sił przecież, czyli znowu kompletnie z tego życia nie korzystam… Ale pomimo tego, że wróciłam już z tej plaży autobusem o 15:05, to pomyślałam, że nie mogę przecież siebie ciągle łajać i ganić! Moim zadaniem jest, by ponownie zacząć siebie kochać i akceptować!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close